Moim zdaniem ten temat jest na tyle istotny, że warto go nawet milijard razy powtórzyć
Możesz wyśmiać wszystko co napiszę poniżej :)
Studiuję architekturę krajobrazu otwartego. Przy wyborze kierunku nie kierowała mną "żądza pieniądza", tylko fascynacja i zamiłowanie do krajobrazu Polski. Stąd też mam bardzo ortodoksyjne podejście, jeśli chodzi o takie tematy. Poniższe wywody są moim poglądami, nie musicie się z nimi zgadzać.
Krajobraz jest dobrem i dziedzictwem narodowym, tak jak np spuścizna w postaci dzieł sztuki, zabytków architektury czy utworów muzycznych itd. Świadczy on o przeszłości kraju, jego bogactwach, tradycji i kulturze. Jednocześnie urozmaicony pejzaż, będący za razem bardzo atrakcyjnym wizualnie, wskazuje na dużą różnorodność biologiczną, dzięki wielu siedliskom wchodzącym w jego skład.
Z tej racji powinien być on obiektem szczególnej troski, tak samo jak inne wymienione wcześniej przeze mnie dobra, niestety póki co tak nie jest. Ktoś może powiedzieć, że są parki krajobrazowe, które "utrudniają życie", ale tak na prawdę jeśli inwestor się uprze, to postawi na swoim i zrobi co mu się spodoba. W tej kwestii nasze prawo jest dziurawe jak sito i daleko mu do doskonałości. Szkoda, że w naszej modnej "pogoni za zachodem" nie bierzemy przykładu z troski o krajobraz, która w wielu innych krajach jest niezwykle ważnym elementem polityki i życia codziennego.
Odnosząc się do tych 400 hektarów powiem tak: krajobraz ma swoją wartość. Nie będę się rozpisywał na ten temat, osobom zainteresowanym polecam wpisać w google pojęcie "waloryzacja krajobrazu". Niestety, nie jest ona ujednolicona i przytoczonych jest wiele różnych sposobów oceniania, nie mniej jednak wszystko sprowadza się do jednego: krajobraz ma swoją WARTOŚĆ. Jest dobrem narodowym o określonej wartości, niekoniecznie finansowej ale jednak nie mniej ważnej! Niezaprzeczalnie. Przed wojną polska szkoła architektury krajobrazu była jedną z najlepszych w europie. Obecnie wszystko odradza się w bólach, a naród (z pewnymi wyjątkami) jakoś nie przywiązuje zbytniej uwagi do otoczenia i zmian w nim zachodzących. Nie mam nic przeciwko prywatnym, ogrodzonym 400 hektarowym działkom, ale niech będą one kupowane na nizinach, na jakiś nieużytkach, które mają niską ocenę. Krajobraz górski, o jakim mówimy w waloryzacji zajmuje jedną z najwyższych pozycji, czyli jest najcenniejszy i powinien być objęty szczególną troską. Inwestycje wielkoobszarowe, które właściciel planuje ogrodzić, oraz wielkość działki pod takie działanie powinny być moim zdaniem regulowane uzasadnieniem tejże inwestycji. Jeżeli potrzeba ogrodzenia tych 400 hektarów będzie logicznie uzasadniona, to ok. Ale jeśli właściciel grodzi sobie taką ziemię z argumentem "bo tak, bo to moje i tu mi się podoba i nikt chodził nie będzie po moim" to tu jest coś nie w porządku. Jak już wspominałem są to jedne z najcenniejszych naszych krajobrazów, które są dziedzictwem i dobrem wspólnym i każdy powinien mieć do niego dostęp, niezależnie od grubości posiadanego portfela. Zgodnie z tym co mówisz, można całe nasze góry podzielić na -set hektarowe działki, sprzedać tym, których na to stać, niech sobie ogrodzą, a cała reszta niech nacieszy się widokami z publicznych dróg i parków narodowych.
Pomijam fakt, iż takie wielkoobszarowe działania mają nie tylko estetyczny wpływ na jakość krajobrazu. Bezpośrednio wpływają one również na środowisko - przecinają szlaki migracyjne zwierząt (korytarze ekologiczne). Dodatkowo zazwyczaj właściciel kosi sobie centymetrowy trawniczek dookoła domu, a na pozostała część jego majątku zarasta w skutek wtórnej sukcesji, co również nie wszędzie jest pożądane, zwłaszcza w parkach krajobrazowych. To jest fakt autentyczny, który mogę pokazać na konkretnym przykładnie, podpierając się punktem w operacie ochrony parku krajobrazowego. Kolejnym tematem wartym poruszenia jest działalność właściciela na takiej działce. Bo o ile tłumaczenie potrzeby posiadania tak dużej ilości gruntu tylko dla siebie często motywują "miłością do miejsca, krajobrazu i przyrody", o tyle działania większości z nich nie są już takie piękne jak te słowa. Tutaj też mogę podeprzeć się przykładami z życia wziętymi i pokazać jak "miłośnicy" natury walczą z nią (wbrew prawu) na swoim gruncie. Poczucie estetyki jest również pojęciem względnym i dla niektórych różowy pałacyk z białymi kolumienkami i gipsowymi lwami przed wejściem postawiony na szczycie górki będzie kolejnym cudem świata. Niestety jak już wspominałem krajobraz jest dobrem narodowym i na wyjątkowo cennych obszarach projekt budowlany powinien być konsultowany ze specjalistami, a inwestor powinien zrezygnować w pewnym stopniu z własnego "widzimisię" w imię wyższego dobra.
Tu też się nie zgodzę. Inwestor kupując grunt na którym jest szlak turystyczny/cerkwisko/pozostałości po wsi/grodzisko itp nie może zabronić dojścia/przejścia ludziom przez swój teren i powinien się z tym liczyć kupując sobie działkę. Niestety znam wiele przykładów, gdzie mają oni to w d*pie, o czym była mowa powyżej. A prawda jest taka, że niekiedy sprawy wielkich działek i wielkich pieniędzy to również wielkie układy, gdzie bój o cenne obszary przegrywały całe grupy walczących o nie ludzi. Tutaj też mogę palcem pokazać taką inwestycję w Bieszczadach. Temat powinno rozstrzygnąć jednoznacznie surowe i klarowne prawo, które ograniczyłoby wiele takich "akcji". Tutaj straż ani sanepid nie pomogą. Poza tym, skoro inwestor ma kasę na wywalenie chałupy na wielohektarowej działce, to kogo będzie stać na to, żeby społecznie go ciągać za to po sądach, nawet jeśli właściciel rzeczonego gruntu działał wbrew prawu? Takie procesy ciągną się latami i najczęściej kończą umorzeniem.
A sprzedaż takich gruntów pod prywatne inwestycje, żeby załatać dziurę budżetową, to najgorszy scenariusz jaki można sobie wyobrazić... W myśl tej zasady można siąść z linijką nad mapą Bieszczadów, podzielić na działki co się da i sprzedawać tym, których na to stać. Pomijam fakt, iż byłby to jednorazowy dopływ grubszej gotówki, bo w sumie znając życie podatki z tego mogą być niewielkie albo żadne.
Własność własnością, ale są dobra wyższe, które powinny stać ponad interesami jednostek mogących sobie pozwolić na trochę więcej niż "przeciętny Kowalski". Bo tak jak już wcześniej pisałem - nic nam z tych gór nie zostanie. Ma ktoś działkę? Ok. Ale po co grodzi hektary, skoro nic oprócz domu na niej nie ma? Niech sobie strzeli płot w promieniu 30m od domu, tak, żeby ludzi nie musiał oglądać, ale zabranianie wejścia do całej doliny bo jest taki a nie inny kaprys jest najzwyczajniej w świecie przegięciem.
Ogólnie temat rzeka, można by dużo polemizować, ale praktyka jest praktyką i niestety źle się dzieje... Tak będzie, dopóki znaczna grupa ludzi nie podniesie sprzeciwu, co niestety może nigdy nie nastąpić.




Odpowiedz z cytatem