Tak właśnie. Tak jak kupujesz towar i go masz, to reklamując towar trzeba oddać go do sklepu. Zaskakuje mnie Twoja niefrasobliwość w tej kwestii (albo celowe działanie).

1. Idziesz, mówisz, że reklamacja, że do bani towar. Oni robią co chcą- nie wnikasz.
2. Dostajesz glejt że przyjęli reklamacje (tzn reklamowany towar, uwagi do niego oraz roszczenia)- koniecznie i bez ale. Glejt chowasz do kiejdy. Na glejcie ma być
a. DATA przyjęcia
b. Nazwa towaru
c. Adres korespondencyjny
d. Żądania zgłaszającego.
e. Czytelny podpis osoby przyjmującej reklamacje.

3. Po 2 tygodniach milczenia, glejt jest podstawą dalszych działań, w tym tych na drodze sądowej- choć tu raczej sklepikarzom rury miękną.
4. W przypadku wcześniejszej odpowiedzi, można się z nią zgodzić, lub od niej stosownie odwołać.

Nie masz glejtu- nie masz racji- cokolwiek i z kimkolwiek byś z nie ustalił jakiejkolwiek sprawy.

Nie masz też racji w kwestii klikania wyślij itd. Składasz reklamację na piśmie i to jest podstawą do działania. Zgłaszanie niezadowolenia telefonicznie może być skwitowane "jesteśmy z panem" i na tym koniec działań. Po zgłoszeniu reklamacji na piśmie, dalszy jej przebieg też rozgrywany jest pisemnie, a więc przez korespondencję za pośrednictwem odbioru. Tak powinieneś być poinformowany o przeciąganiu się sprawy, odrzuceniu jej, a nawet załatwieniu pozytywnym (co zazwyczaj jest robione w ramach potwierdzenia odbioru naprawionego towaru).

Niestety potwierdza się po raz kolejny teza, że każdy ma to na co się godzi. Jeśli ktoś naiwnie daje się rolować przez sprzedawcę przy zakupie, następnie nie wzmaga swojej czujności i znów daje się rolować przy reklamacji- to już jest sam sobie winien. Nie znajomość prawa, nie zwalnia z obowiązku jego przestrzegania. Tu prawo stanowi jasno o reklamacjach- i nadal jej nie złożyłeś.

Co więcej! Twoje ostatnie zdanie wyklucza w Twojej postawie obiektywizm. A więc w moim mniemaniu, i mam nadzieje większości forumowiczów nie stanowisz rozumnego klienta, tylko sfrustrowanego ignoranta, nie potrafiącego zadbać o własny.... ciuch i portfel. Chybiony zakup, niechęć do reklamacji, ciągłe użalanie się nad firmą i ich stroną internetową z rzekomo fałszywymi hasłami należy skonfrontować z Twoimi działaniami, oczekiwaniami wobec kurtki. Zakup bez wcześniejszego rozeznania o marce, własna rzekomo naprawa, zgłoszenie usterki oraz roszczenia traktowania tegoż jako prawnej reklamacji- to błędy, zaniedbania, Twoja i niczyja inna wina. Jak to się mówi : w życiu pretensje trzeba mieć do siebie. Teraz żal nad popełnionymi własnymi błędami (bo zapewne masz ich świadomość), wylewasz na forum, oczerniając producenta- który w istocie nie jest producentem, tylko dystrybutorem (HBMM) i w sumie ani dystrybutor nie jest winny opisu produktu, ani sklep bo są to tłumaczenia tego co podaje producent. Producent z kolei nic o Twoim istnieniu nie wie, bo nie chcesz konfrontacji. Przypuszczam że nawet po kilku odwołaniach i uzyskaniu opinii niezależnego rzeczoznawcy też czułbyś się oszukany. Twoje prawo czuć co chcesz i do czego/kogokolwiek chcesz. W mojej ocenie przykro jest to wszystko czytać, szkoda też, że dałem się w manewrować w ten wątek- jak dziecko.

Zauważyłem to co w ostatnim zdaniu szczerze napisałeś. W związku z tym, nawet zwrot kasy (czyli pozytywne, przychylne) dla Ciebie rozpatrzenie sprawy nie zaleczy ran na dumie i kieszeni, wątek na forum będzie ciągle podsycany nowymi postami.... Szans na pozytywne rozpatrzenie reklamacji nie widzę, bo w regulaminie każdego sklepu, sensownego dystrybutora stoi wyraźnie "reklamację należy złożyć niezwłocznie po stwierdzeniu uszkodzenia". Reklamację, a nie zażalenie, zapicie smutku, rozpacz w samotności itd. REKLAMACJĘ. Tej nie było, mimo mojej wyraźnej zachęty na forum. A więc zamiast iść z kurtką do sklepu i trzasnąć w stół, trzaskałeś w klawiaturę na forum.

Liczę że w moim ostatnim (aktualnie) poście, czytelnik nieświadomy, lub rżnący idiotę dostanie konkretną wiedzą o kolei rozwiązywaniu reklamacji w oczy, a także, choć przez chwile zastanowi się nad merytoryczną stroną poszczególnych postów, oraz tym co z nich wynika.

Sam niegdyś byłem szeroko obsmarowywany, czasem niesłusznie, a czasem nieporozumienia urastały do rangi dramatu życia. Do pewnego momentu śledziłem te kwestie na forach. Serio konkretne sprawy zawsze były rozwiązywane mailowo/ pocztowo i kończyły się ugodą, wyjaśnieniem jasnym sprawy. Potem uznałem, że jak ktoś nie ma jaj napisać mi wprost co go boli, to ja się tym zajmować nie muszę czytając fora. I mam spokój, nerwowy przede wszystkim. Brzydkie praktyki obsmarowywania kogoś przez złe własne decyzje, czasem celowe obsmarowywanie konkurencji, często spontaniczne wyrażanie niezrozumienia reakcji sprzedawcy nie są nam obce. "Poczta pantoflowa", kampanie reklamowe to wszystko jest przekazywaniem informacji: prawdziwych i fałszywych. Trzeba umieć je odsiać.

HAWK