Dzień 11
Słonecznie i ciepło. Po śniadaniu zarządzam wyjazd w dwa samochody. Jedziemy ogólnie rzecz biorąc na północny wschód. Po drodze cały czas po lewej stronie mamy tory kolejowe. W pierwszej większej miejscowości skręcamy w prawo i z niej wyjeżdżamy. Kawałek dalej rozpoczyna się wieś. Na wysokości cerkwi, która nadal pełni tę rolę zostawiamy jeden samochód i już karawanem jedziemy przez wieś. Domostwa są przy drodze, którą jedziemy i w dole po prawej stronie. Wieś się skończyła, a my jeszcze jedziemy. Już jednak niedaleko. Ilekroć tutaj byłem, albo z drugiej strony, zawsze zastanawiałem się, czy dałoby się karawanem przejechać? Z tamtej strony po betonowych płytach już na górę wyjeżdżałem. Tylko, co dalej? Czy podwozie karawanu to wytrzyma? W każdym razie dojechałem do takiego miejsca, skąd można wyruszyć już pieszo oznakowaną na niebiesko ścieżką. Idziemy w lewo, pod górę. Pniemy się mozolnie sapiąc i dysząc, a za nami widoczki piękne są. Przy granicy lasu robimy sobie odpoczynek podziwiając widoki. W lesie wydawałoby się, że będzie przyjemniej, ponieważ cień jest. Nic z tego. Nie ma wiatru i jest parno. Dochodzimy do wieży przekaźnikowej. Przy niej skręcamy w lewo i rozpoczynamy powolne zejście. Po kilku minutach wychodzimy z lasu i przystajemy. Przed sobą mamy imponujący widok zarówno na Beskid Niski jak i na zachodnią część Bieszczadów Zachodnich. Schodzimy łagodnie opadającym grzbietem, a widoki mamy na prawo, na lewo i przed siebie. Za siebie się nie oglądamy. Ścieżka prowadzi przed siebie, ale ja zabieram chrześniaka i odbijamy w prawo. Tam stoi ambona. Miejsce cudowne. Nie zabieram go do drugiej ambony, która jak pamiętam stoi nieopodal. Tęsknym wzrokiem spoglądam w prawo. Czy będzie mi dane tego wyjazdu odwiedzić pobliską dolinę? Chyba nie, ale co się odwlecze to nie uciecze. Przyspieszamy kroku i doganiamy naszą grupę. Z dala wyłania nam się widok na cerkiew, ale jeszcze kawał drogi do niej. Nie spiesząc się, rozmawiając i żartując sobie dochodzimy do miejsca, w którym jest cmentarz wojskowy/wojenny. Cmentarz, to bardzo duże słowo. Jest to miejsce o powierzchni około 4 m kwadratowych otoczone małym płotem. Za to na płocie znajdują się krzyże: greckokatolicki, prawosławny i rzymskokatolicki. Od cmentarza w dół prowadzi już polna droga. Nie idziemy nią do końca, tylko skręcamy w prawo. Dochodzimy do dwóch cmentarzy i cerkwi. Po raz kolejny żałuję, że nigdy jeszcze w niej nie byłem. Oznacza to jednak, że trzeba tutaj wrócić. Po chwili kuzyn zawozi mnie do karawanu. Wracamy do naszej grupy. Tutaj się rozdzielamy. Kuzyn z rodzinką jadą do Radoszyc,


Odpowiedz z cytatem