Wyjeżdżamy z Borsy. Jedziemy do stolicy regionu, do Wielkiej Kopalni, czyli Baia Mare. Droga jest nieco okrężna, ale na pewno doprowadzi nas w końcu do Baia Mare. Koniecznie, ale to koniecznie chcemy tam być. Jedziemy kiepską drogą przez przełęcz Prislop. Kilka lat temu w Borsie rozpoczęto remont tej drogi, ale skończyło się na naprawie/budowie kanałów odwadniających jezdnię. I teraz jest tak, że w Borsie odwodnienie jest wyżej niż odwadniana droga. Ale na całym odcinku Borsa- Carlibaba mijamy kilka pracujących ekip geodetów, więc może czeka nas zmiana?
Carlibaba. Pomnik legionistów
Jedziemy "lukrowaną" drogą. Komunikaty ze znaku okazują się nieprawdziwe – lukru czyli (zapewne?) remontów nie ma. Ale ograniczenie obowiązuje i jedziemy powoli
W Polsce dom drewniany tzw. kanadyjczyk to najwyżej dwie kondygnacje, a tutaj widzimy aż cztery
Cieszący oko przystanek autobusowy. Po lewej słup telegraficzny – prawie jak na dzikim zachodzie
W Vatra Dornei odnajdujemy zabytkową synagogę. Zbudowana jest w stylu klasycystyczno-mauretańskim. Czytamy w przewodniku, że w środku prowadzone są prace remontowe i przy odrobinie szczęścia można zobaczyć wnętrze.
My po prostu zaglądamy przez uszkodzone okno – remont wnętrza pewnie jest dopiero w planach…
Zaglądamy też na tyły wspaniałego niegdyś kasyna. Ruina, ale robi wrażenie!!!
Przed Campulungiem skręcamy w drogę nr 17A aby dotrzeć do klasztorów w Vatra Moldovitei i Sucevicy. Patrząc na mapę to tylko „parę” kilometrów, w rzeczywistości droga pokonuje szeregiem ciasnych serpentyn najpierw Obczynę Feredeului, a później Obczynę Mare. Jedzie się długo…
Cerkwie obu monasterów słyną przede wszystkim ze wspaniałych malowideł. Moją uwagę zwraca także kunsztowna konstrukcja dachów - przenikanie połaci i ich połączenie z umieszczoną na ich skrzyżowaniu (w zagłębieniu) wieżą
Moldovita
Moldovita - Poldek Rarogiewicz i Romek Klimkiewicz byli tu już... NIESTETY !!!
W Moldovicie oglądamy także bardzo dosłowną reklamę kolejki. To lokalna konkurentka większej Mocanity. Trzeba tu będzie wkrótce zajrzeć jeszcze raz.
Sucevica
Ciekawy detal w klasztorze
Wpadamy do Radowców.
Nie możemy zwiedzić najstarszej cerkwii mołdawskiej Sw. Mikołaja. Trwa nabożeństwo...
W śródmieściu rzut oka na secesyjną zabudowę
I na okoliczne zaułki
Arbore – zupełnie inny klimat niż w Moldovicie i Sucevicy. Nie ma kolejki przy kasie, nie ma tłumów. Nie ma żadnych zwiedzających oprócz nas. Na tyłach cerkwii mały cmentarz… I co z tego, że malowideł jest mało i są zniszczone. Tu jeszcze jest to coś, czego już brakuje tam…
Przemykamy przez Suczawę.
Część ekipy zagląda do położonego w samym centrum Domu Polskiego. Rozmowa z tutejszą Polką, która namawia do odwiedzenia polskich wsi. Na drogę dostajemy polonijne wydawnictwa.
Dopiero po przyjeździe do Polski zagłębiam się w ich lekturę. Są bardzo starannie wydane. Miesięcznik Polonus w układzie dwukolumnowym (po polsku i po rumuńsku). Kwartalnik Mały Polonus dla dzieci i młodzieży tylko po polsku. „Dorosły” Polonus zawiera między innymi kalendarium pod nazwą „Kronika bukowińskich Polaków”.
W otrzymanych numerach podane jest to, co wydarzyło się u naszych rodaków w maju i czerwcu 1907 roku. Cały szereg wydarzeń: spotkań, wizyt, zlotów, zebrań za którymi kryje się przede wszystkim uporczywa walka o możliwość nauki języka ojczystego na warunkach takich samych jakie zapewniły sobie inne mniejszości.
Zwraca uwagę aktywność Towarzystwa Sokół obecnego na bardzo wielu uroczystościach. Znamienny jest wpis z 19 czerwca 1907 roku dotyczący wizyty arcybiskupa rzymskokatolickiego Józefa Bilczewskiego w Suczawie: „żegnając się z rodakami wzywał ich i prosił ich, aby swe dzieci wychowywali po polsku i na Polaków, bo w innym razie nic po nich nie zostanie”.
Na przedmieściach Cumpulungu taka oto osobliwość. Willa ma bierny system ochrony - na piętrze stoją dwie figury rzymskich/dackich wojowników :)))
![]()
Prawie na przeciwko stara skrzynka pocztowa przed starą chatką
Docieramy do Baia Mare. Odnajdujemy Muzeum Okręgowe. Zwiedzamy kolejne ekspozycje: ceramiki -super. polecamy, zegarów - tak samo, starego górnictwa - też godne uwagi!
Ale gdzie jest to, co jest głównym powodem naszej tu wizyty? Wracamy na recepcję. My po angielsku, pani po rumuńsku...rysujemy poglądową mapkę... aaa!!! To jest tuż za nami - Pani Recepcjonistka wreszcie rozumie czego szukamy.
Wypadamy na zewnątrz i rzeczywiście jest
Napis na tablicy:
"Borna de frontiera. Amplesata in anul 1927 pe Varful Stogu pentru a marca frontiera Romani-Cehoslovacia-Polonia"
A więc wyjaśnia się los jeszcze jednego słupka z naszej przedwojennej granicy!!!
Wracając do samochodu lokalizujemy jeszcze artystyczną instalację Muzeum Sztuki koło Wieży św. Stefana
A teraz to już naprawdę do domu. Wjeżdżamy do Tokaju. Most na Cisie, ujście Bodrogu. Zaraz dalej port rzeczny
A na końcu chatka w Teodorówce. Wita nas już inna ekipa, ale dalej jest tak samo miło.
Rano znajomy, nieodmiennie wspaniały widok
...pożegnania wewnątrz ekipy i każdy wraca w swoją stronę.
Do zobaczenia w górach!



Odpowiedz z cytatem


Zakładki