Piskalu dziękuję. Tak dowaliłeś do ognia, że śnieg chyba stopniał….
Wracam do Cisnej. Przecież spotkanie przede mną. Spotkanie z nie byle Kim. Dojeżdżam do pustej metropoli i dzwonię do Przyjaciół. Niestety oni są jeszcze kawałek od Cisnej. Poszedłem więc na najbardziej spokojne miejsce w Cisnej. Chciałem podumać trochę nad mogiłą Tego, który zawsze kapeluszem ciskał o ziemię przed Renatką. Pogadałem sobie wtedy z Bogusiem, jak za dawnych dobrych lat. Potem połaziłem po sklepach, kupiłem co nieco na kolację i poszedłem na miejsce spotkania. Ponieważ zrobiłem się głodny zamówiłem sobie hreczanyki, cokolwiek to by nie było. Okazało się to pyszną potrawą. Nawet kiedyś w Pyrlandii ją upichciłem. Smakowała nieco inaczej, ale też była dobra. W końcu drzwi się otwarły i weszła do środka zmarznięta para. Przywitanie było gorące. Wszak ostatni raz w sierpniu w Duszatynie się widzieliśmy. Oni właśnie stamtąd wracali. Nie, nie. Nie siedzieli tam od sierpnia. W tak zwanym międzyczasie byli jakiś czas u siebie w domu. Oj dużo mieliśmy sobie do opowiedzenia. Najpierw się najedli. Potem była herbata i rozmowa. On zamawiał herbatę wąchając słoiki. Wiem, że lubi taką śmierdzącą koniem chyba. Często wracam myślami do tego spotkania. Ba! Już się cieszę na następne, sierpniowe, chociaż krótko w maju się widzieliśmy. Pogadaliśmy, aż w końcu Ona powiedziała, że jest Jej zimno. Trudno, ale trzeba było się rozstać… pojechałem do siebie do Ośrodka. Miło spotykać się w Polsce z ludźmi kochającymi Bieszczad, ale jeszcze milej jest spotkać Przyjaciół z Polski w Bieszczadzie…


Odpowiedz z cytatem