Wiesz, szkoda mi tej góry. Miśkowa już tam była parokrotnie, misięta jak dotąd jeden raz. Chciałbym, żeby za paręnaście lat mogły tam pójść jako nastolatki albo dorosłe dziewczyny, i zapamiętać taką Tarnicę jaką pamiętam ja. Chyba po to jest park narodowy i ochrona przyrody, by ta przyroda trwała nieniszczona przez człowieka, nie? Wolę Tarnicę porośniętą trawą, i bez barierek. Myślę, że prędzej czy później i tak dojdzie do zamknięcia szlaku, o ile natłok turystów się nie zmniejszy. Zamykanie czy "przekładanie" szlaków jest wszak praktykowanym rozwiązaniem, nie byłby to pierwszy raz, ani pewnie ostatni - przypomnijcie sobie Kominiarski Wierch, Smerek albo, by daleko nie szukać, Krzemień. Albo zejście z Caryńskiej do UG, by nie szukać w przeszłości odległej.
Góry są dla ludzi, ale to nie jest tak że każdy ma święte prawo wejść wszędzie i zaliczyć, zdobyć itd. Nas już nie będzie, a one mają zostać. Jestem za tym, by można było chodzić po różnych trasach, w tym i nie znakowanych na terenie parku (upraszam o nieczynienie dygresji prawniczych, obecny stan prawny w temacie jest mi znany), ale też i za tym by gór nie zadeptać. A Tarnica jest zadeptywana, dosłownie. 10, powiedzmy, lat przerwy albo udostępnienia tylko poza sezonem dobrze zrobi i jej, i nam. Pomyślcie, jak fajnie będzie tam pójść, kiedy znów porośnie trawą i nie będzie tam tłumów turystów - nabierze znów powabu nieznanego, niezdobytego, niedostępnego miejsca.


Odpowiedz z cytatem