jak ja kocham te klimaty ;) czekam na jeszcze :razz:
Wersja do druku
jak ja kocham te klimaty ;) czekam na jeszcze :razz:
Bardzo fajnie jest czytać te wszystkie historie, więc może by tak wydzielić osobny temat na opowieści o "uduchowionej" turystyce. Bo nagle wątek Tyskowej rozpłynął się w morzu innych historii...
moze wystarczy zmienic mu tytul?? bo tyskowa to tylko jedno z wielu takich dziwnych miejsc...
To może i ja coś dorzucę...
To było z jakieś 15 lat temu,
Zasiedziałem się w obozie Jagodziarzy na Caryńskim,w drodze do U.Grn.,na dużym polu namiotowym w Bereżkach spotkałem znajomych i tak wyszło że w drogę do Ustrzyk wybrałem się już koło północy...
Zaraz za Bereżkami szosa odbija łukiem w prawo...
Z plecakiem na grzbiecie zasuwam sobie pustą szosą,gdy wtem zaczął mnie dobiegać gwar ludzkiego skupiska,z tym że nie słyszałem słów,tylko rozgwar...
Zatrzymałem się,wsłuchuję-cisza...
"E,to pewnie bełkot Wołosatego tak mami słuch"-pomyślałem i dalej w drogę...
Tyle że gdy ruszyłem z miejsca-ten dziwny dźwięk towarzyszył mi jeszcze jakiś czas,a potem przycichł...
W jakiś czas potem,w towarzystwie znajomych,ot tak,mimochodem wspomniałem o tym zajściu...
wtedy dowiedziałem się że podczas budowy "Dużej Pętli Bieszczadzkiej" zniwelowano stary cmentarz w Bereżkach,a droga do Ustrzyk Grn. przebiega środkiem,po mogiłach....
A cerkwie w Bieszczadach to już osobny temat...
Polecam wyprawę do tej na Krywem-ciekawe doznania....
BPN zadziwiająco szybko zrobił z nim porządek. Wynajęli specjalną firmę budowlaną. Myślę, że stało się to pod naciskiem jakichś unijnych przepisów (było to wspaniałe miejsce noclegu dla "skośnookich" przekraczających nielegalnie granicę...
Przy okazji rozebrano obory tarnawskie; podobno mają powstać na tym terenie "miejsca ogniskowe" dla turystów (już był przetarg), no i parę wypasionych "leśniczówek" dla gości.
Byłam w Tarnawie ostatnio lipiec/sierpień. Na szczęście - jak to w Tarnawie - nic specjalnego się nie dzieje. Budują kościół, który w pierwszym projekcie nawiązywać miał do tej, która tu kiedyś ...
Plany się zmieniły, może ingerował w to jakiś domorosły architekt - znawca - w każdym razie nie jest to ładne.
Cóż, trzeba oswoić się z nowościami i z pokorą przyjąć, że ten nasz świat już nie do końca jest naszym, a młodzi zdobywcy Bieszczadów przyjmą go i pokochają całym sercem. Tak jak my
Budują kościół, który w pierwszym projekcie nawiązywać miał do tej, która tu kiedyś ...
Robota idzie pełna parą-fota z 16 września
tak samo jak 60 lat wczesniej pojezdzili buldożerami po bojkowskich chalupach i cerkiewkach w ramach "rekultywacji wsi".. lata mijaja, czas plynie a ludzie sie nic nie zmieniaja..
oj bylo...:)
trzeba szukac naszego swiata w coraz to nowych miejscach..jeszcze gdzieniegdzie mozna go znalezc.. tarnawa bez hotelu i bez obor juz nie jest dla mnie tarnawa... czasem chyba lepiej nie wracac do miejsc ktore w naszej pamieci wciaz zyja...
moze kiedys nasze wnuki beda sie napawac urokiem ruin tego co teraz stawia BPN.. hotel na wzgorzu tez kiedys byl nowy i zagospodarowany..
W najbliższą środę wybieram się do Tarnawy... Cóż - sentymenty.
Podobno hotelik "Nad Roztokami" od nowego roku ma zmienić dzierżawcę.
Co zastanę - postaram się opisać, bo jakoś tak nie bardzo potrafię umieścić na Forum zdjęcie.
Buba, kochana, jeśli możesz, daj więcej szczegółów o Twoim noclegu w białym hotelu na wzgórzu nad Tarnawą.
dorota, od jakos czasu nie moge wyslac PW, a nie wszystkie wspomnienia bieszczadzkie z dawnych czasow chcialabym opisywac na ogolnym forum ;) tu ludzie bardzo wrazliwe ;) jak podasz maila, albo napisz na mojego (biedronka.buba@gmail.com) to wszystko dokladnie opisze :)
a odnosnie niesamowitych historii to przypomniala mi sie jeszcze jedna, opowiadala mi ja babcia, a rzecz miala miejsce zaraz po zakonczeniu wojny na ziemiach odzyskanych, gdzies w rejonie lubinia lub legnicy. Babcia pojechala tam do brata, ktory tam pracowal, i wraz z rodzicami spedzali noc w opuszczonym palacyku (nie pamietam nazwy miejscowosci). Babcia polozyla sie spac na duzym lozku i w nocy budzi sie i czuje ze ktos kolo niej lezy, na poczatku myslala ze to ktos z rodzicow przyszedl..maca, faktycznie jak lezaca osoba, ale nie reaguje na jej pytania, zerwala sie z lozka , wziela swiece, swieci a tu lozko puste... troche juz byla wystraszona ale probowala sobie wytlumaczyc ze sie jej zdawalo.. polozyla sie spowrotem..ale sytuacja powtorzyla sie jeszcze kilka razy.. przy zgaszonym swietle wybitnie bylo czuc ze ktos obok jest, ale w swietle swiecy nikogo nie bylo widac.. reszte nocy spedzila z rodzicami w lozku ;)
Tak mi się przypomniało. Kiedyś podczas jednej z wypraw w Bieszczady byłem nad pewnym strumieniem, właściwie rzeczką gdzie była ciekawa grota. Taka niezbyt głęboka ale dość duża – usadowiona na wysokiej skale. Ponoć w grocie pomieszkiwali upowcy. Dziś widać niektórzy w niej biwakują. By ją zwiedzić trzeba było się przeprawić przez owy potok po kamieniach. Niestety zabijcie mnie, ale nie pamiętam nazwy tego miejsca – zapewne ktoś tu wie o czym piszę. Idzie się do owej groty ścieżką wzdłuż strumienia, skręcając przed brodem w prawo. Niedaleko są też ruiny (fundamenty właściwie) dworu i obory. Malownicza grota obmywana potokiem jest miejscem urokliwym. Byłem tam z przyjaciółką. Siedzieliśmy sobie naprzeciwko groty na zwalonym pniaku i jedliśmy chleb. Minęło nam tak kilkanaście minut, a może i pół godziny. Pogoda była piękna. Nagle słyszę jak wyraźnie i dość głośno rozmawiają dwie kobiety. Głos dobiega zza zakrętu strumienia zza skały. Mówię do mej przyjaciółki – o ho mam towarzystwo. Ona to potwierdziła. Nawet przez chwilę podsłuchiwaliśmy co mówią te kobiety mówią, ale głos się dziwnie zlewał z szumem wody i nie mogliśmy zrozumieć słów. Czasem nam się nawet zdawało, że nie rozmawiają w naszym języku tylko jakby po słowacku. :shock: Tak czy tak głosy dość młode były i wyraźne. Posiedzieliśmy jeszcze jakiś czas, w końcu wstaliśmy, patrzymy, a za zakrętem ani nigdzie w pobliżu żywego ducha nie ma. Głosy też nagle przestały gadać. Włos się nam równocześnie na całym ciele zjeżył. Słyszeliśmy to wyraźnie i oboje i nie był to szum wody.
pare razy slyszalam w opuszczonych bieszczadzkich wioskach jakby glosy zlewajace sie z szumem wody z potoku.. wogole nawet nie tylko glosy tylko tak jakby dzwieki wsi, pokrzykiwania, muczenie krowy, dzwonienie wiader.. ale zawsze sobie wmawialam ze to przywidzenie i sama sobie to wkrecilam.. niesamowite ze ktos tez mial taki przypadek!!!
ale tu zaraz na mnie nakrzycza ze watek o duchach a nie co mnie wiaze z hotelem na gorce w tarnawie ;)
Ponownie jako autor wątku pozwolę sobie wyrazić zgodę na pisanie wszelakich ciekawych opowieści w tym wątku byle by miały one jakiś tam smaczek i były autentyczne, a nie zmyślone. Niekoniecznie muszą w nich występować siły nadprzyrodzone, duchy, zjawy czy leśne licha.
w wiec na wyrazne prosby.. mam nadzieje ze moderatorzy mi glowy nie urwa..
tarnawa to praktycznie pierwsze miejsce w ktore trafilam w bieszczadach.. w bialym hotelu na wzgorzu spalam wiele razy w latach 97-2001. Ot, to byla nasza baza..Wogole wlasnie pod hotelem na ognisku w 97 roku poznalam polsko- ukrainska ekipe z ktora jezdzilam w bieszczady przez najblizszych kilka lat.. i to oni zainteresowali mnie ukraina i udowodnili ze najkrotsza droga do werchnej jablunki na wesele, do sambora czy turki na zakupy czy na czarnohore niekoniecznie wiedzie przez medyke...przepiekne przedunijne czasy...tam pod hotelem to byly ogniska!! a w tle "muzyka blach" ..
Czesto bawilismy sie w chowanego w hotelu.. niezly klimat zwlaszcza po zmroku z latarkami..choc raz mialam niezlego stracha jak wchodze do jednego z pokoi a tu siedzi dwoch skosnookich.. nie wiem kim byli, nie wiem czy mnie gonili, nie wiem czy mieli zle zamiary, bo nawialam od razu i ostrzeglam grupe.. na drugi dzien juz tamtych nie bylo... jak tam opowiadalo sie historie o duchach!!!kiedys cos wybitnie tupalo poziom nad nami, ale tak jakby ciezki czlowiek skakal albo specjalnie tupal.. do teraz nie wiem co to bylo..w grupie okolo 15 osob to czlowiek sie czuje w miare bezpieczny ale dreszczyk emocji jest zawsze.. pare razy odwiedzala nas tam straz graniczna..oni dopiero historie opowiadali!!najlepiej jak w tarnawie byla straznica (chyba rok 98 ), najlepsze ekipy sie zbieraly! mielismy nawet nasz cennik na drzwiach ile piw a nam sie nalezy za udzielenie noclegu ;) kiedys przyjechali tam studenci z lodzi, spali dwie noce i pare zgrzewek piwa nam faktycznie zostawili... a jaki widok byl z gornych okien!!! albo z okropnie sliskiego dachu ;)
az mi sie nie chce wierzyc ze tego miejsca juz nie ma...
pamietam ze w hotelu pomieszkiwali rozni ciekawi ludzie, chyba w 98 roku osiedlil sie w jednym z pokoi henek, emerytowany nauczyciel z krakowa, ot wczesniej nie mial odwagi a na starosc zapragnal sprawdzic jak naprawde wyglada bieszczadzka legenda.. nawet mial tam piecyk. fajnie gral na gitarce, opowiadal o topielcach z soliny i mial wielu przyjaciol wsrod SG. To on opowiadal nam ze w jednym miejscu nad solina , w miejscu gdzie zatopiono cerkiew, czesto slychac dzwiek dzwonow i dziwne kregi rozchodza sie po wodzie, (pojechalismy nawet to sprawdzic, plywalismy caly dzien kajakiem w wymienionym miejscu i nic..glupio nam bylo ze nas facet tak wkrecil ;) ot se zrobil jaja z glupich dzieciakow..no ale zle dorachowalismy trase i nocleg nam wypadl na pobliskim skalistym brzegu..tam nie tylko dzwieki dzwonow spod wody bylo slychac.. najdziwniejsze bylo to ze jak zamykalismy oczy w namiocie to kilka osob mialo wrazenie jakby mocna latarka lub swiatlami z auta ktos nam swiecil w twarz.. po otwarciu oczu i wyjsciu z namiotu panowala totalna ciemnosc..sytuacja powtarzala sie kilka razy...sytuacja ustala dopiero po wystawieniu warty przed namioty..
Rok pozniej juz goscia nie bylo w tarnawie..moze zostal smolarzem jak planowal
...A to są Bieszczady własnie.... jak sie zwiedza byłe wsie, czuć w nich nietypową, "duchową" atmosferę... tak jakby ktoś się przyglądał, tak jakby ktoś chciał kogoś przestraszyć lub....żeby o "nim" NIE ZAPOMNIANO (bo wrażenie dość silne są). W wielu miejscach przecież nie ma nawet śladu po byłej cerkwi, cmentarzu, czy wsi....a jednak czuje się to "coś" i to miejsce wówczas bardzo dobrze się zapamiętuje, baa dla wyjaśnienia sytuacji doszukuje się informacji, aby ustalić co tam było ....
Ja miałam taką jazdę w Tworylnym....jakby nie chciano, żeby ktoś "przechodził" przez ten dworek... stoją smutne, opustaoszałe, aczkolwiek intrygujące, w rozlewiskach ruiny, które, żeby dojść do Krywego, trzeba ominąć atakując podmokły teren z lewej strony szerokim łukiem (skacząc z kępki trawy na drugą kępkę trawy) ... gdzie potem nie wiadomo dokąd iść i tam się zazwyczaj bładzi .... nie wiadać wyraźnej drogi, a po cięzkiej wędrówce można wrócic w to samo mijesce - łąki i pola w Tworylnym - takich doznań się nie zapomina...tak na marginesie, uważam, że istotnym elementem (jak się idzie z Terki w kierunku Krywego) jest rosnąca samotnie, dość duża brzoza, przy której trzeba wejść w las (a w lesie znaleźliśmy świeże ślady misia :D )... wrażenia z wyprawy "duchowo" niezapomniane :D.... nawet botanika "duchowo" zainteresowało samotnie rosnące pole żółtych słonecznikowych kwiatów "kto je tutaj siał?...i co to za roslinka?" ;)
"kto je tutaj siał?...i co to za roslinka?" -
topinambur - poletko łowiecke
cyt. topinambur "...W Polsce rzadko uprawiany jest także jako roślina alternatywna lub przynęta na dziki. Przetwarzany jest na alkohol, kiszonki..."
Faktycznie... dziękuję :D ... ten turysta, któyłrego zaintrygowały te kwiaty stwierdził, że odda je do badań botanikowi... zabawanie wygladał z tym kwatkiem :-P ... można było odnieśc wrażenie, że podchodził do tych kwiatów, jak co najmniej do marihuany...aż prosiło się, żeby zażartować :D pozdrawiam :D
to i ja wtrącę swoje 3 grosze.
Zeszłego lata poszukiwałem ze znajomymi Źródła Sanu po UA stronie. Wiadomo, teren przygraniczny, zezwolenie z zastawy trza mieć. Jakoś się załatwiło tę zgodę na dotarcie do obelisku na granicy przy tym rzekomym źródle; docieramy do szlabanu na Użockiej, a tu klops, nie wolno nam iść do granicy, nacialstwo cofnęło zgodę zastępcy itd. Ale na Opołonek możemy iść ?
-a na zapad to możecie.
Poszliśmy, chaszczując, w kierunku Piniaszkowego, kilka razy pokrzykując pogranicznikom, że do pamiatnika nie idziemy, tylko na zapad...
Oglądamy sie na wszystkie strony, czy nas już nie szukają (parę lat wcześniej w Siankach, jak przeszliśmy za sistiemę, by zobaczyć metrowej szerokości San z bliska, zatrzymano nas na parę godzin aby razbirat sprawu :-) ) .
Źródło prawdziwe w końcu znaleźliśmy, szukamy miejsca na nocleg, zeszliśmy z 500 m na pd od granicy. Namiot, jedzonko itd. Jak dotąd nas UA pogranicznicy nie znaleźli (i pewnie nie szukali :-) )
Kładziemy się... fajnie się wyciągnąć... pociąg słychać ! . OK linia do Użgorodu ze 200 m stąd. Parę minut później stąpanie ! Nie jakieś szelesty, trzaski tylko wyraźne. Lewa, prawa, lewa, prawa...
Wydaje się, że 1 m od namiotu ! Wyglądam na zewnątrz; nic, kładę się... parę minut; znowu KTOŚ CHODZI...
i druga przygoda dwa dni później:
śpimy pod namiotem nad wsią Lubna (to po drugiej stronie granicy niż Wołosate) . Wcześniej z trudem przekonaliśmy UA pogranicznika, że nie chcemy przez zieloną do PL przejść, a tylko przenocować i śmigać w głąb Ukrainy. W końcu zgodził się na biwak w prikordonnej smudze i obiecał, że nas wieczorem odwiedzi, bo miejscowe chłopaki mogą na browara i fajki się wpraszać.
Skoro tak nas postraszył :-) , to zbudowaliśmy sobie wokół namiotu sistiemę z gałęzi bukowych. Leżały obok nacięte i miały suche szeleszczące liście, więc jakby się ktoś chciał przedrzeć, spoko, obudzimy się :-)
W końcu śpimy. Kolo 12-ej przebudzamy się...
ktoś kurna chodzi tuż przy namiocie (sistiema nie zaszeleściła); nie trzaski, nie szelesty, tylko WYRAŹNE kroki :-) Najodwaźniejszy wygląda z latarką - NIC .
Tylko księżyc świeci i się trochę jakby śmieje ;)
W moim przekonaniu w obu przypadkach gryzonie, jeże, bądź jakieś inne licha buszowały przy tych naszych biwakach, a my spodziewaliśmy się - raz pograniczników, drugi raz kwiatu lubniańskiej młodzieży, więc "słyszeliśmy" ich "kroki" ;)
Aby nie było to jednak takie oczywiste :) , to muszę przyznać, że biwaków było dużo, dużo więcej, w rozmaitych miejscach, a kroki słyszeliśmy tylko w tych dwóch przypadkach...