Na szczęście tego przedzierania się zbyt wiele nie było i już po kilku chwilach wygramoliliśmy się na szczyt. Po krótkim odpoczynku ruszyliśmy na następny
krasna31.jpg
Trzymając się już z dala od kosówkowych zagajników :)
Po dotarciu na jego wierzchołek rzuciłem okiem na mapę, według której ciut poniżej, na linii lasu miały zaczynać się dwa potoczki. Wody już nie mieliśmy a pić się chciało okrutnie. Ruszyliśmy więc w dół biorąc za cel przyleśne łąki porośnięte szczawiem alpejskim
krasna32.jpg
kombinując, że jak jest szczaw, to kiedyś koszarowano tu jakieś trawojady więc może i jakieś źródełko się znajdzie. Pierwszy z domniemanych potoków miał łożysko wybrukowane jasnoszarym kamieniem i ani kropli wody, natomiast w miejscu drugiego była młaka ale tylko w jednym zagłębieniu była woda, taka jakaś nieapetycznie wyglądająca Lasem przedarliśmy się do ścieżki opadającej wzdłuż grzbietu ku przełęczy. Po pewnym czasie zrobiliśmy skok w bok w poszukiwaniu potoku ale okazało się, że może i jest gdzieś tam znacznie dalej i sporo niżej więc zawróciliśmy do ścieżki. Z mapy wynikało, że kawałek niżej potok będzie płynął w miarę blisko choć oczywiście nie po grani
Zapuściliśmy się po raz kolejny w las i po chwili mogliśmy się nachłeptać do woli i wykąpać w górskim potoku. Z pełnymi zbiornikami zbiegliśmy na przełęcz
krasna33.jpg krasna34.jpg
Tu zrobiliśmy sobie przerwę obiadową po której nastąpiła przerwa na leżakowanie.
Tych przerw było chyba za dużo, bo jak już ruszyliśmy w górę odrobić „stracone” 600 metrów to do wyjścia z lasu na połoninę nie mogłem dognać pędzącej ku górze kuny!!! Tak goniła, że aż okulary zgubiłem i musiałem w ich poszukiwaniu kawałek się wrócić i stracić zdobytą w pocie czoła i innych części ciała wysokość. W końcu wyrwaliśmy się z objęć lasu i naszym oczom ukazał się widok na górę ,z której przyszliśmy
krasna35.jpg
na Piszkonię
krasna36.jpg
i na bliski już kres mordęgi, czyli grań główną połoniny
krasna37.jpg
W celu schłodzenia organizmu wytarzałem się w śniegu zalegającym w zapadlisku drogi i pognaliśmy zobaczyć, co tam widać po drugiej stronie grani.