Są owoce, które trzeba przemrozić... najlepiej naturalnie na krzaku, ale często to jest niemożliwe i trzeba się posiłkować zamrażarką. Należy do tych owoców jarzębina, tarnina i dzika róża. Pozostałych nie przemrażam, cokolwiek by to nie oznaczało. Jarzębinę dodatkowo przesmażam na patelni, bo jest wyjątkowo wredna i gorycz lubi przekazać. Pamiętacie takie cukierki jarzębinki? Przed chwilą zlałem pierwsze dwa i pół litra pigwowcówki... kondensat. Najlepsze jest drugie zalanie tych samych owoców. Trzeba tylko do nich dodać rodzynek i trochę cukru. Nigdy nie odmierzam ilości owoców i alkoholu. Zawsze tak zalewam owoce, aby alkohol 2 do 5 cm. był ponad ich powierzchnią. Ważne też jest, aby owoce były w ostatniej fazie dojrzałości... czyli co niektóre w rękach mają się rozwalać. Z tych wychodzi najpełniejsza nalewka, ale to też zależy z czego robimy. Wszystko zależy od wielu czynników i dlatego to jest fajne, bo prawie zawsze efekt końcowy jest trochę inny. Wasze zdrowie!!! ... kondensatem


Odpowiedz z cytatem
... no chyba, że w 0,8 litra idziesz... zalej jeżynę, która gorzka wcale nie jest na trzy miesiące... mordę wykręca... fakt ktoś powie przetrzymane... ale tak działają pestki, choćby najdrobniejsze były... truskawka góra na trzy tygodnie, bo później też goryczkę łapie. Oczywiście można ją zniwelować przez większy dodatek cukru, ale kto ulepek lubi? Chyba, że ktoś lubi. Trzymam już cztery miesiące czerwoną porzeczkę i nie mogę się zabrać do zlania... bo tego nie jest mało... tak ze sześć litrów i też nie wiem co z tego wyjdzie... choć pesteczki głęboko schowane. Produkcja nalewek jest jak kiedyś Recon napisał trochę alchemią... przynajmniej każdy nalewkowicz, by tak chciał