Szlak ukraiński jest o dziwo wyznakowany, na początku trasy jest nawet zadaszone “misce widpoczynku”, ale tak brudne, że przerwę obiadową postanawiamy zrobić dalej na “zielonej trawce”. Na Ukrainie jest już po czternastej, nie mamy więc dużo czasu na posiedzenia i wkrótce ruszamy. Trasa grzbietem to trochę chaszczowania, trochę podchodzenia i trochę ostrego schodzenia. Szersze widoki otwierają się dopiero z pastwisk nad Hnyłą:
Nie mamy czasu, żeby iść dalej w kierunku głównego grzbietu ukraińskich Bieszczadów, schodzimy więc malowniczą ścieżką do Użoka. W Użoku mijamy kolejny drogowy check-point, a następnie piękną XVII-wieczną bojkowską cerkiewkę:
W Użoku, kawałek za krzyżówką, na której do głównej drogi Lwów – Użgorod dobija z lewej droga z Roztoki, a tuż poniżej stacji kolejowej, znajduje się pensjonat i restauracja Li-An. Tabliczka zawieszona na nim informuje co prawda, że obiekt prodajetsja (wystawiono na sprzedaż), ale póki co można tam jeszcze zanocować, a co najważniejsze smacznie zjeść. Teraz będzie więc kulinarnie (żeby nie było, że turyści to taka rasa, która je tylko pure ze smalcem):
smaczny i ładnie podany Bogracz:
placki “po huculsku”:
Po obiadokolacji ruszamy pod górkę na stację:
Kilka minut po dwudziestej podjeżdża nasz pociąg – wsiadamy i jedziemy pokonując kolejne wiadukty i zakręty do Sianek:
Na dworcu odbieramy nasz depozyt i otrzymawszy informację o jeszcze czynnym sklepiku “górnym” ruszamy tam (ja z Markiem) po piwo. Za budynkami stacyjnymi odnajdujemy także pompę – można więc się jako tako obmyć.
Po “kąpieli” siadamy na dworze popijając piwko na przydworcowej ławeczce, kiedy z budynków dworca wychodzi ku nam nagle młoda dziewczyna. Spodziewaliśmy się z jej strony jakiegoś ostrzeżenia typu “tu wokzał i pić alkoholu nie wolno”, ale ku naszemu zaskoczeniu okazuje się, że dziewczynie chodzi tylko o to, żeby podzielić się z nią “stakańczykiem” piwa. Ponieważ nie mamy takowego, nasza nowa koleżanka wraca za chwilę z budynku ze stakanem i w efekcie – wypija całe piwo Jarkowi.
Ponieważ pociąg mamy dopiero po północy, a na dworze (może wypadało by napisać “na polu”, bo forum jest jak by nie było małopolskie?) robi się coraz zimniej przenosimy się z całym majdanem do poczekalni (w której wcale dużo cieplej nie jest). Po chwili do środka wchodzi młody chłopak w dresie i żąda od nas okazania paszportów– na nasze zdziwione spojrzenia wyciąga legitymację “prikordonnej służby”.
Około 10 podjeżdża jeszcze ostatnia elektriczka, z której do poczekalni dochodzi jeszcze kilka osób. Pewien mężczyzna, który wysiadł z elektriczki najpierw przysłuchuje się naszej rozmowie, by po chwili się do niej przyłączyć. Pochodzi z obwodu lwowskiego, ale obecnie mieszka na Zakarpaciu, gdzie właśnie zdąża. Wychwala zakarpacki klimat, twierdząc, że są tam już dojrzałe brzoskwinie i inne owoce (temat “ciepłego” zakarpackiego klimatu będzie jeszcze nie raz wracał na naszej wyprawie, widać, że mieszkańcy Zakarpacia lubią się wychwalać dobrodziejstwami swojego ciepłego klimatu przed innymi Ukraińcami); facet jest wyraźnie podchmielony, więc jego opowieści robią się z minuty na minutę coraz bardziej niesamowite – opowiada a to o olbrzymich górskich kleszczach, a to o niezwykle jadowitych żmijach – podaje nam nawet technikę, jak z taką żmiją sobie poradzić – trzeba przydepnąć jej ogon butem i mocno chwytając za szyję okładać kijami. Nie mogąc uwierzyć, że tak po prostu idziemy sobie z plecakami w góry, próbuje od nas wyciągnąć “prawdziwy” cel naszego wyjazdu. Przypominam sobie w pewnym momencie przeczytaną kiedyś na forum informację (chyba w jednej z relacji Buby), o technice łowienia pstrągów “na siatkę”. Wyjawiam więc facetowi, że tak naprawdę to jedziemy kłusować pstrągi w górskich potokach; w odpowiedzi słyszymy więc kolejną długą instrukcją, jak tej trudnej sztuki dokonać (mężczyzna opowiada jednak o łowieniu ryb za pomocą metalowej siatki, coś a la klatka dla ptaszków, z tego co pamiętam Buba pisała jednak o łowieniu za pomocą reklamówki
). W końcu przyjazd pociągu wybawia nas od towarzystwa tego sympatycznego, ale jednak dość namolnego delikwenta. Wsiadamy, zajmujemy nasze miejsca w kupiejnym i idziemy spać.
C.D.N.


Odpowiedz z cytatem