Co do punktu 1.
Praca dla takowych absolwentów musiała sie w końcu znaleźć, bo przecież nie ma społeczeństwa samych menadżerów
Ta oczywista prawda znana jest wszem i wobec, jednak w ferworze reform poszło się na ilość, jak słusznie zauważasz.
No i Twoje wytłuszczenie jak sądzę jest ironią lekką, prawda?
Niejednokrotnie miałem okazję zaobserwować, gdy "papier" był ważniejszy od rzeczywistych działań, no a co na papierze można najłatwiej pokazać? Statystyki!
Większość działań związanych z reformami, tych działań na poziomie szkoły to nikomu niepotrzebne i nic nie wnoszące do praktyki różnorodne analizy, opracowania itp, dzięki którym "parę" osób robi niesamowita kasę szkoląc szarego luda=belfra.
Po drugie, upowszechnienie wyższego wykształcenia było potrzebne, ale moim zdaniem powinno polegać na umożliwieniu / ułatwieniu dostępu, a nie "sztucznym" bardzo popychaniu w kierunku studiów...również osób, które sobie z takim wyzwaniem po prostu nie radzą.
Gdy dodamy do tego nową jakość po 89 roku - "rynkowość" oferty edukacyjnej, transformację "ucznia" w "klienta", aż w końcu komercyjny charakter większości szkół wyższych - głównie niepublicznych, to jakość w ogóle przestaje być zauważana, a ilość jest jedynym wyznacznikiem sukcesu uczelni.
Gdy nieraz słyszę opowieści osób obecnie studiujących w takich szkołach, to mnie krew zalewa, bo dochodzę do wniosku, że trudniej mnie było ukończyć podstawówkę i egzamin wstępny do liceum zdać.
Nie chcę oczywiście generalizować, bo wiem, że są dobre szkoły, te "niższe" i wyższe, jestem też przekonany, że choć system ideałem nie jest, a czasem zwyczajnie choruje, to jednak nie jest tak tragicznie.
Po prostu, IQ narodu wcale nie wzrasta, pracowitość raczej maleje, a dostępne gadżety aż zniechęcają do używania najważniejszego z organów, a tu nagle chce się 2 razy więcej ludzi na studia wypychać.
Zresztą takie problemy dotykają systemów edukacyjnych w wielu krajach, jest to znak naszych czasów
A autorytet? - tu myślę, że to też zmieniająca się rzeczywistość, nieco mniejszy szacunek dla człowieka bez względu na jego zawód.
W praktyce dotyczącej wymagań - wspomniany przez Ciebie odsetek nie otrzymujących promocji do następnej klasy to science fiction.
Powtarzanie przez ucznia roku, to nieraz była "porażka nauczyciela", "ujma dla szkoły" itp.
Z powodu problemów na rynku pracy w branży edukacyjnej każdy uczeń jest na wagę złota i by trochę sytuacje uzdrowić należało by wprowadzić 100% zasady rynkowe.
Szkoły nie działające odpowiednio powinny zniknąć, a nauczyciele, którzy sobie w swej pracy nie radzą powinni odejść, a nie tkwić na bezpiecznym stołku z pakietem przywilejów w kieszeni![]()
Uczniów i ich rodziców szybko przyzwyczaić, że obowiązki mają być wypełniane, a konsekwencje ich lekceważenia bezwzględnie ponoszone.
Brutalne może, ale "mała rewolucja" odświeża zawsze atmosferę
...na koniec cos pocieszającego:
Nie ma co się gorączkować, bo ten świat lepszy nie będzie już nigdy...
Więc....najlepiej mieć to w dupie i robić swoje
Pozdrawiam:)



Odpowiedz z cytatem