Zgodnie z planem, rozbiliśmy namioty przy ścieżce prowadzącej na Płaj Apecki, tuż obok lasu i strumienia. Rozpaliliśmy ognisko, zjedliśmy kolację i przy dźwiękach szumiącej wody, w zimowych śpiworkach, ubrani na cebulkę, zasnęliśmy.
Dzień 4
Kolejny deszcz znowu przywitał nas deszczem. Tym razem nie mieliśmy wyjścia, nie mogliśmy zostać w namiocie i przeczekać. Musieliśmy jeszcze tego samego dnia dotrzeć do Jasinji. Zanim jeszcze rozpadało się na dobre, udało się rozpalić ognisko, zjeść śniadanie, wypić coś ciepłego i umyć strategiczne miejsca w strumieniu.
DSC06709.jpg
Potem było już gorzej – deszcz padał coraz mocniej, widoczność była niewielka. Znów zdecydowaliśmy się zmodyfikować plan i zrezygnować z wyjścia na Apecką. I w ten oto sposób, po kilku godzinach marszu przez łąki, lasy i pastwiska, dotarliśmy do wsi Krasna.
DSC06713.jpg DSC06716.jpg DSC06732.jpg DSC06746.jpg DSC06759.jpg DSC06772.jpg
Stamtąd pozostało nam się już tylko dostać do Jasinji. To ponad 150 km. Godzina 17 czasu polskiego i zakarpackiego, godzina 18 czasu ukraińskiego… o tej porze w tych stronach nic już nie kursuje. Autostopem dostaliśmy się do miejscowości Dubowe, stamtąd taksówką do miejscowości Bedewla, potem marszrutą do Rachowa i znowu taksówką do Jasinji. Transport z Krasnej do Jasinji kosztował nas ok. 180 hrywien/os. Na miejscu byliśmy ok. godziny 22. O tej porze udało nam się jeszcze znaleźć nocleg w czymś na kształt schroniska turystycznego, o nazwie Edelweis.
Dzień 5
Wracamy do Rzeszowa po śladach.
DSC06800.jpg
Granicę udaje nam się przekroczyć równie szybko, co ostatnio.


Odpowiedz z cytatem