https://www.youtube.com/watch?v=_yuLMTZymag
Wersja do druku
tiaa, niedługo, wobec powtarzających się ataków wilków z piłami motorowymi w łapkach, myśliwi dostaną rozkaz wystrzelania do ostatniej łapy tego paskudztwa, zgładzenia komarów też. I żab bo głośno rechoczą i zakłócają biesiady "elyty" społecznej...
Konsekwencją tego "ataku" jest decyzja Generalnego Dyrektora Ochrony Środowiska na odstrzał tych wilków. To na wniosek burmistrza Brzozowa.
Więcej:
https://wiadomosci.onet.pl/rzeszow/b...cc=ucs&utm_v=2
Dwa z trzech (chyba z tych) już skończyły żywot:
https://wiadomosci.wp.pl/podkarpacki...5449460374080a
dwie roczne samice... zagrożenie dla całej RP, W każdej gminie ambona (myśliwska oczywiście), podgrzewana, koniecznie barek, internet i tvsat !!
W temacie ochrony wilków (a także innych żab, przepiórek i nosorożców) zauważam występowanie dwóch skrajnych poglądów i stanowisk.
Pierwsze: strzelać do wszystkiego, co się rusza.
Drugie: chronić wszystko nade wszystko. W sprawie tego drugiego stanowiska zrobił nam kiedyś wykład wicedyrektor BdPN, gdy szliśmy z kolegą bartolomeo granicą parku po stronie nie-parku. Nie przekraczaliśmy wprawdzie granicy ale nie uchroniło nas to od konieczności wysłuchania wykładu. Była też próba ukarania nas mandatem, ale nie powiodła się. W wykładzie na temat szkodliwości ludzi dla zwierząt był taki argument, że wilczyca (z młodymi?) spłoszona obecnością człowieka musiała powędrować kilkadziesiąt kilometrów na pd.-zach. do lasów na Słowacji. Zdarzenie to było opowiedziane żałosnym i równocześnie oburzonym tonem. Nie rozumiałem tej żałości, bo 40 lat temu też chodziłem "z młodymi" po kilkadziesiąt kilometrów, chociaż nikt mnie nie płoszył;-)
Chyba trzeba jakoś trzymać ten złoty środek....
Z tymi wilkami to problem jest ? ....czy go nie ma ?
Na początek usiłowałem się dowiedzieć ile jest wilków w Polsce. W zależności od źródła podawane są liczny od 400 do 2500 ..... trochę duża różnica , skąd się aż taka bierze ?
Teoretycznie najlepiej powinien wiedzieć RDOŚ, bo przecież oni są od zwierzyny, ale okazuje się że nie mają obowiązku liczenia i bazują na wyrywkowych szacunkach leśników.
Kto wie , gdzie są wilki i ile ich naprawdę jest ?
może ci myśliwi co dostali zlecenie na odstrzał coś więcej wiedzieli na ten temat wiedzieli.
(ale myśliwi to ostatnio taka "gorsza" grupa - pewnie nie powiedzą prawdy)
Bardzo pokrętny ten artykuł
Już pierwsze zdanie mnie zastanowiło ?
Co znaczy takie sformułowanie ?Cytat:
W Brzozowie odstrzelono trzy wilki, które miały zaatakować w lesie grupę pilarzy
Miały zaatakować pilarzy ? czyli planowały na przyszłość ?
Po polsku zbudowane zdanie powinno brzmieć
Manipulacja na dzień dobry niczym w kurskiej propagandzieCytat:
W Brzozowie odstrzelono trzy wilki, które zaatakowały w lesie grupę pilarzy
ale dalszy wywód mnie rozbawił
Czyli nie ma co czytać tego artykułu, bo to wiedza medialna :mrgreen:Cytat:
Ważne jest, by nasza wiedza opierała się na naukowych badaniach i opiniach, a nie doniesieniach z mediów społecznościowych czy poglądach laików.
A poza tym odstrzelono 2 i zrobił to jeden myśliwy. I to nie jedną kulą.
Kto myśli, może z tego wnioski wyciągnąć...
Wracajac wczoraj z bieszczad za Cisną na drodze asfaltowej zobaczyłem wreszcie pieknego wilka .Przeszył mnie ostrym wzrokiem aż do watroby .....piękny okaz ......na pewno bym do nie go nie strzelał był u siebie......
Dwa razy spotkałem wilka w Biesach. Raz na Otrycie w czerwcu 5-6 lat temu. Tylko się pokazał i szybko uciekł, a wcześniej z 10 lat temu w czasie powrotu ze źródeł Sanu, tuz obok tych starych świerków. I też szybko uciekł w krzaki, nawet zdjęcia nie zdążyłem zrobić.
Jak podaje esanok.pl
Czy strach ma wielkie oczy ?Cytat:
Na stronie internetowej gminy Tyrawa Wołoska pojawił się dziś (16 marca), komunikat. „Szanowni Mieszkańcy Gminy Tyrawa Wołoska. W związku z licznymi interwencjami, ostrzegamy mieszkańców oraz osoby przebywające czasowo na terenie Gminy Tyrawa Wołoska, przed występującymi na terenie naszej gminy wilkami. W związku z powyższym prosimy o zachowanie szczególnej ostrożności i czujności w czasie pobytu na terenach leśnych, polnych oraz w ich sąsiedztwie. Apelujemy o zamykanie posesji i zabezpieczenie odpadów komunalnych tak, aby nie stały się one pożywieniem dla dzikiej zwierzyny, a także o zabezpieczanie swoich zwierząt gospodarskich oraz psów, tak aby nie padły łupem drapieżników” – czytamy w komunikacie. Władze gminy poprzypominają ponadto, aby wszystkie incydenty związane z wilkami (spotkania wilków, ich przebywanie w bezpośrednim sąsiedztwie siedzib ludzkich i zabudowań gospodarczych, ataki na zwierzęta gospodarcze lub psy), zgłaszać do Urzędu Gminy Tyrawa Wołoska.
Przeczytałem te kolejne dywagacje i dochodzę do wniosku . że dla dziennikarzy jest to chwytliwy temat. (chcą sobie dorobić na wierszówkach / pisać każdy może albo lepiej albo gorzej)
Ale nadal znikąd nie mogę dowiedzieć się podstawowej informacji bazowej, czyli
... ile więcej wilków występuje w Polsce w ostatnich 20 latach ?
Czy ten wzrost jest iluzoryczny ? (parę procent?)
a może rośnie to lawinowo ? i już nadszedł czas aby temat potraktować poważnie ?
Wszystkie dotychczasowe informacje o pogłowiu wilków pojawiają się na zasadzie, że ktoś , coś powiedział , że leśniczy coś widział ........????
" Dzięki ścisłej ochronie gatunkowej, liczebność i zasięg występowania wilka w Polsce wzrasta. W 2001 roku, na podstawie wyników ogólnopolskiej inwentaryzacji wilka i rysia prowadzonej przez pracowników nadleśnictw i parków narodowych, a koordynowanej przez Zakład Badania Ssaków PAN oraz Stowarzyszenie dla Natury „Wilk”, jego populację oceniano na 463–564 osobników. W 2019 r. oficjalne dane, podawane przez Główny Inspektorat Ochrony Środowiska, mówiły już o liczebności wynoszącej około 2 tysiące osobników."
https://www.polskiwilk.org.pl/wilk/l...rozmieszczenie
Witam i pozdrawiam wszystkich forumowiczów.Dzień dobry.
"Gmina Solina czeka na decyzję Generalnego Dyrektora Ochrony Środowiska w sprawie odstrzału 3 wilków. Zwróciła się o zgodę na likwidację drapieżników po zgłoszeniach od zaniepokojonych mieszkańców"
https://radio.rzeszow.pl/wiadomosci/wilki-nad-solina
Wczorajszy nius ze Słowacji ;
The body of a 57-year-old man was found in Banskô Valley in the Liptov region on June 14, one day after he had went out for a walk, but never returned.
He was found in the forests above the *****ge of Liptovská Lúžna, with his head, hip and neck mauled. There were fresh bearprints found at the site, said Marína Debnárová from the Lesy SR forestry company.
The autopsy conducted by the the Institute of Forensic Medicine and Medical Expertise of the Jessenius Faculty of Medicine in Martin on June 15 confirmed that the man was killed by a bear. It is the first case of a bear attack in Slovakia that resulted in fatality.
Čítajte viac: https://spectator.sme.sk/c/22682569/...n-history.html
Ciało 57-letniego mężczyzny zostało znalezione w Dolinie Bansko na Liptowie 14 czerwca, dzień po tym, jak wyszedł na spacer, ale nigdy nie wrócił.
Znaleziono go w lasach nad wsią Liptovská Lúžna z poszarpaną głową, biodrem i szyją. Na miejscu znaleziono świeże odciski niedźwiedzi, powiedziała Marína Debnárová z firmy leśnej Lesy SR.
Sekcja zwłok przeprowadzona 15 czerwca przez Instytut Medycyny Sądowej i Ekspertyz Medycznych Wydziału Lekarskiego Jessenius w Martinie potwierdziła, że mężczyzna został zabity przez niedźwiedzia. Jest to pierwszy przypadek ataku niedźwiedzia na Słowacji, który zakończył się śmiercią.
"W Olchowcu w gminie Czarna w Bieszczadach niedźwiedź odwiedza m.in. miejsca, gdzie ustawione są pojemniki, tzw. dzwony, na odpady. Wójt ostrzega przed drapieżnikiem.
- Niedźwiedź pojawia się pod tzw. dzwonami na odpady oraz między domkami – powiedział w czwartek wójt Czarnej Bogusław Kochanowicz.
Jak zaznaczył, Olchowiec, gdzie zazwyczaj przebywa wielu turystów, leży obok dużego kompleksu leśnego. - Tam niedźwiedź prawdopodobnie ma swoją gawrę – dodał.
Według wójta, "niektóre osoby worki z odpadami pozostawiają obok pojemników". - To sprawia, że niedźwiedź wyczuwa odpady organiczne i przychodzi grzebać w śmieciach – mówił Kochanowicz.
W poszukiwaniu resztek pojawia się także między domkami letniskowymi.
Wójt zaapelował, żeby odpady wrzucać tylko do pojemników.
W poniedziałek wójt Czarnej wystąpił do Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Rzeszowie z wnioskiem o możliwość płoszenia drapieżnika. Zgodę otrzymał w czwartek. Aktualnie trwa poszukiwanie specjalistycznej firmy, która się tym zajmie.
Równolegle na stronie internetowej gminy wójt ostrzega przed drapieżnikiem. - Niedźwiedź co prawda jest gatunkiem z dobrze wykształconym naturalnym instynktem lęku przed człowiekiem, jednak mając na uwadze znane już przypadki ataków rekomendujemy, aby w trakcie leśnych wycieczek nie zbaczać z wyznaczonych i uczęszczanych tras i szlaków, nie chodzić pojedynczo, obserwować teren w zasięgu wzroku, a także unikać wchodzenia w gąszcz leśnych młodników i zarośli - przypomina."
https://www.polsatnews.pl/wiadomosc/...side_najnowsze
Zwierzaki.pl informowały 13 lipca 2021....
Niedźwiedź w powiecie chełmskim
Jak informuje serwis lublin112.pl, niedźwiedź na Lubelszczyźnie pojawił się po raz pierwszy od kilkudziesięciu lat. Jak czytamy, zwierzęta zauważyli strażnicy graniczni, którzy przebywali w okolicach miejscowości Hniszów (gmina Ruda-Huta, powiat chełmski).
W tej chwili wiadomo, że w okolicznych lasach pojawiła się niedźwiedzia mama z dwójką młodych. Tygodnik „Nowy Tydzień” informując o niedźwiedziach na Lubelszczyźnie podkreśla, że nie ma obecnie informacji co do miejsca, z którego zwierzęta przywędrowały. Możliwe, że przybyły do nas z Ukrainy, ale innym możliwym rejonem są Bieszczady....
ps.
...spory rozrzut...jedna wersja...zza miedzy, druga ok.250 - 300 km...
Takie tam z Rumuni : https://www.youtube.com/watch?v=4tyS...annel=adi99fox
Wyrzucanie zwykłych ludzi z lasów pod pretekstem ochrony przyrody, żeby "elity" mogły w nich "gospodarować" za pomocą strzelb, a także terenówek, motorów itd. bez niewygodnych świadków. Próbowano, czy ciemny lud "kupi" narrację. Wbrew pozorom, oba skrajne poglądy się ŁĄCZĄ I UZUPEŁNIAJĄ. Tylko w odniesieniu do różnych grup społecznych. Przyroda ma być ekstremalnie chroniona PRZED PLEBSEM (a więc zwykłymi ludźmi), a to po to, żeby ELITY mogły strzelać do wszystkiego, co się rusza. Już pisałem, że najmniej bezpieczna jest zwierzyna dziś paradoksalnie w parkach narodowych i co większych rezerwatach, ze względu na ograniczenia wstępu zwykłym ludziom, aż do realizacji hasła "Zostań w domu!". Podawałem już w innym miejscu przykład doliny Wołosatki w BdPN, gdzie ze względu na ogromne trawiaste przestrzenie i niewyrządzanie szkód gospodarce ludzkiej powinny być wielkie ilości saren, jeleni, dzików, a nawet trochę łosi - a nie ma prawie nic...
Z moich obserwacji wynika, że aktualnie największe szkody, jakie wyrządzają zwykli ludzie jako tacy, to jest wyrzucanie butelek i puszek po piwie, w które łapią się różne małe zwierzęta, a szczególnie żuki gnojowe. Zagrożeniem dla zwierząt nie jest sama obecność człowieka - jeśli już, to psa, nietrzymanego na smyczy czy przy domu. Na coraz większej powierzchni Polski, na szczęście, ten problem rozwiązują samoczynnie wilki. Np. w Górach Świętokrzyskich spowodowały one, paradoksalnie, znaczny wzrost liczebności zwierzyny. A to dlatego, że wypędziły z lasów tradycyjny problem na tych terenach, czyli watahy kłusujących psów. PRAWDZIWE JEDNAK SZKODY W PRZYRODZIE ROBIĄ WŁAŚNIE CI, KTÓRZY POWINNI JE CHRONIĆ:-(. Na różne sposoby. Z jednej strony, ze względu na to właśnie, że ochrona przyrody stanowi wygodny parawan, żeby wyrzucać postronne osoby z lasów i robić tam, co się chce. Ale są to też różne inwestycje, budowy gadżetów: pomostów, wież, ścieżek rowerowych i innych cudów na kiju "dla turystów", przy okazji budowy których nikogo nie obchodzi, jakie znajdują się tam stanowiska np. roślin chronionych, bo ważne jest tylko to, żeby zbudować gadżet. W tym momencie obowiązuje bowiem inna narracja: przymykamy oczy na niszczenie przyrody, bo dzięki temu dobrobyt wzrośnie (wersja dla katolików: "...i dodatkowo RODZINA będzie mogła wypocząć" - bo, jak wiadomo, bez wyposażonych w gadżety "miejsc przeznaczonych dla turystów" jest to niemożliwe).
A odnośnie ochrony zwierzyny w jej ostojach, to system parków narodowych w obecnej wersji zwyczajnie NIE ODPOWIADA REALIOM OBECNYCH CZASÓW i wilk musiałby mieć wielkiego pecha, żeby zostać wypłoszony przez człowieka z ostoi (i na pewno nie uciekłby tak daleko). System ten tworzony w czasach, kiedy w społeczeństwie obowiązywała zasada "chłop żywemu nie przepuści" i to po długim okresie tępienia drapieżników jako rzekomych szkodników, w dużym stopniu dla ochrony różnych reliktowych zwierząt, w tym właśnie drapieżników. Wtedy zwierzęta uciekały na sam widok człowieka i aby miały zapewniony spokój, trzeba było świat ludzi od świata zwierząt izolować. Dla przykładu, 20 lat temu mówiło się w Górach Świętokrzyskich, że jeleń na widok człowieka ucieka aż 1 kilometr. Teraz ludzie jako całość nie wykazują już instynktownej agresji i chęci tępienia wszystkiego, co się rusza, więc i sytuacja się zmieniła. Jelenie nie tyle uciekają, co zachowują dystans. Traktują nas po prostu tak, jak antylopy na sawannie traktują lwy, leżące pod akacją - dopóki się nie zachowują agresywnie, nie zwracają na nie uwagi. Ba, z różnych części Polski (obrzeże Puszczy Kampinoskiej, Rzeszowszczyzna) znam np. przykłady saren gnieżdżących się w krzakach za stodołą. I to samo dotyczy drapieżników - z Bieszczadów znam człowieka dzielącego miejsce zamieszkania w niedźwiedziem, w jednym z otoczonych zabudową lasków podwarszawskich powstało stanowisko rysia. Widywałem też tropy rysic (i to z młodymi - nikt nie zabiera dzieci w niebezpieczne miejsca) przy ludzkich biwakowiskach, z czego również na terenach mocno otwartych. W Bieszczadach puchacz dopuścił nas na 10 m, w Szczecinie puchacze gnieżdżą się na przedmieściach, a dzienne ptaki drapieżne, krążące nad głowami ludzi, to jest zwykły widok w Bieszczadach. W dodatku wiele zwierząt dawniej reliktowych, ograniczonych do niewielkich powierzchni kraju, poszerzyło znacznie swoje zasięgi.
Moim zdaniem, dziś należałoby zrobić zupełnie inaczej. Rozluźnić rygory poruszania się po parkach narodowych (szczególnie należy zlikwidować absurdalny już od dekad zakaz chodzenia po nich nocą, służący tylko kłusownikom), natomiast NA WSZYSTKICH DZIKICH TERENACH, nie tylko tych chronionych, urządzenie w regularnych odstępach ostoi zwierzyny, mających status prawny identyczny z rezerwatami. Ustanawiać takie ostoje powinno się w oparciu o miejsca, gdzie już są ostoje rzadkich zwierząt oraz takie, gdzie można się spodziewać ich powstania. Granice takich miejsc powinny być dobrze wyznaczone i to w taki sposób, żeby można Osobną kwestią jest ochrona szlaków migracyjnych zwierząt WEWNĄTRZ kompleksów leśnych (w uwzględnieniem tego, że w górach zwierzyna sezonowo migruje w niższe położenia górskie), a także urządzanie im pastwisk, odciążających uprawy. Dodatkowo uważam, że zakazem polowań powinny zostać objęte wodopoje z sąsiadującymi pastwiskami.
No, tylko takie rozwiązanie nie jest na rękę tym, którzy chcą ograniczyć maksymalnie ruch w parkach narodowych, by mieć je tylko dla siebie, by móc następnie tępić tam zwierzynę, korzystając z ciemnoty ludu, który "wszystko kupi". I często robią to na zasadzie: "stwórz problem i zaproponuj rozwiązanie". Przez ostatnie 3 dekady mieliśmy sprowadzanie w dzikie miejsca tłumów tzw. stonki, czyli ludzi nie umiejących się zachować w takich miejscach, tylko po to, żeby potem pod szyldem ochrony przed nią zamykać stopniowo te dzikie tereny przed zwykłymi ludźmi i często robiono to z naruszeniem prawa. Tak zrobiono np. na Stawach Milickich - "rozwinięto turystykę", nasprowadzano paniuś z psami (co dodatkowo umożliwiło zabudowanie zbędnych już terenów zielonych w Poznaniu czy Wrocławiu), a potem dla ochrony przyrody przed rzucającym butelkami po piwie Januszem i Grażyną z ganiającym ptaki pieseczkiem zlikwidowano prawie wszystkie szlaki turystyczne, biegnące wokół stawów. I potem dziwnym zbiegiem okoliczności na Stawach nie ma w ogóle orłów rybołowów, mimo, że mają tam doskonałe warunki...
Problem może być z pojedynczymi wilczymi rodzinami, zdemoralizowanymi przez ludzi. A odnośnie tego, ile wilków jest: wilk to duży drapieżnik, żyjący w stadach rodzinnych. Do wykarmienia takiego stada potrzeba dużego terytorium. Te granice rzadko kiedy pokrywają się z granicami obwodów łowieckich i rewirów leśników. Więc jeśli wataha żyje w granicach kilku takich jednostek terytorialnych, to jest kilka razy liczona...
Bicie piany. Żaden drapieżnik żyjący w swoim rodzimym środowisku nie jest w stanie wytępić swojej zdobyczy. Jak wilki mają za mało zdobyczy, to albo poszerzają swój teren (w warunkach naturalnych z reguły na zasadzie wojny z sąsiednią watahą, przez co ilość wilków znów spada), albo migrują w inne miejsce, gdyż są to bardzo mobilne zwierzęta, które są w stanie przejść w tydzień z Bieszczadów na wyspę Wolin. Taka wojna watah miała miejsce, gdy na zachód od Polańczyka "elita" myśliwska wytępiła zwierzynę (to były przymiarki do tego masowego tłuczenia zwierzyny, które potem nastąpiła pod pretekstem walki z ASF i innymi chorobami, a częściowo nawet bez żadnych pretekstów, po prostu w poczuciu zwykłej bezkarności). Wskutek tego miejscowe wilki zaatakowały watahę z doliny Żernicy i odebrały jej północną część doliny. Granica terytoriów przebiegała drogą, wiodącą dnem doliny. Dodać należy, że saren i jeleni też jest podobno zbyt dużo i trzeba je wytępić... To jest ciąg narracyjny tego typu:
1. Trzeba wyciąć drzewa w dolinach rzecznych, bo powodują powodzie (do tej pory na całym świecie uważano że przeciwnie, zapobiegają im),
2. Jak się wytnie drzewa, to zacznie się płacz, że to wina bobrów,
3. Jak się wytępi bobry, to winne temu wytępieniu będą wilki, które je "wymordowały" i wilki z kolei trzeba będzie wystrzelać.
Ciemny lud wszystko kupi, bo on żyje dniem dzisiejszym i nie pamięta, co ta sama osoba mówiła jeszcze wczoraj, a także nie umie myśleć logicznie, kierowany tylko popędami i emocjami...
Myślę też, że hodowcom zwierząt gospodarskich dużo większe szkody mogą uczynić pomysły ustawowe w stylu "piątki dla zwierząt" (niby dla dobra zwierząt), niż najbardziej nawet rozmnożone wilki. Zresztą, ataki wilków na zwierzęta domowe nie zależą od ich liczebności, tylko od tego, czy znajdują się między nimi watahy zdemoralizowane, tj. nauczone tego polowania. Nieoficjalnie mówi się, że w Bieszczadach główni winni to ludzie, którzy wyrzucają na tyły zabudowań padlinę, żeby przywabić wilki, aby turyści mogli robić im zdjęcia.
Z tymi pomysłami tępienia wilków nie chodzi nawet o żadną "żądzę mordu, charakteryzującą myśliwych", bo myśliwi są różni, tylko o rządzę "elit", dotyczącą tego, żeby mogły robić w Polsce "to, co chcą". O przeroście populacji zwierzyny płowej też nie słyszałem W JAKIMKOLWIEK MIEJSCU W POLSCE, to jest mit, należący do jednego z opisanych wyżej ciągów narracyjnych w stylu "stwórz problem i zaproponuj rozwiązanie" (a w międzyczasie znajdź winnego), mających uzasadniać tępienie i niszczenie WSZYSTKIEGO. Nigdzie w Polsce nie występują naturalne pastwiska, spowodowane częstym żerowaniem zwierzyny, a to świadczy, że jest jej wciąż jeszcze za mało (kiedyś naturalne pastwiska musiały występować, gdyż spora część naszych roślin i ptaków jest związana z niską trawą na wilgotniejszych glebach - np. krokus spiski, storczyki łąkowe, szpak, kwiczoł, wiele ptaków krukowatych). Nawet słynnych dzików w Polsce jest daleko mniej, niż w Niemczech na podobnej powierzchni. Chyba, że ktoś porównuje dzisiejsze czasy z czasami PRL-u, gdy z powodu kłusownictwa wiejskiego i opanowania łowiectwa przez bezkarną "czerwoną szlachtę" zwierzyny prawie nie było...
Dziś myśliwi to już niekoniecznie jest "czerwona szlachta", jak dawniej, ale częściej różni hobbyści, starający się rozumieć przyrodę, zamiast żyć XIX-wiecznymi pruskimi mitami w stylu, że "drapieżnik to szkodnik". Dla takich ludzi polowanie nie jest sposobem na bezkarność i zdobywanie "haków", a nawet jednak taka osoba w kole łowieckim psuje zabawę. Gdyby było inaczej, nie byłoby pomysłów w stylu likwidacji PZŁ (bynajmniej nie oznacza ona likwidacji łowiectwa, jak myślą naiwni - oznacza ona LIKWIDACJĘ ŁOWIECTWA LEGALNEGO I CYWILIZOWANEGO I POWSTANIE NA JEGO MIEJSCU KOLEJNEJ PRZESTĘPCZEJ "SZAREJ STREFY"). Niestety, mafijne zachowania przeniosły się do parków narodowych i rezerwatów, gdzie nie ma obwodów łowieckich i przy stałym ograniczaniu kontroli społeczeństwa (zakaz chodzenia w nocy po lesie, potem likwidacja społecznej Straży Ochrony Przyrody, a szykują się następne ograniczenia) można robić, co się chce, jeśli się należy do kasty wybrańców. To dążenie wybrańców do bezkarności, do robienia, na co się ma ochotę, widać dziś nie tylko w myślistwie, ale w KAŻDEJ dziedzinie życia i tę bezkarność wprowadza się zupełnie otwarcie, ustawowo...
Człowiek to też jeden z drapieżników, rodzimych dla polskiej przyrody. Wystarczy popatrzeć na żubry. Te nizinne są bardziej rude, bo maskuje je otoczenie pni sosnowych. Te górskie są brązowe, bo maskuje je otoczenie pni drzew liściastych. Ale przed jakim drapieżnikiem poza człowiekiem miałyby się żubry w ten sposób ukrywać, skoro tylko człowiek spośród polskich i europejskich drapieżników, które polowały na żubry, umie rozróżniać kolory?
Taa, a tereny poza szlakami i noce zostaw panu radnemu X. z gminy i panu posłowi Y. z Warszawy, bo pan radny musi dokonać przestępstwa kłusując niedźwiedzia, ponieważ bez "haka" nie awansuje na posła, a z kolei pan poseł chce awansować na europosła, dzięki czemu będzie miał pełniejsze koryto i rodzinę ustawioną do końca życia.
To bzdura, że niedźwiedzi da się uniknąć, ograniczając swoją aktywność do "miejsc przeznaczonych dla turystów". Niedźwiedzie występują w Bieszczadach nawet w miejscach bardzo uczęszczanych i zamieszkanych. Baza turystyczna w Łopience ma "swojego" niedźwiedzia. Tak samo leśnicy w Habkowcach i zapewne mnóstwo innych ludzi w Bieszczadach dzieli miejsce zamieszkania z niedźwiedziem, wzajemnie sobie nie szkodząc. W nocy zaś po prostu trzeba bardziej uważać. Dużo większa jest szansa, że człowieka przejedzie samochód na ulicy w Lesku czy Ustrzykach Dolnych, niż że go poszarpie niedźwiedź.
Zauważyłem, że obecnie wprowadza się różne "regulaminy" i "etykiety", tak żeby ludzie sami siebie zakładali kajdany na ręce i pozwalali kaście wybrańców na bezkarność. Na razie jeszcze są dobrowolne (używa się tylko nacisków w postaci autorytetu władzy, w tym medialnej), ale przyjdzie czas, że za ich łamanie będą mandaty. Nawet, jeśli nie będzie to umocowane prawnie.
Nie tyle "zrównoważone gospodarka", której już w Polsce nie było od kilku lat, co OBECNOŚĆ ŻUBRÓW ORAZ DUŻA ILOŚĆ JELENI I WILKÓW. Czytaj: duża ilość padliny dla niedźwiedzi (niedźwiedzie chętnie odbierają zdobycz wilkom). Panowie leśnicy przyzwyczajeni są do polskich zabiedzonych, zagłodzonych niedźwiedzi, żywiących się korzonkami, mrówkami i jagódkami. Szczególnie po budowie zapory we Włocławku, gdy łososie i trocie przestały się trzeć w Bieszczadach. Ale fakty są takie, że w normalnych warunkach niedźwiedzica potrafi mieć nawet 5 młodych, a 3 miśki w miocie to nie jest, jak w Polsce, duża liczba młodych, tylko po prostu wyższa liczba standardowa.
Ale spoko - leśnicy, władze wybieralne i "naukowcy" na czele z "największą specjalistką od żubrów", Wandą Olech, już się zabrali do tępienia żubrów pod pretekstem rzekomo grożącej im wyginięciem straszliwej choroby telazjozy i "żeby dostosować się do żądań mieszkańców Bieszczadów, którzy uważają, że żubrów jest za dużo". Oprócz oficjalnych odstrzałów, są i nieoficjalne, na co wskazuje co najmniej zmniejszenie wzrostu liczby żubrów w tym roku. Będą walczyć z telazjozą do ostatniego żubra... Więc tak nienormalne sytuacje, jak niedźwiedzica z 4 młodymi, z pewnością przestaną się pojawiać...
Co do wilków, to nie wiem czy wiecie, ale z powrotem pojawiły się już w Sudetach. Jak to sie za barali za tępienie żubrów ?:(
Atak niedźwiedzicy.
TU
Niemcy bardzo martwią się o nasze niedźwiedzie . . .
https://wiadomosci.onet.pl/rzeszow/n...zadach/23seypc
Może trzeba im przypomnieć wybite 800 000 dzików....
Nasze niedźwiedzie to akurat niech zostawią w spokoju.
Zakaz polowań na niedźwiedzie na Słowacji i w Rumunii skutkuje przyrostem populacji tych drapieżników i zwiększeniem ilości ataków na ludzi. W zeszłym roku był jeden śmiertelny w Niżnich Tatrach. U nas jeszcze nie jest pod tym względem źle. Ten konkretny wypadek w okolicy Tworylczyka to nieświadome sprowokowanie ataku samicy prowadzącej młode. (Niemcy akurat nic do tego nie mają).
Gdy rozum śpi, budzą się niedźwiedzie - czyli głupota jest zaraźliwa i grozi medialną sraczką:
"The Guardian, Deutche Welle i Tagesspiegel kilka dni temu podały do wiadomości, że polskim niedźwiedziom w Bieszczadach grozi wyginięcie"
Niemiecko-polska afera o bieszczadzkie niedźwiedzie - TwojeGóry.pl (twojegory.pl)
Niedźwiedzie wyginął w Bieszczadach przez masowe wycinki lasów? Lasy Państwowe reagują na publikacje Niemców - tvp.info
Dowodów nie ma, ale dla niektórych winne są wilki na 100%
W Niemczech było wtedy DO 5 MLN DZIKÓW: https://www.topagrar.pl/articles/afr...-liczyc-5-mln/! Odstrzał 800 tys. dzików to było wręcz ZBYT MAŁO, bo dziki łatwo podwajają populację w ciągu roku! Całe szczęście, że do Niemiec migrują wilki z Polski, bo bez tego by doszło z pewnością do zaburzenia równowagi w przyrodzie.
Szokuje mnie, do jakiego stopnia ludzie dają sobą manipulować władzom i mediom i powtarzają wiadomości z tzw. sprawdzonych i wiarygodnych źródeł (czyli z głównego nurtu), rozpowszechniającego w rzeczywistości same manipulacje i plotki. Patrz: kryzys migracyjny, Covid, wojna na Ukrainie. TEGO SIĘ NIE DA SŁUCHAĆ! Coraz większe bzdury leją się z telewizorów, a ludzie wierzą. Mało tego, im większe brednie ludzie słyszą, tym bardziej kurczowo się ich trzymają. Szczególnie w sprawie przyrody powtarza się te kreowane obiegowe opinie. A to o straszliwej rzezi dzików w Niemczech, a to o korniku w Puszczy Białowieskiej (jedni trzymają z rządem, drudzy - z ekologami, a cała sprawa jest tylko biciem piany odwracającym uwagę ludzi w okresie, gdy wycięto 1/5 lasów na polskim Niżu, nb. na wywóz do tej "wspaniałej" Unii; w Puszczy Białowieskiej rabunkowych wycinek jest wciąż niewiele). Albo o polskim żubrze, zabitym przez złych Niemców, nad którym tak płaczą "patrioci". W rzeczywistości w Niemczech odstrzał żubra był bezczelnym wykorzystaniem luki w prawie (żubr nie był w Niemczech objęty ochroną, bo nie zakładano, że może się pojawić), które w tamtejszym społeczeństwie wzbudziło oburzenie. Zaś w Polsce też nie brak identycznych osobników kłusujących żubry jak w Niemczech, tylko u nas jest więcej żubrów, więc można zabijać je SETKAMI... Niestety, chyba nie do wszystkich jeszcze dotarło, że w Polsce mają miejsce masowe "pomyłki żubrów z dzikami" ze strony "elity". Bo do niektórych już tak - już trochę zaczęto się z tego podśmiewać. Albo o "świńskim Covidzie" czyli ASF - próba generalna w skali kontynentu przed Covidem.
Jak pisał Mark Twain: „Łatwiej jest oszukać ludzi niż przekonać ich, że zostali oszukani”. Wiadomo - bo wtedy człowiek musiałby się sam przed sobą przyznać, że został zrobiony "w jajo". Więc woli brnąć w to "jajo" coraz głębiej...
NIE, OBRONA WĄTPLIWEGO "HONORU" RZĄDZĄCYCH LASAMI TO NIE JEST DOBRE WYJŚCIE! RACZEJ NALEŻY SIĘ CIESZYĆ, ŻE SPRAWA WYCIEKŁA ZA GRANICĘ I ŻE SĄ W NIEMCZECH TAKŻE LUDZIE, DLA KTÓRYCH POLSKA TO COŚ WIĘCEJ, NIŻ KOLONIA, DOSTARCZAJĄCA TANIEGO DREWNA. W Niemczech istnieją wciąż jeszcze dziennikarze z powołania, bo w Niemczech Zachodnich nie było nigdy takiej sytuacji, jaka u nas była jeszcze w PRL-u, gdy "informacja" polegała na wzajemnym okładaniu się przez "komunę" i "konspirę" i gdy żeby być "dobrym dziennikarzem", należało wiernie służyć swojej opcji i dzielnie kopać tę drugą. Nikt nie musiał wtedy mówić prawdy i to zostało do dziś. W tej chwili różnica jest tylko taka, że część "konspiry" wraz ze swoimi wyznawcami przeszła na stronę "komuny". Dziennikarzom z powołania zostaje w Polsce YT :lol:.
W Niemczech trzeba było wsadzać niewygodnych dziennikarzy za kratki, jak napisali o rozróbach sylwestrowych migrantów muzułmańskich. W Polsce nikt nikogo nie musi wsadzać - dziennikarze sami wiedzą, czego od nich oczekują ich Wodzowie i to właśnie będą pisali. Prawda ich zwyczajnie nie obchodzi. Dziwne rzeczy, które się dzieją z polską, w Polsce mają małą szansę ujrzeć światło dzienne.
Jak pisał Karol May, n.b. Niemiec: "Wszędzie są ludzie źli i dobrzy". Nie warto trzymać ze złymi tylko dlatego, że są "nasi"...
Na rumuńskiej stronie WWF (https://wwf.ro/ce-facem/specii/ursul-brun/) znalazłem następującą informację:
No, czyli to nie jest tak do końca z tym zakazem polowania.Cytat:
W UE niedźwiedzie są chronione dyrektywą siedliskową, która umieszcza je na liście chronionych gatunków zwierząt, na które nie wolno polować w celach rekreacyjnych. Jednak kraje takie jak Szwecja, Finlandia, Rumunia, Estonia, Bułgaria, Słowenia, Słowacja i Chorwacja stosują obecnie przepisy art. 16 dyrektywy, który zezwala na odstępstwa w zakresie przydziału ograniczonej liczby okazów, na które można polować.
Ten jeden przypadek śmiertelny był PIERWSZYM UDOKUMENTOWANYM W HISTORII SŁOWACJI. Owszem, teraz na Słowacji mamy już pewno 3000 niedźwiedzi, ale sumarycznie w tym kraju żyło już więcej niedźwiedzi równocześnie z większą ilością ludzi i więcej takich wypadków nie zanotowano. Skąd widać, że była to kwestia LOSOWA, o ile nie skutek rosnącej głupoty społeczeństwa. Zresztą, jak to się ma do ilości ludzi umierających na raka albo ginących w wypadkach samochodowych? Mało tego, część ludzi umiera na raka NA WŁASNE ŻYCZENIE, od papierosów. Myślę, że więcej ludzi na Słowacji rocznie zabija się w wyniku potknięcia i upadku we własnym mieszkaniu. Ludzie notorycznie mylą SWOJE SUBIEKTYWNE UCZUCIE STRACHU z PRAWDZIWYM ZAGROŻENIEM. Taki drobnomieszczański sposób myślenia: brak higieny jest "cacy", bo bakterie nie powodują u nas strachu, ale niedźwiedzie są szalenie niebezpieczne, bo się ich boimy. Mimo, że bakterie zabijają daleko więcej ludzi.
Sam przyrost populacji niedźwiedzi nie musi nic powodować. Wszystko zależy od okoliczności; jest to kwestia WZGLĘDNA. Np. jak wytępiono pod pretekstem walki z ASF dużą część zwierzyny w Tatrach, w tym 1/3 kozic - w 2019 r.: https://regiony.tvp.pl/43329285/poli...j-niz-rok-temu, to niedźwiedzie (widać było ich za mało, by ich odstrzelono większą ilość i w większości przeżyły; prawo w Polsce, a tym bardziej na Słowacji, nie dotyczy VIP-ów), z głodu zaczęły plądrować miejskie śmietniki, co wcześniej miało miejsce sporadycznie. Konkretnie znany mi jest 1 przypadek z 2014 r., matki z 3 młodymi na jesieni - przy niskiej zasobności pokarmowej Tatr, 3 młode, które dożyły do jesieni, to jest bardzo dużo. Dodatkowo niedźwiedzie przy małej ilości pożywienia wiosną włóczą się wiosną, po zakończeniu snu zimowego, głodne, wściekłe i niebezpieczne dla ludzi. W Tatrach ważnym ich pożywieniem była w takich sytuacjach padlina kozic, które zginęły zimą pod lawinami. No, tylko że w Polsce i na Słowacji VIP-y postanowiły sobie właśnie postrzelać do nich... W Bieszczadach też najmocniej "wyczyszczony" ze zwierzyny jest park narodowy, a najwięcej zwierząt jest tam, gdzie mają nieograniczony dostęp turyści kwalifikowani.
To samo zjawisko zagrożenia dla ludzi ma miejsce jednak, gdy rośnie liczba niedźwiedzi, ale nie rosą zasoby pokarmowe, a niedźwiedzie nie bardzo mają gdzie i jak wywędrować. W Tatrach nie ma obecnie tarlisk łososi, nie ma żubrów, reszta zwierzyny roślinożernej jest regularnie tępiona przez VIP-y (pod osłoną zakazów wstępu, które miały w teorii służyć ochronie przyrody), nie ma zarośli leszczynowych jak w Bieszczadach, nie wiem, czy są dzikie pszczoły, nawet buki są często zastąpione świerkami...
Na tej stronie są podane przypadki ataków niedźwiedzi na ludzi w Rumunii w l. 2018-19: https://www.agerpres.ro/documentare/...8-2019--399802. Uderza w nich duża ilość zaatakowanych pasterzy. Widać, niedźwiedzie mają za małą bazę żerową i z głodu dobierają się do zwierząt domowych. No, tylko że ludzie generalnie uważają, że mają za dużo tego, co im Pan Bóg stworzył i oni świat lepiej obmyślą. Niedźwiedzi jest "za dużo", bo wcześniej było jeleni "za dużo" i trzeba było je odstrzelić; żubrów też nie można było sprowadzić i rozmnożyć, bo robią szkody. A ochrona tarlisk łososi nie sprzyja budowie zbiorników zaporowych (szczególnie nieprzemyślanej i niechlujnej, a tak jest przecież najłatwiejsza) i ogólnie "cywilizowaniu" rzek. Nie daj Boże, żeby się okazało, że można rozwiązać problem BEZKONFLIKTOWO, np. oddzielając pole od lasu pasem łąki, żeby jelenie nie wchodziły w szkodę. Byłem na jednym spotkaniu, na którym leśnicy-specjaliści od urządzania lasu narzekali strasznie, że niedługo w tym lesie pojawią się łosie, które będą strasznie niszczyć nasadzenia. Odpowiedziałem na to, że tak się składa, że w miejscu, gdzie te łosie się sprowadzą, jest teren po zniszczonym nasadzeniu jesionów. Niech tam posadzą wierzby krzewiaste, to łosie nie będą potrzebowały się oddalać i dewastować młodników. Więcej nie chcieli ze mną rozmawiać i uciekali, aż się za nimi kurzyło... Nikt nie jest zainteresowany optymalnymi rozwiązaniami, a jedyną uznawaną metodą na wszystko jest strzelba, na zasadzie gonienia króliczka oraz stwarzania problemu i proponowania rozwiązania... "Zarządzanie/ gospodarowania populacją" oznacza praktycznie wyłącznie odstrzały. Czyli nie może być pozytywne lub neutralne - może być wyłącznie ujemne...
Słynny, opisywany już przez kogoś przypadek niedźwiedzia w Bieszczadach, który w k. l 60. polował na duże zwierzęta domowe i musiał być odstrzelony, bo stałsię niebezpieczny dla ludzi, był również ZACHOWANIEM GŁODOWYM. Gdy w 1970 r. niedźwiedź został odstrzelony i cóż się okazało? Że był to prawdziwy gigant, nawet trochę większy od północnoamerykańskich grizzly. Ale był też PRZERAŹLIWIE CHUDY - przy ponad 3 m długości, ważył - jesienią, gdy niedźwiedzie przybierają na wadze - zaledwie 340 kg... Polował na krowy i konie Z GŁODU. W tamtych czasach w Bieszczadach było jeszcze niewiele jeleni, a żubry dopiero co sprowadzono w niewielkiej liczbie i w trochę inną część Bieszczadów.
W dawnych czasach, szczególnie w epoce lodowcowej, istniały ekotypy niedźwiedzia brunatnego, żywiące się głównie mięsem ssaków i wyróżniające się dużymi rozmiarami, tzw. niedźwiedzie stepowe: https://www.researchgate.net/figure/...fig1_341617138. Były one zresztą bardziej padlinożercami, niż drapieżnikami; przeważnie jako tzw. kleptoparazyty odbierały zdobycz innym drapieżnikom, takim, jak wilki. Generalnie niedźwiedzie stepowe zostały wytępione przez ludzi, którzy najpierw tępili im zdobycz, a potem same niedźwiedzie, gdy te z głodu atakowały ich zwierzęta domowe. Najlepiej zachowały się w Ameryce Północnej w Górach Skalistych, gdyż tam pasterstwo praktycznie nie dotarło. Jednak geny niedźwiedzi stepowych wciąż istnieją w populacjach niedźwiedzi europejskich, chociaż bardziej na północnym wschodzie, niż w Karpatach. Niedźwiedź, który urodził się "stepowcem" w Bieszczadach w czasach, gdy nie było dla niego warunków i nikt nie starał się tego zmienić, miał po prostu pecha. Dziś zdarzają się w Bieszczadach przypadki polowań niedźwiedzi na żubry i to jako częstsza praktyka: https://rzeszow.wyborcza.pl/rzeszow/...d-zimowym.html, co sugeruje dalsze odradzanie się niedźwiedzia stepowego.
Przepraszam wszystkie niedźwiedzie! Ze statystyk widać wyraźnie, że przyczyny wzrostu liczby ataków niedźwiedzi na Słowacji stoją po stronie ludzi, którym covidianizm musiał się rzucić na mózgi, co szczególnie w tak wiernopoddańczym społeczeństwie jak słowackie musiało wywołać STRASZNE SKUTKI.
W ciągu 16 lat do 2022 r. miały miejsce 54 ataki niedźwiedzi na ludzi na Słowacji, czyli niespełna 4 rocznie. Jeszcze w 2020 r., gdy szaleństwo covidowe się dopiero zaczynało, było na Słowacji 5 ataków niedźwiedzi na ludzi (https://www.cas.sk/clanok/1013786/utok-medveda-na-cloveka-kolko-ich-bolo-tento-rok-pozrite-sa-v-ktorych-lokalitach-na-slovensku-k-tomu-doslo// ), czyli w normie, bo wtedy większość myślała, że to się szybko skończy, jak się będą słuchać władzy, "ostatnia prosta" itd. W kolejnym roku - 7, ale 1 ofiara śmiertelna (https://polovnictvo-rybarstvo.pluska...i-polovnictvom) - pierwsza udokumentowana w historii, a w 2022 - aż 6 w ciągu pierwszej połowy roku (https://wildmen.pl/natura/konflikt-wokol-niedzwiedzi/)! Przykro mi, tak szybko się niedźwiedzie nie rozmnażają. To ludziom od histerii telewizyjno-politycznej i terroru sanitarnego puszczały nerwy i zachowywali się w obliczu zwierząt nieracjonalnie.
Mam nadzieję, że nie skasują mi tego postu za "uprawianie polityki" - no, bo niestety, ciężko jest to inaczej wytłumaczyć. A przecież także i w Polsce widać było wzrost ilości chorób psychicznych wskutek tak intensywnego "dbania o nasze dobro".
Nie zmienia to faktu, że na niedźwiedzie zaprzestano polować na Słowacji i w Rumunii.
Znam jeden przypadek ataku niedźwiedzia na człowieka ze skutkiem śmiertelnym przed II wojną w okolicach Brzegów-Jurgowa, więc na pograniczu polsko-słowackim, ponadto dwa w Karpatach Wschodnich - w Bieszczadach i Gorganach.
W Bieszczadach wschodnich, Gorganach i na Huculszczyźnie przed II wojną bywały osobniki gatunku Ursus arctos wyspecjalizowane w żerowaniu na zwierzętach gospodarskich - zwano je "miasunami": od owiec, przez cielęta, krowy, a nawet woły i konie. Jeszcze 10-15 lat temu zetknąłem się z tym na żywo na pograniczu ukraińsko-rumuńskim. Pasterze byli bezradni. Więc przyczyną nie jest ubóstwo bazy pokarmowej, tylko preferencje osobnicze i nabyte przyzwyczajenia rozbójnicze.
Nie sposób z newsów prasowych miarodajnie wnioskować, czy rzeczywiście niedźwiedź powalił żubra, czy żerował tylko na jego padlinie. Żubry mogą przecież padać z osłabienia/głodu, choroby, albo ginąć od kuli kłusownika. Jeśli nie widziano bądź nie zarejestrowano np. na fotopułapce, ani nawet nie otropiono po świeżym śladzie ataku niedźwiedzia na żubra, to byłbym ostrożny w dawaniu wiary takim prasowym rewelacjom.
Również w przypadku ataków niedźwiedzi na ludzi ze skutkiem śmiertelnym jeśli nie ma naocznych świadków, nagrania z fotopułapki przy nęcisku np., ani udokumentowanych śladów z otropienia, a obrażeń pierwotnych trudno albo i nie sposób odróżnić od śladów żerowania na zwłokach - to przyczyna śmierci człowieka może być zupełnie inna.
- - - Updated - - -
"Covidianizm" zatrzymywał/więził ludzi w domach przez całą wiosnę i kawałek lata, więc niedźwiedzie miały się chyba lepiej. Jak to się ma do statystyki przyrostu ich ataków na ludzi na Słowacji?
Z tego co wiem, nie tyle zaprzestano, co po prostu nie prowadzi się akcji tępicielskiej, której domagają się niektórzy, szczególnie w związku z tragicznymi wypadkami. To pozwala na wzrost liczebny niedźwiedzi, zamiast spadku.
To i wypadki pod Smoleńskiem (nie te lotnicze, tylko z udziałem niedźwiedzi) można by doliczyć, bo Smoleńsk też przecież należał do I RP, która graniczyła z Górnymi Węgrami/ Słowacją. I jeszcze te w krajach nadbałtyckich. Byle tylko "udowodnić", jakie to złe są niedźwiedzie.Cytat:
Znam jeden przypadek ataku niedźwiedzia na człowieka ze skutkiem śmiertelnym przed II wojną w okolicach Brzegów-Jurgowa, więc na pograniczu polsko-słowackim, ponadto dwa w Karpatach Wschodnich - w Bieszczadach i Gorganach.
No nie. "Miasuny" to, jak wynika z nazwy, to właśnie niedźwiedzie mięsożerne, czyli stepowe. W górach było takich proporcjonalnie mniej, niż na nizinach (np. na Litwie, słynne mickiewiczowskie wyjątkowo drapieżne "niedźwiedzie-Litwini"), gdyż góry są, jak doskonale wiadomo, mniej urodzajne od nizin. Poczytaj sobie, ile dawniej niedźwiedzie miały naturalnego pożywienia w Karpatach Wschodnich. Przed wojną mogło już być trochę lepiej, szczególnie w rezerwatach i na specjalnie urządzonych łowiskach, ale jeszcze w czasach Kolberga, który badał tamte okolice w l. 1867-80, jeleń był tam prawdziwą rzadkością. Nie dlatego, że musiał być, ale wskutek nieumiarkowania miejscowych w używaniu pukawek. Wytępienie prawie doszczętnie jeleni na obszarach, gdzie jest tyle terenów trudno dostępnych i bezludnych i to w czasach, gdy nie było prawie dróg, to jest "osiągnięcie" - prawie jak wytępienie przez Maorysów dużej części endemicznych ptaków Nowej Zelandii, do dziś w znacznym stopniu bezludnej :sad:. Podobna sytuacja była do niedawna w Górach Świętokrzyskich, gdzie w XV-XVII w. doszło do "ubogacenia kulturowego" z kierunku naszych najlepszych przyjaciół i od tej pory "bujaliśmy się" tam aż do czasów najnowszych najpierw (do XIX w.) z przestępczością (słynni zbójcy świętokrzyscy), potem chociaż z kłusownictwem. Jeleń też był tam rzadkością jeszcze 20 lat temu. Oczywiście, ten temat jest tabu, bo nie pasuje do narracji o niecnej lackiej kolonizacji ziem ukraińskich. W rzeczywistości kolonizacja była W OBIE STRONY! No, tyle, że w Górach Świętokrzyskich od XIX w. nie było niedźwiedzi.Cytat:
W Bieszczadach wschodnich, Gorganach i na Huculszczyźnie przed II wojną bywały osobniki gatunku Ursus arctos wyspecjalizowane w żerowaniu na zwierzętach gospodarskich - zwano je "miasunami": od owiec, przez cielęta, krowy, a nawet woły i konie. Jeszcze 10-15 lat temu zetknąłem się z tym na żywo na pograniczu ukraińsko-rumuńskim. Pasterze byli bezradni. Więc przyczyną nie jest ubóstwo bazy pokarmowej, tylko preferencje osobnicze i nabyte przyzwyczajenia rozbójnicze.
Nawet Ossendowski pisał w książce "Huculszczyzna" przed wojną:
Ciekawe, że niedźwiedź nie szukał padliny jelenia, ani się na niego nie zasadzał... bo nie było na co! Później jest mowa o rysiu, który poluje na kuraki leśne, na wiewiórki, a nawet na myszy. A nie na sarny i młode jelenie, które są najbardziej naturalną zdobyczą rysia...Cytat:
W kniei, po wydeptanych przez siebie perciach, sapiąc, tuła się niedźwiedź, szukając mrowisk, nór krecich, jagód i dziupli, gdzie osiadł rój pszczeli, aż go głód rozzuchwali do reszty, zmuszające przedrzeć się na połoniny i spróbować szczęścia w rabunku, chociaż czujnie strzegą stad psy kosmate, a juhasi ostre mają oczy i najlżejszy nawet ślad kniazia borów wypatrzeć zdołają.
Informacja o "wydeptanych perciach" (niedźwiedzie istotnie wydeptują takie ścieżki, węższe od ludzkich) wskazuje, że Ossendowski miał REALNE wiadomości o przyrodzie. Przeciętny człowiek nie wie takich rzeczy.
Duży niedźwiedź NIE WYŻYJE O KORZONKACH I MRÓWECZKACH i to są te Twoje "preferencje osobnicze", czyli po prostu WIELKOŚĆ ZWIERZĘCIA. Jak nie ma dziczyzny, to będzie polował na krowy, owce itd.
Oczywiście, obecnie na Ukrainie sytuacja jest podobna, jak dawniej. Już "wyzwolili się" z tych okropnych kajdan sowieckich, które uniemożliwiały manifestację wolności, jaką tam jest tradycyjnie łowiecka gospodarka rabunkowa (i tak dobrze, jak tylko ona, a nie coś gorszego). Zaczęto latać po lasach z kałachami i nie daj Bóg, jak któryś żubr bieszczadzki jest na tyle głupi, by przekroczyć granicę państwową na górnym Sanie! A po Majdanie, z tego, co słyszałem od samych Ukraińców, sytuacja zwierzyny się jeszcze bardziej pogorszyła...
Tak, i oba żubry tak obok siebie padły z osłabienia, głodu lub choroby :smile:. Polowanie od żerowania na nieżywym osobniku da się odróżnić po śladach. Dla przykładu - zwierzę martwe nie krwawi, a po walce zostają jej ślady - no, chyba, że napadają np. z drzew liście albo śnieg i zakryją. Oględziny wykluczyły udział człowieka w śmierci jednego żubra wyraźnie w wyniku tego uszkodzenia kręgosłupa, które nie mogło być dziełem człowieka, ale które pasuje do skutków ataku niedźwiedzia (duże zwierzęta wali łapą w kark). A ponadto znaleziono rany od niedźwiedzich pazurów - "rany" to uszkodzenia zadane ŻYWEMU zwierzęciu, co właśnie da się poznać po zakrzepłej krwi. A z tego, co słyszałem z innych źródeł, ten niedźwiedź nie pierwszy rok tak polował. Zrobił sobie z jaru pułapkę terenową, do której naganiał żubry. Właśnie na jesieni, przed snem zimowym, gdy musiał więcej jeść, a nie było w okolicy dość padliny, jak po zimie. Niedźwiedź-złodziej z l. 1967-70 zabijał rocznie ok. 4 dużych zwierząt gospodarskich podobnych gabarytów. Pewno z braku padliny, która by pozostała po zimie, dożywiał się tak też po śnie zimowym.Cytat:
Nie sposób z newsów prasowych miarodajnie wnioskować, czy rzeczywiście niedźwiedź powalił żubra, czy żerował tylko na jego padlinie. Żubry mogą przecież padać z osłabienia/głodu, choroby, albo ginąć od kuli kłusownika. Jeśli nie widziano bądź nie zarejestrowano np. na fotopułapce, ani nawet nie otropiono po świeżym śladzie ataku niedźwiedzia na żubra, to byłbym ostrożny w dawaniu wiary takim prasowym rewelacjom.
Również w przypadku ataków niedźwiedzi na ludzi ze skutkiem śmiertelnym jeśli nie ma naocznych świadków, nagrania z fotopułapki przy nęcisku np., ani udokumentowanych śladów z otropienia, a obrażeń pierwotnych trudno albo i nie sposób odróżnić od śladów żerowania na zwłokach - to przyczyna śmierci człowieka może być zupełnie inna.
Raczej przez wiosnę i jesień. Latem i zimą dawano plebsowi odetchnąć, żeby potem znów przykręcić mu śrubę.Cytat:
"Covidianizm" zatrzymywał/więził ludzi w domach przez całą wiosnę i kawałek lata, więc niedźwiedzie miały się chyba lepiej. Jak to się ma do statystyki przyrostu ich ataków na ludzi na Słowacji?
Jak niedźwiedzie się miały lepiej, to tym mniejszą chęć miały atakować. Ale ludzie mieli gorzej i wystarczy, że taki człowiek ze zszarganymi nerwami rzucił się do ucieczki, wywołując u niedźwiedzia odruch ścigania i atakowania. Zwierzęta są elastyczne i się automatycznie dostosowują do ruchu lub nieobecności ludzi na ich terenie. Nie jest tak, że się przyzwyczają i będą chciały na człowieku "wymuszać pierwszeństwo". W Bieszczadach jelenie w okresie ochronnym żerują na obrzeżach wsi, a a sarny się nawet chronią do wsi przed drapieżnikami, jeśli gdzieś nie ma psów. Gdy nadchodzi okres polowań, jedne i drugie znikają jak za dotknięciem różdżki. Gdy obecność ludzi jest wyjątkowo uciążliwa, zwierzęta typowo dzienne przechodzą na nocny tryb życia.
Gwoli uzupełnienia: miłośnicy nieograniczonego a bezmyślnego "pukania" do zwierzyny chętniej "pukają" do jeleni, niż do niedźwiedzi, bo ranny jeleń raczej nie odpłaci się człowiekowi pięknym za nadobne. W szczególności dotyczy to właśnie dużych, mięsożernych niedźwiedzi.