No to jedziemy.
Tak naprawdę to prawie nikt nie pije, co nie przeszkadza nam snuć wizje wysiadania - a raczej wypadania załogi - z samochodu w Ustrzykach Górnych. Ponieważ także nikt nie śpiewa, DJ Hero obsługuje urządzenie grające, z którego śpiewają nam Kazik Staszewski, Jarek Nohavica i Siergiej Sznurow. NIE jednocześnie. Zajadamy toruńskie pierniki w białej czekoladzie i nie przeszkadza nam bynajmniej, że biała czekolada nie istnieje.
Zastanawiamy się, jakąż to atrakcję zobaczyć po drodze, bo w KIMB City będziemy wieczorem i nie zdążymy wyjść nawet na krótki spacer. Wynik błyskawicznego plebiscytu jest taki, że żadne z nas nie było w cerkwi w Równi, zatem - będąc już niemal u celu podróży - zatrzymujemy się pod pięknym, drewnianym budynkiem. Mamy sporo szczęścia - drzwi są otwarte, wewnątrz kilka kobiet sprząta, wiec kurtuazyjnie pytamy, czy możemy "tylko na chwilę". Panie sprawiają wrażenie zbyt zaskoczonych i zbyt dobrze wychowanych, by zaprotestować, z czego skwapliwie korzystamy. Ale po wyjściu jesteśmy zgodni - budynek należało podziwiać wyłącznie z zewnątrz. Wnętrze przeszło tyle przemian, że utraciło wszystko, co tylko było do utracenia. U belki stropowej straszą ciężkie żyrandole, na chórze - elektryczne organy...
Ciekawe... Tuż przy cerkwi stoi pozbawiony gałęzi kikut drzewa z bocianim gniazdem na przyciętym wierzchołku. Serca drzewa i cerkwi biły kiedyś w zupełnie innym rytmie. Ale lepsza zmiana rytmu, niż całkowite ustanie akcji.
I znów jedziemy. W Czarnej zahaczamy o Barak i wpadamy w objęcia Krzysztofa. Gospodarz jest z WUKĄ od dawien dawna zaprzyjaźniony, Hero i ja witamy się z Nim w realu po raz pierwszy. Chwilę buszujemy po miłym wnętrzu galerii, po czym żegnamy się, ponownie pakujemy do Srebrnej Strzały i pędzimy po Obwodnicy Bieszczadzkiej.
Docieramy do Ustrzyk. Panowie tradycyjnie mają zaklepane miejsca w "Zajeździe pod Caryńską", więc z trafieniem nie będzie problemu, natomiast WUKA zarezerwowała łóżko po raz pierwszy w tajemniczym "Spanku z Żarełkiem". Nazwa i adres niewiele nam mówią, ale Ustrzyki to nie Vegas - znajdziemy. Na pierwszy ogień idzie osiedle BdPN, ale tu numery domów są odległe od poszukiwanego. Jedziemy zatem do budynków przy strażnicy i... bingo! WUKA wysiada, pełna obaw o komfort, a my - ponieważ wiemy, że we dwóch mamy do dyspozycji pokój trzyosobowy - dzielnie deklarujemy, że w razie potrzeby przygarniemy sierotkę. Odbieramy przyrzeczenie, że za pół godziny nasza towarzyszka podróży dołączy do nas w Zajeździe i w męskim gronie ruszamy do "miejsca stałej dyslokacji".
Zrzucamy graty na pięterku i meldujemy się w barze, gdzie natykamy się na radośnie połączone siły regimentów mazurskiego i toruńskiego. Po czasie jakimś dołączają kolejne zastępy, robi się KIMB-owo, swojsko, wesoło i... coraz bardziej śpiąco, bo wielu dają się we znaki nieprzyzwoicie poranne pobudki, a niektórym nawet nieprzespane noce. Ostatkiem sił umawiamy się na dzień następny - o godzinie 10 rano silna grupa wyruszy na podbój Łopienki i okolic. Się będzie działo...
Dobranoc.


Odpowiedz z cytatem