Pokaż wyniki od 1 do 10 z 27

Wątek: V RIMB - relacja alternatywna

Mieszany widok

  1. #1
    Fotografik Roku 2010
    Fotografik Roku 2009
    Fotografik Roku 2008

    Awatar bartolomeo
    Na forum od
    07.2005
    Postów
    4,314

    Domyślnie Odp: V RIMB - relacja alternatywna

    Cytat Zamieszczone przez Wojtek Pysz Zobacz posta
    Różni ludzie mają różne hobby, a ja mam takie, że na wycieczki piesze jeżdżę rowerem.
    Tak mi się skojarzyło:

    Lubię rower, bo w istocie lubię podróżować. Co rozumiem przez podroż? Nie to, co zazwyczaj robimy w czasie wakacji. Nie jest podróżą to, że wsiadasz do samolotu, a po dwóch godzinach lądujesz w innym świecie. Dla mnie podróż to możliwość, bym mógł wszystko wkoło zauważyć. Bym jadąc koło ludzi mógł widzieć ich twarze i słyszeć, co mówią. To właśnie zapewnia mi rower. I jeszcze zapewnia to wędrówka piesza, właściwie moja ulubiona forma podróży; zdarzało mi się w jeden dzień zrobić pieszo trasę do Kalwarii Zebrzydowskiej i z powrotem. A gdy na rowerze jedzie się z prędkością 15-20 km/h, to nie wyrywa cię to ze świata, tylko cały czas się jest z nim spojonym.
    Ireneusz Kania, tłumacz i poliglota ("mówię swobodnie dziesięcioma [językami], w dwudziestu czytam"). Wywiad z "Tygodnika Powszechnego".
    Czterech panów B.

  2. #2
    Forumowicz Roku 2016
    Kronikarz Roku 2016
    Forumowicz Roku 2014
    Forumowicz Roku 2013
    Ekspert Roku 2012
    Awatar Wojtek Pysz
    Na forum od
    02.2008
    Rodem z
    Jarosław
    Postów
    2,497

    Domyślnie Odp: V RIMB - relacja alternatywna

    Cytat Zamieszczone przez bartolomeo Zobacz posta
    bartolomeo cytuje Ireneusza Kanię:
    Dla mnie podróż to możliwość, bym mógł wszystko wkoło zauważyć. Bym jadąc koło ludzi mógł widzieć ich twarze i słyszeć, co mówią. To właśnie zapewnia mi rower. I jeszcze zapewnia to wędrówka piesza,
    Ten Kania dobrze potrafi wyrazić, co czuje. W mojej głowie takie stwierdzenie zawsze siedziało, ale nigdy nie wpadłem na pomysł, by to napisać.

    A teraz opowiadam, co było dalej. Już o 8:00 jedziemy w górę doliną Paniszczówki, potem stokiem nad Zatoką Potoku Czarnego a po lewej widać Chrewt.





    O 8:15 spotykamy jakąś zwierzynę, potem miejsce, z którego strzela się do zwierzyny.







    Mijamy w dole po prawej dawną wieś Paniszczów, potem gdzieś tam w dole po lewej Sokole, podjeżdżamy pod Łabiska. Po drodze trafiło się dużo błota. Praktyka wykazała, że jakich dobrych i drogich hamulców by rower nie miał, to i tak w błocie nie zahamują. A kto by miał inne zdanie, będzie wyglądał tak, jak ja tego dnia i jakim mnie widziano po południu w Lutowiskach i wieczorem na Otrycie. Fotografa przy tym nie było. Zjeżdżamy do Teleśnicy Oszwarowej.









    Tuż po 10 meldujemy się w sklepie, gdzie kupujemy coś do jedzenia i picia. Część zakupów została skonsumowana na miejscu przy wygodnym stoliku pod dachem.

  3. #3
    Forumowicz Roku 2016
    Kronikarz Roku 2016
    Forumowicz Roku 2014
    Forumowicz Roku 2013
    Ekspert Roku 2012
    Awatar Wojtek Pysz
    Na forum od
    02.2008
    Rodem z
    Jarosław
    Postów
    2,497

    Domyślnie Odp: V RIMB - relacja alternatywna

    Rozleniwieni postojem przy sklepie, mamy na szczęście "rozbiegowy" kawałek po płaskim asfalcie doliną potoku Daszówka. Potem jest także asfaltem, ale stromo w górę na przełącz Przysłup, która łączy pasmo Żukowa ze Stożkiem. Stożek widać z tyłu.



    Skończyła się rozgrzewka, jedziemy w góry. Do tej pory nasze max. wyniosło ok. 600 m n.p.m. (w okolicy g. Łabiska). Żuków, który mamy przejechać, to już ponad 700 m n.p.m. Początkowy wariant przewidywał dojazd drogą do Łobozewa, potem na Ustanową i dalej drogą grzbietową na Holicę. W ramach oszczędności czasowych wybraliśmy skrót i na Holice pojechaliśmy wprost z przełęczy Przysłup między Teleśnicą a Łobozewem. W ten sposób skróciliśmy drogę przejazdu z 8 do 2 kilometrów oraz wydłużyliśmy czas przejazdu o ok. 15 minut.



    Pod Holicą, w okolicy przedwojennego lotniska jest kilka stołów z ławkami, ubikacja i kosz na śmieci. A teraz jeszcze budują wielką wiatę z potężnych bali, ze stołami, ławami i grillem. Z powodu skalistego terenu nie dało się zrobić wykopów pod fundamenty, sprowadzono wiertnię, która wydłubie 1,5 metrowe otwory i wiata będzie osadzona na betonowych peckach. Całość fundują Lasy Państwowe.









    W zachodniej części grzbietem Żukowa biegnie droga asfaltowa. Ok. 2 km na wschód od Holicy zmienia się na chwile w szutrową a potem
    w taka zwyczajną.





    Jeszcze dalej na wschód droga jest taka, jaka lubią bazyle. Na zdjęciu poniżej my wcale nie zabłądzilismy, jedziemy ciągle grzbietem! Błoto mieliśmy na dzisiaj przewidziane w „jadłospisie”, ale rowerowego chaszczowania raczej nie. A okazuje się, że jak się chce, to można;-) Na miejscu akcji natknęliśmy się nawet na sprawców tego zmasakrowania drogi grzbietowej. Siedzieli przy drodze z pilami motorowymi i tłumaczyli, że takie przedzieranie rowerów przez zwalone drzewa to doskonały trening dla całego organizmu, nie tylko dla nóg, jak przy klasycznej jeździe na rowerze. I gdyby wiedzieli, że dzisiaj tędy pojedziemy, to zamiast tych 400 metrów przygotowaliby nam jakiś dłuższy odcinek treningowy!



    Po tych radosnych doznaniach straciliśmy czujność i daliśmy się ściągnąć z grzbietu pierwszej lepszej drodze, która była w miarę sucha i równa. Nie patrząc na mapy i na kierunki, pognaliśmy uradowani, że nie trzeba taplać się w błocie i przenosić rowerów. Otrzeźwienie nastąpiło, gdy ujrzeliśmy na dole drogę i cerkiew w Rabem (mieliśmy zjeżdżać przez przełęcz do Żłobka). W pierwszym panicznym odruchu nawet skręciliśmy w prawo, w las, ale rozsądek podpowiedział, że lepiej zjechać do wsi, nadrobić parę kilometrów asfaltem i podjechać na przełęcz, niż wydzierać rowery z powrotem do nieodległego grzbietu, który nieopatrznie opuściliśmy.



    Za to mamy ładne zdjęcie cerkwi w Rabem.



    Później po drodze spotkaliśmy się z białym samochodem ni-to-osobowym-ni-to-ciężarowym, którym jechał na miejsce akcji Pan Komandor dzisiejszej imprezy ze znajomym pszczelarzem. Nie wiem tylko, po co tak zawzięcie na nas trąbił przy wyprzedzaniu (on wyprzedzał nas). Koledzy potrąbili i pojechali. My na wszelki wypadek, gdyby nogi zawiodły, sprawdziliśmy, czy coś będzie szło w stronę Lutowisk.



Informacje o wątku

Użytkownicy przeglądający ten wątek

Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)

Podobne wątki

  1. IV RIMB - relacja alternatywna
    Przez Wojtek Pysz w dziale Relacje z Waszych wypraw w Bieszczady
    Odpowiedzi: 15
    Ostatni post / autor: 12-03-2013, 12:56
  2. IV RIMB - relacja
    Przez komisaRz von Ryba w dziale Relacje z Waszych wypraw w Bieszczady
    Odpowiedzi: 73
    Ostatni post / autor: 26-10-2011, 00:08
  3. RIMB - drugie starcie
    Przez Henek w dziale Spotkania i sprawy forumowe
    Odpowiedzi: 44
    Ostatni post / autor: 04-01-2010, 10:25
  4. był RIMB
    Przez Henek w dziale Relacje z Waszych wypraw w Bieszczady
    Odpowiedzi: 58
    Ostatni post / autor: 20-10-2009, 21:11
  5. Historia alternatywna czyli kontrfaktyczna
    Przez Stały Bywalec w dziale Oftopik
    Odpowiedzi: 16
    Ostatni post / autor: 03-09-2009, 07:25

Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •