Ale to nie chodzi o to czy jest źle, czy nie jest źle - chodzi o ponoszenie konsekwencji swoich czynów i zachowań - również konsekwencji finansowych.
Ale to nie chodzi o to czy jest źle, czy nie jest źle - chodzi o ponoszenie konsekwencji swoich czynów i zachowań - również konsekwencji finansowych.
A to już jest inna sprawa, nie można wszystkich karać za postępowanie lekkomyślne (idiotyczne)... no tych , delikatnie pisząc. Bo kto np. w taką pogodę o 16 wyrusza w góry ??? i potem opisuje to na różnych forach,.. jak mu już na początku towarzyszka "odstaje " półgodziny do tyłu, a on dalej ciągnie i udaje wariata,że jest ok.Takimi powinni się zainteresować prokuratorzy, za narażanie życia innych.
"dosyć często rozważam co jest warte me życie?...tam na dole zostało wszystko to co cię męczy ,patrząc z góry w około - świat wydaje się lepszy.."
Pozdrawiam Janusz
No i jeżeli nie płatne akcje to powinny być kary (wysokie) za takie odklejone zachowania. Zdarza mi się łazić na wschody i zachody słońca - byłam na Babiej końcem listopada - ale zupełnie inaczej to zorganizowaliśmy - znaczy wyjazd sobota rano, schronisko, obiad, zostawienie rzeczy, drzemka, zachód na Małej Babiej, spanie w schronisku, wschód na Diablaku - wyspani, wypoczęci, niedługa trasa - da się, tylko trzeba zaplanować i pomyśleć. I w razie kiepskich warunków zrobić w tył zwrot (też mi się to zdarzało) - schować ambicje na później.
Kiedyś na zajęcia robiłam poster o wypadkach śmiertelnych w Tatrach w latach 90-tych (akurat o takich wypadkach dane są ogólnodostępne - z lokalizacją, przyczyną itp) - i za tamto 10lecie ponad 80% jak nie więcej śmierci w Tatrach wynikało tylko i wyłącznie z głupoty turystów. Wypadków-wypadków było naprawdę niewiele - typu zabiły kogoś spadające kamienie nie strącone przez nikogo, wtedy spadł też Sokół w Olczyskiej, zginął w pełni wyposażony zimowo ratownik - mimo raków spadł - to są wypadki, a nie wychodzenie 2h przez zachodem słońca, bez latarki, z niedostosowaniem tempa grupy, albo w ogóle lezienie nie wiadomo gdzie. Jeżeli takie relacje przyczyn są w przypadku wypadków śmiertelnych, to pewnie podobne w przypadku żywych.
Browar z ust mi to wyjąłeś, zbierałem się żeby napisać takie samego posta. Z tego co wiem akcje ratunkowe mamy "za darmo" na terenie całego kraju. Dlaczego w górach ma być inaczej, a co z miejscowymi? Jeśli mieszkaniec chałupy położonej w górach złamie nogę to też ma być ubezpieczony ekstra? A co jeśli tą nogę złamie będący u niego gość z nizin? Poza tym te "góry" to gdzie by się miały zaczynać? Użycia specjalistycznego sprzętu i wiedzy mogą wymagać też akcje w terenach powszechnie za górskie nieuważane.
Ja zostaje przy swoim. Karanie bezmózgów wysokimi karami. Niech płaca za głupote i brak odpowiedzialnosci. Może się takim odechce popisywania.
Czy to karanie ma być obecne tylko w górach? Czym się różni bezmózgowość na drodze, w mieście czy na wodzie, od bezmózgowości na szlaku? Kto będzie oceniał czy wypadek był spowodowany głupotą czy "siłą wyższą"?
Bezmózg na drodze jak spowoduje wypadek ma konsekwencje karne. Jak na wodzie bezmózg narazi cudze życie też odpowiada za to. Bezmózg w górach ma konsekwencje karne tylko jeśli jest to wycieczka szkolna (patrz lawina w Tatrach kilka lat temu, dzieciaki chyba z Tychów), a i to nie zawsze...
Trochę wkładam kij w mrowisko, ale co tam :) Można mieć taki wypadek na drodze, że ucierpisz tylko ty, ale i tak wymaga to akcji ratunkowej. Co do wycieczki w Tatrach dajcie już spokój, argument koronny tam był że nie wzięli przewodnika, no cóż ci akurat mieli i nic to nie dało, więc już nie było na czym sobie poużywać. Sam raz byłem na wycieczce z przewodnikiem, który spanikował narobił dymów łącznie z wzywaniem GOPR-u który nie był konieczny, a na koniec jeszcze wszystkiego się wyparł, więc za takich przewodników dziękuje. Aha i żeby było jasne, nie mam nic przeciwko ubezpieczaniom górskim, ale niech będą wtedy też wymagane na trenie całego kraju, a jeśli póki co mamy taki system ratowniczy jaki mamy więc niech będzie. Jestem przeciwko sztucznemu wyróżnianiu tych terenów z powodów o których bardzo dobrze napisał Browar i pod czym się podpisuję.
Ekstra ratownictwo mamy tylko na wodzie i w górach... Wiec są to wyróżnione tereny. A przykład taki a nie inny podałam bo akurat taki pamiętałam.
Pewnego razu jeden GOPRowiec w rozmowie (2007 rok) uświadomił mnie, że formalnie, akcje ratownicze na terenie całego kraju należą do Państwowej Straży. Jeśli prawnie coś się zmieniło do tego czasu to chętnie się z tym zapoznam. Szybkie spojrzenie do dokumentów dostępnych na stronie PSP nie dało mi wystarczającej wiedzy jak jest obecnie. Jeśli chodzi o akweny wodne to Strażacy ratują jak najbardziej, nie mam pojęcia czy w praktyce zdarza się żeby ratowali w górach, ale jak najbardziej powinni też być w stanie to zrobić i z tego co wiem mają jednostki zdolne podjąć się tego. Odbiegamy trochę od tematu już, jak zresztą zwykle w tematach gdzie ilość postów zaczyna przekraczać pewną wartość krytyczną :). Abstrahując od tego czy ma być ubezpieczenie czy nie, co to zmieni w samym sednie sprawy czyli ilości wypadków w górach/lesie/wodzie/itp? To że mam czy nie mam ubezpieczenie, nie spowoduje że nagle pomoc magicznie dotrze szybciej. Rozmawiałem z kolegą, który się wspina i ma Alpenverein wykupione. Mówił mi że jest coraz większy problem, że ludzie mniej myślą i przewidują bo mają ubezpieczenie/komórkę/GPS-a więc są bezpieczni. Tylko że jak pogoda przez 4 dni nie pozwalała na wylot śmigłowca to sobie mogli dzwonić i patrzeć w GPSa do bólu a pomocy jak nie było tak nie było.
Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)