Rzucić palenie? Nic prostszego, dziesiątki razy to robiłem... jakieś 11 lat temu skutecznie.
Przed urlopem, w Bieszczadach, postanowiłem rzucić. Spokój, relax, pierwsze dni przejdą bezboleśnie. Wsiadłem wieczorem do auta, nikokorette w kieszeń i w drogę. Gdzieś koło Warszawy zaczęły mi się kleić oczy. Odruchowo ręka powędrowała po papierosa. Wysupłałem gumę i ... olśnienie. Nikotyna działa jak najmocniejsza kawa. Doleciałem do Sandomierza bez mrugnięcia okiem. Potem zrobiło się jasno, kolejna guma i już byłem w Duszatynie. Namiot, drzewo na ognisko, czynności obozowe, kąpiel w Osławie, toporek, porąbać gałęzie, ułożyć stosik, zapałka, usiąść... pali się, trochę dymi, ale jest ten śliczny ogieniek. I ręka sama wędruje po suchy patyczek, odpala i ... do cholery gdzie ten papieros. Przecież człek wykonał kawał dobrej, ciężkiej i zupełnie nikomu nie potrzebnej roboty i należy mu się papieros! To był najtrudniejszy moment. Potem jakoś poszło, Było, że nawet po kilku latach myślałem, że wyrwę facetowi z ręki papierosa, ale potem przychodziła refleksja: żal tych 4, 5 ... lat męki i wyrzeczeń. Z poprzednich lat, gdy rzucałem bez trwałego rezultatu - człowiek bardzo łatwo się usprawiedliwia. Jeden to przecież nie jest jeszcze "palenie", tym bardziej jak częstują. Dwa też tragedii nie robią. No nie mogę stale brać cudzych, kupię paczkę i jak będę miał raz czy dwa razy w miesiącu na jednego, to przecież nic się nie stanie, a nie będę latał po prośbie z wyciągniętą ręką. O cholera, ta wczoraj kupiona paczka już w połowie pusta. No nie oszukujmy się, nie udało się rzucanie i znów paczka dziennie.
I tak wiele razy, do tego ostatniego. Teraz już (po prawie 12 latach) nawet dym tytoniowy zaczyna mi przeszkadzać.
Znając już te zagrożenia będzie Ci łatwiej przetrwać.
Pozdrawiam
Długi


Odpowiedz z cytatem