chris, nie opowiadaj, palenie na pewno obniża sprawność organizmu i skraca życie, a to, że parę osób dużo pali i dożywa sędziwego wieku nic nie znaczy. Poza tym, w kwestii nieszkodliwości palenia, nie wierzę palaczom i już, tak z zasady. To tak jakby alkoholik powiedział, że mu wódka czy może jakiś "wynalazek" polepsza stan zdrowia.
Ja rzuciłem palenie 39 lat temu. Po prostu kolega nie zdał do następnej klasy i urwało się. Miałem wtedy 8 lat, a zaczynałem 2 lata wcześniej). Potem popalałem jak służyłem ukochanej ojczyźnie (co to były za czasy!...). Nie przeszkadza mi jak ktoś pali obok mnie, choć wiem, że byli palacze nie cierpią dymu papierosowego.
Mój ojciec palił i to dużo, wpierw papierosy, potem fajkę. Miał stan przedzawałowy. Przestał palić. Wrócił do pracy i zaczął znowu. Po roku czy dwóch miał zawał. I tutaj niespodzianka - nie pali do tej pory (kilkadziesiąt lat). Znaczy to, że jak się chce, tak na prawdę chce (czytaj: śmierć zajrzy w oczy), to można. Marcowy rzuć palenie póki nie jest za późno.
Na koniec coś, co powtarzam wszystkim palaczom: Palisz, płacisz, na wakacje nie pojedziesz. (Paczka dziennie = koszt wakacji. Policzcie sobie).
Pozdrawiam z zadymionego miasta


Odpowiedz z cytatem