Post #98
Krysiu, błagam cię, czytaj, czytaj, czytaj...
Kończę już, bo spór stał się semantyczny. Nie odpowiem na twoje złośliwości... Sorry.
Wersja do druku
I co że nie było do mnie?jak chcesz tylko do konkretnej osoby pisać to wiesz jest takie coś jak PM, a jak puszczasz na publik to sorki, ale do każdego;-)
ps- byłabym wielce rada jakbyś pisząc do mnie per "ty" używał dużej literki, wiesz taka maniera z domu rodzinnego wyniesiona;-)dzięki
Aha, no i zapominamy jeszcze jeden plus granic: całe watachy autek 4x4.
I owszem część walczy dzielnie w kolejce i na nic im przeciwności losu, ale zdecydowana większość wybiera dalszą Rumunię czy Albanię.
A to łatwo prześledzić na tych ich forach 4x4 co jest w modzie.
Strach pomyśleć co by się działo, jakby ta nasza wschodna granica była prosta, łatwa i przyjemna.
Już pisałem, że spór stał się semantyczny, ale skoro znów nie zrozumiałaś i znów mnie publicznie zaczepiasz, pouczasz i strofujesz, to ci jeszcze tym razem odpowiem!
A to, że Skyrafal skierował post na forum do mnie! Odpowiedziałem mu, więc nie wcinaj się! (Nie muszę mu odpowiadać na prive!). Przepraszam, ale dopóki będziesz się MNIE personalnie czepiać (bo jakoś nie bulwersuje cię forma, której używa np. Buba i inni koledzy, którzy nie używają w necie wielkich liter, znaków przestankowych czy polskich znaków diakrytycznych), ja nie będę używał wielkiej litery wobec ciebie. Wybacz, nie interesują mnie przyniesione czy wyniesione z twojego domu rodzinnego maniery, wybiórczo stosowane do różnych osób w zależności od twego nastroju lub chwili. Zresztą ... (tu wstaw sobie cytat B.Lindy z "Psów", jak go znasz!)
PS. I daruj sobie słodkie "Kochaniutki" i "puszczanie oczek" - nie bierze mnie to!
Przepraszam wszystkich pozostałych za ten post, ale kto siedzi na tym forum od dłuższego czasu, ten zrozumie, że nie mogłem inaczej. Jeszcze raz przepraszam...
Ot mentalność Kalego!
Sobie zobacz KTO zaczął sie kogo pierwszy czepiać.
Podpowiem Ci, że to Ty właśnie mnie ha ha ha.
To Tobie wolno,a jak już ktoś inny używa Twojego języka i Twoich zwrotów w stosunku do Ciebie to już nie?
A co do używania wielkiej litery w zwracaniu się do drugiej osoby jaka by nie była, hmmm...dla mnie kwestia wychowania nic więcej;-)
A tak swoją drogą to ciekawe jest to, że wątek narzekań na przejścia dotyczy Ubli, a więc Słowacji.
No to chyba u nas nie jest źle naprawdę;-) i nie jest to nasza fata morgana.
Napisałam do tego znajomego ze SG już kilka dni temu i cisza...Ciekawa jestem co mi odpisze konkretnego;-)
A jeśli chodzi o izolację Ukrainy to...to nie granica jest problemem, a taki wynalazek jak wizy szengeńskie.
Co ja się nasłuchałam o działaniu naszego konsulatu we Lwowie...wstyd mi było strasznie;-(
i nie wizy są najwiekszym problemem,
większość ruchu granicznego PL/UA jest związana z handlem/przemytem, pracą itp. ruch turystyczny stanowi niewielki %
dopuki będą takie dysproporcje w cenech, wynagrodzeniach,itp tak długo będzie problem z granicą.
Pamietem ze w Barwnku w okresie jak na Słowacji było taniej, a o schenegen to raczej jeszcze nikt nie słyszał, po słowackiej stronie handel miał swoje złote lata, na klienów czekały auta które zawoziły z granicy do sklepu i z powrotem. W szczytowym momencie chyba 13 aut = 13 sklepów.
Ceny się wyrówanały i spokój na granicy .
W handlu i owszem nie są przeszkodą,bo 50km, ale np. poznałam Ukraińca, który jeszcze nie tak dawno miał biznes-handelek, ale taki poważniejszy w stosunku do tych "mróweczek", że jechał busem pod Łódź, ładował towar i wracał, na legalu wszystko, płacił tu podatki (ile ich w cenie kupionego towaru jest to chyba wiemy) . Mały biznes, ale funkcjonował. Z chwilą wiz szengeńskich biznes upadł. On pewnie mając małą firmę by i takową wizę dostał, ale ponieważ miał i inne małe biznesiki to stwierdził, że nie będzie się poniżał i przekonywał nikogo, żeby mu dano wizę.
To naprawdę jest upokarzające. Jak ktoś się starał o wizę do USA to wie najlepiej...
A najbardziej mi wstyd było jak opowiadali jak ich znany pisarz poszedł po naszą wizę i musiał udowadniać, że jest pisarzem...
Jak z Bułhakowa normalnie. Nie wiedziałam, śmiać się czy płakać?
Szybko zapomnieliśmy o poniżających staraniach o zachodnie wizy. Kiedyś takie były np do Austrii. Masakra.
Teraz dostało się też Ukraińcom
jaja sobie robisz?????:-( powiedz ze sobie robisz jaja, plisssss...
a jakis powod podali? nierentowne? czy nie wypada w "cywilizowanym kraju w UE" zeby jezdzil pociag z rozkreconym dachem?
krysia- to masz ostatni weekend zeby udowodnic ze na dwa dni z olsztyna sie oplaca na ukraine jechac!! ;)
A czy to ma znaczenie jaki podano powód? Jak koniecznie chcesz się przekonać to poczytaj nowiny24.
Stopem też się da przebyć granicę w Krościenku, choć poranne widoki na trasie z Zagórza do Ustrzyk były zawsze miłym wprowadzeniem do kolejnej wschodniogalicyjskiej wycieczki.
;-(((((((((((((
ej no Buba mówiłaś, żeby się pospieszyć, ale aż tak???
Wspomnę tylko, że decyzja nie jest jakimś wielkim zaskoczeniem, można się jej było spodziewać już od dobrych paru lat. Nie ma co pozostaną teraz spacery po torach.
Nie chciałam się wtrącać ale skoro nie odpowiada… – Schengen nie zabrania tworzenia przejść turystycznych na zewnętrznych granicach. Poszukajcie dobrze…wśród drzew…;)
Co do przejść granicznych – dla mnie są koniecznością do pokonania i już. A jeśli chodzi o folklor przejściowo – graniczny to kojarzy mi się to ze stadionem – można iść na stadion, żeby obejrzeć mecz a można iść, żeby przeżyć niesamowitą, klimatyczną i jedyną swoim rodzaju przygodę i zbratać się z pseudokibicami. Wyrywanie ławek, tłuczenie bejsbolem – ach co za przygoda, a jakie przyjaźnie można zawrzeć. Podobnie na przejściu. Kwestia wyboru i definicji przygody. Dla mnie przygoda kończy się tam gdzie słyszę, że ZAWSZE MUSI być dziko, klimatycznie i niesamowicie a wszyscy napotkani ludzie muszą się uśmiechać ze szczęścia do dziury w drodze oraz do starego kibelka. Dla mnie wtedy zaczyna się nieprawda, kicz, tandeta i skansen (a w skansenie "śmierdzi trupem":mrgreen: jak słusznie zauważy WojtekR).
Zaczynam się bać o Ukraińców:wink: – jak tam ciągle dziewczęta i chłopięta z plecakami będą im wmawiać, że są „klimatyczni” to w końcu przestaną być zwyczajni i normalni a na widok kogoś obcego będą rzucać się do szafy po soroczkę i ciągnąć krowę z obory za ogon.
Acha – odnośnie turystycznych przejść w Bieszczadach to podzielam pogląd większości – jeśli tylko dla MNIE to tak, jeśli również dla innych to nie:mrgreen:
Krysia - a bo to jeden "przemytniczek" na tym świecie?;)
W Polsce to chyba już ostatni...;-(((((
Jak ktoś jeszcze słyszał i innym tak klimatycznym pociągu to proszę niech się podzieli informacją
PS- na Ukrainie wcale nie jest dziko(ulubione słowo coponiektórych, ale cóż ono oznacza tego nikt z używających nie potrafi wyjaśnić). Jest jak najbardziej normalnie!Dużo bardziej normalnie niż w Eurokołchozie.
wszyscy?
a ktoś tak napisał???
Na pewno jest tam wiele więcej osób szczęśliwych i to jest fakt.
Żyją biednie, ale spokojnie. I chyba o to chodzi w życiu prawda?
No ale podaj definicję dzikiej może być i Ukrainy. Dzikie zwierzęta tam łażą po ulicach?no to u nas ich łazi więcej, nawet dziki w centrum Olsztyna.
Dzicy ludzie?no to ja tam się o własne bezpieczeństwo nie boję, a u nas boję się wyjść wieczorem do sklepu.
Co jeszcze może się kryć w definicji DZIKOŚCI?
Bo klimatyczność to ja Ci prosto wyjaśnię na zasadzie zapachu, to zapach pieczonego chleba, to zapach polnych kwiatów rozkołysanych ciszą, to...
Krysiu - to co chciałam napisać napisałam. Dyskutować nie zamierzam bo i po co?:wink: każdy ma własną drogę i własna przygodę...i niech tak zostanie :-))))))))))))))))))))
No ale mnie interesuje definicja słowa DZIKOŚĆ i dlaczego ta Ukraina niby jest dzika?
Bo ja nie wiem po prostu, a chciałabym wiedzieć.
dla mnie dziki las to taki zarosniety chaszczem,a nie z wysypana zuzelkiem sciezka dydaktyczna,
dzikie gory to takie gdzie zamiast hoteli sa bacowki (albo nic), zamiast parkowych straznikow pasterze (albo nikt) a zamiast szlakow sciezki wydeptane przez krowy lub sarny,
dzika plaza to taka gdzie hula wiatr i mozna postawic namiot i zrobic ognisko, a nie kupic hotdoga i pojsc na disco,
dzikie miasteczko to takie gdzie trzeba sie naszukac zeby znalezc knajpe a nie stoja 3 galerie..
a dziki kraj to taki gdzie z latwoscia mozna znalezc takie lasy, gory, plaze i miasta... :)
acz moze faktycznie jest to niezbyt szczesliwie uzywane slowo bo powszechnie kojarzy sie z niedzwiedziem pozerajacym turystow, tubylcem z dzida albo miejscowoscia gdzie mozna zebrac w morde ;)
Buba no to Polska też jest dzika.
Sama znajdujesz takie "dzikie" miejsca, o których piszesz;-) Prawie co weekend i denerwujesz ludzi fotkami;-)))))))))
No czyli to chyba się łapie pod nieskomercjalizowane kraje, bo dzikie...
Mi Ukraina przypomina dzieciństwo, te smaki,te zapachy...
kiedy człowiek był taki beztroski..miał problemy, ale zupełnie inne problemy
o dokladnie tak!
noooooo :) tak jak piszesz... bo u nas to ostatnio mam wrazenie ze coraz mniej zapachow.. po powrocie z ukrainy to jakby sie wpadalo do jakiejs bezwonnej puszki... nie wiem jak to jest... a tam wszystko pachnie.. az by sie chcialo zabrac te zapachy do sloika zeby miec je na codzien!
Ja siedzę cicho ale popieram dziewczyny w 100%, więc są już 3 osoby :D
Tylko to nie jest tak dziewczyny, że ja się z Wami zgadzam w 100 %.
W tej dyskusji najbardziej zgadzam się z Wojtkiem:
- przejścia graniczne - nie, bo komercha rozleje się na wschód.
- prawo Ukraińców do układania sobie życia po swojemu - jak najbardziej tak.
- natomiast zupełnie się nie zgadzam z Wami co do definicji tego co się dzieje w naszej Ojczyźnie.
Mi się zmiany jakie wprowadza Unia Europejska podobają.
Podoba mi się, ze mogę w każdej chwili w górach przekroczyć granicę ze Słowacją i iść sobie pieszo w Małą Fatrę, lub nocować w szałasach 800 m od polskiej granicy.
Podoba mi się, że mój syn wsiada sobie do samolotu tanich linii jak do autobusu (nie potrzebuje paszportu, a bilet kupuje 2 godz. przed odlotem, przez Internet) i leci w czasie wakacji pracować do Norwegii (pracę załatwia sobie wcześniej przez Internet)
Podoba mi się, że pięknieją małe miasteczka na Pogórzach, ze remontuje się za pieniądze unijne drogi i boiska, a by ludziom żyło się tam lepiej i wygodniej.
A "dzikie" miejsca mimo to też zawsze sobie znajduję, chociaż nie w Bieszczadach.
Podoba mi się to wszystko za pewne dlatego, że dobrze pamiętam czasy kiedy załatwianie wyjazdu w Alpy do Francji trwało 8 miesięcy.
Teraz się taki wyjazd kupuje i można jechać z dnia na dzień.
Mój mąż był w ubiegłym roku we Francji 3 razy (prowadził grupy na trasie Tour de Mont Blanc).
Ja sama nie korzystam - bo wolę wschód, ale cieszy mnie możliwość wyjazdu i możliwość wyboru.
I nie opieram się tutaj na niczym co czytam tylko na swoich prywatnych doświadczeniach.
Mi teraz w Unii żyje się po prostu lepiej niż dawniej.
Pozdrowienia
Basia
No ale w temacie się zgadzasz;-)
Kwestia Unii tak jakby była trochę, a może i nawet bardzo off topic;-))))
Aha, czyli po '89 nie mogłaś tego wszystkiego robić o czym napisałaś?
Tak jakby były tylko 2 możliwości: Unia Jewropska albo ZSRR.
A co było od '89 do 200eeee5?bo nie pamiętam daty naszego wejścia do EU.
No ja najbardziej pamiętam okres po 89 więc nie zauważyłam, żeby mi się teraz żyło lepiej czy gorzej (nie mam porównania bo wtedy nie zarabiałam w Polsce pieniędzy, więc nie wiem czy wtedy bym miała ich więcej czy teraz). Też jechałam do pracy za granicą w każde wakacje, jeździłam gdzie chciałam.
Więc nie mam jakiś przykrych doświadczeń z okresu kiedy Polska nie była w UE;-)