Oj, Łapi, Łapi …..

Prowokujesz mnie w kolejnych postach, w końcu kiedyś doczekasz się poważnej odpowiedzi. Jestem zbyt leniwy, aby grzebać po źródłach, i to na potrzeby odpowiedzi na twoje prowokacje i cieniutkie aluzje, ale może kiedyś się zmobilizuję.

Co ty sobie wyobrażasz, że możesz cały świat zakrzyczeć. Że nikt poza tobą niczego nie wie, niczego nie czytał. O słabości twojej napastliwej argumentacji świadczy najdobitniej fakt, że z a w s z e, w drugim lub trzecim zdaniu przechodzisz do ataku personalnego. Nie muszę ci mówić, o czym to świadczy. Teatralne gesty w rodzaju „odmawiam ci prawa do tego, czy owego” nic tu nie pomogą, i nic nie wnoszą do dyskusji.

A co do dr Kormana, to powiem tak. Gdyby Autor zamieścił to zdjęcie i w opisie dodał jedno magiczne słowo: p r a w d o p o d o b n i e …. i dalej; dzieci, ofiary mordów ukraińskich, etc, ect, ect. i co tam jeszcze – to słowem bym się nie odezwał. Każdy ma prawo do pomyłki. Ale tak nie napisał. Zamiast tej podstawowej u badacza ostrożności, „d o r o b i ł” całą, głęboko emocjonalną, historyjkę. Przecież nie wmówisz nikomu, że nie wiedział co pisze. I tego nie da się obronić, bo to nie trzyma standardów – obojętnie, co tam sobie nagryzmolisz w kolejnych postach.
To, że jakiś historyk się pomylił, nie oznacza przecież, że nie było tych zbrodni. To przecież oczywiste. Mnie chodzi o coś zupełnie innego. W tym sporze, moralna przewaga strony Polskiej jest tak ogromna, że nie musimy sięgać do takich literackich ubarwień, aby udowodnić swoje racje. Spór o ludobójstwo na ludności polskiej jest dlatego tak trudny, że strona ukraińska jest pod ogromną moralną presją i szuka każdej najdrobniejszej szczeliny w Polskiej argumentacji. Wyraźnie to widać w książce Ihora Iljuszyna „UPA i AK. Konflikt w Zachodniej Ukrainie (1939–1945)”.

A poza wszystkim, nie lubię tych książek historiograficznych, które nacechowane są zbyt emocjonalnym stosunkiem autora do omawianego tematu, ponieważ tracą dla mnie walor obiektywizmu, walor kluczowy dla pracy badawczej. W Polsce jest taka grupka badaczy, która połowę swojego dorobku zbudowała na podsycaniu nienawiści do Ukraińców. Ale to jest temat na odrębny wątek.

Na koniec – cała twoja argumentacja ma jedną zasadniczą w a d ę.
Otóż tematem tego wątku (i kilku pokrewnych) są stosunki polsko-ukraińskie. A te jak powszechnie wiadomo nie zaczęły się w 1943, lecz liczą się wiekami. W swojej argumentacji ignorujesz ten fakt całkowicie. W obiegu funkcjonuje taka dość prostacka teoria, że Ukraińska mniejszość narodowa, zarówno w I jak i II RP miała tak dobrze, że sama myśl o własnym niepodległym państwie jest już niedorzecznością. A rozwinięciem tej teorii jest odebranie im moralnego prawa do walki o własne państwo, i sprowadzenie całości stosunków do aktów ludobójstwa z lat 43-48.

I tylko na końcu pozostaje jedno pytanie. Pytanie, które zadają sobie wszyscy (w tym również i ten staruszek, żołnierz AK, który rozmawia z przewodniczącym UPA na Wołyń – link do tej rozmowy podałem w poście nr 31) – mianowicie: d l a c z e g o?, jaką trzeba mieć nienawiść w sercu, i za co, aby dokonać rzeczy tak strasznych?.

I to jest podstawowe pytanie w tej dyskusji.