Odcinek bez sponsora.
„Polami, polami, po miedzach, po miedzach…”; a nie, to nie ten krajobraz.
Szerokim, upstrzonym wytworami procesu trawiennego zwierząt, duktem, wywołując nerwowość stadka gęsi i obojętność rodziny kóz, przemierzamy wieś, dziwiąc się wartości kolejnych numerów na domach. Bezczelnie sycąc ciekawość, zaglądamy w obejścia i za płoty – w oczy kłuje i wypełniona dziurami w dachu bieda i okraszone sidingiem i płotem z ocynkowanej blachy bogactwo.
Popatrują na nas nieliczni, pozostali w domostwach mieszkańcy, dziwiąc się pewnie strojowi, jakimś cienkim, kolorowym badylkom w rękach i garbowi na plecach.
Migawki w aparatach pracują – trzeba rejestrować, bo zmiany, choć powolne i tu są nieuniknione.
Jedna para oczu pilnie śledzi to, co dopływa z prawej strony w kierunku drogi, ukształtowanie terenu i inne tego typu znaki szczególne, poszukując dogodnego podejścia na Latańską Holicę. Ale czy ten ciek to ten sam ciek, który… No tak, dylematy jak zwykle te same, więc skręcamy tam, gdzie nogi i oczy poniosą, czyli najpiękniejszym z możliwych traktem – połączeniem drogi i strumienia.
Jako, że dawno nie padało niespecjalnie musieliśmy się nakicać po kamieniach, aby suchym butem łykać kolejne metry.
Tu naszła nas refleksja: nasi bracia zza wschodniej granicy dziwne mają podejście do wód płynących – korzystają z nich na potęgę, czego dowody tu i ówdzie widzieliśmy /np. zestaw butelek po wielu napojach świata i naczyń o dziwnym kształcie wypełnionych wodą i stojących w karnym rzędzie na prowizorycznym stoliku na brzegu/. Z drugiej strony w potoczku tym i innych znaleźć można to, czego my widzieć nie chcemy, a oni już używać, ot takie meandrujące śmietniki.
W pewnym momencie potok miał nas dość i wybrał inny kierunek, gdzieś w pobliżu domu o numerze 1000. Odtąd plemię Suchych Stóp ruszyło raźno w pełnym słońcu wyraźnie widoczną drogą polno – zwózkową.
Niestety, poszukiwany grzbiecik dojściowy wybrał wyraźnie inne podejście, a drożyna dość szybko nabrała skłonności do rozwidlania się, dzielenia i zanikania. Wreszcie na polance, intensywnie przez Milki ukraińskie eksploatowanej, ślad gniecionej butem i kołem trawy urwał się.
Cóż nam biednym było czynić – poszliśmy za wewnętrznym nakazem guru – „Czas sztachnąć się chaszczem”.


Odpowiedz z cytatem