-
Odp: O lisku chytrusku, czyli o zakupie pewnej kurtki
W dniu 6 lutego wysłałem pierwszy list do sklepu Hunt fish w którym kupiłem kurtkę. Prosiłem w nim o zwrot pieniędzy w związku z niezgodnością kurtki z fabrycznymi opisami i z wymogami stawianymi kurtkom trekingowym. Poinformowano mnie, że przekazano sprawę firmie HBMM, która jest w Polsce przedstawicielem producenta, oraz że ta firma powiadomiła Fjallraven. Od tamtego dnia na moje zapytania o bieg sprawy otrzymuję odpowiedzi tylko od Hunt fish, natomiast na mój list wysłany do HBMM odpowiedzi nie otrzymałem. W końcu powołałem się na polskie prawo nakazujące udzielić odpowiedzi w terminie dwóch tygodni; firma Hunt fish uprzejmie poinformowała mnie, że nie złożyłem żadnej reklamacji, bo tą składa się na odpowiednim druku, a ja takiego nie wypełniłem, więc nie mogę powoływać się na ustawowy termin.
Wydaje mi się, że po miesięcznym już milczeniu przedstawiciela producenta, należy mi uznać, iż odpowiedź od niego już dostałem – właśnie to milczenie.
Cóż, brak odpowiedzi też jest odpowiedzią, tutaj wiele mówiącą o firmie HBMM, a może i o Fjallraven, skoro ta firma została poinformowania o mojej prośbie.
Powiem szczerze: nie wiem co robić. Wysyłać wypełniony druczek i kurtkę do sprzedawcy, czy machnąć ręką, skoro i tak nie wierzę w zwrot pieniędzy? Ale gdy nie wyślę, nie poznam stanowiska Fjallraven, a ich słowa mogą okazać się ciekawe…
-
Odp: O lisku chytrusku, czyli o zakupie pewnej kurtki
zwróć się może do rzecznika praw konsumenta - ( jak dla Ciebie -pl. Kościuszki 4 , ul.Karasia 15 , konsument.org.pl )
-
Odp: O lisku chytrusku, czyli o zakupie pewnej kurtki
Cytat:
Zamieszczone przez
Krzysztof Gdula
W dniu 6 lutego wysłałem pierwszy list do sklepu Hunt fish w którym kupiłem kurtkę.
...firma Hunt fish uprzejmie poinformowała mnie, że nie złożyłem żadnej reklamacji, bo tą składa się na odpowiednim druku, a ja takiego nie wypełniłem, więc nie mogę powoływać się na ustawowy termin.
Powiem szczerze: nie wiem co robić. Wysyłać wypełniony druczek i kurtkę do sprzedawcy, czy machnąć ręką, skoro i tak nie wierzę w zwrot pieniędzy? Ale gdy nie wyślę, nie poznam stanowiska Fjallraven, a ich słowa mogą okazać się ciekawe…
Krzysztofie jeśli się reklamuje dany towar, to trzeba go wysłać do sklepu. Z tego co tu piszesz, to tego nie zrobiłeś, nie zareklamowałeś kurtki tylko napisałeś list, więc poco tu taka dyskusja, jechanie po HBMM? Na podstawie listu nikt kasy Ci nie zwróci!
Po drugie w Hunt fish powinni od razu odpisać Ci, żebyś zareklamował i wysłał tą kurtkę a nie że sprawę przekażą do HBMM.
Hunt fish jak każdy sklep internetowy ma regulamin i tam jest formularz reklamacyjny do pobrania, który po wypełnieniu należy wraz z reklamowanym produktem i dowodem zakupu wysłać do sklepu: http://hunt-fish.eu/Regulamin
-
Odp: O lisku chytrusku, czyli o zakupie pewnej kurtki
Krzychu.
Ja „jechałem” po HBMM?? Gdzie? Napisałem, że według moich standardów na konkretny list od klienta należy odpisać. Odrobinę wyżej napisałem, że zbywanie go milczeniem jest wymowne. Tyle napisałem i dalej to podtrzymuję.
A wystarczyłoby jedno zdanie, na przykład takie: „Sami nie możemy podjąć decyzji, sprawę przekazaliśmy do Szwecji, odpowiedź natychmiast przekażemy.”
Krzychu, ile trwa napisanie takiego zdania i kilknięcie na przycisk „wyślij”? To nie „jechanie po HBMM”, to tylko zwykłe wskazanie ignorowania przez nich klienta, to stwierdzenie faktu.
No, chyba że takich listów mają dużo i po prostu nie nadążają z odpowiedziami, ale to już tylko moje przypuszczenie.
W liście prosiłem o ustosunkowanie się do mojej prośby o zwrot pieniędzy, ponieważ kurtka nie ma cech opisanych na firmowej stronie, dołączyłem dwa duże i wyraźne zdjęcia oraz opis okoliczności uszkodzenia. Kurtki nie wysyłałem od razu, bo wtedy, miesiąc temu, była to moja jedyna kurtka, co tydzień używana – nie miałbym w czym chodzić w górach; pomyślałem, że jeśli w odpowiedzi napiszą mi o braku możliwości zwrotu pieniędzy, a tylko o naprawie, to zamknę sprawę, nie będę w ogóle reklamować, bo naprawa nie zmieni parametrów wytrzymałościowych materiału z którego kurtkę wykonano. Wtedy, dla mnie, nie byłoby sensu reklamować. Gdyby natomiast odpowiedzieli, że nie wykluczają takiej możliwości, oczywiście po sprawdzeniu kurtki, wtedy złożyłbym formalną reklamację wysyłając kurtkę.
Za parę tygodni wyjeżdżam w półroczną delegację służbową, w tym czasie nie będę mógł jeździć w góry, do jesieni kurtka wisiałaby w szafie, więc wyślę ją z tym druczkiem reklamacyjnym, a zrobię to głównie dla logicznego zamknięcia całej sprawy, także tutaj, na tym forum.
Zaznaczam raz jeszcze, że zamieszczając tekst miałem jeden cel: zniechęcenie do zakupu ubrań firmy Fjallraven chociaż jednej osoby. Jeśli mi się to udało, to warto było, bo ta firma nie jest warta marki jaką ma, co oczywiście jest moim zdaniem z którym można się nie zgodzić.
-
Odp: O lisku chytrusku, czyli o zakupie pewnej kurtki
Nie śledzę tych przydługich postów więc mogę nie być w temacie, ale....
albo reklamacja była albo nie!! Jeśli nie wysyłasz reklamowanego wyrobu to reklamacji nie ma...i nie ważne czy na druczku czy bez niego
Pozdrawiam
-
Odp: O lisku chytrusku, czyli o zakupie pewnej kurtki
Tak właśnie. Tak jak kupujesz towar i go masz, to reklamując towar trzeba oddać go do sklepu. Zaskakuje mnie Twoja niefrasobliwość w tej kwestii (albo celowe działanie).
1. Idziesz, mówisz, że reklamacja, że do bani towar. Oni robią co chcą- nie wnikasz.
2. Dostajesz glejt że przyjęli reklamacje (tzn reklamowany towar, uwagi do niego oraz roszczenia)- koniecznie i bez ale. Glejt chowasz do kiejdy. Na glejcie ma być
a. DATA przyjęcia
b. Nazwa towaru
c. Adres korespondencyjny
d. Żądania zgłaszającego.
e. Czytelny podpis osoby przyjmującej reklamacje.
3. Po 2 tygodniach milczenia, glejt jest podstawą dalszych działań, w tym tych na drodze sądowej- choć tu raczej sklepikarzom rury miękną.
4. W przypadku wcześniejszej odpowiedzi, można się z nią zgodzić, lub od niej stosownie odwołać.
Nie masz glejtu- nie masz racji- cokolwiek i z kimkolwiek byś z nie ustalił jakiejkolwiek sprawy.
Nie masz też racji w kwestii klikania wyślij itd. Składasz reklamację na piśmie i to jest podstawą do działania. Zgłaszanie niezadowolenia telefonicznie może być skwitowane "jesteśmy z panem" i na tym koniec działań. Po zgłoszeniu reklamacji na piśmie, dalszy jej przebieg też rozgrywany jest pisemnie, a więc przez korespondencję za pośrednictwem odbioru. Tak powinieneś być poinformowany o przeciąganiu się sprawy, odrzuceniu jej, a nawet załatwieniu pozytywnym (co zazwyczaj jest robione w ramach potwierdzenia odbioru naprawionego towaru).
Niestety potwierdza się po raz kolejny teza, że każdy ma to na co się godzi. Jeśli ktoś naiwnie daje się rolować przez sprzedawcę przy zakupie, następnie nie wzmaga swojej czujności i znów daje się rolować przy reklamacji- to już jest sam sobie winien. Nie znajomość prawa, nie zwalnia z obowiązku jego przestrzegania. Tu prawo stanowi jasno o reklamacjach- i nadal jej nie złożyłeś.
Co więcej! Twoje ostatnie zdanie wyklucza w Twojej postawie obiektywizm. A więc w moim mniemaniu, i mam nadzieje większości forumowiczów nie stanowisz rozumnego klienta, tylko sfrustrowanego ignoranta, nie potrafiącego zadbać o własny.... ciuch i portfel. Chybiony zakup, niechęć do reklamacji, ciągłe użalanie się nad firmą i ich stroną internetową z rzekomo fałszywymi hasłami należy skonfrontować z Twoimi działaniami, oczekiwaniami wobec kurtki. Zakup bez wcześniejszego rozeznania o marce, własna rzekomo naprawa, zgłoszenie usterki oraz roszczenia traktowania tegoż jako prawnej reklamacji- to błędy, zaniedbania, Twoja i niczyja inna wina. Jak to się mówi : w życiu pretensje trzeba mieć do siebie. Teraz żal nad popełnionymi własnymi błędami (bo zapewne masz ich świadomość), wylewasz na forum, oczerniając producenta- który w istocie nie jest producentem, tylko dystrybutorem (HBMM) i w sumie ani dystrybutor nie jest winny opisu produktu, ani sklep bo są to tłumaczenia tego co podaje producent. Producent z kolei nic o Twoim istnieniu nie wie, bo nie chcesz konfrontacji. Przypuszczam że nawet po kilku odwołaniach i uzyskaniu opinii niezależnego rzeczoznawcy też czułbyś się oszukany. Twoje prawo czuć co chcesz i do czego/kogokolwiek chcesz. W mojej ocenie przykro jest to wszystko czytać, szkoda też, że dałem się w manewrować w ten wątek- jak dziecko.
Zauważyłem to co w ostatnim zdaniu szczerze napisałeś. W związku z tym, nawet zwrot kasy (czyli pozytywne, przychylne) dla Ciebie rozpatrzenie sprawy nie zaleczy ran na dumie i kieszeni, wątek na forum będzie ciągle podsycany nowymi postami.... Szans na pozytywne rozpatrzenie reklamacji nie widzę, bo w regulaminie każdego sklepu, sensownego dystrybutora stoi wyraźnie "reklamację należy złożyć niezwłocznie po stwierdzeniu uszkodzenia". Reklamację, a nie zażalenie, zapicie smutku, rozpacz w samotności itd. REKLAMACJĘ. Tej nie było, mimo mojej wyraźnej zachęty na forum. A więc zamiast iść z kurtką do sklepu i trzasnąć w stół, trzaskałeś w klawiaturę na forum.
Liczę że w moim ostatnim (aktualnie) poście, czytelnik nieświadomy, lub rżnący idiotę dostanie konkretną wiedzą o kolei rozwiązywaniu reklamacji w oczy, a także, choć przez chwile zastanowi się nad merytoryczną stroną poszczególnych postów, oraz tym co z nich wynika.
Sam niegdyś byłem szeroko obsmarowywany, czasem niesłusznie, a czasem nieporozumienia urastały do rangi dramatu życia. Do pewnego momentu śledziłem te kwestie na forach. Serio konkretne sprawy zawsze były rozwiązywane mailowo/ pocztowo i kończyły się ugodą, wyjaśnieniem jasnym sprawy. Potem uznałem, że jak ktoś nie ma jaj napisać mi wprost co go boli, to ja się tym zajmować nie muszę czytając fora. I mam spokój, nerwowy przede wszystkim. Brzydkie praktyki obsmarowywania kogoś przez złe własne decyzje, czasem celowe obsmarowywanie konkurencji, często spontaniczne wyrażanie niezrozumienia reakcji sprzedawcy nie są nam obce. "Poczta pantoflowa", kampanie reklamowe to wszystko jest przekazywaniem informacji: prawdziwych i fałszywych. Trzeba umieć je odsiać.
HAWK
-
Odp: O lisku chytrusku, czyli o zakupie pewnej kurtki
Cytat:
Zamieszczone przez
Barnaba
A więc w moim mniemaniu [...] nie stanowisz rozumnego klienta, tylko sfrustrowanego ignoranta
Czy tylko mnie razi nazwanie kolegi z forum ignorantem? Dwa dni obserwuję ten wątek, dwa dni czekam na jakąkolwiek reakcję. I nic. Przykre to.
-
Odp: O lisku chytrusku, czyli o zakupie pewnej kurtki
Cytat:
Zamieszczone przez
bartolomeo
Czy tylko mnie razi nazwanie kolegi z forum ignorantem? Dwa dni obserwuję ten wątek, dwa dni czekam na jakąkolwiek reakcję. I nic. Przykre to.
Ja ten wątek obserwuję dłużej niż dwa dni i nie odzywam się bo się nie znam.
ale tak sobie myślę że Krzysiek zignorował podstawowe zasady reklamacji nie dostarczając reklamowanego przedmiotu do sprzedawcy.
Wydawało mi się to tak oczywiste (dostarczenie przedmiotu reklamacji), że nie brałem tego pod uwagę.
Czy w związku z tym nazwanie go "ignorantem" jest obraźliwe ?
Nie wiem. Ja na miejscu Krzyśka przyjąłbym to potulnie. Tyle cóż znaczy moje zdanie. Nic - bo ja jeszcze niczego w życiu nie reklamowałem.
Może Sławek się wypowie, bo on jest specjalist.
-
Odp: O lisku chytrusku, czyli o zakupie pewnej kurtki
Ja reklamuję wszystko co tylko mi sie spsuje w terminie objętym gwarancją...i nie wyobrażam sobie reklamacji bez towaru, ...tak jak to nazwał dosadnie Barnaba...działanie Krzysztofa było trochę ignoranckie. Listy klientów, nie poparte dowodem w postaci, w tym wypadku wadliwego towaru, zawsze będą traktowane jak listy frustratów(szczególnie kiedy jest ich dużo i są w większości bezpodstawne). Znając z forum kwiecisty język Krzysztofa...po pierwszej stronie elaboratu-reklamacji, czytający zagubili się i nie mając omawianej kurtki przed oczyma...przestali rozumieć.
Krzysiu!! wyslij kurtke i złóż oficjalną reklamację!! Bez poezji...suchą i urzędową reklamację.
Ja mam 100% przyjetych i uznanych;)
Pozdrawiam
-
Odp: O lisku chytrusku, czyli o zakupie pewnej kurtki
Cytat:
Zamieszczone przez
don Enrico
Ja ten wątek obserwuję dłużej niż dwa dni i nie odzywam się bo .... bo ja jeszcze niczego w życiu nie reklamowałem....
Ja też obserwuję i zgadzam się z Henkiem , a czytając niektóre wypowiedzi to...
Cytat:
Zamieszczone przez
creamcheese
Ja reklamuję wszystko ...
Ja mam 100% przyjetych i uznanych;)...
To pewnie masz strasznego pecha przy zakupach, albo jesteś "zawodowym i z urzędu " reklamującym zakupione towary , więcej takich i już nikt nie będzie kupował bo producenci zbankrutują, a "kupujący" będą bezrobotni.Zastanawiam się co Ty wytwarzasz i czy Twoje wyroby są takie perfekt.Rozumie reklamowanie istotnych wad towaru, ale jest gro ludzi którzy potrafią wszystko reklamować, szukając "dziury w całym "
ps. a może by ten tytuł zmienić np. na .. " o psie ogrodnika"
-
Odp: O lisku chytrusku, czyli o zakupie pewnej kurtki
Wydaje mi się, że cały temat skręcił gdzieś na stronę zupełnie niezamierzoną. Istotą sprawy nie jest tutaj czy wysłałem reklamację czy nie, czy firma ma odpowiadać na listy do niej kierowane, czy nie, czy jestem rozżalony, czy głupio robię czy mądrze, etc, etc. Nie mam oporów i mogę przytaknąć: tak, nie znam się, gamoń, na tym i na tamtym, ale to nie zmienia meritum.
Istotną treścią jest znaczna niezgodność między firmowym opisem produktu a samym produktem.
Reszta jest mniej istotnym dodatkiem. Reklamacja, także ta uznana, nie zmieni produktu, on nadal będzie niezgodny z opisem. Rękaw pewnie mi wymienią, materiału nie. Nie zmienią też niezgodnych z rzeczywistością opisów swoich produktów. Kurtka nie jest tą kurtką, którą Szwedzi opisują na swojej stronie.
A na rzeczowe listy od klientów odpowiada się.
PS.
Za około 4 tygodnie zareklamuję kurtkę oficjalnie. O wynikach napiszę.
Przepraszam za zbudzone emocje. Pamiętajmy, proszę, że nas ma łączyć tutaj bieszczadzka pasja, a nie dzielić jakaś tam kurtka.
-
Odp: O lisku chytrusku, czyli o zakupie pewnej kurtki
Mam takie pytanie(nie ukrywam,że nie przebrnąłem przez cały watek,a z tego co czytałem nie udało mi się ustalić z jakiego źródła pochodzi kurtka-polski przedstawiciel,alledrogo itp)
Pytam,bo znam przypadek z wadliwym zachowaniem kasku narciarskiego szwedzkiej firmy POC. Kask uległ uszkodzeniu na wyciągu krzesełkowym podczas zamykania barierki bezpieczeństwa z podpórka na narty(podpórka spowodowała uszkodzenie).Polski dystrybutor oczywiście reklamacji nie uznał i ją odrzucił.Po napisaniu listu z opisem sytuacji i zdjęciami uszkodzeń do centrali w Szwecji producent przeprosił za wadliwy wyrób i przesłał nowy kask. Skandynawowie mają inne podejście to takich spraw.Może warto spróbować,zwłaszcza zważywszy na cenę kurtki.
-
Odp: O lisku chytrusku, czyli o zakupie pewnej kurtki
Ja osobiście nic nie reklamowałam, ale mój syn zareklamował w "Amazonie" kindla, który zgniótł mu się w plecaku w samolocie (był przewożony właściwie opakowany).
Elektronika nie była uszkodzona, ale obudowa się lekko "zwichrowała".
Sama uznałabym tą reklamację za wątpliwą, bo zawsze można napisać ze "był użytkowany niezgodnie z przeznaczeniem".
No ale w końcu nikt po nim nie skakał.
Musiał go wysyłać pocztą do europejskiej centrali firmy, chyba w Austrii, ale reklamację przyjęto i dostał nowy.
-
Odp: O lisku chytrusku, czyli o zakupie pewnej kurtki
Cytat:
Zamieszczone przez
joorg
To pewnie masz strasznego pecha przy zakupach, albo jesteś "zawodowym i z urzędu " reklamującym zakupione towary , więcej takich i już nikt nie będzie kupował bo producenci zbankrutują, a "kupujący" będą bezrobotni.Zastanawiam się co Ty wytwarzasz i czy Twoje wyroby są takie perrfekt.Rozumie reklamowanie istotnych wad towaru, ale jest gro ludzi którzy potrafią wszystko reklamować, szukając "dziury w całym "
ps. a może by ten tytuł zmienić np. na .. " o psie ogrodnika"
Widocznie mam pecha:sad:...bo jeżeli suszarka do włosów pali się po pierwszym włączeniu do prądu(fakt suszarka no name i kosztowała 50zł) to jeszcze można zdzierżyć, ale jeśli sokowirówka Boscha za 500zł(albo i więcej) pracuje 2 minuty i diabli biorą jakiś moduł...to już trochę przesada.
Myślisz, że reklamowanie wadliwego towaru to taka przyjemność? Przeca nie po to kupuję, żeby się z nim wozić po sklepach...a reklamuje towar który przestaje funkcjonować, a nie taki który mi się zarysował.
Jakość produktów spada na pysk i stąd cały problem...a gwarancja zostaje na 24 m-ce.
Pozdrawiam
-
Odp: O lisku chytrusku, czyli o zakupie pewnej kurtki
Wg moich obserwacji nie każda firma robi z klientów balona, ale ta sprawa wymaga dalszych testów i rekognicji. Otóż np całą tę zimę użytkuję butki Hanwaga. Odmiana zimowa, z jednego płata skóry, bez gore. Producent wpisał w swoje ulotki, że te buty mają zdzierżyć do końca mojego życia. Jakoś nie wierzę, chyba, że producent wziął pod uwagę fakt, że statystyczny użytkownik takich butów spadnie po 3-5 latach użytkowania w przepaść:) Tymczasem, po roku, buty są rzeczywiście jak nowe. Nic się jeszcze nie odkleiło, nie zmarszczyło, nie pękło. Nawet sznurówki dziwnie jakoś się nie ponadcierały na zaczepach. Będę śledził stan tych butów i informował Was po każdym sezonie;) Co do innych produktów 'górskich', to powiem, że spośród 10 producentów, tylko jeden nie kłamał zupełnie w swoich materiałach reklamowych, a jakość produktu była stosowna do ceny. I nie był to Campus, Alpinus, Salomon, Salewa, Berghaus, Millet, JanySport, Dolomite, Chiruca, a poczciwa szwabska firma VauDe, której porty z membranką łoiłem przez, no tak, przez 11 lat, a kupiłem je wówczas za wielkie 240 zł. Większość wymienionych nieco skłamała w swoich zapewnieniach o jakości butów/portek/plecaków/kurtek. Lecz żadna nie dopuściła się totalnego lania wody w ulotkach. W swej kategorii cenowej raczej były to produkty dość dobre. Zawiodłem się jedynie na butach Dolomitach, którym zszargałem podeszwę w jeden sezon - trochę krótko, jak na buty za ponad 700 zł. A właśnie - jeszcze pochwalę produkt NorthFace'a - śliczną kurteczkę gore kolor red, ale kupioną w 1997 roku w dalekiej Germanii, którą do dziś wkładam, gdy mam chęć połazić w czerwonym (np na kursie przewodnickim). Sprawuje się idealnie, zameczki są całe, szwy też. Wodę puszcza dopiero po wielu godzinach namakania. Problemem są przetarcia na brzegach rękawów, kołnierza itp. Tamędy wilgoć włazi w materiał i nie ma na to rady.
Reasumując - uznane marki jednak coś sobą reprezentują. Raz gorzej, raz lepiej, ale dają radę. Wschodzące gwiazdy branży (na polskim rynku) mogą być jednak ryzykowne, co unaoczniła przygoda Krzyśka. Dziwne to, bo kolega, który zamieszkuje w Szwecji od dawna, używa sprzętu właśnie tej firmy i nie narzeka:) W Szwecji to jest marka...bardzo dziwne, że nie u nas... Może to sprawa standaryzacji produkcji na różne rynki? Polakom można podsunąć trochę szajsu...czy nie?
Pozdrawiam,
D.
-
Odp: O lisku chytrusku, czyli o zakupie pewnej kurtki
Cytat:
Zamieszczone przez
hucu
Po napisaniu listu z opisem sytuacji i zdjęciami uszkodzeń do centrali w Szwecji producent przeprosił za wadliwy wyrób i przesłał nowy kask. Skandynawowie mają inne podejście to takich spraw.Może warto spróbować,zwłaszcza zważywszy na cenę kurtki.
To jest dobry pomysl, bowiem Szwedzi renomę traktują poważnie. Ba...oni wiedzą, co to słowo znaczy:)
-
Odp: O lisku chytrusku, czyli o zakupie pewnej kurtki
Krzyśku, o tym o czym chciałeś aby był ten wątek a o czym jest to dwie różne sprawy.
Inaczej wyglądałby wątek opisujący wydarzenia: Kupiłem, żałuję, zareklamowałem, olali mnie. A wszyscy tu kiwamy głowami i wspieramy na duchu biednego oszukanego klienta.
W istocie zaczęło się od zakupu, żalu (defekt), SAMODZIELNA NAPRAWA, jakże obfite elaboraty na forum... i kiedy wątek już przygasa pada deklaracja "za 4 tygodnie zgłaszam reklamacje".
Całe to podważanie FJ, obojętnie czy mowa tu o producencie, materiale, opisie produktu, dystrybutorze to bicie piany w szklance wody.
Reklamację należy uznać za odrzuconą, bo użytkownik sam podjął się na własną rękę naprawy produktu (naciągnięcie nitki), nie zgłosił reklamacji niezwłocznie po stwierdzeniu defektu (a świadkami zwłoki są tu wszyscy na forum). Ciach.
Co do mojego języka.... cóż. JP jest bogaty w słowa i należy ich używać stosownie do okoliczności. Sam Krzysztof (którego już po wątku z butami darzę sympatią) nie zgłosił mi zażalenia, dlaczego więc inni zgłaszają się na jego papugę? Dobrze jest mieć jaja i umieć przyjąć na klatę nieco krytyki, a jeśli jest ona niesłuszna- to mieć nieco dystansu do Internetu nie obrażać się o byle słowo pisane na forum.
-
1 załącznik(ów)
Odp: O lisku chytrusku, czyli o zakupie pewnej kurtki
Miałem już nie pisać tutaj bo temat zmęczył mnie nieco, ale że obiecałem zakończenie, wklejam ostatnie już słowa o tej nieszczęsnej kurtce.
W dniu 24 kwietnia wysłałem te oto pismo do firmy Fjallraven.:
Dear Sir or Madam,
I am an owner of yours production's trekking jacket, model Greenland. During one of the first hiking expeditions, I have encountered an unpleasant surprise: I have hooked a wild rose's branch with my jacket's sleeve. I stopped when I felt resistance, and I saw that a thorn dug into fabric and pulled out thread. The thread got back in its place after I had stretched the fabric, however it left a cut about 2 centimeters in length.
Due to my jacket's defacement, I felt very disappointed, because fabric, described as very durable and resistant, got damaged during first contact with very common plant in Sudetic Mountains, even though I noticed the thorn and stopped to remove it – if I had not stopped, damage would have been even bigger. I believe that my jacket is not the one from yours website, because that one was to have been unbelievably refractory, and be able to serve even several generations. Mine is not suitable to walk near spiky plants.
I have written a letter with incident's description, argumentation – inconformity with durability parameters and manufacturer's claims - and a refund request to salesman. Then the letter was handed on to yours polish agent, the HBMM company. I have written a second letter directly to this company. It was in the beginning of February and I still do not have an answer given.
Has the Fjallraven company received a proper writing from its polish agent?
I am asking to take a stance to above content.
I am looking forward to your answer.
Yours faithfully,
Krzysztof Gdula
-------------
To samo po polsku:
Jestem posiadaczem kurtki Waszej produkcji, model Greenland. W czasie jednego z pierwszych wyjazdów w góry w tej kurtce, spotkała mnie niemiła niespodzianka: przechodząc obok krzewu dzikiej róży zaczepiłem rękawem o niezauważoną gałąź. Poczuwszy opór zatrzymałem się i zobaczyłem, że kolec wbił się w materiał i wyciągnął z tkaniny nitkę. Kurtkę zdjąłem, materiał rozciągnąłem, nitka schowała się, zostało uszkodzenie struktury materiału na długości około 2 cm.
Poczułem się bardzo zawiedziony, bo oto w czasie pierwszego kontaktu kurtki z rośliną powszechnie występującą w Sudetach okazało się, że materiał opisywany przez Was jako bardzo wytrzymały doznał uszkodzenia, mimo iż zaczepienie się kolca zauważyłem i zatrzymałem się; gdybym szedł dalej, zapewne uszkodzenie byłoby większe. Wydaje mi się, że moja kurtka nie jest tą z opisów zamieszczonych na firmowej stronie, bo tamta miała niezawodnie służyć nawet dwóm pokoleniom użytkowników i być niewiarygodnie wytrzymała, a ta niezbyt nadaje się do chodzenia w pobliżu kolczastych roślin.
Wysłałem list do sprzedawcy z opisem zdarzenia i z prośbą o ustosunkowanie się do mojej prośby zwrotu pieniędzy po oddaniu kurtki, uzasadniając prośbę niezgodnością parametrów wytrzymałościowych kurtki z zapewnieniami producenta. List został przekazany do Waszego polskiego przedstawiciela, firmy HBMM. Drugi list wysłałem bezpośrednio do tej firmy. Było to na początku lutego tego roku. Do tej pory nie udzielono mi żadnej odpowiedzi.
Czy firma Fjallraven otrzymała pismo od swojego przedstawiciela w Polsce?
Proszę o odpowiedź i o ustosunkowanie się do powyżej treści.
Z poważaniem
---------------
Odpowiedzi nie uzyskałem do dzisiaj. Uważam, że wobec upłynięcia 3 tygodni nie uzyskam.
Sprawa jest dla mnie jasna. Sprawa kurtki, szczegółowo tutaj opisana, i moja ocena firmy. Ściślej firm, bo moja ocena dotyczy zarówno Fjallraven jak i HBMM – swój swojego zawsze znajdzie.
Kurtki nie miałem (no… może tylko przez chwilę) i nie mam zamiaru wysłać do reklamacji, bo uważałem i tym bardziej uważam teraz, że nie miałoby to sensu. Nie spodziewałem się zwrotu gotówki, producent mógłby co najwyżej wymienić rękaw, a mnie nie o to chodziło; chciałem zwrotu pieniędzy, ale i na to nie liczyłem. Tak naprawdę chodziło mi tylko o potwierdzenie czegoś, co dla mnie było oczywiste od tamtej nieszczęsnej chwili kontaktu rękawa w krzakiem róży: że firma robi całkiem przeciętną odzież a klientów oszukuje, oraz że taka firma nie zechce przyznać się do oszukiwania. Bo zwrot pieniędzy byłby właśnie przyznaniem się do takich niecnych praktyk.
Fjallraven jedno ma dobre: pomysł na tworzenie swojego image. Nie kurtki są tam niewiarygodnie dobre, a ich strategia kreowania się na legendarną firmę.
Za głębokiej komuny kupiłem polską wiatrówkę (a więc ten sam typ kurtki jak Greenland), taką zwykłą, wykonaną nie z G1000, ani nawet nie z G100, tylko tradycyjnie - z domieszkowanej bawełny, kurtkę, o której nikt nie mówił że wytrzyma dwa pokolenia użytkowników. Używałem jej na motocyklu, w lesie, wszędzie i na co dzień przez wiele lat. Wypłowiała, ale do końca używania była cała. Szwalni w której ją uszyto już pewnie nie ma, zbankrutowała jak ta szwalnia z Wolsztyna, w której uszyto moją oryginalną M65.
A firma robiąca wcale nie lepszą odzież (a pod niektórymi względami gorszą), taka, za przeproszeniem, Fjallraven, nadal istnieje i pyszni się swoją zupełnie niezasłużoną, chociaż misternie utkaną, marką.
To nie jest sprawiedliwe.
PS.
Miesiąc temu, będąc w górach, sięgając do kieszeni zauważyłem dość znaczne jej rozprucie. Nie bardzo wiem kiedy to się stało, bo nie miało kiedy się stać. Nici są w niej tak samo wytrzymałe, jak i materiał.
Po sąsiedzku mam krawca, przyszyje mi kieszeń, a Fjallraven (ponownie przepraszam za użycie tego słowa) niech zbiera pieniądze na swoje liski.
Temat uważam za zakończony.
Załącznik 31818
-
Odp: O lisku chytrusku, czyli o zakupie pewnej kurtki
Gdyby jakaś firma wypuściła produkt starczający dwóm pokoleniom szybko by poszła z torbami, bo każdy by kupił jedną kurtkę i koniec. Sam kupiłem kurtkę na typowo górskie wyprawy, z zamiarem, że będę brał ja tylko w góry. Tej zimy zacząłem chodzić w niej na co dzień. Efekt jest taki, że rzepy na rękawach zupełnie już nie trzymają, jedna z kieszeni zupełnie się odpruła, tylko patrzeć jak odpadnie mocowanie zamka błyskawicznego trzymającego kaptur. Poprzednio miałem kurtkę innej firmy, wytrzymała znacznie dłużej i po aż 3 czy 4 latach pojawiły się podobne problemy. Nietrzymające rzepy i suwaki, szwy na rękawach ulegające samoistnej biodegradacji, ale tam za 30 zł z przesyłką mi to naprawili w firmowym serwisie, mogę tamtej kurtki używać po dziś dzień na działce, choć już znowu nie jest w dobry stanie.
-
Odp: O lisku chytrusku, czyli o zakupie pewnej kurtki
Pozwolę sobie nie zgodzić się z Tobą, a sprzeciw poprę dwoma (spośród niemałej liczby) przykładami firm.:
Rolls Royce nierzadko służy swoim właścicielom i ich dzieciom.
Fortepiany Bechstein’a czy Steinway’a będą używać wnuki pierwszych właścicieli.
Kupić tych produktów nie można od ręki, i to nie tylko w powodu ceny.
Bo wszystko jest funkcją ceny i oczywiście jakości. Szwedzka firma ma tylko cenę.
-
Odp: O lisku chytrusku, czyli o zakupie pewnej kurtki
Cytat:
Zamieszczone przez
Krzysztof Gdula
Pozwolę sobie nie zgodzić się z Tobą, a sprzeciw poprę dwoma (spośród niemałej liczby) przykładami firm.:
Rolls Royce nierzadko służy swoim właścicielom i ich dzieciom.
Fortepiany Bechstein’a czy Steinway’a będą używać wnuki pierwszych właścicieli.
Kupić tych produktów nie można od ręki, i to nie tylko w powodu ceny.
Bo wszystko jest funkcją ceny i oczywiście jakości. Szwedzka firma ma tylko cenę.
Odnośnie markowych ciuchów-parę lat temu dostałem w prezencie bardzo drogą markową kurtkę znanej duńskiej firmy ,z podpinanym polarem wodoodporną i przetestowałem ją w bieszczadzie w czasie ulewy,okazało się że jest wodoodporna do..pewnego czasu ,konkluzja jest taka- sam nigdy bym sobie jej ze względu na cenę nie kupił,bo ceny nie jest warta choćby przez ten jeden mankament i lepiej kupować ciuchy przeznaczone dla wojska choćby z demobilu bo jeszcze tylko te dla armi trzymają jakiś poziom...