Przepraszam za offtop aliści tam szedłem po śladach narciarza a nie skutera.Pogody mogę tylko pozazdrościć :-)
Wersja do druku
Wiata troszkę się zmieniła od naszej poprzedniej wizyty, niegdysiejszy stół służy obecnie za drzwi.
http://www.bmiller.pl/forum/2015/3lata_14.jpg
Dzięki temu w środku śniegu było mniej niż na zewnątrz :smile: Przysposobiliśmy sobie wiatę dla siebie, przygotowaliśmy zamknięcie...
http://www.bmiller.pl/forum/2015/3lata_16.jpg
... a dzięki wytrwałości ogniomistrza mogliśmy na kolację wrąbać kiełbaski z ogniska.
http://www.bmiller.pl/forum/2015/3lata_15.jpg
Pyszne były, takie kiełbaski najbardziej smakują chyba właśnie zimą :mrgreen:
Wraz ze zmrokiem pojawił się gęsty śnieg, który w nocy przeszedł niestety w deszcz. Niezbyt dobrze to wróżyło dalszej części wyprawy, bo padało jeszcze nad ranem. O tym, że trzeba było nocą utykać nieszczelną wiatę (kapało na śpiwory) nawet nie wspomnę :wink:
Heniu, my sobie szliśmy całkiem legalnie i grzecznie szlakiem dla turystów przewidzianym, nie wadząc nikomu i w szkodę nie wchodząc.
Na mandaty zatem nie zasłużyliśmy, a jedyną ceną za wędrowanie bajkową, śnieżną krainą były zmarznięte czasem palce i paluchy.
Ślad skutera trafił się przypadkiem, a skoro już był to z niego skorzystaliśmy, a jak zakręcił w miejscu, gdzie łazić nie wolno, to z radością ruszyliśmy nieskalanym, dziewiczym śniegiem - tam, gdzie szwendać się wolno:razz:.
http://images69.fotosik.pl/587/9ee531d7623c627bgen.jpg
To właśnie miejsce zostawiliśmy z boku, trzymając się znaczków nadrzewnych, co to ich widać nie było;-)
http://images69.fotosik.pl/587/51be4a3c49b5d4d1gen.jpg
A czasem z zaspy coś wystawało...
No, właśnie, co?
http://images70.fotosik.pl/587/6efc102ab58976eagen.jpg
I na chwilę, na moment, o zachodzie, niebo się zaróżowiło.
http://images66.fotosik.pl/587/1979998d44325454gen.jpg
Nie tylko mapa nam pomogła ale też i zestaw wypoczynkowy:
Załącznik 37018
Tak, tak, my mieliśmy przewagę liczebną, oni sprzętową, ale jak zsiedli ze skutera to już ciężko było rozpoznać kto jest kim (chyba, że po plecakach) :wink:
Jak zeszliśmy troszkę niżej w objęcia lasu, delikatnie się przetarło i można było znów robić zdjęcia:
Załącznik 37019
A Kamienna Łuka czekała na nas i nagrodziła widokami, co prawda wycinkowymi ale i tak było cudownie. Z chmur wyłonił się kawałek Wetlińskiej:
Załącznik 37021
i nawet próbowałem zajrzeć przez okno co też mają dziś na obiad:
Załącznik 37023
Natomiast po drugiej stronie pojawiła się Krasija na Ukrainie:
Załącznik 37022
Zrobiło się jakby przejrzyściej i z kopyta pocwałowaliśmy dalej, przez falujący ocean bieli ku obiadokolacji:
Załącznik 37020
Po pewnym czasie meandrowania wśród śniegowych wydm
Załącznik 37024
minęliśmy obelisk na mogile P. Gładysza:
Załącznik 37025
i stało się to co było do przewidzenia! Mianowicie skuter pojechał tam gdzie nie wolno chodzić:
Załącznik 37026
Teraz już byliśmy zdani tylko na siebie i nasz napęd rakietowy, który pozwalał serfować graniczną falą
Załącznik 37027
ku przystani:
Załącznik 37028
Oj tak, bolało bezustannie i zgrzytało niemiłosiernie, szczególnie w moich rakietach bom ich chyba przed wyjazdem odpowiednio nie nasmarował! Na wszelki wypadek wyznam też od razu, że:
- daliśmy w łapę wszystkim w okolicy, diabła Boruty i gajowego Maruchy nie wykluczając,
- bezczelnie i złośliwie wędrowaliśmy tylko tam, gdzie wolno,
- podeptaliśmy śnieg na znacznej przestrzeni,
- spożywaliśmy niezdrowe produkty i popijaliśmy je zamarzniętą Coca-colą.
Więcej grzechów nie pamiętam, ale jak mi Heniu przypomnisz to i do nich się przyznam. Od razu lżej mi na duszy, mogę więc przystąpić do ciągu dalszego relacji :smile:
Dnia drugiego, jak to już zdążyłem gdzieś wcześniej napisać, padało. A dokładniej to deszcz padał. Czekaliśmy więc w wiatce aż zmądrzeje i albo padać przestanie albo w śnieg się zamieni. Doczekaliśmy do stanu pośredniego, bo co prawda padać nie przestał ale zamienił się w takie maleńkie białe koraliki, ni to śnieg ni drobniutki grad. To nam wystarczyło, ruszyliśmy więc raźno w drogę.
Mgliście było, ale szło się dość wygodnie, bo po nocnym deszczu na śniegu utworzyła się twardsza skorupka. Czasem nawet się pod nami nie załamywała.
http://www.bmiller.pl/forum/2015/3lata_17.jpg
Mniej więcej po godzinie marszu zdobyliśmy wysokość, na której nocą chyba padało znacznie mniej, bo więcej było świeżego śniegu, nie było skorupki, a widoczność w lesie znacznie się poprawiła.
http://www.bmiller.pl/forum/2015/3lata_18.jpg
Zdobywając wysokość traciliśmy prędkość, bo im wyżej tym było bielej... i głębiej.
http://www.bmiller.pl/forum/2015/3lata_19.jpg
Wędrówka była coraz trudniejsza, zmiany przecierającego drogę coraz częstsze a odpoczynki coraz dłuższe. Na Czoło dotarliśmy porządnie wymęczeni...
http://www.bmiller.pl/forum/2015/3lata_20.jpg
Bartek pognał już dalej i nic nie wspomniał o porannej wyrypie do pobliskiej pieczary! Wśród wędrowców przemierzających grzbiet graniczny krąży legenda o ... no właśnie do końca nie pamiętaliśmy o czym, czy o złotej kaczce, czy o bazyliszku, czy całkiem o innym stworzeniu strzegącym źródła na południowych zboczach Przełęczy pod Czetreżem. W każdym razie kompani wypchnęli mnie po wodę, że gdyby co, czyli jakby bazyliszek tam był to się z nim jakoś dogadam bo mamy taki sam początek. Że niby mam ryj taki nie wyjściowy, czy co? Trudno! Jako, że nie mieliśmy zwierciadła, w zastępstwie wziąłem metalowy kubek marki tesco oraz butelki plastikowe i ruszyłem przez śniegi i wiatrołomy ku pieczarze:
Załącznik 37032
Na miejscu wsadziłem łeb do środka i stwierdziłem, że to jakaś bujda na resorach z tą legendą. Pieczara była pusta a woda wyśmienita:
Załącznik 37033
Ciasteczka zbożowe popijane kawą bądź herbatą na bazie tej wody smakowały wyśmienicie i po napełnieniu brzuchów mogliśmy śmiało dalej toczyć się grzbietem pofalowanym jak jakaś mega tarka:
Załącznik 37034