Pogoda cały czas się stabilizowała, w Brzozowie też lało:
zdradzony5.jpg
Wiara w lepsze dziś mnie nie opuszczała, wzrok skierowałem ku niebu
„Ponad głowami, ponad oddechami, Ponad domami i ponad dymami”* ( link )
szukając wsparcia i ratunku przed potopem:
zdradzony6.jpg
Niestety bębniące o dach maszyny krople skutecznie zagłuszały moje błagania. Mijana graniówka wiodąca z Postołowa na Chryszczatą, ta wspaniała droga działowa, którą dzięki jej strategicznemu położeniu wykorzystywały w latach przeszłych bandy rzezimieszków, bandy UPA, partyzanci oraz Bazyl (http://forum.bieszczady.info.pl/show...y-i-ow%C4%99dy ), z okien wodolotu wyglądała oblepiaszczo i mlaśnie:
zdradzony9.jpg
Na miedzylądowaniu w Lesku telebim potwierdzał trafność dotychczasowych obserwacji:
zdradzony10.jpg
Powiadają: barowa pogoda. A nas na pokładzie troje: on gdzieś daleko, za sterami
zdradzony7.jpg
Ja na tylnej kanapie i ono, w zasięgu ręki:
zdradzony8.jpg
Ono leżajskie było i błyskawicznie wdarło się do mię a zmiętoszona puszka powróciła do plecaka. Zostaliśmy samowtór, on daleko z przodu, ja daleko z tyłu. Szaro, pada deszcz, sikać się chce...a na szybach cieknące strumyki łączą się w wartkie potoki, które wpadają do wzburzonych rzek tworzących miejscami spore rozlewiska...noga na nogę, najwyżej uszami wystrzeli...na supeł przecież nie zawiążę bo się jeszcze zaguźla...ufff, w końcu desant, bieg za płotki, ulgaaa...
___________________
*Stanisław Barańczak – „Hymn Wieczorny”


Odpowiedz z cytatem
