5 załącznik(ów)
Odp: Rodniańskie po raz sto trzydziesy piąty
Poprzedni, piąty dzień zakończył się biwakiem na przełęczy Tarnita La Cruce. Do samego wieczora była dobra widoczność. Nie zrobiłem jednak żadnych zdjęć, odkładając to na poranek, kiedy wschodzące słońce oświetli świat ostrymi promieniami. Rano jednak słońce nie wylazło zza chmur a i później nie chciało się pokazywać. Pakujemy manatki i w drogę.
Załącznik 24571
Idziemy na Pietrosul (Petrosul, Petros, Pietros – jak kto woli). Najpierw kilka razy do góry i na dół przez kilka szczycików i przełęczy.
Tutaj trasa dnia szóstego: http://ciekawe.tematy.net/2011/rodni...ki/mapka_6.jpg
Załącznik 24572
Ostatni ze szczytów przed Pietrosulem to Rebra 2268, na mapce błędnie podpisany jako Buhăescu Mare. W niektórych miejscach trzeba zrzucić na dół kijaszek i pomagać sobie rękami przy schodzeniu.
Załącznik 24573
Na przełęczy Curmătura Pietrosului zostawiamy plecaki, schowane za kamieniem. Ten mniejszy, to mój (80 + 20l).
Załącznik 24574
I już widać dość blisko cel naszej wędrówki - punkt meteorologiczny na szczycie (domek z antenką po lewej).
Załącznik 24575
5 załącznik(ów)
Odp: Rodniańskie po raz sto trzydziesy piąty
Podchodzimy pod szczyt. W centrum kadru długie ramię, odchodzące od Pietrosula - Piatra Alba. Za nim grzebiet Picioru Buhăescu Mare. Na ostatnim, zamglonym planie, niezidentyfikowane szczyty grani głównej G. Rodniańskich.
Załącznik 24581
Rzut oka w stronę doliny Vişeu. W centrum kadru stacja meteorologiczna koło stawu Iezer. W oddali zabudowania Borszy. Za nią Torojaga.
Załącznik 24582
Zbliżamy się do szczytu.
Załącznik 24583
Na dachu ruin budki meteorologicznej stoi ruina kociołka do pomiaru opadów.
Załącznik 24584
I jakoś nam się udało wyjść na górę! Mistrz Samowyzwalacz zrobił nam zdjęcie.
Załącznik 24585
10 załącznik(ów)
Odp: Rodniańskie po raz sto trzydziesy piąty
Jeśli się na górę wyszło, to potem trzeba zejść. Plecaki na przełęczy leżały tam, gdzie je zostawiliśmy. Pokrowce okazały się pożyteczne, po właśnie zaczęło padać. Schodzimy żlebem do skalnego kotła i stawków Taurile Buhăescului. Poniżej stawków spory i stromy wodospad, wzdłuż którego widać zarys ścieżki. Tędy mogłoby sie ciekawie schodzić. Jest ślisko, z góry woda, z dołu woda - decydujemy się jednak na zejście po skałkach i trawkach obok wodospadu. Pada deszcz i z tego ciekawego odcinka tylko dwa zdjęcia. Po zejściu poniżej kotła i wodospadu deszcz daje nam spokój.
Poszukiwania ścieżki prowadzącej w dół doliny Buhăescu zakończyły się niepowodzeniem. Nie schodzimy więc na samo dno doliny, bo tam ma być kolejny wodospad, w pobliżu którego schodził kiedyś M. Orłowicz i tak zejście opisał: http://ciekawe.tematy.net/2011/rodni...ienia/391a.jpg
By uniknąć doznań pana Mieczysława, idziemy polankami nad doliną, szukając miejsca, w którym powinien być wodospad oraz wygodnego zejścia poniżej niego. Na polankach zastaje nas godzina 14:00, o której to jemy zawsze obiad i zwyczajowo wychodzi wtedy zza chmur słoneczko. Tak było i dzisiaj. Upatrzonym grzbiecikiem zeszliśmy na dno doliny niemal tuz u podnóża wodospadu. W otoczeniu wodospadu jest dość gęsty las i trudno jest znaleźć miejsce, z którego byłby widoczny. Na ostatnim zdjęciu jasna, pionowa plama w centrum kadru i kilka jaśniejszych plamek poniżej, to właśnie wodospad.
Dla przypomnienia - mapka: http://ciekawe.tematy.net/2011/rodni...ki/mapka_6.jpg
Załącznik 24605 Załącznik 24606 Załącznik 24607 Załącznik 24608 Załącznik 24609
Na koniec długie zejście doliną potoku Buhăescu, niżej potoku Repede. Na zdjęciach kilka metod przechodzenia przez potok. Schodzimy do wsi Repede (obecnie włączonej do Borszy) - stąd pochodzi ostatnie zdjęcie, pokazujące tutejszy sposób chowania zmarłych w pobliżu własnych domostw.
Załącznik 24610 Załącznik 24611 Załącznik 24612 Załącznik 24613 Załącznik 24614
Odp: Rodniańskie po raz sto trzydziesy piąty
W tym samym czasie, czyli dnia piątego i szóstego, drugi, trzyosobowy zespół naszej ekipy podchodził na Pietrosula inna drogą i schodził także inną. Czekamy teraz na sprawozdanie z tego wariantu. Potem będzie podsumowanie.
2 załącznik(ów)
Odp: Rodniańskie po raz sto trzydziesy piąty
W oczekiwaniu na relację ze spacerku na Pietrusul ekipy Bazyl/Agnieszka/Wojtek trochę refleksji.
W sierpniu 1880 roku w Góry Rodniańskie wybrał się Hugo Zapałowicz. To ponad 20 lat wcześniej, niż Orłowicz. Oprócz Zapałowicza, w wyprawie wziął udział jego przyjaciel, notariusz ze Skawiny Teodor Pareński oraz trzech przewodników. Pierwszym z przewodników był Wawrzyniec Szkolnik z Zawoi, drugim Iwan Żetyniuk z Żabiego a trzecim Kostyn, którego wynajęto w Borszy. Wrażenia z wycieczki Zapałowicz opisał na kilkudziesięciu stronach i opublikował w VI tomie Pamiętników Towarzystwa Tatrzańskiego w 1881 r. Jeden z fragmentów opisu przypomniał mi fragment naszego zejścia z Petrosa. Odnalazłem go na półce już po powrocie. Oto on:
Załącznik 24653
Po przeanalizowaniu opisu Zapałowicza (cytowanego fragmentu oraz wcześniejszych i dalszych) zlokalizowałem to miejsce na mapie:
Załącznik 24654
Patrzę teraz na naszą relację z tego odcinka:
Cytat:
Zamieszczone przez
Wojtek Pysz
Schodzimy żlebem do skalnego kotła i stawków Taurile Buhăescului. Poniżej stawków spory i stromy wodospad, wzdłuż którego widać zarys ścieżki. Tędy mogłoby sie ciekawie schodzić. Jest ślisko, z góry woda, z dołu woda - decydujemy się jednak na zejście po skałkach i trawkach obok wodospadu.
Nasz ślad to czerwone strzałki obok wodospadu. A Zapałowicz poszedł potokiem! Wprawdzie zejście obok wodospadu było równie strome (miejscami trzeba było użyć rączek:), dodatkowo głaziaste i kosówkowate, ale… Ale, gdybym wcześniej poczytał Zapałowicza, wodospadzik byłby nasz!
Przy okazji nasuwa się refleksja o roli przewodników podczas tej wyprawy, ale to przyczynek do zupełnie innej bajki...
Odp: Rodniańskie po raz sto trzydziesy piąty
Dzięki za relację, przypomniałem sobie trochu wyprawę w Góry Rodniańskie sprzed siedmiu lat. Burza przegoniła mnie z kolegą z Pietrosa, zwiewaliśmy szybko na dół, rozbijaliśmy namiot nad dolnym jeziorkiem Buhaescu i przy rozbijaniu podarł się tropik. W nocy było mokro, ale ja wypruty po całym dniu marszu, prawie cały czas spałem zwinięty w kącie a kolega siedział z garnkiem na środku namiotu i łapał wodę , co mi wypomina do dziś:-) Na drugi dzień schodziliśmy w deszczu doliną potoku Buhaescu, też było ciekawie.
Odp: Rodniańskie po raz sto trzydziesy piąty
Cytat:
Zamieszczone przez
krz.prorok
... kolega siedział z garnkiem na środku namiotu i łapał wodę ...
No to mieliście jak znalazł na poranną herbatkę, nie trzeba było daleko chodzić :)
4 załącznik(ów)
Odp: Rodniańskie po raz sto trzydziesy piąty
Cytat:
Zamieszczone przez
Wojtek Pysz
W tym samym czasie, czyli dnia piątego i szóstego, drugi, trzyosobowy zespół naszej ekipy podchodził na Pietrosula inna drogą i schodził także inną. Czekamy teraz na sprawozdanie z tego wariantu. Potem będzie podsumowanie.
Cytat:
Zamieszczone przez
Wojtek Pysz
Wędrówkę zaczynamy od górnej stacji wyciągu pod Stiolem....
Właśnie o to ich podejrzewaliśmy i tylko dlatego nie zerwaliśmy się skoro świt :grin:. Parę godzin później, po śniadanku, zakrzyknęliśmy z całą stanowczością: nie dla nas wyciągi i inne zaprzaństwa! I wyrwawszy z kopyta główną arterią Borszy ruszyliśmy........w poszukiwaniu okazji :mrgreen:, którą można by się dostać bliżej wielkiej góry. Już po chwili napatoczył się pojazd z pracownikami leśnymi, który uniósł nas w dolinę potoku Buhaesco. Nie wiedzieć czemu, kierowca w pewnym momencie wyłączył silnik i powiedział, a raczej pokazał, że dalej już się nie da! Czyżby chodziło mu o niezbyt równo wybrukowaną nawierzchnię drogi? :
Załącznik 24692
Cóż było począć?! Zarzuciliśmy ruksaki na się i pognaliśmy niczym rączy Browar z ciężkim worem – 5 kilometrów na godzinę (he, he – Browcze, to powiedzenie już na stałe zagościło w naszym żargonie turystycznym) z delikatną korektą prędkości, tak minus 3 km/h, żeby z zakrętów nie wypaść i się nie roztrzaskać o zaczajone dookoła drzewa. Jak już doczłapaliśmy do miejsca, w którym należało skręcić w prawo, w odnogę potoku z Wodospadem Orłowicza, to skręciliśmy. A że droga wyraźniejsza, a właściwie jedyna, prowadziła w drugie prawo, toteż wybraliśmy tenże wariant. Oczywiście od pewnego momentu, na szerokim i wartkim potoku, nie było już żadnych mostów, mostków czy choćby barierek, co omalże nie doprowadziło nas do rezygnacji z wycieczki, bo przecież prawdziwy turysta nie po to kupuje full-wypas-cud-goretex-trekking-mountain buty na bieszczady i inne góry, żeby je raz za razem ściągać i włazić w zimną (brrrr) i mokrą wodę kolan sięgającą. Część uczestników wycieczki wykazywała skrajną nieodpowiedzialność i właziła na bosaka do potoku narażając się na poślizgnięcie i wywrotkę bądź obicie palców stóp o podwodne kamole. Wstrząsnęło mną to dogłębnie i zaraz po powrocie wysmarowałem pismo do Papieża, Prezydenta i innych możnowładców z apelem i prośbą o doprowadzenie biegnącej w głąb gór drogi do stanu zunifikowanego, bo to po prostu strach się bać co się przydarzyć może, jak tak się łazi bez farbą oszlajanych drzew i skał oraz potokami bez mostków! Zgroza! A jak się komuś takie gór papranie nie podoba, to won na Ukrainę (ups, przecież tam już też „prawdziwi turyści” z obcych państw, czyli RP i Czech już spaprali, co było do spaprania - a co - u siebie już za gęsto to zawsze można u innych coś zepsuć) albo nawet do Patagonii, czy na księżyc!
Wróćmy jednak na ziemię i bliskie jej tematy, ze szczególnym uwzględnieniem kwestii butów. Ja szedłem w lekkich sandałkach i w związku z tym chciałbym ostrzec innych lekkomyślnych turystów o pewnych niedogodnościach związanych z używaniem tego typu nieprofesjonalnego obuwia. Mianowicie sandały składają się oprócz podeszwy, głównie z otworów dookolnych, które przemakają!!!
Wracam do meritum, bo jeszcze Modzi pomyślą, że się nowy zakapior ulągł i wytną mi posta.
Potoki pokonywaliśmy więc na różne sposoby:
Załącznik 24693
Załącznik 24694
Po chwili dotarliśmy do sporego wodospadu, na mapie, tej węgierskiej w ogóle nie oznaczonego:
Załącznik 24695
Ta mapa to całkiem odrębny temat. Niby skala odpowiednia, rysunek czytelny, ale naniesiona treść to po prostu porażka (jak na skalę w jakiej została wydana).
4 załącznik(ów)
Odp: Rodniańskie po raz sto trzydziesy piąty
Ponieważ w tym miejscu droga stawała pionem, nasze tempo marszu jeszcze spadło, ale cofać się nie zaczęliśmy :grin:. Śmig-myk i nim uczestnicy wyprawy zdążyli powiedzieć „placek z jagodami” (tak około milion razy) już byliśmy przy górnej granicy lasu, gdzie stał szałas pasterski:
Załącznik 24704
Ruszyliśmy dalej przez ukrowione łąki:
Załącznik 24705
ku progowi wysoko zawieszonej kotlinki, z którego opadały malowniczymi kaskadami trzy potoczki:
Załącznik 24706
Ponieważ słońce już się powoli kładło spać, należało wybrać odpowiednie miejsce biwakowe. Wśród gęstych borowin udało nam się odnaleźć skrawek łączki, w sam raz pod namiociki:
Załącznik 24707
2 załącznik(ów)
Odp: Rodniańskie po raz sto trzydziesy piąty
Zapomniałaś o stopie który nas nie zabrał...