W naszym pięknym kraju są dwa obozy: 'strzelać do wilków' i 'zostawić je w spokoju'. Obóz pierwszy demonizuje wilki z całych sił. Wyolbrzymia (świadomie lub z głupoty) dane o liczbie ataków, o liczebności watah itd. Mój znajomy zajmuje się od dawna wilkami w moim regionie. Oto przykład, jak np myśliwi sprawę pojawiania się wilków widzą: telefon - panie XY, w okolicy wsi Z widziano wilki. Ile ich było? No 13-17. Znajomy jedzie i robi przegląd śladów, obserwuje uważnie co i jak i wychodzi mu, że może były 3-4 sztuki. Pyta informatora, skąd dane o 17? Nooo..ten teges...AB powiedział (łowczy koła). Aha, telefonujemy do AB. Widział pan 17 wilków? Ja? skąd! może 5-6 było, ale ciemno było i słabo widać było... Aha...tego ten...bo mi z obserwacji wychodzi, że max 4 mogły być, ale wygląda ze śladów, że mogło być mniej. Jeden osobnik krążył i nawracał po polach na własne ślady. Panie, ja tam nie wiem, mówią, że pełno tego w okolicy. Itd, itd... Później dziennikarzyny czyli pismaki: straszliwe wilki czają się pod domami, w śmietnikach, zaraz zjedzą wasze dzieci...no kurde, trza strzelać. A prosty ludek denerwuje się i w swym tępym zacietrzewieniu paniusia jęczy do kamery, że trzeba to pognić, bo teraz to strach dzieciaka na ulicę wypuścić, bo nie wiadomo, kiedy wilki go zjedzą. Durniom rozsiewającym takie bzdety polecam dokształcanie się...jednak nie wierzę, czy aby mogą się dokształcić, bo z poziomu ich głupoty wnioskuję, że możliwe jest, że zapomnieli alfabet. Macherzy z lobby łowieckiego kombinują, jak by tu sobie postrzelać do wilków. Wielu pamięta jatki między fladrami sprzed nie tak wielu lat.Te emocje, ta miłość do przyrody, ahhh...trzeba wszystko robić, żeby krew się polała. A pismaki swoją głupią pogonią za sensacyjką jeszcze zagrzewają ciemny ludek do wendetty na mniej więcej 1200 zwierzętach w całym kraju. Ja już wywaliłem bajki o czerwonym kapturku do kosza. Od tego się zaczyna...kończy się na bezmyślnym strachu przed czymś, czego się nigdy na oczy nie widziało, nie mówiąc o jakiejś głębszej, sprawdzonej wiedzy. A...i uważajcie na NGO-sy, które mają w nazwie ochronę bioróżnorodności itp hasełka. Jedno takie z terenu RDLP Szczecinek składa się z samych czcicieli i miłośników Natury - myśliwych i właściciela miejscowego sklepu z fuzjami i kapeluchami z piórkiem... Bieszczadzik też wg KRS-u posiada zarządzającego mocno związanego z nadleśnictwem Komańcza...nie dziwi to nikogo?
Co do postu oczko wyżej - wataha może i zagryzła, bo pewnie mogła zagryźć. Ale z tym dziesiątkowaniem płowych to dziwnie brzmi...zwłaszcza, że to myśliwi dokarmiają z upodobaniem 'swoją' zwierzynę płową doprowadzając do przerostu populacji. No oczywiście nie robią tego z miłości do przyrody, ale po to, aby móc sobie postrzelać do ukochanych zwierzątek. Czyli - myśliwym wolno zabijać zwierzynę, a wilkom nie? A może zakazać myślistwa i poczekać, co zrobią drapieżniki z płowymi? Polecam dowiedzieć się z licznych badań naukowych, jaką rolę te wredne wilki odgrywają w ekosystemach. Człowiek przy nich jest tylko zwykłym zabójcą, zaspokajającym albo zwykłą rządzę mordowania, albo splątanym w systemie mylnych i sprzecznych zarazem pojęć. Są byli myśliwi, którzy wywali fuzje z domu, bo uświadomili sobie swoje własne zakłamanie, fałsz tych wszystkich obrządków myśliwskich, mających 'oddać cześć' zatłuczonym ze sztucera ofiarom.
Zaczyna się, jak słyszę, nagonka na miśki. Kolejny konkurent do rządów fuzji w Naturze. Na razie straszymy, ale... Tu uwaga o RDOS-iach. Nie uważacie, że to zwyczajne pasożyty? Za pieniądze podatników nie chronią przyrody. Ze strachu przed utratą stołka za niedopasowanie się do ogólnie obowiązującej modnej linii 'czynienia Ziemi sobie poddanej' wydają decyzje wręcz kuriozalne, jak na organizację stworzoną do ochrony przyrody.
Całuski od Dertego wszystkim Paniom, a Panom kielicha:)
D.


Odpowiedz z cytatem