-
O tym, jak to plany są po to by je zmieniać ;)
Wszystko zaczęło się od tego, że przecież urlop trzeba spędzić w Bieszczadach... termin... no październik, przecież wtedy jest tak kolorowo no i ludzi jakby mniej...
Pierwsza zmiana planów... tu w moim przypadku, Magda napisała że jedzie a ja się jej wprosiłam, że pojadę z nią:) spotkałyśmy się przed wyjazdem... poszłyśmy na piwo...znak rozpoznawczy... miałam stać na środku rynku w Poznaniu i wymachiwać mapą Bieszczad (nie wiem która to wymyśliła)... spóźniłam się więc nie miałam szansy Magdę dało się poznać od razu... widać było że czeka... tylko nie wiedziała jeszcze wtedy co ją czeka :D po pierwszych dwóch łykach... decyzja zapadła! Zmieniam termin urlopu i jedziemy razem :)
Będzie o tym jak zdobyłyśmy Tarnicę, jak widziałyśmy Tatry z połoniny, jak wdrapałyśmy się na Jasło, jak przyjemnie szło się na Rawki w forumowym towarzystwie... o tym jak przez przypadek w Łopience zeszło się nas sporo forumowych ludzików... i jeszcze takie tam... przygody ;) a o tym jak nic nie działo się w miejscu gdzie nic nie ma i nic się nie dzieje już nie będzie ;) aaa i jeszcze o tym jaka to ja jestem aspołeczna ;))
Mam nadzieję że Magda mi pomoże tworzyć!! :)
-
Odp: O tym, jak to plany są po to by je zmieniać ;)
Cytat:
Zamieszczone przez
calanthe
Mam nadzieję że Magda mi pomoże tworzyć!! :)
Na pewno ja nie będę aspołeczny i potowarzyszę Ci, a w zasadzie Wam, a tak w ogóle to nam w tej relacji.
-
Odp: O tym, jak to plany są po to by je zmieniać ;)
Cytat:
Zamieszczone przez
Piskal
Na pewno ja nie będę aspołeczny i potowarzyszę Ci, a w zasadzie Wam, a tak w ogóle to nam w tej relacji.
Fajowo! :)
Cieszę się, że Monia zaczęła, będziemy powoli kontynuować :).
-
Odp: O tym, jak to plany są po to by je zmieniać ;)
łeee jak Piskal chce nam towarzyszyć to ja muszę po wiśniową nalewkę o smaku truskawek iść... ;))
-
Odp: O tym, jak to plany są po to by je zmieniać ;)
Kontynuujmy więc.
Dzień wyjazdu - adrenalina, niepewność i szczęśliwe zakończenia :)
22.09 nastąpił w końcu dzień naszego wyjazdu. O godzinie 5.40 rano spotkaliśmy się z Moniką (Calanthe) i jej bratem Łukaszem na nowym, pięknym i lśniącym :lol: Dworcu Głównym w Poznaniu. O godzinie 6.00 planowo odjeżdżał nasz pociąg do Krakowa. My wsiadłyśmy w niego o 6.02 i to tylko dzięki Łukaszowi, który choć nie jechał z nami, to nam ten pociąg zatrzymał w ostatniej chwili. Cóż ciśnienie skoczyło nam po raz pierwszy (a wszystko przez pewnego pana, który w kolejce przed Moniką kupował przez kilkadziesiąt minut bilet do Kijowa i którego w końcu i tak nie kupił).
Ale udało się ;). Radość jednak nie trwała długo, bo już w Łodzi okazało się, że pociąg będzie miał ponad godzinę spóźnienia po dojechaniu do Krakowa, co dla nas oznaczało ucieczkę busa mającego nas zawieźć prosto do Wetliny. We Włoszczowej dosiadła druga Monika (która jechała aż z Olsztyna przez Wawę) i zaczęło się główkowanie co dalej oraz wiszenie na telefonach w celu znalezienia jakiegokolwiek połączenia z Krakowa, które zawiedzie nas dalej niż do Rzeszowa lub Przemyśla. Następnie szukanie taniego noclegu w Ustrzykach Dolnych lub Lesku. Pogodziłyśmy się już z tym, że najbliższej nocy nie spędzimy w Wetlinie. Jakież było nasze zdziwienie i radość, kiedy na PKSie w Krakowie odkryłyśmy, że za 1,5 godziny odjeżdża jeszcze jeden bus do Wetliny. Na dodatek w pakiecie z przesympatycznym i rozgadanym kierowcą Piotrem :). Przed 16tą zatem udało się Kraków opuścić. Piotr prowadził na tyle dobrze, że już przed 20tą byłyśmy w okolicach Soliny, a chwilę później staliśmy się niestety przyczyną ogromnego stresu dla biednego zająca, który uciekał przed nami po szosie na wysokości Polanki. Piotr zwolnił do 10km na godzinę, wyłączał światła, by dać czas szarakowi na ucieczkę. Na nic to się jednak zdawało. Twardo czekał na nas i nasze ponowne ruszenie, by nadal przed nami biec. ;) W końcu umknął gdzieś w krzaki, a my pomknęliśmy dalej ku obwodnicy bieszczadzkiej, by w końcu minąć Przysłup, Kalnicę i Smerek. Z każdą mijaną miejscowością czułam coraz większą radość i wzruszenie. Tęskniłam za tymi miejscami od wielu miesięcy, jak przystało na bieszczadzką tęsknotę :).
Po dotarciu do celu, czyli do "Cienia PRL-u" okazało się, że nasz kierowca również zostaje na noc w Wetlinie. Nic nie stało na przeszkodzie by, po pozostawieniu bagaży w schronisku, pójść z nim na pierwsze bieszczadzkie piwo do Bazy (szczególnie, że godzina była jeszcze bardzo młoda). I tak już przed 22gą siedziałyśmy przy zimnym piwku w Bazie Ludzi z Mgły i rozmawiałysmy w najlepsze z Piotrem (z Leska), który nadal nawijał za dwóch i bardzo ciekawie opowiadał o realiach tamtejszego życia. A ja byłam szczęśliwa, że wreszcie jestem w Bieszczadach :smile:.
-
Odp: O tym, jak to plany są po to by je zmieniać ;)
chyba jechałam kiedyś z tym panem busem - to był mega wesoły bus -jajca, śmiechy, wszystko na wariata w stylu "-dokąd pan jedzie?" "-a skąd mam to wiedzieć? :D". złapałam go w lesku, było już ciemno i już myślałam że przyjdzie mi nocować w lesku ale łapałam stopa. zatrzymał się owy wesoły bus jadący z krakowa (właśnie mówił że przed 16 wyjeżdża ale dodał że nie ma go w oficjalnych rozpiskach PKS bo oszczędzają więc nie wiem jak go znalazłyście). jechaliśmy przez ustrzyki dolne i przez Polane, Terke do Kalnicy i dalej do Cisnej. Mówił że śpi raz w Wetlinie, raz w Lesku więc to na pewno ten sam:) Bardzo miło go wspominam, ośmialiśmy się całą drogę, obstawialiśmy ile razy rzeka przepływa przez drogę na odcinku Terka - Dołżyca i wynik nas zaskoczyl bo wyszło chyba z 6 razy. później nocowałam w Cisnej i akurat załapałam się bo oglądałam po raz n-ty Bazę Ludzi Umarłych która była wyświetlana. Więc polecam pana busiarza:}
-
Odp: O tym, jak to plany są po to by je zmieniać ;)
Tak tak, to ten sam, też nam mówił o meandrach Solinki i faktycznie nocuje raz tu, raz tu.
A na PKSie w Krakowie na rozpisce autobusów był zaznaczony ten przejazd, ale fakt, że panie kasjerki niewiele wiedziały, więc niepewność była aż do momentu, jak go tam spotkałyśmy :). Natomiast w drodze powrotnej (jechałyśmy z Zagórza) sam zarezerwował nam miejsce w busie do Krakowa i jeszcze specjalnie przyjechał na przystanek się pożegnać z nami (bo wtedy akurat nie on jechał do Krakowa). Ale nie przyspieszam już relacji i czekam na parę słów od Calanthe :)
-
Odp: O tym, jak to plany są po to by je zmieniać ;)
Czy przypadkiem kierowca nie nocuje vis a vi Bazy:-) Jeśli tak to pamiętam go z lipca
-
Odp: O tym, jak to plany są po to by je zmieniać ;)
Cytat:
Zamieszczone przez
diabel-1410
Czy przypadkiem kierowca nie nocuje vis a vi Bazy:-) Jeśli tak to pamiętam go z lipca
dokładnie tak :) hehe Piotrka pewnie uszy pieką teraz hehe:)
Magda przywołała mnie do tablicy... no dziś już nic nie napiszę, może tylko tyle, że na rozgrzewkę postanowiłyśmy wdrapać się na Smerek :)
a tego zająca w drodze do to mi jednak było szkoda... biedny nie wiedział w którą stronę uciekać...
-
Odp: O tym, jak to plany są po to by je zmieniać ;)
Chciałabym napisać co nieco dalej, ale okazuje się, że z tym wrzucaniem fotek to nie taka prosta sprawa, jutro to pewnie załapię :)
-
Odp: O tym, jak to plany są po to by je zmieniać ;)
:razz:
Cytat:
Zamieszczone przez
calanthe
dokładnie tak :) hehe Piotrka pewnie uszy pieką teraz hehe:)
Magda przywołała mnie do tablicy... no dziś już nic nie napiszę, może tylko tyle, że na rozgrzewkę postanowiłyśmy wdrapać się na Smerek :)
a tego zająca w drodze do to mi jednak było szkoda... biedny nie wiedział w którą stronę uciekać...
Najlepiej jak by uciekł do.....Śiekierezady..
-
9 załącznik(ów)
Odp: O tym, jak to plany są po to by je zmieniać ;)
Trochę już wody w rzekach upłynęło od dnia gonitwy za pociągiem i zająca przewodnika...
pora ruszyć dalej... idziemy na SMEREK :)
Niedzielny poranek ok 10 godziny... idziemy, tak na rozruch... padło na Smerek, bo z Wetliny jest szlak... nie trzeba kombinować jak tu się dostać gdzieś dalej... tak, trochę z lenistwa wybrałyśmy tą trasę.. zdając sobie sprawę że jest niedziela, że możliwe że będzie tłoczno na pewno na przełęczy Orłowicza... później większość pewnie pójdzie na połoninę... a my czmychniemy w lewo i zejdziemy dalej czerwonym szlakiem do wsi Smerek... jak wymyśliłyśmy tak też zrobiłyśmy :)
Załącznik 30691pogoda była wymarzona... ciepło, słońce... czego chcieć więcej... i idziemy i idziemy i pojawiają się pierwsze dylematy.. Załącznik 30692 ale przecież rano mocno postanowiłyśmy, że idziemy... nie dajemy się skusić "reklamie" twardo idziemy dalej obiecując sobie że nagroda w postaci podobnej będzie jak zasłużymy ;) po zejściu już ze szczytu... po drodze piknik i to nie jeden.. nie spieszymy się bo i po co, przyjechałyśmy tu odpocząć a nie biegać...Załącznik 30693 lubię iść lasem.. nawet bardzo, jednak po kilu miesiącach braku widoku połonin ucieszył mnie widok otwartej przestrzeni... u mnie kilka miesięcy... Magda czekała aż TRZY LATA... a druga Monia... druga Monia była w Bieszczadach pierwszy raz... Załącznik 30694
Na Przełęczy Orłowicza... aż dziwne tłumów nie ma, może też dlatego że pora już raczej na schodzenie a nie wchodzenie;) nam w ogóle to nie przeszkadzaZałącznik 30695jest też małżeństwo... które weszło, rozejrzało się i chyba coś im się nie spodobało... pani pokręciła nosem, odwróciła się na pięcie i zaczęła iść w dół.. tą samą trasą którą przyszła, a pan jej towarzyszący nie wiele myśląc pobiegł za swoją ukochaną... ale stroje niedzielne, pełen szacunek dla gór hehe pan w marynarce, pani w niedzielnej kurteczce z torebką Załącznik 30696 bardzo to pocieszny widok był :)
my po chwili odpoczynku ruszamy dalej w kierunku naszego celu! :)Załącznik 30697ludzi niewiele...Załącznik 30699połoniny jeszcze zielone...Załącznik 30698aż nie chce się wracać na dół... no ale... jutro też będzie dzień i jutro kolejny cel.. nie wiemy jeszcze jaki, wiemy że mamy się umówić z chłopakami z forum... a stopa do Wetliny złapałyśmy szybciej niż pomyślałyśmy że chcemy go złapać...
zostawiłyśmy plecaki w Cieniu i poszłyśmy na piwo... 6 godzin w górach:) zasłużyłyśmy... po drodze Magda umawia się z Piskalem na kolejny dzień :) trochę jej to nie wychodzi bo oboje niezdecydowani hehe... ale ostatecznie umawiamy się na godzinę nie pamiętam już którą... ale jakąś wczesną i mamy iść na Rawki...
-
Odp: O tym, jak to plany są po to by je zmieniać ;)
Zdecydowani zdecydowani, tylko Piskal był już nieco "podtopiony w Sanie" :D. Na szczęście dzięki konkretnemu podejściu Calanthe godzina spotkania została ustalona (bandycko wczesna, ale i trasę mieliśmy dość ambitną w planie) :).
-
Odp: O tym, jak to plany są po to by je zmieniać ;)
Cytat:
Zamieszczone przez
bieszczadzka_tęsknota
Zdecydowani zdecydowani, tylko Piskal był już nieco "podtopiony w Sanie" :D. Na szczęście dzięki konkretnemu podejściu Calanthe godzina spotkania została ustalona (bandycko wczesna, ale i trasę mieliśmy dość ambitną w planie) :).
bo przecież jestem aspołeczna to musiałam krótko i na temat co by nie gadać za dużo ;)
-
Odp: O tym, jak to plany są po to by je zmieniać ;)
Ech jeszcze miesiąc i pięć dni ale czytając wspominam i czekam
-
Odp: O tym, jak to plany są po to by je zmieniać ;)
chciałabym móc znowu odliczać...
-
Odp: O tym, jak to plany są po to by je zmieniać ;)
To zacznij odliczać. Najbliższy KIMB w trzeci weekend maja. Tam to dopiero się podtopimy.
-
Odp: O tym, jak to plany są po to by je zmieniać ;)
Cytat:
Zamieszczone przez
Piskal
To zacznij odliczać. Najbliższy KIMB w trzeci weekend maja. Tam to dopiero się podtopimy.
Nie wiem czy wytrzymam tak długo ;)
-
Odp: O tym, jak to plany są po to by je zmieniać ;)
Cytat:
Zamieszczone przez
Piskal
To zacznij odliczać. Najbliższy KIMB w trzeci weekend maja. Tam to dopiero się podtopimy.
A wiadomo już gdzie??
Pozdrawiam
-
Odp: O tym, jak to plany są po to by je zmieniać ;)
Cytat:
Zamieszczone przez
creamcheese
A wiadomo już gdzie??
Pozdrawiam
Niewiadomo. Może to i już czas, żeby ruszyć ten temat..
-
Odp: O tym, jak to plany są po to by je zmieniać ;)
Cytat:
Zamieszczone przez
Piskal
Niewiadomo. Może to i już czas, żeby ruszyć ten temat..
Czas, Piskalu, czas!! Ustalić i miejsce i potwierdzic termin...na ten KIMB chciałbym przyjechać koniecznie, nie tylko na 20 min...
Pozdrawiam
-
Odp: O tym, jak to plany są po to by je zmieniać ;)
Jak to Piskal napisał
Cytat:
Umawianie z dziewczynami
To osobna anegdota
Może o tym coś napiszą
Calanthe lub B. Tęsknota.
nie da się ukryć że miał rację :)
wieczorem poszłyśmy na piwo... po drodze zadzwonił Piskal co by się umówić na dzień następny, gadali gadali i umówić się nie mogli... umawiali się z Magdą tak długo że mi piwo zdążyło zzielenieć...
http://img713.imageshack.us/img713/1816/dsc00371td.jpg
Magda już nie miała siły na tłumaczenie co i jak... zrezygnowana oddała mi słuchawkę i widać z chłopakami trzeba krótko i na temat...
umawiamy się jak już pisałam na wczesną... zdecydowanie za wczesną godzinę... nie musimy myśleć że PKS, że stopa trzeba łapać.. chłopaki po nas przyjadą :) na prawdę nie wiem czym sobie na to zasłużyłyśmy ;)
-
Odp: O tym, jak to plany są po to by je zmieniać ;)
Nawet śniadania zjeść nie pozwolili... pogoda się zapowiada przyjazna do wędrówki, nie pada, najważniejsze:) siedzimy sobie spokojnie nie spiesząc się... jemy kanapki na werandzie i wjeżdżają dwa auta.. prawie jak porwanie hehe wysiada pięciu chłopaków... i teleportujemy się po chwili na przełęcz pod Rawki... chłopaki warszawiaki zostają na parkingu... mają swoje tempo... szczerze mówiąc.. po co komu włazić pod te górę, nie lepiej było gdzieś w krzakach rozbić obóz na cały dzień i tam zrobić piknik... no ale nie...
http://img7.imageshack.us/img7/3403/99148391.jpg
Wojtek coś tam tłumaczy Magdzie po drodze... ja już na wstępie zostałam z tyłu... już tak mam, że mi się nie spieszy :D
Piskal i Stały Bywalec... oni to już w ogóle motorki w nogach mają...
http://img211.imageshack.us/img211/4527/86931731.jpg
idziemy razem ale osobno.. ale pod bacówką na ławce jesteśmy wszyscy.. sesja zdjęciowa, gorące kakao i w drogę... mijamy żmiję! taką prawdziwą :) zdjęcia oczywiście nie mam bo wolałam sobie popatrzeć na gada niż szybko wyciągać aparat :) o kompromitacji chłopaków nie ma mowy... nie wiem co oni piją, palą... ale po górach to biegają!!
ale cel zdobyty... już prawie :) na Małej Rawce zostawia nas Stały Bywalec...
http://img96.imageshack.us/img96/7113/24380375.jpg
idzie aż na Kremenaros... a my chwila przerwy z nagrodą w postaci wiśniowej nalewki o smaku truskawek... i człapiemy dalej... na Wielką Rawkę...
i udaje mi się zrobić jedno z fajniejszych moich zdjęć... bardzo dziękuję "modelom" bo bez nich by zdjęcia nie było.. :)
http://img17.imageshack.us/img17/6151/29934778.jpg
w okolicy Wielkiej Rawki robimy piknik... i wracamy do Małej i w dół... Działem... lubię Dział bo (tylko cicho...) mało ludzi tam chodzi...
w sumie to ta wyprawa to piknik za piknikiem... rozsiedliśmy się na trawie...
http://img441.imageshack.us/img441/1572/37808161.jpg
poszliśmy kawałek dalej... i wiata... skoro wiata to trzeba zrobić piknik :) każdy robi to co lubi... ja robię sobie drzemkę :)
http://img854.imageshack.us/img854/333/12402805.jpg
dobrze się siedzi ale trzeba ruszyć tyłki... ten znikający punkt na zdjęciu to Piskal... który tak bardzo się bał kompromitacji...
http://img203.imageshack.us/img203/4272/10038867.jpg
aj... fajnie było się spotkać z chłopakami... szkoda tylko że jak już zeszliśmy do Wetliny to tak szybko każdy musiał w swoją stronę.. tzn my nie musiałyśmy ;) ale coś podpowiadało że to jeszcze nie koniec naszych spotkań... a każde następne będzie miłą niespodzianką :)
Piskal... mam nadzieję i wierzę uparcie że zabezpieczona przesyłka w Twoim plecaku dla Stałego Bywalca dotarła ?? ;)
c.d. nastąpi... ale następny dzień to chyba dzień zbijania bąków :)
-
Odp: O tym, jak to plany są po to by je zmieniać ;)
Cytat:
Zamieszczone przez
calanthe
(...)Piskal... mam nadzieję i wierzę uparcie że zabezpieczona przesyłka w Twoim plecaku dla Stałego Bywalca dotarła ?? ;)
Możesz jaśniej? Bo nie mogę sobie nic przypomnieć.
-
Odp: O tym, jak to plany są po to by je zmieniać ;)
Monice chodzi o odrobinkę nalewki wiśniowej 'Strawberry Fields Forever', którą Piskal miał Tobie dostarczyć ;)
-
Odp: O tym, jak to plany są po to by je zmieniać ;)
Cytat:
Zamieszczone przez
bieszczadzka_tęsknota
Monice chodzi o odrobinkę nalewki wiśniowej 'Strawberry Fields Forever', którą Piskal miał Tobie dostarczyć ;)
Musiała to być doprawdy odrobinka, gdyż nie zapamiętałem. Ofiarowane mi trunki pamiętam dopiero od pół litra w górę.
-
Odp: O tym, jak to plany są po to by je zmieniać ;)
Mogło tak być, bo dostałeś zaraz w samochodzie w Wetlinie; wysil pamięć, bo Twoja skleroza podrywa mój autorytet 8)
-
Odp: O tym, jak to plany są po to by je zmieniać ;)
toż z Rawki na Kremenarosa to rzut beretem:) raz szłam z Wetliny (sioła) przez Riabą, Kremenaros, Rawki i powrót Działem -troche dało w kość ale Bieszczady dają taką energię że można po nich kicać :) widzę piwko w Ranczu, lubię tą knajpkę:)
-
Odp: O tym, jak to plany są po to by je zmieniać ;)
Cytat:
Zamieszczone przez
Jimi
toż z Rawki na Kremenarosa to rzut beretem:)
zgadzam się w 1000% :) ale jakoś tak... nam nie po drodze tam było tym razem :)
-
Odp: O tym, jak to plany są po to by je zmieniać ;)
Cytat:
Zamieszczone przez
Stały Bywalec
Musiała to być doprawdy odrobinka, gdyż nie zapamiętałem. Ofiarowane mi trunki pamiętam dopiero od pół litra w górę.
aż taka odrobina to nie była ;) spoko wybaczam niepamięć... :) nie ma to teraz najmniejszego znaczenia :)
-
Odp: O tym, jak to plany są po to by je zmieniać ;)
Cytat:
Zamieszczone przez
Piskal
Mogło tak być, bo dostałeś zaraz w samochodzie w Wetlinie; wysil pamięć, bo Twoja skleroza podrywa mój autorytet 8)
Przypomnę sobie - ale dopiero wtedy, gdy spróbuję. Po smaku postaram się przypomnieć.:-D
-
Odp: O tym, jak to plany są po to by je zmieniać ;)
Na dzień następny mamy plan na Łopienkę, jakoś tak zawsze jak jestem w Bieszczadach to muszę tam dotrzeć, Magda też bardzo chce bo jeszcze nigdy tam nie była... trochę późno się robi, deszcz pada, na stopa nie chce nas nikt zabrać, sprawdzamy autobus chociaż żeby się do skrzyżowania na Buk dostać a dalej sobie podreptamy..., autobus jedzie ale... ale w ostatniej chwili decydujemy się na wycieczkę pod wodospad :) a Łopienkę przenosimy na dzień inny... okaże się że całkiem trafiona zmiana planów to była :)
http://img19.imageshack.us/img19/8652/64616303.jpg
Jakoś nigdy nie mogę tam trafić w pełnym słońcu... albo pada albo jest szaro :)
http://img341.imageshack.us/img341/6702/58475082.jpg
i mamy towarzyszkę naszej bardzo trudnej technicznie i wyczerpującej "wyprawy"
http://img51.imageshack.us/img51/3469/96896168.jpg
łazimy trochę nad Wetlinką.. wody mało, kajakiem się nie da... i idziemy do domu... po drodze piknik przy sklepie i plany na następny dzień... z nadzieją że przestanie w końcu padać :)
lubię gapić się w mapę...
http://img543.imageshack.us/img543/180/77557574.jpg
popołudnie bardzo aktywne...
http://img822.imageshack.us/img822/4630/13762349.jpg
a noc jeszcze bardziej...
http://img209.imageshack.us/img209/320/43825861.jpg
deszcz na trochę przestał padać, robiło się coraz później... dziewczyny poszły spać jakoś wcześniej... bo sobie wymyśliłyśmy że na Tarnicę pójdziemy.. mi się jakoś spać nie chciało... rzeźbiłam kajak...a w zasadzie stawiałam pierwsze kroki w rzeźbiarstwie jeśli w ogóle tak to można nazwać w moim wykonaniu a Wojtek Szczurek grał na gitarze chyba do 4...
http://img580.imageshack.us/img580/2074/imgp4476c.jpg
dostał go mój dobry kolega kajakarz (też lubiący Bieszczady) jako spóźniony prezent na urodziny i się ucieszył :) a przynajmniej takie sprawiał wrażenie że się podoba ;) no chyba że chciał być miły;)
a jutro idziemy na Tarnicę...
-
Odp: O tym, jak to plany są po to by je zmieniać ;)
Cytat:
Zamieszczone przez
Stały Bywalec
Przypomnę sobie - ale dopiero wtedy, gdy spróbuję. Po smaku postaram się przypomnieć.:-D
zobaczę co da się zrobić... ;)
-
Odp: O tym, jak to plany są po to by je zmieniać ;)
Piskal napisał: To zacznij odliczać. Najbliższy KIMB w trzeci weekend maja. Tam to dopiero się podtopimy.
Cytat:
Zamieszczone przez
calanthe
Nie wiem czy wytrzymam tak długo ;)
i zaczęłam ;) Piskal wykrakałeś hehe i to nie do KIMBu odliczam :)
P.S. nie umiem dodawać podwójnych cytatów ;)
-
Odp: O tym, jak to plany są po to by je zmieniać ;)
kolega Kajakarz byl bardzo zadowolony i zaskoczony otrzymanym kajakiem.
Mam nadzieje że kiedyś razem spłyniemy Wetlinke i przełom Sanu.:grin:
-
Odp: O tym, jak to plany są po to by je zmieniać ;)
Witaj na forum kolego Kajakarzu!
-
Odp: O tym, jak to plany są po to by je zmieniać ;)
Pomimo długiego dnia wczorajszego szybko udało nam się pozbierać, spakować co potrzebne i wyruszyć w drogę... na stopa złapałyśmy busik... nic innego jakoś nie chciało się zatrzymać.. ale za to dowiózł nas do Wołosatego i wysadził u stóp TARNICY :) Pierwszy raz szłam od tej strony a w ogóle to moje drugie wejście na Tarnicę.. pierwszy raz byłam... 6 lat temu, wtedy kiedy to pierwszy raz byłam w Bieszczadach w ogóle... z tym że wtedy wchodziliśmy z Ustrzyk i przez Tarnicę, Halicz i Rozsypaniec do przełęczy Bukowskiej i do Wołosatego a z Wołosatego busikem do Ustrzyk...
Pogoda jest rewelacyjna!! :)
http://img29.imageshack.us/img29/275/90624735.jpg
już na początku ubieramy krótkie spodenki bo słońce jak w środku lata... jeszcze nie wiemy że na górze wiatr głowy urywa (prawie)
http://img802.imageshack.us/img802/1879/22895844.jpg
jesteśmy coraz bliżej... na trasie mijamy parę młodą.. ona w sukni białej i w ciężkich butach, on w garniturze... wiatr trochę popsuł jej fryzurę ;)
http://img850.imageshack.us/img850/887/55755517.jpg
widać różnicę między Tarnicą teraz a Tarnicą z 2006 roku... a barierek powstaje coraz więcej bo już na wyjściu z lasu chłopaki działali i robili cd. drewnianych płotków...
http://img803.imageshack.us/img803/3805/47475306.jpg
robimy sobie z Magdą wspólne zdjęcie... chociaż nie lubię być po tamtej stronie obiektywu ale marudziła że chce ze mną zdjęcie ;)
dla porównania zdjęcie z mojego pierwszego razu i ostatniego latem... chociaż teraz też pomimo że to był środek tygodnia to ludzi było sporo...
http://img812.imageshack.us/img812/4030/p8034915.jpg
na przełęczy po zejściu z Tarnicy dylematy... wieje... robi się późno... w Ustrzykach czeka Piskal i reszta ekipy... Bukowe Berdo nie zdobyte... co robić...
wspólnie podejmujemy decyzję że Bukowe odpada... po raz kolejny nie udało mi się tam wejść... za każdym razem jak jestem w B. mam tam iść i za każdym razem się to nie udaje... no ale nic, wiem już że i tym razem jak pojadę ( o retyyy za tydzień o tej porze mam być w Bieszczadach :D ) to też na Bukowe nie wejdę :D ale to co.. wejdę może jesienią... albo jak się uda na KIMB przyczłapać :)
wybieramy drogę przez Szeroki Wierch... idzie się fajnie.. szczególnie jak są momenty z wiatrem:) idziemy razem ale osobno...
http://img801.imageshack.us/img801/4871/17343718.jpg
aż nie chce się wracać na dół...
http://img833.imageshack.us/img833/1553/86872404.jpg
a tutaj bardzo żałowałam że nie mam ze sobą mojego rowerka... oj jaki piękny zjazd by to był...
http://img577.imageshack.us/img577/2762/97575139.jpg
W Ustrzykach jesteśmy ok 17... i kolejny dylemat... wracamy do "domu" ostatnim busikiem czy idziemy na piwo z chłopakami... nie wiem co pomaga podjąć decyzję ale decyzja pada na busik i piwo na werandzie Cieniu PRL :)
jednak przed ostatecznym wejściem do busika moja aspołeczność podpowiada że może chociaż wyściskać się z chłopakom bo już raczej się tej jesieni spotkać nie planowaliśmy... więc zostawiamy Monikę "w zastaw" u pana busika i z bieszczadzką tęsknotą ku wielkiemu zdziwieniu Piskala wchodzimy do zajazdu pod caryńską i tak szybko jak wchodzimy tak szybko wychodzimy... bo przecież Monia czeka :)
kolejny dzień udany... szkoda że tak szybko się skończył...
-
Odp: O tym, jak to plany są po to by je zmieniać ;)
Cytat:
Zamieszczone przez
calanthe
zostawiamy Monikę "w zastaw" u pana busika i z bieszczadzką tęsknotą ku wielkiemu zdziwieniu Piskala wchodzimy do zajazdu pod caryńską
Ku radości!
Cytat:
kolejny dzień udany... szkoda że tak szybko się skończył...
Nooo...szkoda...
-
Odp: O tym, jak to plany są po to by je zmieniać ;)
" po raz kolejny nie udało mi się tam wejść... za każdym razem jak jestem w B. mam tam iść i za każdym razem się to nie udaje..."
-i cóż z tego, jeszcze tyle czasu przed Tobą:) ja mimo że przeszłam setki kilometrów po tych naszych Bieszczadach (raz zrobiłam setkę w 5 dni hihi), to ciągle mam wrażenie, że tak wiele jeszcze przede mną, że tak mało widziałam. za każdym razem gdy patrzę na mapę zdaję sobie z tego sprawę, obmyślam coraz to nowe ścieżki. i właśnie to mnie tak fascynuje, że człowiek chodzi i chodzi a tu ciągle tak wiele pozostaje rzeczy nieodkrytych, nawet wiele nazw nieznanych. czasem też wraca do swoich ścieżek i znów widzi je na nowo. chyba nigdy nie powiem że znam bardzo dobrze Bieszczady. gdy nie uda mi się czegoś zobaczyć, gdzieś dojść (czasami zdarza mi się "pogubić" lub nieznaleźć danej ścieżki) - mówię trudno, niczego mi nie żal bo tyle jeszcze czasu przede mną, nie teraz to następnym razem. hihihi i znów przychodzą mi na myśl miejsca których nie znalazłam w ubiegłym roku i które będę próbowała zobaczyć od wiosny (np. pewne miejsca na Czartoryi, Kamionkach, Paniszczewie, Jeleniowatym i co tam jeszcze było), bawić mapą można się na różne sposoby. Nawet czasem cieszę się jak coś nie wyjdzie, bo to ciągle niesie za sobą zagadkę, podekscytowanie i tajemniczość tych naszych kochanych Bieszczadów:) dlatego raczej nie wyznaczam sobie celów wędrówek a jedynie kierunek, bo jak nie dojdę do danego miejsca to nic się nie dzieje, niczego nie żal tylko idziemy dalej a tamto zobaczy się następnym razem. nawet doszłam do wniosku, że bardziej kręci mnie samo poszukiwanie, takie chodzenie niż fakt czy coś znajdę czy nie. celem jest wędrówka sama w sobie a nie to co u jej krańca. celem jest chodzenie i szukanie a nie dojście i znalezienie. eh.. znów się rozpisałam i odpłynęłam
-
Odp: O tym, jak to plany są po to by je zmieniać ;)
Cytat:
Zamieszczone przez
Jimi
-i cóż z tego, jeszcze tyle czasu przed Tobą:)
No ja wiem, mi nie jest źle z tego powodu że tam nie dotarłam... za każdym razem prawie jest plan na Bukowe, ale nie wychodzi... się tym nie przejmuje, bo nadal zostaje dla mnie jakąś tam tajemnicą nieodkrytą... i za każdym razem zmiana planu wychodzi na dobre i z uśmiechem...
w wielu miejscach jeszcze nie byłam i nie będę pewnie.. bo wszędzie się nie da...
a każde miejsce każdego kolejnego dnia wygląda inaczej i jest inaczej niesamowite...
od któregoś tam wyjazdu w Bieszczady mam tak... że nie liczy się dla mnie gdzie wejdę tylko liczy się to że tam jestem... samo wyjście do granicy lasu i czytanie książki pod krzakiem jest fajne.. bo przecież nie muszę iść na szczyt...