Czytając to mam rozdwojenie jaźni. Relacje z którymi się do tej pory spotkałem mówiły o wielkiej miłości mieszkańców Wołosatego do Wielkiego Brata, dlatego cała wioska spakowała się zabrawszy ze sobą wyposażenie cerkwi i nie pytając o nic nikogo przekroczyli granicę Beskid,
gdzie po wschodniej stronie spodziewali się owacyjnego przywitania. Trochę się rozczarowali , bo władza radziecka pokazała co znaczy władza i kazała im czekać przez dwa tygodnie na stacji kolejowej nie dbając o zaprowiantowanie dla ludzi i chudoby. Gdy przyszły dyrektywy z góry wywieźli ich w odległe krainy dobrobytu.
Gdy jakiś czas później przyszedł czas akcji Wisła nie było kogo wysiedlać z Wołosatego.
(jeśli ktoś jest wnikliwy sprawdzi jak przebiegała granica w tej okolicy w 1946 r i gdzie był najbliższy organ polskiej władzy ?)
Indywidualne wspomnienia bywają drastycznie różne od tych z dokumentów.
Cóż ? rozdwojenie jaźni to taka przypadłość historyczna , bo ja z własnego życia to już sam nie wiem:
czy 13 grudnia generał nas uratował czy też stłamsił i sponiewierał.



Odpowiedz z cytatem