Miejsce to ciekawym zaiste jest, ale San granicą jest i basta. Ale... no właśnie razu pewnego, w drodze z Dydiówki ku Łokciowi będąc, spotkaliśmy ludka niemłodego, niestarego pomykającego ostro na welocypedzie z zadziwiającą jak na panujące błotnisto - dziurzysto - koleiste warunki drogozwózkowe. Ludek ów dzierżył na plecach a jakże - plecaczek, a w plecaczku wędczynę. Strój ludka, rower i wyposażenie łowieckie wskazywało na nienaszość. Radosno - szaleńcza jazda dobiegła końca na jednym z głębszych dołów błotnych. Wtedy zwiedzieliśmy się, od tegoż, że jedzie do ... Sokolik. Można? Dało do myślenia.