Kilka dni temu palący wstyd (nie wyjeździłem po Bieszczadach ani jednej roboczogodziny quadem lub terenówką) wypędził mnie na dzikie pustkowie (mniej więcej tam gdzie panują ekstremalnie złe warunki dla jakichkolwiek inwestycji):



Szczęśliwie było to dokładnie to samo miejsce, gdzie kiedyś popełniłem (nie)wybaczalny błąd i skróciłem wędrówkę. Popatrzyłem w lewo... w prawo... i dzięki Bogu żaden chętny do pomocy urzędnik nie wyskoczył zza krzaka

Rozochocony tym faktem niemiejscowego prywatnego przedsiębiorcę wysłałem po piwo na Słowację a sam polazłem wygodną przecinką graniczną. Przeważnie w dół