no cos normalnego i zwyklego napisał
Wersja do druku
Chyba nikogo nie muszę przekonywać, że warto odwiedzić Bieszczady. Pasjonaci i kibice programu na pewno nigdy nie zapomną występu Michała i Grześka. Ale kiedy z ust Michała popłynęła piosenka z repertuaru Stana Borysa „Jaskółka”, całe Bieszczady „wypięły pierś do przodu” by powiedzieć: „to nasze chłopaki”.
http://www.youtube.com/watch?v=EMQ0U...1&feature=plcp Filmik w moim wykonaniu
Tak,to prawda Zakapiorska brać odwraca się od pana redaktora,jego spotkania świecą pustkami,natomiast większośc ludzi Bieszczad tzn Artystów,Bieszczadników,Zakapiorów spotkać mozna na zlotach i imprezach organizowanych przez Pustelnika Jano.
Można powiedzieć ,że Jano zintegrował legendarną bieszczadzką społeczność,ba nadał jej o wiele głębszy kontekst!! nie pijacko-menelski o jakim pisał pan Redaktor Potocki , wręcz przeciwnie artystyczny-intelektualny
Jano wręcz swym autorytetem "otrzeźwił" wizerunek Bieszczad i za to mu chwała.
A może by tak samemu zostać zakapiorem chociaż na rok?
Przy okazji - umieściłem już na forum link do ostatniego z filmików o Bieszczadach, które zrobiłem z Samotnym Włóczykijem - o Łopience: http://forum.bieszczady.info.pl/show...-%C5%81opienka
Zakapioryzm obecnie znacznie się spopularyzował. Na Onecie znalazłem sporo wpisów ludzi, chcących uprawiać zakapiorstwo w stylu "light". Wyobrażają oni to sobie jako całoroczne mieszkanie w domku letniskowym, wyposażonym głównie w technologiczne gadżety, zapewniające samowystarczalność, przede wszystkim energetyczną. Nie rozumieją zupełnie, że podstawową sprawą w tych warunkach nie jest elektryczność, lecz zdobycie żywności.
http://wiadomosci.onet.pl/forum/najc...ytaj.html#mark
Najlepszym dowodem na popularność jakiejś idei jest obecność wśrod ludu, w wyniku czego powstaje ludowa, spłycona jej wersja. Transformacja ustrojowa postawiła u nas porządek społeczny na głowie, dlatego najbardziej plebejską grupą ludności są w Polsce... zamożni ludzie z dużych miast. Samą tendencję należy jednak ocenić pozytywnie, bo produkcja żywności przestaje być dla polskich "elit" passé.
arturos25-kiedy przeczytałem twój post to jakbym czytał posty Samotnego Włóczykija.Ale wolna wola pisać każdy może co chce o ile nie nawołuje do segregacji rasowej itp.Jednak kiedy czytam lub słyszę że coś jest passe odpowiadam krótko-naucz się mówić i pisać po polsku i wtedy głos zabieraj.A bezmyślne zapożyczanie słów modnych to dla mnie przykład albo nieprzemyślanego zachowania albo głupoty.A o zdobywaniu żywności w stopniu wystarczającym do przeżycia i zachowania kondycji widzę wiesz tyle co ja o balecie.
e tam, topinambur, tarnina i raki amerykańskie i wszystko gra :)
Zapomniałaś o czosnku niedźwiedzim.O grzybkach ze specjalnym składnikiem nie wspomnę bo to widzę podstawowa dieta zakapiorów klawiatury:-)
Poczytałem trochę książki A. Potockiego o Zakapiorach. Wyłania się z niej przerażający obraz. Czytając ją można odnieść wrażenie, że Bieszczady są jakimś obozowiskiem dla alkoholików i meneli. I jedynie A. Potocki jawi się w tym świecie niczym Duch Święty, który ratuje tych ludzi przed głodem i chłodem. Nawet jeśli nie wszystko jest prawdą (a na pewno pan A. Potocki przecenił swoją rolę - zresztą pisze sam o sobie, więc mogło go trochę ponieść) i jedynie 10% z opisu tych ludzi zdarzyło się naprawde, to i tak obraz takiego tzw. Zakapiora jest przygnębiający.
To się dobrze składa, bo posty przeciwników zakapiorstwa też są na jedno kopyto, tylko nic z nich nie wynika poza niechęcią autorów i biciem piany. Skąd wiesz jakie mam pojęcie o pozyskiwaniu żywności skoro prawie nic jeszcze na tym forum nie napisałem ? Co do słownictwa to lepiej używać słów francuskich niż ulicznego rynsztokowego slangu angielskiego, bo francuski kojarzy się przynajmniej z jakąś wyższą kulturą.
Gratuluję dobrze dobranego nick-a :)
Sądząc z tego co napisał Sylwek, zaczyna się to zmieniać
Pozwolisz że zacytuję Ci taki oto wierszyk
A niechaj narodowie wżdy postronni znają, iż Polacy nie gęsi, iż swój język mają.
A jeśli chodzi o umiejętności przezycia w trudnych warunkach-jeśli zimą nie będziesz kłusował i nie dostarczysz organizmowi odpowiedniej ilości energii to po tygodniu umrzesz z wycieńczenia.A kłusownictwo w naszym kraju jest karane.Zimą nierealne jest przeżycie bez wsparcia się jedzeniem kupionym w sklepie.Chcesz zobaczyć jak to jest-weź namiot i zrób sobie przejście tylko trasą od Komańczy do Cisnej.Jeśli będziesz miał szczęście przejście zajmie Ci 2 dni.Jeśli nie może zająć nawet tydzień.Przekonasz się wtedy jak działa na organizm niska temperatura i ile można stracić na wadze.
Już dawno w tym temacie się zmieniło na lepsze,ale nie którzy tego nie widzą lub nie chcą zauważyć....bo najłatwiej nam wychodzi krytyka i opluwanie innych!
nie wiem delux co masz na myśli mówiąc o zmianach ale alkoholizm to powszechny poważny problem zwłaszcza w Bieszczadach i występuje nie tylko u zakapiorów
Chodzi mi o to że dużo się zmieniło na lepsze wśród braci zakapiorskiej i nie tylko jesli chodzi alkohol,z drugiej strony czy będąc w Bieszczadzie mozna tak całkiem nie pić? otóż ja twierdzę ze nie bardzo można,wiem to na własnym przykładzie,bo klimat jest tam tak sprzyjający do tego jak chyba nigdzie,i jeszcze nigdy nie zdarzyło mi się tyle wypić co Tam.....a jestem tylko przyjezdnym,co by było gdybym zamieszkał na stałe,o czym marze całe życie...?
Ciekawe, czy w Bieszczadach tyle pije się właśnie dlatego, że są tam takie wspaniałe góry, czy pomimo tego?
Dlatego i pomimo tego :)
Nic fajniejszego niż jedno piwko po zdobyciu jakiegoś szczytu i spoglądanie na doliny i inne wirska :-P
Nic lepszego jak w zimie zejście do knajpy i napicie się grzańca i pogadania bo zawsze jest z kim pogadać ... a jak knajpy nie ma to i browarek na beleczce ukoji zmarźniętych i niespokojne duszyczki 8)
a czy ktoś mówi o tym by nie pić WCALE? Sam jestem osobą która raczej nie stroni od alkoholu - piwo w przytulnej knajpie to jedna z moich ulubionych rzeczy pod słońcem, a jeszcze lepiej jak to piwko jest w górach na słoneczku ;) ale nigdy nie miałem i nie mam problemów z alkoholem i funkcjonowaniem w społeczeństwie - a z tym mają zapewne problem (ehh..) "zakapiorzy".
W ogóle czytając Twoje posty delux mam wrażenie (jeżeli mylne to z góry przepraszam), że postrzegasz bardzo dużo rzeczy w sposób zero - jedynkowy. I tak: ktoś tam pisze, że alkohol jest problemem Ty ripostujesz, że jak tak można całkiem nie pić - tak jakby pomiędzy całkowitą abstynencją, a byciem zdegenerowanym alkoholikiem nie było stanów pośrednich. Inny przykład: w temacie trwa kulturalna dyskusja i konstruktywna krytyka zjawiska, a Ty piszesz o pluciu jadem.. jakby najmniejsze słowo negatywne było obrazą i nawoływało do co najmniej "ostatecznego rozwiązania kwestii zakapiorów". Coś na zasadzie wielbijmy ich albo nienawidźmy tertium non datur.
Tak napisałem bo na tych forach nie jednokrotnie już obrzucono tz zakapiorów błotem naczytawszy się książek Potockiego,robiąc z Nich degeneratów,alkoholików,alimenciarzy ,drobnych pijaczków itd...w tym tonie,i co to jest, jak nie jad? Poczytaj sobie wcześniejsze posty w tym temacie...a mało jest takich którzy się wypowiedzieli pozytywnie ,jeśli w ogóle... i nawet jesli większość Ich piętnuje i niektórzy opluwają ja ZAWSZE będę ICH bronił!
Dziwna dyskusja, piwka na urlopie z widokiem na połoninki (*z połoninek) mają niewiele wspólnego z problemem alkoholizmu np. w Bieszczadach. a już na pewno tego nie usprawiedliwiają. co do picia z spotykanymi na urlopie znajomymi tutejszymi -dla turysty to odskocznia a dla tutejszego -codzienność zwłaszcza w sezonie (na zasadzie "ze mną się nie napijesz?" i tak codziennie bo codziennie są nowi starzy znajomi).
mówiąc sezon mam na myśli okres od maja do października
Więc ja bywam zawsze w maju i pazdzierniku....,ale mówiąc poważnie i tak jest lepiej niż kiedyś choć,problem niewątpliwie jest i nie tylko w Bieszczadzie, ale w ogóle w górach, np w Tatrach pije się więcej niż gdzie indziej, np sławne już w kosciele ślubowania górali którzy składają przed ołtarzem Matki Boskiej przysięgi o np abstynęci przez rok...co niejednokrotnie pokazywała tv,
Nie wiedziałem, że nie piszę po polsku. Mam rozumieć, że to Ty myślisz samodzielnie? Posty dokładnie takie jak ten widziałem już w tym wątku ze sto razy. Nie słyszałem też o kraju, w którym by nie karano kłusownictwa. Kłusownictwo to jest z samej definicji polowanie nielegalne (cokolwiek się rozumie pod legalnością). Może też nie słyszałeś, że niedobór białka można uzupełniać łowionymi zupełnie legalnie rybami (można to robić o każdej porze roku oraz robić zapasy). Można też wykonywać różne prace w sąsiednich wsiach w zamian za żywe zwierzęta domowe. To taki zamiennik polowania. Nie wiem, na ile można dożywiać się skutecznie zimą robakami takimi, jak larwy trociniarki czerwicy, która podobno jest smaczna.
W Bieszczadach podobno raków jest mało, ale załączam zdjęcie raka pręgowanego złowionego koło Łowicza, pieczonego najprostszym traperskim sposobem - na żarze ogniska. http://forum.bieszczady.info.pl/images/misc/pencil.pngZałącznik 30875
Fuj oprawco raków !
hmm nie jestem wędkarzem, ale z tego co się mniej więcej orientuję to z łowieniem ryb to tez nie jest tak "hop siup", że siadasz na brzegu strumyka z wystruganą brzozową wędką i łowisz. Również w tej materii obowiązuje szereg regulaminów i obostrzeń ot choćby obowiązek posiadania karty wędkarskiej (bo chyba tak to się nazywa), zdanie egzaminu żeby takową posiadać, zapewne w parkach narodowych/krajobrazowych łowić nie wolno, jakieś zagrożone gatunki, miejsca czasowo wyłączone z możliwości łowienia etc. Zapewne jeżeli przyjrzeć się tematowi nomen omen głębiej ;) to jeszcze kilka trudności by się mogło znaleźć.
Ano chcesz ryby łowić.Dobrze-przeciętny wędkarz posługujący się wędką ma szansę złowić w ciągu kilku godzin nawet wiadro ryb ale latem.Zimą musisz siedzieć nad przeręblą i fajnie jeśli masz osłonę przed wiatrem.Żadne ubranie w pozycji statycznej Cię przed zimnem nie uchroni,a to już wydatek energii.Ryb złowisz 10 do 20 sztuk-ot takich na patelnię.To oczywiście jeśli szczęście dopisze:-)Jest to ilość wystarczająca do przeżycia w warunkach gdzie masz zapewnione ciepło.Wydatek energetyczny dorosłego mężczyzny(piszę tak bo Twój nick na płeć wskazuje)to około 2500 kalorii-4000 tyś przy ciężkiej pracy a taką musisz wykonać żeby przeżyć.Wybacz ale dostarczenie takiej ilości pożywienia to już bardzo duży wysiłek.
Dalej piszesz o wykonywaniu pracy w zamian za żywe zwierzęta myślisz zapewne o zwierzętach drobnych typu królik,kura itp.Praca to też wydatek energetyczny.A nikt Cię raczej za biurkiem tak dorywczo nie posadzi:-) Teraz jeszcze o wodzie-wyrąbanie lodu ze strumienia-woda zanieczyszczona przez substancje organiczne-patyki,liście itp(zawsze można odsączyć),woda ze śniegu-woda destylowana brak wszelkich minerałów(posolić,wywar z kory brzozy-inne zielsko-igły sosen). Ale owszem rób próby życia w głuszy-naprawdę życzę Ci powodzenia.Wstań zza klawiatury i rzuć to wszystko i zobacz jak to jest.Tylko bardzo proszę Ciebie i innych potencjalnych naśladowców-Skończcie proszę teorię i sprawdzajcie się w praktyce.
Naprawdę powodzenia życzę
I przepraszam za pomyłkę metryczną-nie kalorii tylko kilokalorii
a ja w tym czasie zjem kilopirogów :)
lub żeberek z zielonym pieprzem w Starym Siole (prawie spam).
jaki tu zakapioryzm...taki czy inny