Wzrok masz na pewno dobry! Czego brak?
Wzrok masz na pewno dobry! Czego brak?
Przepiękny poranek. Postanawiamy dojść do przełęczy Łostuńskiej i schodzić do kolejki w dolinie Vaser
Do Pirie tylko "rzut beretem"
Podziwiamy widoki
To strefa, gdzie granica i sistiema są obok siebie. Koło słupka 514 na drewnianych kołkach sistiemy wiszą jakieś skrzyneczki. Ktoś coś wie co to za patent?
Przecinka graniczna coraz bardziej zarośnięta. W tle Pietros Budyjowski
Pojawiają się okopy. To dla nas duże zaskoczenie, bo sądziliśmy, że będą tylko na Komanie i Stewiorze.
Dalsza partia przecinki okazała się kompletnie zarośnięta kosówką. Przedzieramy się na południe i obchodzimy ją polaną
Wracamy na przecinkę. Stok zapada w stronę przełęczy coraz mocniej. No i od czasu do czasu okop...
Odsłania się widok na zachodnie otoczenie przełęczy Łostuńskiej. Widać, że nachylenie stoku będzie jeszcze większe
W pewnej chwili przecinka zamienia się w gęsty zagajnik. Próbujemy obejść ją po ukraińskiej stronie, ale jest to bardzo karkołomne, a mamy przecież na pokładzie kogoś o kogo trzeba dbać bardziej niż zwykle. Marek po krótkiej razwiedce dostrzega po rumuńskiej stronie leśną drogę. Szybka decyzja - schodzimy z przecinki w dół
Droga, a w zasadzie początek drogi jest zaskakująco blisko grzbietu. Nim do niego dojdziemy przez moment widzimy w górze między drzewami graniczny słupek. Może 508, może 507? Ale nie zmieniamy swojej decyzji. Już jesteśmy wszyscy przy drodze
Schodzimy... Ostatnie widoki szczytów
Super ostro w dół. Gdyby padał deszcz, byłoby bardzo ciężko.
Grzybowy przerywnik. Łan kurek. Rzecz jasna krótki postój na zbiory
Docieramy do strumienia i drogą wzdłuż niego idziemy dalej w dół. Jest łagodniej, ale pojawiają się inne przeszkody
Idziemy tak długo, jak długo jest widno. Znajdujemy dogodne miejsce na biwak i przyrządzamy kolację. Dzisiaj wszyscy mają to samo danie. Solidna porcja gęstej zupy z kurek. Kilka razy serwuje Marek. Pycha!!!
![]()
Ostatnio edytowane przez Waldemar ; 25-08-2016 o 21:57
Sprawnie zwijamy biwak i pomalutku ruszamy drogą w dół. Może uda się nam dopaść kolejkę w Stevioarze, albo (co bardziej prawdopodobne) załapać się na coś przy głównej linii. Bo jeśli nie - dwadzieścia kilometrów do Paltin! Na nogach!
Wędrujemy pomalutku. W wielu miejscach Słońce nie sięga jeszcze do dna doliny
Zdarzają się jednopoziomowe skrzyżowania ze strumieniem. Droga wije się łagodnymi łukami i w końcu za którymś...
otwiera się niespodziewanie bardzo oczekiwany przez nas widok - osiedle Stevioara, początek kolejki! Nie widać stąd ani całego osiedla, ani stacji (stacyjki), ale widać naszą starą znajomą Torojagę! Po prawej stronie drogi, za strumieniem końcówka torowiska
Tak wygląda kolejkowy "koniec świata" w Stevioarze... choć tory w przeszłości biegły dalej
Po kilkudziesięciu metrach mamy urzędowe potwierdzenie- jesteśmy w Stevioarze!
Niewidoczna wcześniej część osiedla i stacja
Poniżej na strumieniu prawdopodobnie pozostałości klauzy (pokazywanej na 100-ce WIG)
Kończy się klimatyczny mikroświat Stevioary, pora iść dalej
Po prawej stronie torowiska żródełko wody mineralnej w drewnianej (z wydrążonego pnia) cembrowinie. Woda ma bardzo dobry smak, lekko kwaśna tak jak woda gazowana, ale bez gazu
Słońce zagląda do dna doliny, ale las daje nam przyjemny cień
Poruszamy się po bocznej odnodze na peryferiach Mocanity, ale widać rękę toromistrza. Śruby są uzupełniane, nie brakuje specjalnych gwoździ mocujących szyny do podkładów
Jestem akurat na czele naszej grupy i gdy widzę na torze pozostawioną cysternę wiem, że oznacza to sąsiedztwo rozjazdu, a to z kolei wskazuje na połączenie z głównym torem w dolinie Vaser. Widać już most i torowisko do którego dołączą nasze tory
Wychodzę na połączenie i ...nie dowierzam własnym oczom! Zza zakrętu pomału wytacza się żółta lokomotywa kolejki. Bingo! Hip hip hurra!!!
Z pociągu wysiada tylko jedna osoba, która z bagażem uformowanym a la Jaś Wędrowniczek maszeruje tam skąd przyszłiśmy
Kolejarze sprawnie przetaczają cysternę na główny tor i jadą dalej w stronę stacji Koman. Maszynista kilka razy pokazuje nam, że będzie wracał! Ok!
Pomału mija nas nie taki znowu mały skład...
Ale to nie koniec. Nadjeżdża biały Mercedes. Z przodu obok kierowcy/maszynisty b.ważna osoba, ale z tyłu zapewne drwale. Skręcają do Stevioary
No nie...! Jeszcze jedna salonka. Tym razem niebieski Ford Transit wiezie grupę bardzo elegancko ubranych osób. Jadą w stronę Komanu
Nawet nie zastanawiamy się kto nas zabierze z powrotem, bo tak jakoś ułożyło się nam w głowach, że to będzie żółta lokomotywka i zielony wagonik, a tu tymczasem, po zaledwie kilkunastu minutach zatrzymuje się koło nas wracający ze Stevioary Mercedes. B. ważna osoba kiwa ręką - Viseu? Da, Viseu... No to wsiadajcie! A więc w drogę...
Za pobliskim zakrętem jagodziarze (zapewne). Dużo bębnów i pękatych powiązanych worków - zabierze ich pewnie żółtozielony pociąg...
cdn
Ostatnio edytowane przez Waldemar ; 27-08-2016 o 01:36
Jedziemy do Viseu. Busik/lokomotywka jedzie szybciej niż tradycyjny skład co skutkuje zwiększonym poziomem drgań. Odczuwa się to mimo dobrych foteli. Kłopot jest też z brudnymi szybami. Skutkuje to tym, że ciężko jest zrobić dobre zdjęcie. No i siedzę w drugim rzędzie więc co nieco zasłania nam nasz Boss/Dobrodziej, który siedzi z przodu.
Znacznie zwalniamy, aby przepuścić stado owiec. Młody juhas stawia na nowoczesną technikę - na owce gwiżdże gwizdkiem![]()
Tu sytuacja nie jest jasna. Ale możliwe, że tak jak nas zaskoczył (pozytywnie) szybki powrót Mercedesa na główną trasę, tak tutaj jest odwrotnie. Ten leżący pracownik jest zaskoczony (negatywnie) szybkim powrotem swojego szefa. Uśmiecha się w każdym razie niewyraźnie... Ale dlaczego położył się z kosą i trzyma ją za ostrze??? Premia za sierpień może być zagrożona...
Kolejka wozi przeróżne rzeczy...
Mijamy różne budowle i budynki. Stare i nowe. Tutaj prezentacja stosowanych pokryć dachowych: papa, folia i dranice
Jest pięknie, żeby jeszcze Boss przestał w końcu rozmawiać przez swój radiotelefon!!!
Faina - to tutaj miała się kończyć trasa turystyczna Mocanity. Zbudowano cały kompleks budynków i infrastruktury turystycznej. Stoi pusty
Mijamy studnię z żurawiem. Nie wiem czy to autentyk, czy potiomkinowska rekonstrukcja?
Trasa jest piękna. Łapię się na tym, że mam ochotę robić zdjęcie każdego zakrętu, każdej efektownej "długiej prostej". No tak się nie da. A gdyby tak wynająć małą platformę kolejkową - takie podwozie od cysterny - zainstalować gimbalowe mocowanie i aparat foto, wszystko to przed lokomotywą i kręcić time lapsa. Zakładam się, że efekt mógłby być super!
Na stacyjce Suligu "łapią" nas kolejni stopowicze. Trójka Czechów. Jeden z nich mówi po polsku, więc dużo rozmawiamy. Wcześniej Boss ulotnił się po angielsku, korzystam z okazji i siadam z przodu. Marzenia z dzieciństwa spełniają się - siedzę koło kierowcy
Atrakcji ciąg dalszy. Starszaki z forum pewnie pamiętają pokazywanego onegdaj w telewizji konia, który mówił (to był długi serial dla ówczesnych dzieci), ale czy ktoś widział konia, który śpi nogami do góry?
Często stajemy. Nie ma kierowcy, więc możliwa jest fotka kabiny. Nie wiem po co jest kierownica? Skrzynia biegów prawie jak automat: jeden bieg do przodu (D), luz (N), wsteczny (R). Najważniejszy jest radiotelefon. Kierowca cały czas wywołuje swoich koleżków na poszczególnych stacjach i uzgadnia wolną drogę.
Tu mamy wolny tor
Ale tutaj doganiamy kolejnego Transita i razem stoimy zablokowani przez stojący, bezpański skład. Wysiada kierowca i wszyscy pasażerowie też. Wydaje się oczywiste, że każda para rąk przyda się przy przepychaniu składu
W autku zostaje Ala. Z jednej strony dumna jak nie wiem co! Takie auto: Trzy osie - czyli chyba to się nazywa 6x2?, niezgorszy prześwit, poziom brodzenia nie do pobicia, krótkie zwisy, komfortowe fotele no i Mercedes!!! Z drugiej strony żal, bo nie udało nam się zabrać za rozwikłanie zagadki saperki z relacji Wojtka Pysza sprzez dwóch lat - dalej "nie wiadomo z której wojny i dlaczego przestrzelona"?
Ponieważ na pokładzie mamy Czechów to można przypomnieć jeszcze taką (prawdziwą) opowieść: mój kolega pracuje i mieszka w Pradze czeskiej. Opowiadał mi, że tak jak dla Polaków język czeski jest no... powiedzmy mało poważny tak dla Czechów polski też stanowi niezły ubaw. Podawał mi szereg przykładów. Przytoczę ten na czasie. Czech trzyma się rękami za brzuch ze śmiechu jak słyszy słowo samochód! Jak można o kupce żelaza, lakieru i gumy mówić, że ona sama chodzi. Faktycznie - samochód sam chodzi...???
Pomoc nie była potrzebna. Tor był odpowiednio nachylony. Odpowiednio sterując hamulcami udało się sprawnie przetoczyć drewno na boczny
tor
Pomykamy dalej.
Na stacji Paltin spotkanie trakcji spalinowej z parową. Omijamy parowozik i dalej w drogę
Ale o tym już nie piszemy, bo przecież każdy jechał już Mocanitą turist do Paltinu i z powrotem
I tak docieramy do Viseu. Kierwoca zatrzymuje się dobry kawałek przed stacją roboczą. Idziemy dalej drogą wzdłuż fantastycznego kompleksu starych warsztatów, torów manewrowych, składów rezerwowego taboru i złomowisk tego co już nie wyruszy w drogę
Na głównej stacji odnajdujemy słupek graniczny z naszej polsko-rumuśkiej granicy, którego dwa lata jakimś cudem nie zauważyliśmy i idziemy na obiad od Viseu. Najwyższa pora - dzisiaj jedliśmy tylko śniadanie
A po drodze znajomy domek sprzed dwóch lat
cdn
Ostatnio edytowane przez Waldemar ; 27-08-2016 o 21:26
Wyjeżdżamy z Borsy. Jedziemy do stolicy regionu, do Wielkiej Kopalni, czyli Baia Mare. Droga jest nieco okrężna, ale na pewno doprowadzi nas w końcu do Baia Mare. Koniecznie, ale to koniecznie chcemy tam być. Jedziemy kiepską drogą przez przełęcz Prislop. Kilka lat temu w Borsie rozpoczęto remont tej drogi, ale skończyło się na naprawie/budowie kanałów odwadniających jezdnię. I teraz jest tak, że w Borsie odwodnienie jest wyżej niż odwadniana droga. Ale na całym odcinku Borsa- Carlibaba mijamy kilka pracujących ekip geodetów, więc może czeka nas zmiana?
Carlibaba. Pomnik legionistów
Jedziemy "lukrowaną" drogą. Komunikaty ze znaku okazują się nieprawdziwe – lukru czyli (zapewne?) remontów nie ma. Ale ograniczenie obowiązuje i jedziemy powoli
W Polsce dom drewniany tzw. kanadyjczyk to najwyżej dwie kondygnacje, a tutaj widzimy aż cztery
Cieszący oko przystanek autobusowy. Po lewej słup telegraficzny – prawie jak na dzikim zachodzie
W Vatra Dornei odnajdujemy zabytkową synagogę. Zbudowana jest w stylu klasycystyczno-mauretańskim. Czytamy w przewodniku, że w środku prowadzone są prace remontowe i przy odrobinie szczęścia można zobaczyć wnętrze.
My po prostu zaglądamy przez uszkodzone okno – remont wnętrza pewnie jest dopiero w planach…
Zaglądamy też na tyły wspaniałego niegdyś kasyna. Ruina, ale robi wrażenie!!!
Przed Campulungiem skręcamy w drogę nr 17A aby dotrzeć do klasztorów w Vatra Moldovitei i Sucevicy. Patrząc na mapę to tylko „parę” kilometrów, w rzeczywistości droga pokonuje szeregiem ciasnych serpentyn najpierw Obczynę Feredeului, a później Obczynę Mare. Jedzie się długo…
Cerkwie obu monasterów słyną przede wszystkim ze wspaniałych malowideł. Moją uwagę zwraca także kunsztowna konstrukcja dachów - przenikanie połaci i ich połączenie z umieszczoną na ich skrzyżowaniu (w zagłębieniu) wieżą
Moldovita
Moldovita - Poldek Rarogiewicz i Romek Klimkiewicz byli tu już... NIESTETY !!!
W Moldovicie oglądamy także bardzo dosłowną reklamę kolejki. To lokalna konkurentka większej Mocanity. Trzeba tu będzie wkrótce zajrzeć jeszcze raz.
Sucevica
Ciekawy detal w klasztorze
Wpadamy do Radowców.
Nie możemy zwiedzić najstarszej cerkwii mołdawskiej Sw. Mikołaja. Trwa nabożeństwo...
W śródmieściu rzut oka na secesyjną zabudowę
I na okoliczne zaułki
Arbore – zupełnie inny klimat niż w Moldovicie i Sucevicy. Nie ma kolejki przy kasie, nie ma tłumów. Nie ma żadnych zwiedzających oprócz nas. Na tyłach cerkwii mały cmentarz… I co z tego, że malowideł jest mało i są zniszczone. Tu jeszcze jest to coś, czego już brakuje tam…
Przemykamy przez Suczawę.
Część ekipy zagląda do położonego w samym centrum Domu Polskiego. Rozmowa z tutejszą Polką, która namawia do odwiedzenia polskich wsi. Na drogę dostajemy polonijne wydawnictwa.
Dopiero po przyjeździe do Polski zagłębiam się w ich lekturę. Są bardzo starannie wydane. Miesięcznik Polonus w układzie dwukolumnowym (po polsku i po rumuńsku). Kwartalnik Mały Polonus dla dzieci i młodzieży tylko po polsku. „Dorosły” Polonus zawiera między innymi kalendarium pod nazwą „Kronika bukowińskich Polaków”.
W otrzymanych numerach podane jest to, co wydarzyło się u naszych rodaków w maju i czerwcu 1907 roku. Cały szereg wydarzeń: spotkań, wizyt, zlotów, zebrań za którymi kryje się przede wszystkim uporczywa walka o możliwość nauki języka ojczystego na warunkach takich samych jakie zapewniły sobie inne mniejszości.
Zwraca uwagę aktywność Towarzystwa Sokół obecnego na bardzo wielu uroczystościach. Znamienny jest wpis z 19 czerwca 1907 roku dotyczący wizyty arcybiskupa rzymskokatolickiego Józefa Bilczewskiego w Suczawie: „żegnając się z rodakami wzywał ich i prosił ich, aby swe dzieci wychowywali po polsku i na Polaków, bo w innym razie nic po nich nie zostanie”.
Na przedmieściach Cumpulungu taka oto osobliwość. Willa ma bierny system ochrony - na piętrze stoją dwie figury rzymskich/dackich wojowników :)))
![]()
Prawie na przeciwko stara skrzynka pocztowa przed starą chatką
Docieramy do Baia Mare. Odnajdujemy Muzeum Okręgowe. Zwiedzamy kolejne ekspozycje: ceramiki -super. polecamy, zegarów - tak samo, starego górnictwa - też godne uwagi!
Ale gdzie jest to, co jest głównym powodem naszej tu wizyty? Wracamy na recepcję. My po angielsku, pani po rumuńsku...rysujemy poglądową mapkę... aaa!!! To jest tuż za nami - Pani Recepcjonistka wreszcie rozumie czego szukamy.
Wypadamy na zewnątrz i rzeczywiście jest
Napis na tablicy:
"Borna de frontiera. Amplesata in anul 1927 pe Varful Stogu pentru a marca frontiera Romani-Cehoslovacia-Polonia"
A więc wyjaśnia się los jeszcze jednego słupka z naszej przedwojennej granicy!!!
Wracając do samochodu lokalizujemy jeszcze artystyczną instalację Muzeum Sztuki koło Wieży św. Stefana
A teraz to już naprawdę do domu. Wjeżdżamy do Tokaju. Most na Cisie, ujście Bodrogu. Zaraz dalej port rzeczny
A na końcu chatka w Teodorówce. Wita nas już inna ekipa, ale dalej jest tak samo miło.
Rano znajomy, nieodmiennie wspaniały widok
...pożegnania wewnątrz ekipy i każdy wraca w swoją stronę.
Do zobaczenia w górach!
Ostatnio edytowane przez Waldemar ; 28-08-2016 o 21:58
W Domu Polskim w Suczawie był przetrzymywany gen.Józef Haller - taka ciekawostka.
DSC00102.jpgDSC00097.jpg
Ja też namawiam:)
Cacica-Kaczyka - tam też działa Dom Polski z dobrym obyczajem
DSC00282.jpgDSC00267.jpgDSC00260.jpg
A gdy by ktoś szukał noclegu to:
DSC00271.jpg
Warto zwiedzić kopalnie soli,która jest jeszcze czynna i chyba mało zmieniona w czasie.
DSC00221.jpgDSC00230.jpgDSC00239.jpgDSC00248.jpg
Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)
Zakładki