Stasiuk w kilku wywiadach przytaczał taką historyjkę o egzystencjalizmie...: Przywiózł ze sobą w góry "Bojaźń i drżenie" Kierkegaarda (pracował przy sadzeniu drzew w Beskidzie Niskim w latach 80 - prawie to samo )... i nie skończył jej bo pewnego razu znalazł samą twardą okładkę w wychodku bez miękkich kartek.
Daleko Bieszczadom do smutnego Sartra, a bunt Camusa to za ciężki kaliber jak na Bieszczady... To literaci pokroju Hłaska, którzy lepiej bawili się w szeroko pojętej cywilizacji (na salonach) wprowadzili jakąś taką dziwną manierę w Polskiej literaturze.
Te góry są wrogie wszelkim systemom czy to filozoficznym, politycznym, czy społecznym (np.: UPA, komuna, kapitalizm, nacjonalizm, faszyzm, grupy etniczne, zakapioryzm, PTTK, PTSM, ZUS, Zen, buddyzm, Prowident, WWF, egzystencjalizm, taoizm, szamanizm, dyskoteki nawet upadają, prądy literackie, prądy architektoniczne, stowarzyszenia i inne fatamorgany)