dobra stary dzieki,i pomyslec ze,zeby dotrzec do granicy PL-UK,tez musze wydac prawie 300,i jak tam ,nie biją,nie kradną,nie rezają?
Wersja do druku
A roznie z tym jestnajgorzej jest na granicy i w lwowie w gorach jest spoxik.
Z przyjemnością dołączymy do takiej wyprawy (teraz już jesteśmy trzy). W tym roku zaraziły nas Bieszczady w Polsce i chętnie wybierzemy się by zobaczyć też po drugiej stronie granicy. Odpowiada nam termin koniec września - początek października. Proszę o bliższe informacje i szczegóły.
:)
Podaję e-mail: goszi@vp.pl
Nasz port jest w Krakowie :) Lecz może oczywiście być Przemyśl jako węzeł komunikacyjny..dojedziemy. Natomiast proszę o szczegóły typu zakwaterowanie, trasa.
:))
No właśnie. Przydałoby się trochę konkretów na ten temat.
Co myślicie o zakwaterowaniu w Jaremczy?
http://www.karpaty.info/en/uk/if/jr/jaremche/
Andrzeju zakwaterowanie w Jaremczy jest niezłym pomysłem przy wypadach w Gorgany, ale jesli chodzi o Czarnohorę to już nie bardzo. Trzeba sporo podjechać.
Jesli szukasz kwaterunku na Czarnohorę, to jednak najlepsze są: Dżembronia, Bystrec, Jasinia lub ostatecznie Worochta. Te dwie ostatnie miejscowości zapewniają, sądząc po wyglądzie jako taki standard, do którego jesteśmy przyzwyczajeni. Poza tym sa to miejscowości, gdzie jest jakas cywilizacja, niestety minusem jest to, że pozbawione są klimatu jaki jest w górskich wioskach, a mnie właśnie ten klimat najbardziej ciągnie tam :-)
Rozważ naprawdę możliwość noclegu pod namiotem. To jest najlepsze rozwiązanie.
Polecam Dżembronię lub chatkę u Kuby ale najlepszym rozwiązaniem jest namiot tylko może być już zimno, chatka jest pomiędzy Dżembronią a Bystrzycą. Można stamtąd czarnym szlakiem wyjść na Menczuła i dalej na grań w stronę Howerli, lub Jasinia turbaza Edelwajs ale wiąże się to z dojazdami za które trzeba płacić. Do Dżembronii można dojechać z Wierchowiny/Żabiego/, ale ostatnio z doliny Czeremoszu 4 kilometry trzeba było iść piechotą. Jeżeli moja pani pojedzie na wymianę w tym terminie to chętnie też się zabiorę. Byłby to już trzeci powrót tego roku w Czarnohorę.
No niekoniecznie. Zależy ktorą marszrutką się jedzie. Ten ostatni kurs z Werchowyny (cos po 17.00) jedzie do samej Dżembroni, bo kierowca tam śpi u Pani Paraski. Nota bene polecam tez noclegi u Pani Parski. Pomimo że nie spałem to złyszałem same pozytywne opinie o tym miejscu.
Doczu, dzieki za odpowiedz. Wlasciwie to relacje z Twoich wypraw na Ukraine spowodowaly, ze ekipa, z ktora jezdze od kilku lat w Bieszczady, dojrzala do wyjazdu w tamtym kierunku. Decyzja juz wlasciwie zapadla. W maju 2008 jedziemy na Ukraine. Do wyjazdu jest jeszcze troche czasu. Przygotowania rozpoczalem pare dni temu. Potrzebuje zgromadzic maksimum informacji, zaopatrzyc sie w mapy, przewodniki, nauczyc jezyka, itd.
1/ Gorgany czy Czarnohora? Jak rozumiem, Czarnohora bardziej przypomina Bieszczady i jest latwiejsza do chodzenia. W naszym przypadku wchodza w gre tylko wyjscia na dzien i powrot do miejsca zakwaterowania.
2/ Zakwaterowanie. Namioty sa juz raczej nie dla nas. Wolimy pewien komfort. W pierwszej chwili wybor padl na Jaremcze, bo tam jest najwiecej miejsc noclegowych, ale Worochta tez wyglada dobrze.
3/ Transport. Jak tam sie dostac najwygodniej, bez zbednych stresow? Na razie nie wiem.
Z gory dziekuje za wszelkie porady. A moze Ci, ktorym nie uda sie wyjechac w pazdzierniku, dolacza do naszej majowej wyprawy.
heheh - to miło ze ktoś to czyta :-) Tym bardziej jesli udało mi się kogoś zachecić do wyjazdu w tamte rejony.
ad1. Zdecydowanie Czarnohora jak na pierwszy raz. Niestety jesli mają to być wypady z bazy, to mocno się ograniczacie :-(
Sporo czasu stracicie na dojazdy do samych podnózy gór, nie mówię już o kilkukrotnym wysiłku podchodzenia na grań. Nie jestem przekonany, czy taka wyprawa będzie dobrze wspominana przez współtowarzyszy.
Jesli nie zamierzacie podjeżdżać do podnózy własnym samochodem, to tracicie cenny czas (zwłaszcza w maju gdy dzień jeszcze krótki jest) na podjazd do miejsca startu.
ad2. Niestety obie te miejscowości w przypadku dojazdów transportem publicznym są może i dobrą bazą noclegową, ale jako baza wypadowa nadają się już średnio.
ad.3Jesli zdajesz się na transport publiczny to zdecydowanie najłatwiej dostać się tam pociagiem. Pociągi stają zarówno w Jaremczy jak i Worochcie.
Zresztą w mojej ostatniej relacji opisałem dość dokładnie dojazd dop Dżembroni - to IMO najwygodniejsza opcja.
Pointując - Andrzeju jesli nie zdecydujecie się na namioty tylko na wypady z bazy, to tracicie kupę czasu na dojazdy z Jaremczy czy Worochty, więc albo sugeruję jednak kwaterę w Dżembroni lub Bystrecu, z całym dobrodziejstwem takiego rozwiązania.
Jeśli jednak koniecznie musicie miec kwaterę, to może jednak zacznijcie od Gorganów. Tam bedzie więcej wariantów trasek jednodniowych. Na poczatek polecam Rafajłową i jej Hotel. ceny nie zwalają z nóg (40hr/os) jest ciepła woda, natryski, czysto, na dole sklep i restauracja z całkiem niezłym jedzeniem. Wokoło z 3 stron masz góry i masę wariantów wycieczek jednodniowych.
Na poczatek proponuję zakup mapy Karpaty Ukraińskie ExpressMap'u (tam masz Czarnohorę, Gorgany oraz pasmo Świdowca) jako poglądówki, a potem ukraińskiej mapy Centralni Gorgany (do nabycia w Sklepie podróżnika) jako mapy szczegółowej. Niestety Gorgany sa trudniejsze nawigacyjnie, ale ostatnio sporo szlaków zostało tam wyznaczonych i oznakowanych, więc całkiem mozliwe, że coś się poprawiło. Są tez bardziej strome podejścia.
Do maja masa czasu więc na decyzję masz go dużo.
Pozwolę sobie Doczu nie zgodzić z Tobą do końca.
Jeśli chodzi o Czarnohorę - to też polecam Dziembronię, ale stamtąd jest dogodny punkt wypadowy tylko w połowę pasma Czarnohory - to jest na Popa Iwana, ewentualnie rejon Gutin Tomnatyka.
Dość wygodne kwatery są u Paraski (dopiero co spał tam teraz z grupą mój mąż) oraz u p. Iwana Koszeliuka.
Namiary na ich adresy i telefony mam w domu i mogę podać w poniedziałek (jak nie zapomnę).
Z tym ze nie należy nastawiać się na zbytnie luksusy. Drewniany kibelek w ogrodzie za domem to "norma".
Za to można sobie zamówić pyszne miejscowe jedzenie.
Wygodnym miejscem startu w rejon Pietrosa, Czarnohory mogą być np. Kwasy (też mam adres do miejsca gdzie spał mój mąż z grupą z "Wierchów").
Jeśli chodzi o Gorgany to zamiast Rafajłowej polecam Osmołodę.
W drugiej połowie lipca byłam tydzień w Osmołodzie, spałam na kwaterze (bez prysznica, ale u Julii i Wiktora Chudiaków jest też wygodna kwatera z prysznicem i "europejskim" WC, gospodarze również mogą przygotować posiłki, cena za nocleg 40 Hrw).
Robiliśmy codziennie wycieczki do 12 godz. i obeszliśmy wszystko co się dało w okolicy - to jest byliśmy na Grofie, Wysokiej, Sywuli, Popadii, Arszycy. Problemem był czasem dojazd, ale jak Wiktor naprawi swój UAZ to przestanie to być problemem.
Polecam kontakt z Wiktorem.
Poza tym, że mają fajny dom jest on pasjonatem gór i turystyki, zajmuje się znakowaniem szlaków i jest ratownikiem.
Adres mailowy do nich:
<osmoloda @ gmail . com>
(spacje celowo aby nie dostawali spamu)
Pozdrowienia
Basia
(po powrocie z Rumunii)
P.S. - Ważne:
W maju na grzbiecie Czarnohory należy się liczyć z bardzo dużą ilością śniegu.
A na zdjęciu u Wiktora widziałam niezłe lawinisko, po lawinie, która zjechała z Grofy.
Basiu, dzieki za informacje.
O Osmolodzie tez myslalem, ale nie czujemy sie na silach robic codziennie wycieczek majacych ponad 1000 m deniwelacji. Szperalem troche na Internecie i znam nawet strone Wiktora (po angielsku), gdzie sa wszystkie dane kontaktowe.
A wiec jesli chodzi o dojzad,do czarnochory to chyba wszystko juz wiadomo,starsi starzem forumowicze wszystko wyjasnili,w imieniu wybierajacych sie 1-pierwyj raz ''tam''wielkie dzieki wam,doczu,i basiu
,a spotkanie przed wyjazdowe moze byc i krakowie,i tak prze z,krakow jadę,niewiem jak reszta,jesli i,czy ktos dołaczy...pozdr.
A jesli chodzi o zakwaterowanie,to nosimy je na grzbiecie,czyli namioty,i ciepłe spiwory,ale o parametrach do -10.c,wydaje mi sie.Nie ma co sie nastawiac na zakwaterowanie po wioskach,ze wzgledu na koniecznosc pokonywania deniwelacji,do 1000m,jak mniemam.CZyli oboz wedrowny...to ma byc
Hej:)
Andrzeju, ja nie znam tego pasma aż tak dobrze jednak przyszło mi do głowy takie pytanie, czy aby można wykorzystać szałasy pasterskie, nad Dzembronią, w dolinie Bohdana w górnych piętrach, na połoninie Harmanieskiej plus gościnność Zaroślaka i Stacji Badawczej nad Zaroślakiem?
Pozdrawiam,
Derty
Na tej stronie są namiary również do Rusłany, a ja ze swoją grupą (a właściwie grupką) spałam właśnie u Rusłany.
Potwierdzam zdanie Docza - zarówno w Czarnohorze jak i w Gorganach trudno robić jakiekolwiek wycieczki nie licząc się z deniwelacja po ok. 1000 m do góry i w dół, lub więcej.
Po prostu miejscowości leżą na wysokości 600-800 m a szczyty mają po 1600 - 1800 m (Gorgany) lub do 2000 m (Czarnohora).
Gorgany są trudniejsze ze względu na chodzenie po kamieniach, czyli "gorganie", ale ostatnio w rejonie Osmołody wyznakowano sporo szlaków, tak że w ogóle nie trzeba było przedzierać się przez kosówkę i nie było trudności orientacyjnych.
W rejonie Rafajłowej byłam 4 lata temu i nie wiem co się tam zmieniło od tej pory. Wtedy idąc na Sywulę - wróciliśmy następnego dnia.
Bynajmniej nie z powodu zabłądzenia - po prostu tak nam wyszło.
Przy tym wszystkim nie polecam "hotelu" w Rafajłowej, jego właściciel wydaje mi się hosztaplerem.
Jeśli chodzi o nocowanie w namiotach w Czarnohorze - polecam (na podstawie tego co mówił mi mąż) niewielki "parkowy" baraczek pod Howerlą, na granicy lasu. Można się przespać pod dachem, a obok jest woda.
Natomiast na podstawie własnych doświadczeń sprzed 2 lat nie polecam noclegu nad Jeziorkiem Niesamowitym - syf i hałda śmieci.
Pozdrowienia
Basia
No obecnie jest wyznakowany szlak na Sywulę , Przełęcz Legionów, Durną, Płoskę więc byłoby gdzie chodzić. Większość z tych celów (poza Sywulą) osiagalna jest w ciagu dnia, ale obawiam się, że nie w maju (za krótki dzień)
hmmm... ja nie odniosłem takiego wrażenia, ale w sumie mysmy tam spali tylko jedną noc.
O tak - zapomniałem o tym baraczku (można go obejrzeć w mojej galerii z ostatniego wyjazdu). Spałem w nim podczas ostatniego pobytu w tamtym rejonie. Całkiem przyzwoity, ale raczej jako jednorazowy nocleg niz jako baza wypadowa (no chyba że ktoś tam zostanie aby pilnować rzeczy). Dach jest w miarę szczelny, ale widać tam gdzieniegdzie prześwity, a poza tym w budynku hula wiatr bo pomimo, że kiedyś był tam piecyk, obecnie zostało tylko coś na wzór paleniska, a sam domek choć nakryty jest dachem, to jest to taka na pół kurna chata. W maju bez zimowego spiwora nie odważyłbym się tam przespać. Już teraz będąc na przełomie lipca i sierpnia złapał mnie tam przymrozek i w letnim spiworze nie pospałem zbytnio :-)
Na wyposażenie domku składa sie przytwierdzona na stałe ława a w zasadzie dwie, oraz to prowizoryczne palenisko. Więc o komforcie nalezy zapomnieć.
Woda znajduje się ok 20 m poniżej domku. Wokół samego domku nie jest za czysto, ale tragedii nie ma.
Nieco dalej w stronę Pietrosa stoi niemal identyczna chatka, z tym że z tego co zauważyłem jest zamknięta na kłódkę.
No normalne jak na wysokości prawie 2000 m czyli mogą spadać do kilku stopni poniżej zera.
W namiocie da sie przeżyć ale wszystko zależy od śpiwora jaki posiadasz.
Ja zdecydowanie i zawsze w tego typu górach (również latem) używam puchowego z temperaturą optymalną do -10 stopni, nie zmarzłam nigdy.
Poza tym w październiku może być piękna stabilna pogoda ze wspaniałą widocznością, a może być i zamieć śnieżna.
Pozdrowienia
Basia
Witojcie.
Niedawno wróciłam z dwutygodniowego włóczenia się po Czarnohorze i Gorganach i oto garść moich spostrzeżeń, w relacji do przedmówców:
Przede wszystkim, dlaczego pogoda w górach Ukraińskich zawsze mi nie sprzyja? :)
Co do śmieci - zaskoczyło mnie pozytywnie jeziorko Niesamowite - spodziewałam się większego syfu śmieciowego. No owszem, śmiecie się szlajają, ale nie tak, żeby się na każdym kroku o nie potykać. Bardziej smutne wrażenie wywierają poobgryzane kosówki, powyrąbywane na opał i torebki pływające w jeziorku. I Ukraińcy pływający w jeziorku. Hałda śmieci natomiast leży pod szczytem Howerli, na szczęście upchnięta w jednym miejscu, zamiast fruwać po całym szczycie. W ogóle jest zadziwiająco czysto, czyżby te strażniki, co nas na szczycie skasowali, sprzątali jednak? Gorzej wyglądało na przełęczy Harmanieskiej - żeby dotrzeć do miejsca na ognisko, musiałam odkopać hałdę śmieci. Szczyt Sywuli czysty stosunkowo, Ruszczyna nawet też, co mnie tez pozytywnie zaskoczyło. Chyba ktoś aczął sprzątać w okolicach najbardziej uczęszczanych...
Natomiast dramatyczna sytuacja śmieciowa jest na dzikich obozowiskach - np przy drodze z Tatarowa do Polanicy Popowiczowskiej - rozwłóczone po całych poboczach i to głównie ukraińskie. No i tradycyjnie na Popie, ale to już chyba normalka. Mam nadzieję, że się wreszcie ktoś tym miejscem zajmie...
W stosunku do zeszłego roku zmieniło się też to, że jest mnóstwo wyznakowanych szlaków, tablic i wytrasowanych ścieżek. Czy ktoś wie, kto je znakował? System znakowania wygląda na polski.
Co do noclegów w Osmołodzie, to jeżeli ktoś nie ceni sobie wygód i ma namiot, może skorzystać z pola namiotowego tuż za wsią, przy rozejściu się dróg. Jest zupełnie darmowe, urządzone dla turystów. Ma tylko jedną wadę - nie polecamy noclegów w weekend. Miejscowi przyjeżdżają i urządzają sobie grzmiące imprezy. Na szczęście zaczepek nie było, chociaż bawiła się młodzież. My szybko poszliśmy spać (a przynajmniej leżeć) a oni imprezowali do szóstej rano. Nawiasem, dziwiło nas, że w lesie obok jest tak wiele chrustu. Przestało dziwić, jak zobaczyliśmy, w jaki sposób Ukraińcy pozyskują drewno na ognisko: piła motorowa i upatrzone drzewko... I poznaliśmy pełen zakres możliwości ukraińskiej muzyki rozrywkowej.
Wybieramy się w Gorgany, rejon Chomiaka i Doboszanki (nie puściło nas w lecie, odrobimy teraz), na cztery dni na początku listopada, informacje będą się pojawiać na pewno, póki co się nie reklamuję ;)
Zpozdravom
madzia
PS> Gdyby ktoś chciał obejrzeć galerie z wyjazdu, to tu picasaweb.google.com/madziaba2
Znakowali ukraińscy znakarze przy wydatnej pomocy COTG i po szkoleniu, które odbywało się w Polsce.
http://www.ukraina.gory.info/
Ech, chyba jednak zbyt wygodna jestem ale wybrałabym płatne pole namiotowe przed domem p. Chudiaków z wiatą, z możliwością dostępu do WC i prysznica i bez takiego hałaśliwego towarzystwa. Poza tym można tam bezpiecznie zostawić pusty namiot i wyjść na lekko w góry.
Pozdrowienia
Basia
Fajna strona! Naprawdę te szlaki wyglądają zacnie. Tylko zejście z Wysokiej nad Osmołodą jest mordercze. Zakos za zakosem i zakos goni zakos. Uff.
My sie nie spodziewaliśmy takiego najazdu - zaczął się już po zmroku, jak byliśmy już mocno osadzeni na polu. No i byliśmy na jedną nockę tylko, bo spływaliśmy do Lwowa. Ale fakt, jak na pobyt stacjonarny, to pole namiotowe jest zasadne.
Tam chyba ścieżka jest poprowadzona po "śladzie" szlaku przedwojennego.
Nam się szło OK, ja w sumie bardziej lubię takie szlaki, niż darcie "na pałę" wprost pod gorę. Inny podobny szlak to wyznakowany czarno szlak na Borewkę (podejście z Jałej na Sywulę). Też takie liczne zakosy i też tak samo przebiegał szlak przed II wojną światową, co wynika z map WIG.
Pozdrowienia
Basia
Własnie robie dokładnie to samo,czytam posty,docza,basi,zbieram mapy,przewodniki,relacje,
przeraza mnie troche,przejscie przez granicę,bo jak doczu pisze,wracając ostatnio,zajeło mu to....8h!!!nie do pomyslenia,i pomyslec ze za parę mięsięcy ,na zachodniej granicy nie bedzie juz kontroli...inny kosmos
Na ten temat polecam artykuł:
Na granicy łamane są prawa człowieka z dzisiejszej GW.
atmosfera na granicy to chyba element folkloru i uroku w czasie wyjazdu na wschod.. moze jest troche niewygod ale kto jedynie wygode ceni niech jezdzi na zachod.. to chyba fajnie ze tu jest inaczej... a stoi sie roznie... z mojego doswiadczenia od 20 min. do 20 godzin... ale srednio to 4-5h..
czasem sie dziwie ze ludzie chca jechac w gory na wschod i narzekaja- ze na granicy sie dlugo stoi, ze drogi dziurawe, ze prawa czlowieka, ze szlakow nie ma...to po co oni tam jada??? na zachodzie tez pelno ladnych gor... a wygodniej i pelno cywilizacji ktora sie kocha..po co sie meczyc??
Buba - zupełnie nie zgadzam sie z Tobą.
Zupełnie co innego bieda i ewentualnie dziurawe drogi ale powiązane z ogromną życzliwością tamtejszych mieszkańców, a co innego prymitywne chamstwo, jakie ma miejsce na granicy w Medyce.
Na to nie ma mojej zgody !
Na dodatek takie zjawisko ma miejsce tylko i wyłącznie w Medyce, niedawno przekraczałam granicę Słowacko-ukraińską w Czopie i było grzecznie, uprzejmie i szybko, dokładnie tak samo w Sygecie Marmaroskim-Sołotwinie (UK-RO).
To ze w Medyce jest chamstwo na pewno nie zmieni tego, że nadal będę jeździć na wschód, ale będę świadomie wybierać inną trasę. Ze Śląska łatwiej mi przez Słowację.
Granicę ukraińsko-polską w Medyce przekraczałam pod koniec lipca wracając z Gorganów.
Kolejka jest koszmarna, ciągle z boku przez płot podchodzą podpite osobniki typu abs.
Dodatkowo ukraiński celnik żądał aby osoba z plecakiem stojąca grzecznie w kolejce przepuściła przed siebie "mrówki", bez plecaków.
Spotkałam się z tym zarówno ja, jak i osoba, która przekraczała granicę jakieś 3-4 tygodnie później ode mnie (około 18 sierpnia). Nie trzeba chyba pisać, ze wycofanie się na bok, w sytuacji, kiedy w wąskim przejściu pomiędzy barierkami tłum ludzi napiera na plecy jest bardzo trudne.
U mnie skończyło się tym, ze 17-letnia dziewczyna (uczestniczka obozu) została przepchnięta przez napierający tłum i dosłownie wpadła pod nogi owemu celnikowi, który się na nią wydarł i odesłał na sam koniec kolejki. Jako osobę niepełnoletnią nie mogłam zostawić jej samej, czekaliśmy na nią zaraz za "budą" i w konsekwencji pouciekały nam wszelkie połączenia.
W drugim wypadku skończyło się tym, że tłum tak przyparł do barierki usiłującego się wycofać turystę z plecakiem, że ten zaczął wymiotować i tracić przytomność (był trzeźwy). Dopiero wtedy ludzie się opamiętali.
Również kiblowanie w autobusie kursowym 8 godzin (tak wracał Kuba) to też ponad moją wytrzymałość. Kuba jest chyba bardzo cierpliwy.
Ja dziękuję za takie przejścia.
A przecież to wszystko na prawdę można usprawnić i to stosunkowo niewielkim kosztem.
Czasem mam wrażenie, ze ukraińscy celnicy/pogranicznicy usiłują za wszelką cenę pokazać jaką to władzę oni mają nad tym "motłochem".
Co do szlaków - to się w ogóle nie wypowiadam, bo akurat ja zdecydowanie wolę góry całkowicie bez nich (ze względu na obecność innych turystów), ale w sumie szlaki to mi też aż tak bardzo nie przeszkadzają.
Niemniej zwykle bywa tak - tam gdzie są szlaki tam jest i "stonka".
Pozdrowienia
Basia
fakt ze medyka jest dosc pechowym przejsciem... i w korczowej , hrebennym czy kroscienku idzie to troche szybciej... sytuacje ktore opisala basia sa rzeczywiscie dosyc przykre i niedziwie sie ze bedac ich swiadkiem ma takie podejscie... ja moze mialam szczescie ze nigdy nie bylam swiadkiem zgniatania ludzi czy czegos w tym stylu... a mam za to kupe fajnych wspomnien, ubarwiajacych moje wyjazdy na wschod:
-kiedys stalismy w medyce 20 godzin, nic nie posuwalo sie do przodu. Kolejka byla prawie od moscisk..Kierowcy ciezarowek sie wkurzyli wyciagneli z aut palety, porabali i zapalilismy na drodze ognisko. Byy kielbaski, ukrainska chalwa, samohon i spiewy..tam nauczylam sie wielu ukrainskich i rosyjskich piosenek "podmoskownyje wieczera" , "bandurist" , "dwa kolory". Po 20 godzinach wkurzylismy sie ze znajomymi i pojechalismy do hrebennego...
-przechodzilismy 20 osobowa grupa przejsciem pieszym w medyce, miejsce do przejscia bylo bardzo waskie i nie mozna bylo przecisnac sie z plecakiem, pstanowilismy przenosic je nad glowami, mrowki na poczatku sie burzyly ze idziemy pierwsi, ale potem sami uznali ze my mocno tamujemy przejscie i sami podawli nad glowami plecaki, nawet pare osob przekroczylo granice prawie bez dotykania ziemii
-jechalam kiedys pociagiem chyrow -kroscienko , wchodze do kibelka i chyba troche za mocno trzasnelam drzwiami- otworzyl sie sufit i przysypaly mnie tony kartonow i paczek papierosow "monte carlo" - nie bylo ich konca. Jak znajde zdjecie to podesle skana.. jednorazowe przezycie :)
-pociag relacji czerniowce -przemysl, mrowki upychaly towar gdzie sie da.. ale jakos tego dnia celnicy byli wyjatkowo zlosliwi- wiekszosc towaru znalezli i odebrali.. mrowki nie wrocily do naszego wagonu... w krakowie postanowilam sprawdzic ze cos jest nie tak z moim plecakiem, byl za ciezki... w srodku byly kryte 3 butelki "chlibnego daru" (bardzo dobra wodka)
-na granicy kroscienko - chyrow podszedl do naszego auta gosciu, ukrainiec i powiedzial ze jak mu damy 20 hr to przejedziemy granice bez kolejki (byla wtedy bardzoooo duza) faktycznie..zabralismy goscia , on wszystkim machal, usmiechal sie do celnikow i przejechalismy granice w 20 min!!!
-kiedys wracajac celnik sie uparl ze musze wypakowac caly plecak bo napewno cos szmugluje!! do dna!! no to wypakowuje...brudne skarpetki, drugie brudne skarpetki, zatechla kurteczka, bulka jeszcze z polski (skad ona sie tam wziela!!! fuj, co z niej sie zrobilo)..celnik spasowal..kazl sie spakowac i jak najszybciej zmykac mu z oczu ;) caly terminal tarzal sie ze smiechu :)
to tylko niektore.. nie zawsze dzialo sie cos ciekawego.. czasem po prostu nudne siedzenia w autobusie czy pociagu, kilka godzin, przerywane wyprawami do kibelka.. ale na temat ukrainskiej granicy mozna cos poopowiadac, powspominac a taka slowacka przekracza sie szybko, sprawnie, zwyczajnie i za 5 min sie juz nie pamieta ze byla..
A i owszem jesli chodzi o granicę ,to i wygodniej i normalniej!!,a czas spędzony na granicy wsród chamskich pograniczników,wolałbym spędzic ,gdzies na szlaku,dziurawej drodze,albo w uroczej karpackiej wsi!!wsrod bardzo życzliwych mieszkanców!!
Mimo wszystko zyjemy od 18 lat w innych stadartach,nie tylko politycznych,Więc normalnym jest ze człowiek juz zapomniał,ze u nas tez tak kiedys było.
Ale co tam te pare godzin na granicy wobec,ogromu czekających tam połonin!!Pocieszającym jest fakt ze do 2012,musza tam to jakos usprawnic!
20h na przejściu pieszym ?
A co do folkloru to tez do niedawna lubiałem ten "folklor" dopóki nie przyszło mi odstać tych 8 h w upale, z plecakiem na plecach i z "zespołem dnia wczorajszego" :-(
Dobrze że poczyniłem pewne zakupy chmielowe, to przynajmniej miałem co pić :mrgreen: