Ranek budzi nas słoneczną pogodą. Nad nami Kreczela z widocznym fragmentem płaju wyciętego w kosówce
Blisko woda, ale i tak kończy się na jagodach. Które upodobały sobie stare, pewnie pierwszowojenne okopy. Na lewej stronie zdjęcia wzgórze 1577m na którym jest "ten słynny słup"...
Cała to okolica ma bardzo ciekawą topografię, nie mamy dobrej mapy, szkoda...
Pierwszy do słupka dochodzi Marek.
Słupek rumuński, jakiś taki ... słabowity (będziemy o tym mówić później)...
Żeby wspiąć sie na Hnitessę trzeba najpierw zejść w dół - na przełęcz Fata Banului. To 17 metrów w dół.
Można już zrobić pierwszy rzut oka na miejsce skąd rozpoczęło się dzisiejszą wędrówkę
Marek jest już na pierwszych skałkach
Pokazuje się dalsza "skalna" droga na szczyt.
I coraz więcej widać wokoło! Fascynuje "czeluść" doliny Vaser! Dostrzegamy dachy zabudowań stacji Koman
Nasza znajoma z dnia wczorajszego - Torojaga
I na ostatnim planie - najwyższa część Gór Rodniańskich
Wczoraj było dużo o grzybach. Dzisiaj też "grzybowo" - na horyzoncie Tomnatyk i Jarowica
Marek wchodzi na każdą skałkę i szuka... Czego on szuka? Chyba się za bardzo przejął Wincentym P!
Spojrzenie do tyłu - nad Kreczelą nasz znajomy sprzed dwóch lat - Ineu
Zaczynają się pokaźniejsze ostańce
A obok jednego z nich dorodny maślak
Docieramy do największych skał na Hnitessie
Patrzymy na zostawioną z tyłu "drobnicę"
Po minięciu najbardziej okazałej skałki dostrzegamy, że ma ona od strony doliny pokaźne okno. A więc to "dziurawiec"! Nie spotkałem się wcześniej ze zdjęciami tego okna.
Schodzimy z Hnitessy. Podchodzimy do Palenicy. Po minięciu słupka 533 mały jagodowy odpoczynek.
Nagle słyszę głos Ali - mamy gości.
Odwracam się i rzeczywiście obok nas stoi dwóch pograniczników ukraińskich. Jeden wyglądający jak brat Rambo, drugi jak niedożywiony chłopaczyna z podstawówki. Ale od razu rzuca się w oczy, że nie wyglądają tak jak wojacy z relacji Lukiego o dwóch rozrogach na raz. Nie mają bluz, ani żadnego ekwipunku. Być może wszystko to jest w samochodzie trochę dalej...ale wyglądają dziwnie.
Standartowa rozmowa: skąd Wy, dokąd idziecie, po co? A na koniec - dokumenty są? Nim zdążyłem cokolwiek powiedzieć słyszę jak Marek mówi: jesteśmy w Rumunii, a Rumunia jest w Unii, a tam nie trzeba żadnych dokumentów. Wojak nie jest zadowolony taka odpowiedzią. Daję mu więc wydruk e-maila do Politia Frontiera w której powiadamiamy o naszym zamiarze pałętania się po granicy (podziękowania dla Lukiego za info na ten temat w którejś ze swoich relacji) z podanymi nr słupków, datami, nazwiskami itp...). Ukrainiec zabiera go, bo jak mówi - musi mieć jakiś papier. Pokazuję mu naszą ukraińską mapę (ASSY), bo pyta się, czy wiemy gdzie jesteśmy? Pokazuję mu gdzie jesteśmy. Jest zdumiony! Skąd macie taką mapę? Kupiliśmy w Polsce! Kompletne zaskoczenie na twarzy. Kończy się na ostrzeżeniu przed przekroczeniem pasa drogi granicznej...
Oczywiście zdjęć z tego spotkania nie ma...
Maszerujemy dalej, przekraczamy strumyk i rozbijamy się na stoku Komanowej. Poziomo to tu nie jest, ale to lepsza miejscówka niż płasienki tuż przy strumieniu.
Dobranoc!
cdn



Odpowiedz z cytatem


Zakładki