Czas wracać do Polski. Łatwiej powiedzieć trudniej zrobić.
Zostawiamy "tri studniczki" i przez paręset metrów szlak prowadzi drogą, ale po minięciu potoku odbija wyraźnie w górę. Skończyły się żarty , zaczęło się strome podejście. Mimo częstych odpoczynków szybko nabieramy wysokości , niestety jest to kosztem wylanego potu. Słoneczko miło dogrzewa więc i ochota na przyjmowanie płynów wzrasta. Nasze zapasy szybko znikają, tak że na ostatnich kroplach wczołgujemy się pod szczyt Dziurkowca.
Tu dopiero następuje ten przyjemny moment gdy źródełko dało wszystkim się napoić i zostało jeszcze na kawę przyrządzoną przez mistrza ceremonii w osobie kolegi Pierogowego.
Oh ! jak pysznie jest rozłożyć się na trawie , trzymając w ręku kubek kawy i patrzeć na leżącą u naszych stóp Runinę
.
.
To takie chwile , jedne z piękniejszych, bo po zimie człowiek spragniony każdego słonecznego promyka.
Gdy skończyło się lenistwo kilka kroków dzieliło nas od głównej grani którą biegnie granica państwa
.
,
Na szczycie Dziurkowca spotykamy pierwszych turystów, trzech Słowaków wybrało się na luzaka pochodzić metodą tam-i-z-powrotem.
Ucieszyli się , bo wreszcie ktoś mógł im zrobić wspólne pamiątkowe zdjęcie. My też popełniliśmy grupóweczkę.
Miła pogawędka, podczas której pytającym Słowakom udzieliliśmy informacji jak się nazywają górki widoczne na horyzoncie. Ostatecznie łaziło się po tych Pikujach i innych Ostrych czy też Równych.
Pożegnaliśmy się i każdy ruszył w swoją stronę.
Ledwie przeszliśmy 100 metrów na północ i wróciliśmy do zimy.
.
.
Oto cały urok przedwiośnia, gdy dopiero co wygrzewaliśmy się na trawce , aby za chwilę przebijać się przez leżący śnieg. Na szczęście nie było go zbyt wiele, a Słowacy zrobili dobry uczynek i przedeptali go. Trasa w stronę Rabiej Skały biegnie bez przewyższeń, można by powiedzieć , że prawie po równym. Tak więc droga umykała nam szybko.
Szczyt Rabiej Skały to pożegnanie z granicą, skręcamy na północ w stronę Wetliny, teraz czeka nas głównie w dół. Wciąż idziemy lasem, który przytrzymuje pokrywę śnieżną.
Musiało ostatnio go coś dopadać, bo jest taki świeży, czysty i świetnie widać na nim ślady innych .
.
.
Gdyby ktoś miał wątpliwości czyje to ślady, to podpowiem, że ten osobnik nie wyspał się dostatecznie tej zimy. Bo co to za zima , której właściwie nie było.
Zostawiamy śnieg w wyższych partiach i schodzimy coraz niżej i niżej. Wkrótce pojawiają się pierwsze zabudowania Wetliny.
Jeszcze widok na przedwiosenny Smerek i już jest KONIEC
.
.
Dziękuję za wspólną wędrówkę.







Odpowiedz z cytatem