Dzięki asia 999 , dzięki bacza . Czytadło w zasadzie jest już ukończone , wrzucam luźne fragmenty .
Próbuję to trochę zilustrować .
lll.jpg
i kolejny fragment ;
- Co tam poczynacie - Becza zagadnął jednego ze starszych gospodarzy.
- Panie , chłostać będą – mamuna dziecko podmieniła .
Jurko zsiadł z konia oddając go pod dozór Banduryka . Ludzie rozstąpili się pozwalając mu swobodnie wejść do izby. Duża przestronna chłopska chałupa urządzona w tradycyjny sposób.
Piec zajmujący znaczną część pomieszczenia , mocne – pod ścianami ustawione ławy i stół .
W ciżbie dostrzegł młodą szlochającą matkę , pochyloną nad drewnianą kołyską .
Z misternie zdobionej kiwajki dochodził płacz i cichnące zawodzenie dziecka .
- Odstąpcie , dajcie malcowi powietrza , toż się zaraz udusić może .
Stanowczo odsuwał kumy i sąsiadki pochylone nad kołyską . Popychał je w stronę otwartych
drzwi pragnąc jak najbardziej wyludnić pomieszczenie .
Skinął na młodego gospodarz obejmującego szlochającą żonę . Gestem wezwał go do pomocy
w delikatnym ale stanowczym opróżnieniu izby.
- Usiądźcie i zdajcie jak było – delikatnie usadził na ławie zapłakaną matkę .
- Przed południem w pole poszłam – plewienia dużo po ostatnim deszczu.
- Dziecinę wzięłam bo mój inszą robotą zajęty . Pierworodne to a zostawić nie ma z kim .
- Słoneczko dziś pięknie grzało , położyłam na między chudzinę żeby mieć baczenie.
- Nie wiem kiedy , podkradła się przeklęta mamuna i mój skarb podmieniła .
- Płacz usłyszałam , podbiegłam i już widzę że coś się wydarzyło . Dzieciątko jak nie moje -
czerwone jakieś rozpalone i wrzeszczy bez ustanku . Nic tylko odmieniec . Do domu pobiegłam
męża wołam , ale nic poradzić nie umiemy . Mówią żeby za oborę wynieść i prać bez miłosierdzia
Ponoć jedyny ratunek . Mamuna płacz swojego usłyszawszy , przybieży i zamianę uczyni. Ale wzbraniam się , jak tu bić taką kruszynę – choćby i odmieńca .
Zaradnik podszedł do kołyski , odrzucił szmatki otulające rozpalone dziecko .
-Sakwę moją mi przynieś – lekko popchnął gospodarza w stronę rozwartych drzwi.
Podszedł do pieca , z osmolonego sagana ulał do gliniaka trochę letniej wody .
Rozejrzał się po izbie i z drewnianej solniczki wyjął szczyptę soli . Wrzucił do wody , zamieszał
znalezioną łyżka i pochylił się nad podaną mu podróżną torbą . Wyjął pęk suszonego ziela .
- Szczęście w nieszczęściu mieliście – zwrócił się do matki.
- Nie mamuna to was ukrzywdziła ino południca . Dziecko nie jest zamienione tylko chore .
- Nie dostrzegliście jak musiała je tulić i całować . Stąd ten żar zeń buchający i czerwień
- skóry .
- Panie czy ratunek dlań znajdziecie , toż to całe moje życie – zaniosła się głośnym płaczem.
- Uspokójcie się i wysłuchajcie mnie; dziecko obmywajcie letnią wodą , to mu do picia
- dawajcie . Po troszkę ale często - podał jej lekko osoloną wodę do której skruszył garstkę
- suszonego rojownika .
- Poprawa niebawem nastąpi ale uważajcie coby maleństwa na mocne słońce nie wystawiać
Podniósł swoją nieodłączną sakwę i wyszedł przed chałupę . Kmiecie rozstąpili się z szacunkiem.


Odpowiedz z cytatem