Skoro na mnie kolej, to wyjawię nazwę pierwszej miejscowości, do której trafiliśmy. To Podhajczyki, wieś leżąca u podnóża gór. Góry to niewysokie, ale ich najwyższy szczyt, Kamuła (471 m n.p.m.) jest równocześnie najwyższym wzniesieniem miedzy Karpatami a Uralem. Na zdjęciu - Podhajczyki na tle Gołogór.



Przystanęliśmy tuż obok drewnianej cerkwi pw. Opieki Najświętszej Bogurodzicy z 1788 r.


Ale nie cerkiew nas tu przyciągnęła.
W Podhajczykach w 1946 r. zamieszkało kilka rodzin, wysiedlonych ze Starego Brusna. Były wśród nich także osoby, zajmujące się w Bruśnie kamieniarstwem. Niełatwo było kontynuować rzemiosło tutaj. Jednym z powodów był brak dostępu do miejscowego surowca. A może ważniejszą przeszkoda był fakt, że wszystkich zagoniono do pracy w kołchozie. Na pewno do kamieniarstwa wrócił Jurij Bumbar a prace jego istnieją do dziś na miejscowym cmentarzu. Szybki spacer po cmentarzu upewnił nas, że sporo na nim nagrobków wykutych ręcznie z kamienia. Które z nich wyszły spod dłuta bruśnienskich kamieniarzy, nie udało nam się bez pomocy tutejszych mieszkańców ustalić. Wiemy, że żyją tu wciąż potomkowie dawnych mieszkańców Brusna i okolic.
Wizytę w Podhajczykach traktujemy, jako rekonesans. Powrócimy tu z większym zasobem czasu, noclegiem na miejscu i na rowerach.


Bardzo podobny wzór nagrobka zachował się w szkicach Jurija Bubmara. Z tym po lewej na pewno nie miał nic wspólnego, bo powstał wiele lat po jego śmierci.