Naiwne te moje przemyślenia, postaram się więcej nimi nie dręczyć ludzi.
Ale żeby lepiej się porozumieć...
Próbowałam polemizować z tym stwierdzeniem, bo raz, że jest to trudne z przyczyn subiektywnych i choćby technicznych np. sole srebra spopielają trawę (absolutnie to nie minus, to fakt). Dwa, że nie widzę nic zdrożnego w interpretacji natury, dzieła. Mogę się mylić, mogę nie czuć tej cienkiej nitki, między prawdą sztuki a jej przedstawieniem.
Może rzeczywiście gdzieś po drodze zatraca się jej właściwa istota, a w odsłonie pozostaje karykatura...?
Stawiam pytania, słucham odpowiedzi.
Jestem ciekawa, jak widzi to ktoś siedzący mocno w fotografii, mający porównanie, wiedzę, doświadczenie , z „psim węchem” do tego;-)
Nowoczesna, bo teraz możliwa do ujawnienia. Wynika to z historycznych uwarunkowań, jeśli coś nie było zgodne z przyjętymi normami, było odrzucane i napiętnowane. Własny odbiór rzeczywistości żył gdzieś po cichu i w ukryciu. Był też pewnie tłumiony.
Czy interpretacja niszczy prawdę sztuki? Nie wiem, ale może raczej tworzy coś nowego, czasem niezrozumiałego dla innych. Równoległy świat. Tak działa wyobraźnia, spontaniczne spojrzenie, intuicja i pewnie szósty zmysł. Może właśnie wtedy rozum – logiczne myślenie jest wyciszone, gdyby miał funkcję przewodnią, to narzuciłby twórcy zieloną, obiektywnie mierzalną barwę trawy...;-)
(co ja się tak tej trawy czepiłam?;-)*
Tak właśnie jest i bardzo dobrze, a efekty z radością konsumujemy;-)
Oczywiście, jeśli jest to obrazek w albumie. Ale ja pomyślałam o kopii.
Powrócę do Twojego przykładu. ...
Wyobraziłam sobie, że patrzę na dzieło Caravaggia - Ścięcie św. Jana Chrzciciela, wyeksponowane w odpowiednim miejscu (katedra wydaje mi się o niebo lepsza niż galeria), światłem i cieniem centrujące dramatyczną scenę.
Żyję tą jedną jedyną chwilą otarcia się o coś wielkiego i nieuchwytnego. A potem dowiaduję się, że to była tylko wierna kopia – ani jedna cząstka energii ni hemoglobiny mistrza nie spłynęła na to płótno...I co czuję?
Czar pryska, kwituję to uśmiechem nad pozorem świata, ale szyderstwo?...uchowaj Boże!
Bywa, że ta „strzelona z biodra” może się bardziej podobać niż ta wychodzona, upolowana w pocie czoła;-)
Jednak taki przypadkowy a udany strzał trafia się rzadko, a wprawny myśliwy zawsze coś przyniesieA jeszcze z wróbla zrobi orła;-)
W moim przypadku biografia twórców ma wpływ na odbiór sztuki.
Inaczej też patrzę na dzieło, jeśli znam szczegóły jego narodzin.
Ostatnio wpadła mi w ręce historia życia Fridy Kahlo i chciałbym na żywo zobaczyć jej obrazy.
Można się zachwycić dziełem lub jego wizją jeszcze przed własnym doświadczeniem.
Dzięki interpretacji...
Tak mam z Amalią w „Dukli” Stasiuka, tak ją sobie wyobraził, tak stworzył i wskrzesił z martwych, że chciałbym ją przez chwilę zobaczyć jego oczyma...Bez tej opowieści zapewne przeszłabym obojętnie obok grobowca.
Wybaczam Tobie i sobie
Porozumienie się - też jest sztuką:) a słowo niedoskonałym narzędziem.
Ps.
Fotografia w reklamie – to chyba największy przekręt świata? ;-)
*już wiem, to kompleks z przedszkola „maciejko, czemu narysowałaś niebieską trawę?”
;-)



Odpowiedz z cytatem