W drogę wyruszyliśmy o 14.30 (a nie koło 16oo jak pisałem powyżej). Najpierw główną drogą przez wieś, potem przez przysiółek odbijający niedaleko mostu na Ljutance w kierunku mniej więcej północno-wschodnim. Naszym pierwszym celem była leżąca w tym właśnie kierunku przełęcz 737 m npm. Ale zanim zaczęliśmy szukać przełęczy wędrowaliśmy przez ukraińską wieś a na ukraińskiej wsi jest co pooglądać
Monstra duże i małe, opuszczone domostwa, przemieszanie czasu przeszłego z teraźniejszym właściwe dla ukraińskiej prowincji - wędrówka przez taką wieś jak Ljuta może być sama w sobie celem wyjazdu
Nas jednak bardziej niż Ljuta interesowała wówczas widoczna na kolejnym zdjęciu (po prawej) przełęcz.
Nawigowaliśmy dość swobodnie, kto był na czele ciągnął w swoją stronę choć założenie było wspólne: omijać to co gęste i mokre. Jak się szybko okazało gęstego ominąć się nie udało a mokre po chwilowej mżawce było wszystko. Chmury malowniczo to zakrywały ...
... to zalotnie odsłaniały kształty leżącej po przeciwnej stronie doliny Ljutańskiej Holicy.
Było dość chłodno, pochmurno, mokro, ścieżka co rusz ginęła w gęstych krzakach a przełęcz uciekała nam to w lewo to w prawo. Było fantastycznie!![]()







Odpowiedz z cytatem
