Kilka dni temu odwiedziłam Krywkę. Samochód pozostawiłam na płytach (dojechałam jak najdalej się dało) a potem na butach; pozostałości bramy do dawnego PGR-u potem ścieżką w kierunku zabudowań na mapie. Szukałam cmentarza i miejsca po cerkwi, ale niestety wszystko kompletnie zarośnięte, żadnych oznaczeń... Długo błąkaliśmy się wokół opuszczonych obór i strumyków, gdzie według mapy miały być jakieś pozostałości wsi. Widoki cudowne, cisza i kompletna pustka. Kiedy wracaliśmy nadjechał patrol straży granicznej i mili panowie poinformowali nas, że naruszyliśmy nie tylko obszar nadgraniczny, ale też włości prywatne pani J. To ona jest właścicielką całej Krywki i bardzo nie lubi, jeśli ktoś wkracza na jej tereny - nawet SG.
Nie mogę zrozumieć jak to jest, że ktoś kupuje kawałek Bieszczadów (spory) i nikt nie ma tam wstępu. Coś chyba jest nie tak, skoro na tym terenie są zabytki naszej wspólnej historii, naszej kultury. Coś jest nie tak, skoro na przykład jakiś potomek dawnych mieszkańców nie może zapalić świeczki na grobie przodków...
Pojechałam też boczną drogą tuż przed Czarną Górną - tam gdzie obecnie jest hodowla daniela. Piękne miejsce, dzika przyroda, jakieś pozostałości PGR-u, potem ogrodzony teren z danielami, a po przeciwnej stronie dwie wypasione wille. Dalej wszystkie łąki, lasy ogrodzone i opatrzone tabliczką "teren prywatny"...
Przecież Bieszczady to nie tylko Solina, Wetlina, Połoniny i Tarnica. Po wielu latach odwiedzania tej piękne krainy chciałoby się trochę zwiedzić mniej znane miejsca; pobyć po prostu pobyć w w jakiejś magicznej ciszy bieszczadzkiej...


Odpowiedz z cytatem