Pięknisie- ELVETIA i KOZIA
Widzę, że błąd zrobiłem - powinno być COZIA
Stacja kolejowa od kuchni
Dojazd do stacji Paltin nie był dla nas dobrym rozwiązaniem, czekałoby nas wtedy dreptanie dodatkowych 20 kilometrów w górę doliny, głównie po torach. W niedzielę wieczorem spytaliśmy panią w kasie biletowej, czy można pojechać dalej, niż przewiduje oficjalnie podawany rozkład jady. Uprzejma kasjerka odpowiedziała, że rano pojedzie tzw. „production train” i możemy się nim zabrać. Jadą nim pracownicy leśni, sprzęt i wagony po drewno. Odjeżdża o godzinie 7 ale lepiej przyjść o 6:30, bo czasem udaje się załodze wyjechać wcześniej. Pociąg prawdopodobnie pojedzie do końcowej stacji Coman, ale niekoniecznie. Production train nie odjeżdża z przystanku turystycznego, ale z górnego krańca terenów kolejowych. Trzeba więc będzie podejść kilkaset metrów dalej. Dodatkowo pani zaproponowała nam kupno biletów, bo z załogą pociągu będzie się trudniej dogadać – mogą mówić tylko po rumuńsku. Tak też zrobiliśmy. Bilety w jedną stronę na całą trasę kosztowały nas połowę ceny biletu turystycznego.
W poniedziałek rano z biletami w dłoni i prowiantem na tydzień udaliśmy się do wskazanego miejsca. Na wszelki wypadek już o godzinie szóstej rano (czyli polskiej piątej). Początkowo było tu pusto i cicho. Na pierwszy rzut oka stacyjka wydawała się składowiskiem złomu. Na licznych, rozgałęziających się torach stały lokomotywki, wagony, samochody wszelkich marek i rozmiarów na kolejowych kołach, ręczne wózki jeżdżące po szynach.
Niektóre wyglądały jakby o nich zapomniano i czekały tylko, aż ktoś się nad nimi zlituje, potnie je i wywiezie do huty. Ot, na przykład taki Ził. Stał sobie zakurzony gdzieś w krzakach. Ale w pewnym momencie ożył. Dwuosobowa załoga obróciła go jakimś cudownym sposobem o 180 stopni i ruszył w górę.
![]()
Po chwili od strony miasteczka przyjechał stary VW Transporter z przyczepą. Z samochodu wysiadło kilkanaście osób; więcej niż taki samochód może "na oko" pomieścić. Z przyczepki zaczęli wynosić w pobliże torów siatki, torby, plecaki, wielkie walizki, namioty, koszyki, dywany, zwiniętą w kłębki pościel i różne inne rzeczy. Niełatwo nam było domyślić się, dokąd i w jakim celu jadą.
Po chwili z jakiegoś sobie znanego miejsca przynieśli dużo plastikowych beczek. Przy ich oczyszczaniu, z wnętrza zaczęły wypadać małe, suche listki i drobne gałązki. Jedna z zagadek rozwiązana - jadą na kilka dni na jagody. Na stacyjce zaczęło się coś dziać. Wte i wewte przemieszczały się lokomotywy, samochody przystosowane do jazdy po szynach, wagoniki, drezyny. Pozornie bezładnie, ale praktycznie bardzo precyzyjnie. Jednym torem nadjechał zielony Transit, drugim żółta lokomotywka.
Przyjechała bordowa lokomotywa z dwoma wagonami osobowymi. Ludzi ze wszystkich stron przybywało coraz więcej. Pieszo, konno, na rowerach, samochodami. Gromadzili się przy stacyjce. Na plecach mieli tobołki lub brezentowe plecaki na skórzanych szelkach.
Skład, na razie skromny, zatrzymał się przy czymś w rodzaju peronu. Ten żółty wagonik jeszcze kilka minut temu stał na bocznym torze. Był odrapany i pogięty, wydawało się, że nigdy nigdzie już nie pojedzie. Teraz zajął zaszczytne miejsce tuż za lokomotywą. Później, gdy skompletowano cały skład, okazało się, że jest to najbardziej ekskluzywny wagon w tym pociągu. Pasażerowie zaczęli wsiadać.
Za dwoma wagonami osobowymi dołączono platformę. Początkowo znalazły się na niej tylko beczki na jagody, powiązane sznurkiem, żeby nie spadały.
Na bocznym torze zaczął się szykować do podróży wagonik specjalny. Jak się później okazało, był to pojazd elitarny, przewożący mechaników z narzędziami, palnikami, butlami z tlenem i acetylenem. Wagonik miał własne hamulce.
Ludzi przyszło tak wielu, że dwa wagoniki osobowe ich nie pomieściły. Po chwili jakby z pod ziemi pojawił się trzeci wagonik. Podróżni nieśli ze sobą piły motorowe, siekiery, części do ciągników i maszyn, kanistry z paliwem, butle z napojami, pojemniki z woda destylowaną do akumulatorów, koszyki z żywnością. Za trzema osobowymi jechała platforma, na której oprócz beczek stał wielki ciągnik leśny i siano dla konia. Za platformą doczepiono 20 wagoników do zwożenia drewna a na koniec maleńki wagonik z mechanikami. Pociąg zagwizdał i ruszył. Cieszyliśmy się, że ruszamy w góry. Cieszyliśmy się, że dojedziemy daleko w dolinę, pod samą Hnitessę.
![]()
Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)