Kończy się kolejny dzień, czas myśleć o biwaku. Mała wysepka za większą. Obie użytkowane rolniczo. Ślady krów, sporo pniaków po wyciętych drzewach.
Lata już nie te by robić po czterdzieści km. Zapada decyzja. Lądujemy. Miejsce piękne.
Niedaleko od brzegu wyłażą liście grążeli, jeden grążelek myśli już o kwitnięciu.
Najpierw kąpiel
a później siedzimy blisko brzegu, słuchamy najwspanialszego koncertu - żaby i usypiające ptactwo.
Jedno tylko przeszkadzało, krążąca po Biebrzy (z uporem maniaka), motorówka.
Rano tak samo.
Siedzimy, cichutko rozmawiamy a tu pojawiają się dwaj goście. Solidne chłopy w woderach z wędkami w garści. Po grzecznym przywitaniu zdziwiony dopytuję się co ich tu przyniosło.
Okazało się że po prostu kryją się przed strażą parku. Śmiali się że strażnicy tylko wodę mącą i park benzyną zasmradzają. Z ich słów wynikało że popływają ze dwie godziny a potem sami łowią. Wieczorem podobnie. Posiedzieli dłuższą chwilę i poszli dalej łowić.
Spakowaliśmy się i w drogę. Pomimo niskiego stany wody w tym roku mijaliśmy sporo topielców.
Ohyda?
Troszkę się sprężyliśmy, mijamy Brzostowo i od razu przypomniała mi się Buba i Jej cykl z promami
Powoli kończymy spływ Biebrzą
I niestety nie możemy znaleźć miejsca na biwak. Nie mamy zwyczaju kryć się po krzakach. Musi być widok na wodę i rozległa panorama łąk
Do Łomży trasa dość ładna
Niestety brakuje zadowalającego nas miejsca na biwak. Mijamy miasto i wreszcie jest super; widoki jakie lubimy, łagodne wzgórza, dużo lasów.
Na ostatni biwak wybraliśmy nadrzeczną skarpę
górującą nad rozległą łąką, częściowo zadrzewioną. Pięknie i pusto.
Wieczorem krótko trwająca burza i kolejny zwykły wieczór --- z tyłu las, z prawej strony rzeki rozległa łąka, z lewej nadnarewskie lasy łęgowe, przy brzegu olcha z bocianim gniazdem. Musiały już się wykluć małe boćki. Dorosłe ptaki kursowały z jedzeniem klekocząc przy lądowaniu.
A my wygodnie siedząc, pijąc piwo (Małgosia) zajadaliśmy się ziemniaczkami z ogniska i innymi łakociami.
Sorry że tak się rozpisałem ale biebrzańskie okolice to moje ulubione okolice a leniwe pływanie dobrze zaopatrzonym w wiktuały i napitki kajakiem przebija atrakcyjnością góry.
Szczególnie latem, w upał, ze współczuciem myślę o turystach uginających się pod ciężkim plecakiem.


Odpowiedz z cytatem