Zima,nie lubię,nie lubię
Zima,nie lubię,nie lubię
Hej ! jaka to zima ? toż to nawet namiastką zimową trudno nazwać. Coś , co nie ma kształtu , smaku, ani zapachu, coś na kształt widma.
ale zanim o widmach rzeknę, muszę jeden szczegół wyartykułować, bo chociaż to szczegół , to jednam ma istotne znaczenie w tej wędrówce (takiej tam sobie...)
-----
Nie mam wprawdzie wszystkich wydanych map Bieszczadów, ale wszystkie te które mam, pokazują, że idąc z Rzepedzi w stronę Prełuk trzeba skręcić w prawo tuż przed rzeką.
Problem w tym , że tej drogi tam nie ma .
Dlaczego ? po prostu ona idzie dalej przechodząc przez bród i biegnie wschodnim brzegiem Osławy tak jak narysowałem to żółtą kreską
.
Spotkany przed sklepem Pan Jurek, jako znający się na rzeczy, wiedział doskonale że jest jedna droga i przechodzi przez bród rzeki, która w ostatnich godzinach znacznie przybrała.
Jeśli już ktoś miał do czynienia z górskimi rzeczkami które w parę godzin zwiększają swoją głębokość o 500 % ten wie o czym mowa.
Tego nie sposób przejść.
Jeśli nie mielicie do czynienia z tym zjawiskiem , to wiele niespodzianek was czeka. Powodzenia.
Nas ( niestety ) to nie zaskoczyło , bo tuż przed wspomnianym brodem usłyszeliśmy lekkie głosy przebijające totalną ciemność.
Niczym widma zamajaczyły postacie dwojga forumowiczów , którzy wyszli nam na spotkanie
- Chodźcie za nami , a zaprowadzimy was do Ciepłej Chaty Cioci Jimi
Ruszyliśmy więc po zarośniętych torach , niczym wąski pociąg z dawnych czasów
Ostatnio edytowane przez don Enrico ; 26-11-2013 o 19:22
Co prawda nie wiem czy o tym samym myślimy, ale bród jest w miejscu gdzie się na Twojej mapie urywa droga, tam przełazi na drugą stronę, ścina zakole i wraca na stronę zachodnią. Przed pierwszym brodem miały być znaki z kamyków i patyków wskazujące dojście do torowiska ale ten plankton unoszący się w powietrzu wszystkie ślady skutecznie pozacierał i niestety pokonując nieudostępniony turystycznie rów odwadniający upaprałem sobie portki (z zewnątrz a nie od wewnątrz!) i jak tu później dwa dni po lesie łazić?
Ostatnio edytowane przez sir Bazyl ; 26-11-2013 o 19:42
"Rozum mówi nie raz: nie idź, a coś ciągnie nieprzeparcie i tylko słaby nie ulega; każdy z nas ma chwile lekkomyślności, którym zawdzięcza najpiękniejsze przeżycia." W. Krygowski
Może szliście oddzielnie, jeden wschodnią a drugi zachodnią stroną Osławy?![]()
Czterech panów B.
Ostatnio edytowane przez sir Bazyl ; 26-11-2013 o 20:17
"Rozum mówi nie raz: nie idź, a coś ciągnie nieprzeparcie i tylko słaby nie ulega; każdy z nas ma chwile lekkomyślności, którym zawdzięcza najpiękniejsze przeżycia." W. Krygowski
Chyba przez tę mżawkę i ciemność zółta kreska się omskła...![]()
Kartografom się zdarza, a co dopiero mnie. Najważniejsze, że mimo zbieżności tych nieprzychylnych warunków trafiliśmy pod dach Chaty w której gospodarzy obecnie Jimi.
Powitania, przytulania, oglądania i długie wieczorne rozmowy (dla niektórych trochę krótsze) Wszystko za mało, nie starczyło czasu aby wszystko obgadać, ale to dobrze, bo oznacza że trzeba będzie wrócić. Jeśli ktoś chciałby zaznać takiego ciepłego przyjęcia jakiego myśmy zaznali to podam wskazówki informacyjne jak odnaleźć tą chatę.
Jimi twierdzi że najłatwiej po kozie Matyldzie. Widząc pasącą się obok domu kozę, trzeba zapytać jak ma na imię. Jeśli odpowie że Matylda to oznacza że jesteśmy na miejscu.
Ja proponuję jeszcze jeden sposób , trzeba odnaleźć stojące przed drzwiami plecaki
.
.
albo wyjść na najbliższą górkę i przypasować ten obrazek
.
.
Na chacie nie ma na razie żadnych szyldów i napisów, ale to nie jest problem dla prawdziwych tropicieli
W ostateczności można też zapytać w jakimkolwiek domu , a jest ich tu aż 3
(zdjęcie w porannych mgiełkach)
Ostatnio edytowane przez don Enrico ; 27-11-2013 o 23:05
Następny dzionek przywitał nas mgiełkami, ale było dużo jaśniej niż w dniu poprzednim. Po jasności z rozmysłem wybraliśmy drogę która zaczynała się przy moście i pięła się w górę. Droga to dużo powiedziane, to po prostu leśny trakt zwózkowy który sukcesywnie windował nas do góry, a im wyżej tym większe zamglenie (albo zachmurzenie)
.
.
Grzybów nie było wiele, zaledwie jeden rydz, więc nie było spowalniających przerw.
Taka sobie wędrówka, jesienna, mocno jesienna, mocno zamglona , wilgotna, bez monidełek z widokami na połoniny, bez szlaków, bez lukrowanych pejzaży, bez większego sensu.
Więc po kiego diabła ?
Może po to, aby dotrzeć na szczyt, na którym wbrew temu co wcześniej napisałem jest informacja że prowadzi tu całe mnóstwo szlaków
.
.
Gdzie jesteśmy ?
Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)