Pokaż wyniki od 1 do 10 z 240

Wątek: Stosunki polsko - ukraińskie w rozwoju historycznym (z Bieszczadami w tle)

Widok wątkowy

  1. #10
    Bieszczadnik Awatar wp.krzysztof
    Na forum od
    03.2009
    Rodem z
    Podkarpacie
    Postów
    357

    Domyślnie Odp: Stosunki polsko - ukraińskie w rozwoju historycznym (z Bieszczadami w tle)

    Poniżej cytat z monografii A. Gawryszewskiego „Ludność Polski w XX wieku”
    Rozdział VIII. Język, Narodowość, Wyznanie. s. 271
    (fragment dot. narodowości Ukraińskiej)

    Po rozbiorach Polski tereny Ukrainy przypadły Rosji i Austrii. Z terenów Ukrainy prawobrzeżnej (Dniepru) przyłączonych do Rosji utworzono trzy gubernie: kijowską, wołyńską (ze stolicą w Żytomierzu) i podolską (Kamieniec Podolski). Ziemie przyłączone do Austrii potocznie nazywano Galicją, oficjalnie Królestwem Galicji i Lodomerii. Rosja traktowała język ukraiński jako małoruski dialekt języków wielkoruskich, a samych Ukraińców nazywała Małorusinami, których usilnie
    rusyfikowała, zakazując drukowania książek i czasopism w języku ukraińskim. Jakkolwiek w Galicji część Polaków, tzw. Podolacy (Buszko, 2000, s. 130, 299) również nie uznawała odrębności ukraińskiej, traktując ją jako odgałęzienie narodu polskiego podlegające procesowi polonizacji, to Ukraińcy galicyjscy od drugiej połowy XIX w. mieli znacznie lepsze warunki do rozwoju kultury narodowej niż Ukraińcy rosyjscy.

    W połowie XIX wieku powstał w Galicji narodowy ruch ukraiński zmierzający do odrodzenia społeczności ukraińskiej. Zamiast określeń „Ruś, rusiński, Rusini”, używanych przez Jana Długosza dla określenia krainy, języka i rdzennej ludności zamieszkującej Ruś Czerwoną, Podole i Wołyń, wprowadzono i upowszechniano terminy „Ukraina/Ruś”, „ukraiński/ruski” i „Ukraina/Ukrainiec”. Zwolennicy narodowej odrębności akceptowali określenia „Ukraina/ukraiński/Ukraińcy”,
    natomiast przeciwnicy ukraińskich aspiracji używali nadal określeń „rusiński/Rusini”.
    W austriackim spisie ludności z 1910 r. jak i w polskim spisie z 1921 r. nadal wyróżniano narodowość rusińską, natomiast w spisie 1931 r. wymieniano już język ojczysty „ukraiński (ruski)”.

    Zrodzony w połowie XIX wieku w Galicji narodowy ruch ukraiński aspirował do utworzenia niezawisłego państwa ukraińskiego rywalizując z identycznymi dążeniami polskimi.
    W czasie I wojny światowej stosunki polsko−ukraińskie uległy zaognieniu zwłaszcza, że państwa centralne (Niemcy, Austria) udzielały koncesji politycznych Polakom i Ukraińcom wykorzystując ich sprzeczne aspiracje do tych samych terenów. Wraz z upadkiem państw centralnych rozpoczęła się wojna polsko−ukraińska 1918–1919, której celem dla każdej ze stron było stworzenie własnego państwa.

    Przegrana wojna i upadek Zachodnioukraińskiej Republiki Ludowej oraz postanowienia traktatu ryskiego z 18 marca 1921 r. przyznającego Polsce Wołyń i Galicję wzmocniły pozycje skrajnego nacjonalizmu ukraińskiego. Odrodzona Polska nie dotrzymała szeregu złożonych zobowiązań, m.in. przyznanej ustawą autonomii i samorządu dla Galicji (Dz.U. 1922, nr 90, poz. 829) czy zagwarantowanych w konstytucji praw i swobód obywatelskich oraz udziału w życiu politycznym.
    Z jednej strony Ukraińska Organizacja Wojskowa prowadziła akcje terrorystyczne
    na terenie Galicji Wschodniej, gdzie np. latem i jesienią 1922 r. nacjonaliści ukraińscy podpalili około 2300 obiektów, z drugiej władze administracyjne ograniczały zatrudnienie Ukraińców w instytucjach państwowych, zastępowały ukraińskojęzyczne szkoły szkołami utrakwistycznymi (tzn. z dwoma językami wykładowymi) z dominującym językiem polskim, ograniczały posługiwanie się językiem ukraińskim w urzędach państwowych, preferowały lokacje osadników wojskowych kosztem potrzeb społeczności ukraińskiej.

    Polityka władz spychała ludność ukraińską na pozycje skrajnego nacjonalizmu i szowinizmu wykorzystywanego i podsycanego zarówno przez OUN (Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów)
    jak i przez działaczy komunistycznych. Wyjątkiem była polityka dialogu polsko−ukraińskiego prowadzona w latach 1928–1937 na Wołyniu przez wojewodę Henryka Józewskiego, odwołanego w kwietniu 1938 r. Nacjonaliści ukraińscy organizowali akty sabotażu i terroru skierowane przeciwko polskim urzędom, ziemianom i osadnikom. Władze polskie odpowiadały akcjami pacyfikacyjnymi,
    niszczeniem cerkwi przez policję i wojsko i stosowaniem upokarzających praktyk odpowiedzialności zbiorowej (rewizje w domach, niszczenie sprzętu i żywności, wymierzanie chłosty). Eskalacja konfliktu narodowościowego nasiliła się z początkiem lat 30., kiedy to jesienią 1930 r. (od 16 września do 30 listopada 1930 r.) przeprowadzono pierwszą akcję pacyfikacyjną w Małopolsce Wschodniej w 450
    wsiach na terenie 16 powiatów.

    Po śmierci Józefa Piłsudskiego do głosu w wojsku doszła skrajna prawica nacjonalistyczna, która chciała spolonizować kościół prawosławny prowadząc akcję konwersyjną (przechodzenie na katolicyzm) wśród ludności prawosławnej; najbardziej znany jest przykład działalności konwersyjnej
    Korpusu Ochrony Pogranicza w 1937 r. w prawosławnej wsi Hrynki w powiecie krzemienieckim na Wołyniu.
    Innym sposobem „umacniania polskości”, organizowanym przez wojsko, było tworzenie wśród Ukraińców „gniazd” tzw. szlachty zagrodowej. Polegało to na „wyszukiwaniu” zrutenizowanych i zubożałych potomków polskiej szlachty szaraczkowej i zachęcaniu ich, również za pomocą nacisków administracyjnych i drobnych przywilejów (wycieczki i kolonie dla dzieci), do porzucania społeczności
    ukraińskiej. Akcja zapoczątkowana na Łemkowszczyźnie objęła Małopolskę Wschodnią i po paru latach, na przełomie 1938/1939, istniało 800 „kół” i „gniazd” skupiających w trzech województwach małopolskich ponad 530 tys. członków wraz z rodzinami (Pobóg−Malinowski, 1990, s. 824).

    Akty ukraińskiego oporu (podpalanie polskich zagród, niszczenie zbiorów, pobicia) przeciwko rozbijaniu jedności narodowej miała złamać druga, bardziej brutalna, akcja pacyfikacyjna przeprowadzona w 1938 r. w województwie tarnopolskim przez gen. Gustawa Paszkiewicza (Zieliński, 1983, s. 269).
    Równie brutalną akcję przeprowadzono na Podlasiu i Chełmszczyźnie z inicjatywy biskupa lubelskiego Mariana Fulmana zaniepokojonego przechodzeniem unitów na prawosławie i modlących się w opuszczonych cerkwiach i kościółkach (Zieliński, 1983, s. 269); według innego źródła biskup w liście pasterskim z 2 czerwca 1938 r. potępił likwidację cerkwi (Grünberg i Sprengler, 2005. s. 453).

    Wojsko i policja do sierpnia 1938 r. zniszczyła na tym obszarze 138 obiektów kultu religijnego, a na Wołyniu 183 obiekty. Nacjonaliści ukraińscy odpowiedzieli serią zamachów terrorystycznych. Uważa się, że niszczenie cerkwi było główną przyczyną wybuchu nienawiści do Polaków po 1938 r. i mordowania ich w 1939 r., gdy uciekali na wschód przed Niemcami, a także w 1943 r. Dalsze zaostrzenie konfliktu polsko−ukraińskiego na Kresach Wschodnich przyniosła okupacja niemiecka w latach 1941–1944. Niemcy stosowali zasadę „dziel i rządź” podsycając wzajemne antagonizmy.

    Nacjonaliści ukraińscy zmierzali do usunięcia Polaków z Małopolski Wschodniej i Galicji, aby nie stanowili przeszkody na drodze przyłączenia tych ziem do przyszłego państwa ukraińskiego. Pierwsze
    antypolskie akcje ze strony ukraińskich nacjonalistów nastąpiły na Wołyniu pod koniec 1942 r. Nasiliły się od wiosny 1943 r. po przejściu policji ukraińskiej w służbie niemieckiej do UPA (Ukraińska Powstańcza Armia), a w kwietniu i maju nastąpiły masowe ataki oddziałów UPA wspierane przez chłopstwo ukraińskie na polskie wsie, które palono, mieszkańców z okrucieństwem mordowano, dobytek rabowano i zajmowano ziemię. Uratowani z pogromów uciekali do większych miast, skąd wywożono ich masowo do przymusowe roboty do Rzeszy Niemieckiej. Część uciekinierów wyjechała za Bug do Generalnego Gubernatorstwa, znajdując schronienie u rodzin i znajomych. Od kwietnia 1943 r. Polacy w obronie przed zagładą zaczęli organizować silne bazy samoobrony i oddziały partyzanckie. Szczyt terroru i eksterminacji ludności polskiej na Wołyniu nastąpił w lipcu i sierpniu 1943 r. Pod koniec 1943 r. fala rzezi przeniosła się do Galicji Wschodniej i na Lubelszczyznę.

    „Straty ludności polskiej na Wołyniu w wyniku przeprowadzonej czystki etnicznej ocenia się na 50–70 tysięcy” [Filar, 1998, s.] . Władysław Siemaszko i Ewa Siemaszko w swojej pracy podają, że na Wołyniu w latach 1939–1945 w 1642 miejscowościach zamieszkałych przez Polaków zginęło z rąk ukraińskich nacjonalistów 36,5 tys. osób, w tym 19 tys. znanych z nazwiska, ale rzeczywiste
    straty wynoszą według autorów 50–60 tysięcy (Siemaszko i Siemaszko, 2000). Łączne straty ludności polskiej na Wołyniu obejmujące zabitych, rannych, wywiezionych na roboty do Niemiec i uciekinierów wyniosły około 150 tys. Osób”.

    To tyle cytatu z monografii.

    Dla porównania: cytat z pracy dr Kormana „Stosunek UPA do Polakow na ziemiach południowo-wschodniej II Rzeczypospolitej” dotyczący strat ludności polskiej (s. 33)

    Jeżeli chodzi o ogólne rozmiary strat osobowych Polaków, w wyniku eksterminacji dokonanej przez ounowców, a później przez terrorystów OUN-UPA, to według E. Prusa i J. Czmuta szacunkowo oblicza się, że od ciosów siekier, noży, wideł, kul, ognia i innych narzędzi mordu zginęło 500 000 (pół miliona) Polaków w latach 1939-45 i w pierwszych latach po zakończeniu wojny.
    Moje rozpoznania pozwalają przychylić się do szacunku tej liczby E. Prusa i J. Czmuta, jako najbardziej zbliżonych do rzeczywistej liczby ofiar”.


    I jeszcze kilka fragmentów z P. Zychowicza w kwestii ogółu Polskich ofiar okresu II Wojny światowej.
    „6 028 000 – to oficjalna liczba polskich strat osobowych, którą można było znaleźć w każdej peerelowskiej encyklopedii i książce poświęconej II wojnie światowej. Z czasem liczba ta stała się jednym z fundamentów polityki historycznej komunistycznego państwa. Miała dowodzić, jak bardzo naród polski ucierpiał pod jarzmem „hitlerowskiego okupanta”. Nie zmieniło się to po 1989 roku.
    Owe 6 milionów gładko przeszło do obiegu naukowego i dyskursu publicznego w niepodległej Polsce. Dzisiaj jest czymś oczywistym, liczbą machinalnie powtarzaną w dyskusjach, artykułach prasowych czy wystąpieniach polityków. Jedyna różnica sprowadza się do tego, że czasami liczbę tę opatruje się komentarzem, iż połowę spośród zabitych stanowili Żydzi. W PRL wolano o tym nie wspominać. W wolnej Polsce nikt nie zadał sobie jednak trudu podjęcia próby weryfikacji tej liczby. Niewiele osób dociekało nawet, skąd się właściwie wzięła. Odpowiedź dla wielu może się okazać szokująca.
    Wszystko bowiem wskazuje na to, że wymyślił ją zaraz po wojnie... Jakub Berman. 17 grudnia 1946 roku szef Biura Odszkodowań Wojennych przy Prezydium Rady Ministrów Jerzy Osiecki przedstawił mu trudności statystyków i demografów dotyczące ustalenia liczby polskich obywateli zabitych podczas wojny. Berman, pełniący wówczas funkcję podsekretarza stanu w Prezydium Rady Ministrów, rozwiał te wątpliwości w dość bezceremonialny sposób. „Ustalić liczbę zabitych na 6 mln ludzi” – brzmiała dyrektywa komunistycznego dygnitarza.
    Skąd wzięła się jednak końcówka 28 tysięcy? Sprawę wyjaśnił po latach znawca niemieckiej okupacji, profesor Czesław Madajczyk. W jednej z prywatnych rozmów miał powiedzieć, że dodano ją, aby liczba 6 milionów nie wyglądała podejrzanie i żeby dodać jej wiarygodności. To ostatnie raczej się nie udało, gdyż wszystkie inne państwa Europy podawały wówczas swoje straty w znacznym zaokrągleniu. Dokładne ustalenie liczby zabitych już wówczas było bowiem niemożliwe. Dlaczego komuniści zdecydowali się więc na tę mistyfikację? Zdaniem Mateusza Gniazdowskiego, który opublikował dyrektywę Bermana w „Polskim Przeglądzie Dyplomatycznym”, przyświecały im dwa cele. Chodziło o ukrycie w tej liczbie Polaków wymordowanych przez Sowietów oraz chęć podwyższenia strat polskich, aby zrównać je ze stratami żydowskimi. Wszystkie szacunki wskazywały bowiem, że podczas okupacji niemieckiej zginęło więcej Żydów niż Polaków. Ogłoszenie tego przez komunistów przed zaplanowanymi na styczeń 1947 roku wyborami było im bardzo nie na rękę. Według Gniazdowskiego urzędowe wykazanie, że Polacy są „mniej doświadczeni” wojną niż Żydzi, mogło wywołać niezadowolenie społeczne i umocnić stereotyp żydokomuny. A co za tym idzie, utrudnić rozprawę z opozycją”.
    ---------------
    – Przez wiele lat nikt nie chciał się wychylać i podnosić tego tematu. Nie ma się co dziwić. Gdy jeszcze w latach 70. Czesław Madajczyk ośmielił się powiedzieć, że jego zdaniem liczba ofiar była niższa, odsądzono go od czci i wiary. Zrobiono z niego niemal zdrajcę narodowego. A przecież już wtedy wiadomo było, że liczbę 6 milionów wzięto z sufitu. Przez lata stała się ona jednak symbolem polskiego cierpienia podczas wojny. A ludzie nie lubią, gdy obala się takie symbole – uważa prof. Szarota”.

    „- Profesor Materski: – Liczba Polaków zabitych podczas wojny znacznie spadnie. To będzie dla społeczeństwa szokiem i na pewno wiele osób nie przyjmie tego do wiadomości. Tak samo było, gdy zweryfikowano liczbę osób deportowanych przez Związek Sowiecki w latach 1939 – 1941 z 2 milionów do 320 – 340 tysięcy. Pierwsza reakcja była bardzo ostra. Niestety do dziś obowiązuje stara zasada, że poziom patriotyzmu mierzy się podawaną liczbą zamordowanych – podkreślił. Dowodem na tę tezę może być następująca anegdota. Jeden z wybitnych, nieżyjących już polskich historyków zapytany kiedyś w prywatnej rozmowie, co sądzi o 6-milionowych stratach, machnął ręką. – To zwykła bzdura, wymysł propagowany przez maniaków polskiej martyrologii. W rzeczywistości straty były kilkakrotnie niższe – powiedział. Kilka lat później na rynku pojawiła się jego książka, w której liczbę zabitych obywateli polskich oszacował na... 7,5 miliona”.

    Tak było również w Polsce z poszczególnymi kategoriami ofiar. Wielokrotnie spadła nie tylko podawana wcześniej liczba represjonowanych przez Związek Sowiecki, ale także na przykład liczba ofiar Auschwitz. Przez wiele lat mówiono o 4 – 5 milionach ofiar tego obozu zagłady, z czego co najmniej milion mieli stanowić Polacy. Ogłoszone w latach 90. wyniki badań wykazały, że ofiar było cztery razy mniej. A liczba samych zamordowanych i zmarłych w Auschwitz Polaków nie przekroczyła 150 tysięcy”.

    Tak samo było z cywilnymi mieszkańcami stolicy, którzy zginęli podczas powstania warszawskiego. Choć zaraz po jego zakończeniu podawano rozmaite cyfry sięgające nawet 700 tysięcy ofiar, z czasem liczbę tę ustalono na ćwierć miliona. Po raz pierwszy o 250 tysiącach zabitych mówił już 28 sierpnia 1944 roku, a więc jeszcze podczas powstania, gen. Michał Rola-Żymierski. Dziś wiadomo, że podczas powstania zginęło około 150 tysięcy cywilów. Będzie to jednak zawsze liczba przybliżona. Nie można na przykład ustalić, ilu mieszkańców warszawskiej Woli zabili Niemcy w pierwszych dniach sierpnia 1944 roku. Podawane są liczby od 30 do ponad 50 tysięcy”.

    „– Skala represji nie była aż tak wielka, jak mogłoby się wydawać. Wiem, że to się może okazać szokujące, jednak mówimy nie o milionach, ale o setkach tysięcy polskich ofiar. O ile w przypadku Żydów rzeczywiście liczba 3 milionów nie ulegnie większej zmianie, o tyle liczba ofiar spośród etnicznych Polaków spadnie kilkakrotnie. Myślę, że po dodaniu do siebie strat spod okupacji niemieckiej i sowieckiej, a także ofiar zbrodni na Wołyniu, otrzymamy liczbę poniżej jednego miliona osób – powiedział prof. Krzysztof Jasiewicz”.
    Ostatnio edytowane przez wp.krzysztof ; 07-06-2009 o 15:14
    Sapere aude.

Informacje o wątku

Użytkownicy przeglądający ten wątek

Aktualnie 3 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 3 gości)

Podobne wątki

  1. Konflikt polsko-ukraiński 1943-1947
    Przez Petefijalkowski w dziale Oftopik
    Odpowiedzi: 12
    Ostatni post / autor: 29-09-2012, 13:46
  2. Bieszczady ukraińskie
    Przez darekurban w dziale Wschodni Łuk Karpat
    Odpowiedzi: 17
    Ostatni post / autor: 18-09-2011, 12:33
  3. Turystyka na pograniczu polsko-ukraińskim
    Przez Dzikie Dzieci w dziale Bieszczady praktycznie
    Odpowiedzi: 44
    Ostatni post / autor: 24-03-2011, 17:13
  4. Obecne stosunki polsko-łemkowskie
    Przez konik w dziale Dyskusje o Bieszczadach
    Odpowiedzi: 14
    Ostatni post / autor: 22-08-2009, 20:48
  5. UKRAIŃSKIE Bieszczady
    Przez lasotion w dziale Wschodni Łuk Karpat
    Odpowiedzi: 5
    Ostatni post / autor: 12-04-2006, 06:34

Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •