Nie zmienia to faktu, że na niedźwiedzie zaprzestano polować na Słowacji i w Rumunii.
Znam jeden przypadek ataku niedźwiedzia na człowieka ze skutkiem śmiertelnym przed II wojną w okolicach Brzegów-Jurgowa, więc na pograniczu polsko-słowackim, ponadto dwa w Karpatach Wschodnich - w Bieszczadach i Gorganach.
W Bieszczadach wschodnich, Gorganach i na Huculszczyźnie przed II wojną bywały osobniki gatunku Ursus arctos wyspecjalizowane w żerowaniu na zwierzętach gospodarskich - zwano je "miasunami": od owiec, przez cielęta, krowy, a nawet woły i konie. Jeszcze 10-15 lat temu zetknąłem się z tym na żywo na pograniczu ukraińsko-rumuńskim. Pasterze byli bezradni. Więc przyczyną nie jest ubóstwo bazy pokarmowej, tylko preferencje osobnicze i nabyte przyzwyczajenia rozbójnicze.
Nie sposób z newsów prasowych miarodajnie wnioskować, czy rzeczywiście niedźwiedź powalił żubra, czy żerował tylko na jego padlinie. Żubry mogą przecież padać z osłabienia/głodu, choroby, albo ginąć od kuli kłusownika. Jeśli nie widziano bądź nie zarejestrowano np. na fotopułapce, ani nawet nie otropiono po świeżym śladzie ataku niedźwiedzia na żubra, to byłbym ostrożny w dawaniu wiary takim prasowym rewelacjom.
Również w przypadku ataków niedźwiedzi na ludzi ze skutkiem śmiertelnym jeśli nie ma naocznych świadków, nagrania z fotopułapki przy nęcisku np., ani udokumentowanych śladów z otropienia, a obrażeń pierwotnych trudno albo i nie sposób odróżnić od śladów żerowania na zwłokach - to przyczyna śmierci człowieka może być zupełnie inna.
- - - Updated - - -
"Covidianizm" zatrzymywał/więził ludzi w domach przez całą wiosnę i kawałek lata, więc niedźwiedzie miały się chyba lepiej. Jak to się ma do statystyki przyrostu ich ataków na ludzi na Słowacji?



Odpowiedz z cytatem