-
Odp: znalazłam właśnie-miło powspominać
[QUOTE=Stały Bywalec;75400]....
- Każdy rolnik postępowy
sam zapładnia swoje krowy !
....QUOTE]
A jeżeli rolnik sam nie chciał tego czynić, to fundował swoim krówkom inseminatora.
Przyjezdżał taki do gospodarstwa, robił co do niego należało, odpalał swojego " Malucha" i w drogę.
Jedzie sobie i wdzi w wstecznym lusterku biegnacą za nim krowę.
Więc przyspieszył trochę, to krowa też przyspieszyła.
To on jeszcze bardziej wcisnął pedał gazu , to krowa też przyspieszyła.
Gdy silnik w "Maluchu " chciał już wyskoczyć z komory silnikowej, a krowa nie ustępowała, zaniechał dalszego wyścigu.
Wysiada z autka i patrzy na krowę.
A ta, gdy do niego podbiegła, złapawszy oddech mówi
- A buzi to nie dasz?
-
Odp: znalazłam właśnie-miło powspominać
PRL to plusy i minusy.
Minusów było znacznie, znacznie więcej.
Do najważniejszych zaliczyć by należało księżycową gospodarkę i ceny brane z sufitu.
Bo na dobrą sprawę nie było wiadomo, co ile naprawdę kosztowało. Kopalnie, huty, elektrownie "obrosły" bowiem bazą socjalną (zakładowe budynki mieszkalne, przychodnie zdrowia, żłobki, przedszkola, etc.), co stale wymagało dofinansowania (lub wręcz sfinansowania) i w ten sposób znacznie powiększało koszty produkcji. A przecież węgiel, stal, energia elektryczna to nie były wyroby finalne, lecz słuzyły produkcji w innych gałęziach gospodarki.
Handel i usługi (państwowe i spółdzielcze) były fatalne. Poza największymi miastami, gdzie jeszcze jakaś szczątkowa kultura obsługi jednak obowiązywała, było wręcz niedobrze pod tym względem. Panie ekspedientki, panowie kelnerzy (ani, co gorsza, ich szefowie) nie byli materialnie motywowani w zależności od obrotu, więc klientom ... robili łaskę, że im coś sprzedali czy obsłużyli.
Na tle tego wszystkiego sektor tzw. prywatny przeżywał złote lata, które już mu nigdy nie powrócą. Rzemieślnicy i tzw. badylarze oraz handlarze nie mieli najmniejszego problemu ze zbytem, sami dyktowali ceny, a odbiorcy potulnie czekali w kolejkach. Najmniejszy prowincjonalny prywatny sklepik stanowił żyłę złota, a jego właściciel zarabiał więcej od ministra. Zresztą funkcjonowało wówczas powiedzenie, że bardziej opłacalny jest najgorszy prywatny handel niż najlepsza państwowa posada.
Jedynymi osobami, które mogły się legalnie "dorobić" w PRL, to byli właśnie owi "prywaciarze" oraz ... "powracający z zagranicy". Ci ostatni pracowali na Zachodzie na czarno (najczęściej), żarli tam kocie i psie puszki, a już po roku - dwóch powracali do "znienawidzonego" PRL-u i kupowali sobie na wolnym rynku mieszkania lub domy. Mój kolega kupił sobie pod koniec lat 70. na Żoliborzu ładne mieszkanko 2pk, 55 m kw., za 3 tys. USD (dziś jest ono warte ponad 500 tys. zł). Owe 3 tys. USD zarobił przez rok w Szwecji, będąc w tym czasie w Polsce na urlopie dziekańskim.
Krążyły plotki o wysokich zarobkach i wspaniałym zaopatrzeniu żołnierzy zawodowych, funkcjonariuszy mundurowych i etatowych pracowników partyjnych. W 95 % wszystko to była lipa i bujda na resorach, wymyślana chyba tylko po to, aby dzielić społeczeństwo na "my" i "oni".
Owi rzekomo "uprzywilejowani" mieli pod pewnym względem w PRL nawet gorzej niż "zwykli śmiertelnicy". Nie mogli bowiem jeździć prywatnie na Zachód. Bez zgody szefów nie mogli dostać paszportów i już. A szefowie takich zgód nie wydawali, gdyż sami nie mieli szans na uzyskanie zgody od z kolei swoich przełożonych.:-x
Gierek już na początku lat 70. praktycznie otworzył granicę, co funkcjonowało (z przerwą na stan wojenny) aż do schyłku PRL. Owszem, były pewne korowody z otrzymaniem paszportu, czekało się na niego po kilka m-cy, czasem ktoś go w ogóle nie dostał, ale w zasadzie wystarczało (lipne) zaproszenie lub 100 USD, aby wyjechać do RFN, Skandynawii lub nawet USA - oczywiście turystycznie.:smile:
Plusów też można by jednak trochę wyliczyć.
Bezrobocia praktycznie nie było, praca czekała na każdego (chociaż nie na miarę oczekiwań płacowych i posiadanych kwalifikacji). W pracy atmosfera była koleżeńska, często wręcz bardzo dobra.
Bezdomność - w ogóle nie istniała. Ulice miast były bezpieczne, nawet w nocy.
Szkolnictwo wszystkich szczebli stało na wyższym niż dziś poziomie.
Reasumując jednak - dobrze, że te czasy już się skończyły. Gdyby PRL nadal istniała, mielibyśmy dziś pewnie tylko ze 4 programy TV, komórki i komputery kupowalibyśmy na przedpłaty, zapisy i asygnaty, na założenie Internetu musielibyśmy posiadać zgodę miejscowego komendanta MO. A na Naszym Forum zalogowałby się jakiś przedstawiciel Wielkiego Brata, który szybko zwerbowałby Admina do wspólpracy w charakterze TW lub OZ. :lol:
-
Odp: znalazłam właśnie-miło powspominać
Cytat:
Zamieszczone przez
Stały Bywalec
PRL to plusy i minusy.
Minusów było znacznie, znacznie więcej.
Do najważniejszych zaliczyć by należało księżycową gospodarkę i ceny brane z sufitu.
Reasumując jednak - dobrze, że te czasy już się skończyły. :
ale dziecinne wspomnienia sa wolne od polityki, ekonomii i marketingu :)
-
Odp: znalazłam właśnie-miło powspominać
Cytat:
Zamieszczone przez
buba
ale dziecinne wspomnienia sa wolne od polityki, ekonomii i marketingu :)
Dla kogo dziecinne, dla tego dziecinne !:-)
Buba, jakiego znów "marketingu" ? O marketingu w czasach PRL to nie tylko dzieci nie słyszały, ale także dorośli, zarówno ci partyjni, jak i bezpartyjni.
No, chyba że za marketing uznałoby się szeptanie "change money" w hotelach, gdzie zatrzymywali się tzw. dewizowi cudzoziemcy.:-D
-
Odp: znalazłam właśnie-miło powspominać
Drogi SB,
Co do uprzywilejowania pewnych grup, to chyba nie tylko mit, czy pogłoska mająca na celu skłócenie społeczeństwa.
Może nie byo bezpośredniej premii za fakt bycia członkiem PZPR, czy noszenia określonego munduru, ale będąc na jakimś szczeblu hierarchii partyjnej miało się łatwiejszy dostęp do pewnych rzeczy, np. talon na poloneza.
Co szkolnictwa, to choć "spadek" jest faktem, na mój gust rodzący się po Czernobylu, to już nie ten intelekt;), ale jednak
wyższy poziom szkolnictwa nie wynika z faktu, że było to w PRL-u, ale że było to 30-40 lat temu.
Postęp technologiczny,idące za nim zmiany w zwyczajach, sposobach działania, pracy, czy nauki, również w rozrywce, absolutnie ograniczają myślenie do minimum, a idące za tymi zmianami programy nauczania i metodyka starają się tym zmianom sprostać. I koło się zamyka - nasz gatunek kretynieje Stały Bywalcu i tyle. I nie ma to znaczenia w jakim ustroju dane społeczeństwo żyło, czy żyje.
Wielu młodych ludzi nie zdaje sobie sprawy, z tego na ten przykład, jakie znaczenie dla suchej choćby wiedzy teoretycznej, miał fakt, że ściągawki trzeba było przepisać,a nie skserować, czy wydrukować.
Gdy nie było Internetu, a nawet bryków - moją jedyna lekturą nie przeczytaną na czas byli "Chłopi" - wypożyczyliśmy video (LO rok 87 chyba).
Gdy nie było 100 kanałów TV, komputerów, trza było ruszyc głową, by wymyślić dobrą zabawę, a w tej dobrej zabawie mieć wyobraźnię.
Nie wystarczyło napierd***joystickiem, czy pilotem;)
W wolnych chwilach człek sięgał też po książkę.
I tak na koniec.
To porównanie poziomu szkolnictwa jest miarą iluzoryczne.
Tak naprawdę, to poziom inteligencji Polaków wielce się nie zmienił, w naturalny sposób spada, ale nie jest to jakiś bardzo szybki proces.
Zmieniła się na pewno struktura - zbyt dużo ludzi zostało pchniętych ku średnim szkołom ogólnokształcącym, a wiedząc doskonale zresztą, że sobie nie są w stanie poradzić, utworzono jakieś tam licea profilowane. Nie pomogło.
Chyba uznano, że wykształcenie zawodowe, czy średnie techniczne uwłacza ludzkiej godności?;)
W końcu, w dobie obrony konstytucyjnych praw jednostki doprowadzono pewne standardy, czy kryteria do, wg mnie absurdu, chroniąc młodego człowieka przed "uszczerbkiem na godności", a jednocześnie chowając go pod kloszem, czyniąc zupełnie nieraz nieprzygotowanym do życia. Życia, które jest pełne stresu. (patrz statystyki dot. samobójstw)
Kiedyś sprawa była prosta.
Jesteś pilny i inteligentny - idziesz do LO, potem na studia.
Masz robotę do wykonania, więc ja zrób, jeśli zrobisz kiepsko, dostajesz mierną ocenę - oops, sorry wyraz "mierna" uwłacza godności, zmieniono na dopuszczającą.
Jeśli nie, to zawodówka, a spróbuj jeszcze i to olać, to OHP i do łopaty. Nikt nikogo na siłę nie próbował magistrem zrobić.
Pozdrawiam:)
-
Odp: znalazłam właśnie-miło powspominać
A pamiętacie pierwszy komputer Wasz?;-))))
u mnie w domu to było Atari;-))))ciekawe ile to swoją drogą miało pamięci?
i gry co się z radio nagrywało na kasety :mrgreen:
-
Odp: znalazłam właśnie-miło powspominać
Tak Orsini, wspominaliśmy to kiedyś w shoutboxie chyba....ale to już schyłek PRL-u;)
Sam wchodzę właśnie w wiek inżyniera Karwowskiego, więc nie miałem okazji zbyt dobrze PRL poznać, ale Ty gówniaro widać załapałaś się na końcówkę ino.
PS. Grałem na commodorze:)
-
Odp: znalazłam właśnie-miło powspominać
Cytat:
Zamieszczone przez
vm2301
PS. Grałem na commodorze:)
o burżuj jaki:mrgreen::mrgreen:
Cytat:
Zamieszczone przez
vm2301
Sam wchodzę właśnie w wiek inżyniera Karwowskiego, :)
już 50 lat?ależ ten czas zap**** :mrgreen::twisted:
-
Odp: znalazłam właśnie-miło powspominać
Orsini, nie postarzaj tak VM2301 ani inż. Karwowskiego. Serial był pt. "Czterdziestolatek", a nie "Pięćdziesięciolatek". :-D
Drogi VM2301 !
Zgadzam się z Tobą w 99 %.
Gwoli więc nie tyle polemiki, ile uzupełnienia Twojej wypowiedzi:
1) postępujące "ogłupienie" społeczeństwa ma rzeczywiście wymiar czasowy i ponadustrojowy; maturzyści przedwojenni posiadali większą wiedzę ogólną, niż ci z czasów PRL, a z kolei maturzyści z czasów zaborów - jeszcze większą niż ci pierwsi,
2) poziom wykształcenia i kultury ogólnej nie idzie w parze z postępem w dziedzinie cywilizacji - przeciętny Amerykanin nie jest przecież najmądrzejszy na świecie, a jednak to USA zdecydowanie przodują w rozwoju techniki,
3) faktem jest, że różni "partyjni" i "mundurowi" mieli w PRL nieco łatwiejszy dostęp do np. asygnat na samochody i mieszkań, ale nie stanowili oni bynajmniej jedynej grupy społecznej tak uprzywilejowanej, poniewaz dużo zakładów pracy przyciągało tym do siebie pracowników,
4) w rozwinięciu pktu poprzedniego napiszę, że na mieszkania czekali krócej również górnicy, hutnicy, budowlańcy i w ogóle pracownicy co ważniejszych socjalistycznych przedsiębiorstw (ze swojego podwórka wymienię ad hoc np. ZM Ursus i Polcolor w Piasecznie), a asygnaty (wcześniej: talony) na samochody rozdawano przodującym robotnikom za wykonanie, a jeszcze lepiej przekroczenie planu
-
Odp: znalazłam właśnie-miło powspominać
SB,
W pierwszych słowach mego postu pragnę Cie gorąco pozdrowić i podziękować za obrone mojej metryki;)
..tośmy chyba consensus osiągnęli;)
Suma sumarum, chyba zawsze przeszłość wspomina się z rozrzewnieniem
@Orsini
Po pierwsze to *(&^&%E^%^$#@#$@$^&!!!!! nauczyć się liczyć albo obejrzyj klasykę polskiego serialu.
Po drugie nie taki burżuj, bo był z drugiej ręki...i nie stanowił fizycznie mojej własności;)
-
Odp: znalazłam właśnie-miło powspominać
Cytat:
Zamieszczone przez
vm2301
@Orsini
Po pierwsze to *(&^&%E^%^$#@#$@$^&!!!!!
:mrgreen::mrgreen::mrgreen:
-
Odp: znalazłam właśnie-miło powspominać
Cytat:
Zamieszczone przez
orsini
A pamiętacie pierwszy komputer Wasz?;-))))
:
nietrudno... 2003 rok, ten co mam i teraz ;)
-
Odp: znalazłam właśnie-miło powspominać
..pierwszy komputer ATARI 800XL ... czas wgrywania gry.. kilka godzin... brak internetu... młodość z tekstu przeżywałem w czasach przełomu PRL na kapitalizmmm... więc nie wypowiadam się o plusach i minusach czerwonej epoki... a ino o samym sensie ów słów... o tak.. żyło się inaczej... Nutrie na działce... Wynoszenie całych autobusów z Autosanu w częściach... Teleranki w kinie... Wczasy w ośrodkach.... mniodzio..
-
Odp: znalazłam właśnie-miło powspominać
Jako, że też jestem w wieku inzyniera Karwowskiego, załapałem się na schyłek PRl-u. Ale co przerzyłem to moje. Pierwsze trzy lata podstawówki zaiwaniałem dwa kilometry lasem sam. Matula mnie zaprowadziła tylko przez pierwszy tydzień. W dupę dostałem też nieraz i nigdy nie miałem o to pretensji, a nie jak teraz że, dziecka udeżyć nie można. Jako dwunastolatek pierwszy raz samodzielnie za woźnicę robiłem wioząc zboże na targ do pobliskiego miasteczka.
Aha, byłbym zapomniał, moja ciotka prowadziła skup jaj gospodyń. Na jej domu dość duża tablica informowała "ROLNIKU NIE MYJ JAJ, PRZED SKUPEM". Zawsze zastanowiałiśmy się dlaczego ten chłopina tych jaj ma nie myć, skoro to baby do skupu jajka przynosiły.
-
Odp: znalazłam właśnie-miło powspominać
Cytat:
Zamieszczone przez
orsini
A pamiętacie pierwszy komputer Wasz?;-))))
u mnie w domu to było Atari;-))))ciekawe ile to swoją drogą miało pamięci?
i gry co się z radio nagrywało na kasety :mrgreen:
Pierwszy komputer, który widziałem to Odra 1304, oczywiście nie był mój.
Jeżeli ktoś z Was go widział, to wie dlaczego.
pozdrawiam
-
Odp: znalazłam właśnie-miło powspominać
Cytat:
Zamieszczone przez
mirusz
Pierwszy komputer, który widziałem to Odra 1304,...
Jeżeli ktoś z Was go widział, to wie dlaczego....
Jak mieścił się (mieściła ) w pomieszczeniu 20 m kwadratowych , to sobie nie mogłeś pozwolić ;)
A RIAD (ruski kampiuter) to Wy znali ?
Nigdy nie zapomnę ćwiczeń z informatyki na studiach , "napisać program do rozwiazania jakiegoś tam równania matematycznego ", a nastepnie wydziurkować to na "karcie perferowanej "(chyba tak to sie nazywało) ...
Takie to były wtedy nośniki :wink:pamięci.Równanie to można było na kartce normalnie rozwiązać w 5 minut , a program pisało się przez całe ćwiczenia z 3 godz.
No kto to jeszcze pamieta ???? haaaha
-
Odp: znalazłam właśnie-miło powspominać
Zdziwisz się joorg ale ja pamietam. Widziałem komputer zajmujący kilka pomieszczeń.
pozdrawiam
-
Odp: znalazłam właśnie-miło powspominać
Na polibudzie to się nazywało ETO (Elektroniczne Techniki Obliczeniowe),pisało się w fortranie,drukowało te karty(ileś tam razy,zawsze były jakieś błędy) a potem Odra wypluwała wynik....uff..
-
Odp: znalazłam właśnie-miło powspominać
Cytat:
Zamieszczone przez
joorg
(...) No kto to jeszcze pamięta ???? haaaha
A właśnie że ja pamiętam, chociaż jak przez mgłę.
Tworzyłem coś w ALGOLU: begin, integer, itd. Działo się to w 1-szej połowie lat 70.
A komputer, czy raczej jego poszczególne elementy, widziałem w SOETO (Stołeczny Ośrodek Elektronicznej Techniki Obliczeniowej). Zajmował, zdaje się, dwa piętra w budynku.
"Computer" (wymawiało się: kompiuter :-)) był także w PKiN, w tamt. pomieszczeniach Wydziału Matematyki UW.
-
Odp: znalazłam właśnie-miło powspominać
Cytat:
Zamieszczone przez
bertrand236
Zdziwisz się joorg ale ja pamietam....
Wiem ,że pamiętacie..Młodzieńcy:lol: ....tak jak i ja pamiętam, choć już przez"mgłę":smile:.
Mam pewne wątpliwości;) co do Bertranda, po tym jak napisał :
Cytat:
Zamieszczone przez
bertrand236
To nie był mój pierwszy raz. ;) przynajmniej z góry na dół.....
-
Odp: znalazłam właśnie-miło powspominać
Cytat:
Zamieszczone przez
Browar
Na polibudzie to się nazywało ETO (Elektroniczne Techniki Obliczeniowe),...
Dokładnie, czasem ZETO (zakład elktronicznej techniki obliczeniowej) ..skąd my to znamy ??
ps. koniec już ,bo się "rozklejam"
-
Odp: znalazłam właśnie-miło powspominać
To na dobitkę,znalazłem właśnie sprawny napęd B i do niego paczkę dyskietek 5,25",he he
-
Odp: znalazłam właśnie-miło powspominać
Mieliśmy kiedyś zajęcia z komputerów w sali gdzie stał pierwszy na uczelni mikrokomputer ( w porównaniu do Odry to rzeczywiście był mikro)
a pod nim stała emaliowana miednica z wodą.
A studenty jak to studenty ...ciekawe po co ta miednica pod komputrem.
Asytstent rzeczowo wyjaśnił że jest to przyrząd do stabilizacji wilgotności pomieszczenia , bo tylko wówczas komputer działa stabilnie.
Fajna była ta klima.
-
Odp: znalazłam właśnie-miło powspominać
W kwestii "nadrzędnej roli partii", poprawności politycznej - to taki nowocześniejszy twór, chyba nic się nie zmieniło.
"niech nikt mi nie mówi, że czarne jest czarne, a białe jest białe"
http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomos...em_szkoly.html
Popie*****cy
-
Odp: znalazłam właśnie-miło powspominać
Riad i Odra... były jeszcze, ale już nie pracowały. Ja załapalem się na Merę. "Liczyło" się na niej (w fortranie) zdecydowanie szybciej niż na ówczesnych PC-tach, typu np. robotron :)
-
Odp: znalazłam właśnie-miło powspominać
...w szafie mam taśmę perforowaną heh... i robiłem z niej łanuchy na choinkę
-
Odp: znalazłam właśnie-miło powspominać
o to pamiętam, nie pamiętam do czego ta taśma w dziurki służyła?
-
Odp: znalazłam właśnie-miło powspominać
A może teraz o motoryzacji pogadamy ?
Wybrańcy otrzymywali talony na samochody, później zwane asygnatami.
Za "krótki" wówczas byłem, aby coś takiego dostać. Przypominam sobie tylko, że raz, w połowie lat 80., doszedłem do finału na asygnatę na trabanta. Do dyrektora departamentu wpłynęło kilkanaście podań, odrzucał je po kolei drogą eliminacji (stosując własne kryteria), aż na "placu boju" pozostał niejaki Lucek i ja. W finale lepszy był Lucek.:-(
Ostatecznie w PRL jeździłem najpierw syreną 105L, a potem maluchem. Syrena była kupiona na przedpłatę (2 lata oczekiwania), a malucha (już 3-letniego) nabyłem w 1985 r. na giełdzie samochodowej na Okęciu.
Kawał o maluchu
Przyjeżdża do lasu parka maluchem. Pani wyskoczyła już z samochodu, rozłożyła kocyk i woła zniecierpliwiona:
- Kochanie, pospiesz się ! Ja czekam ! Jestem już gotowa !
Wtedy słyszy odpowiedź pana, jeszcze z samochodu:
- Ja też już jestem gotowy ! I, cholera, przez to właśnie wyjść stąd nie mogę !
-
Odp: znalazłam właśnie-miło powspominać
S.B poruszył świetny temat :twisted:
Motoryzacja ....
Dzisiaj mamy co w samochodzie ?
...klimatyzacja, wspomaganie ukł kierowniczego, wspomaganie ukł wysprzęglenia, wspomaganie ukł hamulcowego, oczywiście mało co nie ma ABSu, trafiają się odtwarzacze DVD i zmieniarki na XX płyt a "empe czy" to już standart, nawigacja, oczywiscie 20 poduszek powietrznych plus kurtyny, inteligentne fotele, oczywiście silniki ktore ze śmiesznych 2 litrów generują ponad 120KM mocy, systemy kontroli trakcji, EBD, ASR, i jeszcze jakies inne kgb, usb, zomo sb itp itd
a jak się coś zpsuje to do modlitwy ....
a kiedyś ?
wspomaganie ukł kierowniczego - oczywiście w bicepsie, "wspoma" hebli w kopytku, za ABS EBD ASry i inne "kuńputery" robiła głowa i zdrowy rozsądek pojazd naprawdę mógł być wymagający od kierowcy a pamiętacie radia samochodowe ?? ......Safari :lol:
Samochód czy inny pojazd to było coś niemalże z duszą i często żyjące własnym życiem. Ojciec miał "malczana" - pod blokiem istny rarytas :mrgreen: Szyby dymione na brąz, z przodu przesłonka przeciwsłoneczna, z tyłu szyby uchylne, radia i systemu dolby 0.03 nie dawali nawet w topowej wersji silnikowej tj 750ccm- odrzut z eksportu... bodajże do Brazylii. Kupiony za dolary w Pewexie oczywiście w systemie "kartkowym"....Jedynie kolor ludziom się nie podobał "granat zomo":-P
Sam teraz lubuje się w starej motoryzacji - ta nowa jakoś do mnie nie trafia- fajny jest "wybajerzony" samochód ale jest bezpłciowy jak 10 jemu podobnych na tej samej ulicy. Natomiast za starym pojazdem w tym natłoku plastiku zawsze się ktoś obejrzy, pojadę staruszkiem Iżem/jawą/junakiem sobie gdzieś- zawsze ktoś podejdzie, pogada, czasem sobie zrobi fotkę, czasem chce usiąść bo "on kiedyś jak był ...... to miał .....i z żona Europe zjeździli". Ludzie pamiętają stare pojazdy i śmiem twierdzić że po tych starych jeszcze pamięć pozostanie na długo po tym jak będą już tylko w rękach pasjonatów i muzeum...
....a tych nowych za 20 lat mało kto będzie pamiętać tyle ich jest
O wojskowym słów kilka:
Mój "ociec" był wojskowym- 24 lata. Ogólnie i prywatnie "spoko chłop" ....ale armia trwałe ślady zostawiła w mentalności:wink:
Jak tatuś z mamusią zdecydowali się mnie ochrzcić robili to we wielkiej tajemnicy- a jak się wydało to ojcu wstrzymali żołd na pól roku....
Później"ociec" chciał iśc na studia, ale takie normalne cywilne nie żadne wojskowe. W odpowiedzi usłyszał że trzeba wybierać pomiędzy nauką a pracą bo nikt tolerować takiego "zachowania" nie zamierza...
a legitke ojca z "państwowego związku przyjaciół rowerów" sam osobiście wymalowałem farbkami plakatowymi marki "Bambino"- jakoś nawet z tego co pamiętam zły nie był...
A tak całkiem do tematu- nie zmieniły się czasy. Bo te zawsze są takie same i zawsze są dobre dla tych, którzy chcą żyć w dobrych czasach
Diametralnie to zmienili się ludzie :-( Tak jak zauważył Recon, ludzie dzisiaj maja ogromne parcie na: szkło/sukces/kasę/........* (*dopisać wedle uznania) i w tym całym parciu i pogoni gubi sie sporo takich błahych z pozoru a w gruncie rzeczy ważnych spraw jak np; człowieczeństwo, współczucie, empatia, bezinteresowność, chęć pomocy drugiemu człowiekowi, i wiele m podobnych prostych i wręcz banalnych cech które leżą gdzieś u podstawa naszej cywilizacji...
Ludzi przestały cieszyć proste rzeczy, ludzie nie doceniają tego co mają na co dzień- uważają że to im się po prostu od życia należy
przykład z życia wzięty: ....chcesz jechać w Bieszczady? A po co - co tam jest? <zaczynam wywód "co tam jest"> eeeeee wiesz co .... może innym razem bo w piątek jest fajna impreza w xxxxx <załamka z mojej strony>
Pytam: Widziałeś/łaś noc tak czarna że nie widać końca własnej ręki i na niebie widać tyle gwiazd że dziwisz się że tyle ich jest ?... trzy tygodnie temu jak nie było prądu - Ty wiesz jak ciemno było ??
po wyjeździe pokazuje zdjęcia..... Ładnie ale jechać tylko po to żeby sobie połazić po jakichś górkach i zrobić zdjęcia- nie rozumiem Cie Paweł....
i często mówią to ludzie po 20 roku życia - co mnie osobiście załamuje i żenuje :sad:
a osobiście będąc w Bieszczadzie nie omieszkam nigdy pstryknąć sobie fotki przy jakimś starym samochodziku -albo od czasu do czasu wyprosić możliwość przejechania się "bieszczadzkim monstrem"- co cenie sobie bardziej niż możliwość jazdy mercedesem ;) -oczywiście współczesnym :-P
jak będe miał trochę czasu to podejdę do człowieka, który na początku lat 50tych z kolegami (w sumie na trzy motocykle) wybrali się w Bieszczady- bardzo "mięsista" opowieść- postaram się spisać a przynajmniej nagrać tą historię
.... i nie potrzebowali żadnych GPSów a mapę to mieli jakaś "sztabówkę" jeszcze z lat 30-tych ub wieku
a i jeszcze bym zapomniał - kawał o maluchu:
Jak tłumaczy się FIAT 126p ?
Fatalna Imitacja Auta Turystycznego jedno osobowego, dwu drzwiowego, sześciokrotnie, przepłaconego
-
Odp: znalazłam właśnie-miło powspominać
pisz więcej, w sensie więcej postów;-))
to co napisałeś w 10ciu ;):lol:
czas leci
-
1 załącznik(ów)
Odp: znalazłam właśnie-miło powspominać
Cytat:
Zamieszczone przez
orsini
o to pamiętam, nie pamiętam do czego ta taśma w dziurki służyła?
ówczesny odpowiednik taśmy magnetycznej/dysku z zapisanymi danymi/programem .... układ dziurka/brak dziurki oznaczał cyfry i litery.
no i nie tylko łańcuchy można było zrobić:
-
Odp: znalazłam właśnie-miło powspominać
umiałeś je???
o jaaaaaaaaa
zawsze chciałam umieć, a nikt nie potrafił, więc mnie nie nauczono
-
Odp: znalazłam właśnie-miło powspominać
Już, już ten ciekawy temat miał zejść z 1-szej strony, więc aby to nie nastąpiło, coś napiszę. :-)
Kawał o ofiarach motoryzacji z lat 60.
Spotykają się u Św. Piotra: Amerykanin, Niemiec i Polak. Każdy z nich podaje bezpośrednią przyczynę, dzięki której znalazł się właśnie tu i teraz.
Amerykanin:
- Pędziłem jaguarem 150 mil/godz., nagle zajechał mi drogę wielki wóz ciężarowy i ... oto tu jestem.
Niemiec:
- Jechałem mercedesem 200 km/godz., na zakręcie coś było rozlane na asfalcie, wpadłem w poślizg, wypadłem z szosy i ... oto tu jestem.
Polak:
- Kupiłem syrenkę na raty, spłacałem ją, umarłem z głodu i ... oto tu jestem.
Gwoli wyjaśnienia dla najmłodszych: w latach 60. gospodarka PRL była "siermiężna", ale jeszcze nie rozregulowana, jak później za Gierka i Jaruzelskiego. W zasadzie można było kupić wszystko, nawet dobra tzw. luksusowe, oczywiście po niebotycznych cenach, niedostępnych dla tzw. przeciętnego Kowalskiego. Podaż wówczas jednak równoważyła popyt - oczywiście popyt tzw. efektywny, czyli poparty siłą nabywczą. Nie było jeszcze talonów, asygnat, przedpłat, itp., natomiast wiele dóbr można było kupić na raty: telewizory, pralki (nieautomatyczne :lol:) i nawet samochody. Oczywiście raty były odpowiednio wysokie i niektórzy amatorzy motoryzacji, którzy nabyli samochód na raty, rzeczywiście głodem przymierali. Stąd ów dowcip, wówczas krążący po Polsce.
-
Odp: znalazłam właśnie-miło powspominać
Kilka dni temu był Dzień Teściowej (ciekawe kiedy bedzie Tescia?)
Zagadka:
Ileż zębów powinna owa Teściowa posiadać i dlaczego?
Dwa!
Jeden,by nim zięciowi otwierać piwo (puszkowe odpada),drugi...żeby ją bolał !
-
Odp: znalazłam właśnie-miło powspominać
czyli wychodzi, że jeśli zięć jest fanem puszkowego, to wystarczy jeden?
-
Odp: znalazłam właśnie-miło powspominać
...a mnie przypomniały sie praktyki robotnicze przed I rokiem studiów.
Po zdaniu egzaminów (no i dostaniu się na uczelnię) trzeba było "odpracować" ok. miesięczną praktykę robotniczą, zazwyczaj związaną z przyszłym zawodem.
Miała ona na celu zapoznanie przyszłej inteligiencji z realiami pracy robotnika.
Cel szczytny oczywiście, jednak w rzeczywistości często robio się wyłącznie "prace porządkowe" :)
-
Odp: znalazłam właśnie-miło powspominać
Wtak a żebyś wiedział że teraz też by się coś takiego młodym ludziom przydało - teraz to wszyscy mają aspiracje być po liceum albo po studiach (nie ważne jakich) przynajmniej kierownikami a docelowo prezesami
....teraz wszystkich "młodych i ambitnych" ręce od pracy bolą :-(
-
Odp: znalazłam właśnie-miło powspominać
Cytat:
Zamieszczone przez
wtak
(...) trzeba było "odpracować" ok. miesięczną praktykę robotniczą, zazwyczaj związaną z przyszłym zawodem.
I dlatego ja, filolog in spe, stałem przez miesiąc przy taśmie produkując ocet :lol: ;)
-
Odp: znalazłam właśnie-miło powspominać
[quote=Pawelk;75808]....ale armia trwałe ślady zostawiła w mentalności:wink:
Jak tatuś z mamusią zdecydowali się mnie ochrzcić robili to we wielkiej tajemnicy- a jak się wydało to ojcu wstrzymali żołd na pól roku....
Później"ociec" chciał iśc na studia, ale takie normalne cywilne nie żadne wojskowe. W odpowiedzi usłyszał że trzeba wybierać pomiędzy nauką a pracą bo nikt tolerować takiego "zachowania" nie zamierza...
a legitke ojca z "państwowego związku przyjaciół rowerów" sam osobiście wymalowałem farbkami plakatowymi marki "Bambino"- jakoś nawet z tego co pamiętam zły nie był...
A tak całkiem do tematu- nie zmieniły się czasy.
Czasy się nie zmieniły. Czasy obróciły się tylko. Dzisiaj, kiedy oficer Wojska Polskiego który nie chce ochrzcić dziecka, nie uważa za stosowne wysyłać je na lekcje religii katolickiej w szkole, jest tak samo "podejrzany" ideologicznie.
Cała armia kapelanów czuwa nad właściwym profilem ideologicznym swoich podwładnych.
Ot, chichot historii:mrgreen::twisted:
A tak na marginesie - w czarnych czasach głębokiej komuny, w roku 1960 - moja mama przez cały rok - zanim nastał czas komunii - była nawiedzana i i molestowana przez siostry zakonne.
Rodzice ciężko pracowali, nie mieli czasu na zajmowanie się dziećmi w sensie ścisłym. Mieszkaliśmy wtedy a krakowskim Kazimierzu. Naprzeciw była świetlica Caritasu. Tak więc zapisali tam mojego brata i mnie.
Każdego dnia siostry prowadzące tę świetlicę, uczyły nas, w jaki sposób przekonać ojca i matkę, aby mnie ochrzcić. Rodzice byli agnostykami.
Ja nic z tego nie rozumiałam, mgliście pamiętam, ale bardzo dobrze przypomina mi się chwila, kiedy na podwórku przy ulicy Krakowskiej, pod nadzorem zakonnicy prosiłam mojego tatę, by kupił mi katechizm;
potem podobno wszystkie siostry ze Skałki wyruszyły na modlitwę o nawrócenie moich Rodziców.
Do komunii w końcu przystąpiłam. Dostałam medalik, a u Sióstr na Skałecznej, piliśmy gorące kakao.
I byliśmy jakoś uświęceni tą komunią, tym miejscem świętym.
Dzisiaj przemierzam często te szlaki. Pokraczny ołtarz na Skałce....
Gdzie te czasy...
-
Odp: znalazłam właśnie-miło powspominać
Cytat:
Zamieszczone przez
wtak
...a mnie przypomniały sie praktyki robotnicze przed I rokiem studiów.....Miała ona na celu zapoznanie przyszłej inteligiencji z realiami pracy robotnika.
Nas zapoznawano w ramach praktyki z uczelnią. Budynek był świezo po remoncie i ktos musiał go posprzatać :mrgreen: