Jest środa rano. Wstajemy jak zwykle o 6-6:30 rano. Ciekawa ta środa jest o tyle że czas mamy przewidziany do piątku wieczór a jeszcze do Hnitessy nie doszliśmy :) Ale generalnie wszystko mniej więcej w planie. Po 20km dziennie.
Dziś wita nas jak już pisałem odwilż, a jak odwilż to zerowa widoczność.. Brniemy wzdłuż słupków sistiemowych w górę, w dół, w górę, w dół... Monotonia, nic się nie dzieje, nic nie widzimy. Ale pobłądzić tez nie ma jak. Jak to przy odwilży - zaczynamy mieć problem z fokami oraz nawet ze slizgami nart z łuską - parokrotnie zatrzymujemy się i woskujemy świeczka na ile sie da by był "poślizg".
![]()
Ok 12, po 4h od wyjścia z Pirie meldujemy się na Palenicy w miejscu gdzie będziemy skręcać w lewo w kierunku Wesnarki i Chitanki. No tak, nie jest to łatwy moment wyjazdu. Nic nie widać, wiatrem i śniegiem duje że hej.. Sam mam wątpliwości nad sensem pakowania się na Hnitessę, ale gdy Globus pyta - "Trawers, na Hnitessę idziemy czy nie?" Odpowiadam jak najbardziej mogłem z pewnością siebie że tak, że to warunek wyjazdu i trasy :) :)
No tak, czasem idee fix czy jak to się pisze jest na tyle istotne że bez tego trudno uznać coś za udane / zaliczone. Tak jest w przypadku Hnitessy. Tadeusz Studziński w swoim opowiadaniu wprost opowiada:
"Do południowego cypelka granicznego za Hniatysią doszedłem o godzinie piętnastej i stałem na nim przez dłuższą chwilę. Szerokość Karpat w tym miejsca jest największa i wynosi jakieś dwieści kilometrów. Dookoła stał zbałwaniony ocean gór.(…) Pomyślałem wtedy, czy przede mną był już ktoś samotnie na nartach w grudniu na Hniatysi idąc grzbietami Czarnohory i Karpat Marmaroskich. Bardzo w to wątpiłem.
Słupek graniczny na cyplu odwiany był przez wichry i miał numer 56. Pomachałem ręką w kierunku Siedmiogrodu i zawróciłem na północ. Cztery kilometry szedłem swoimi śladami do płaskich połonin Gropy. Z wysokości 1750m zjeżdżałem przez zielsko stepowe do źródeł Czarnego Czeremoszu. Zmarzłe łodygi wystawały ze śniegu, ale nie hamowały pędu."
Ten odcinek opowiadania jest mega ciekawy i zastanawiający. Słup 56 był na samym zakręcie granicy, przed wejściem w Mencziła. Kto był to wie jak stromo jest od Hnitessy do tego punktu. Jakie mocne idee fix trzeba mieć żeby zimą zejść / zjechać tam na dół i potem wrócić z powrotem. Podziw dla Studzińskiego tym większy. My się zastanawialiśmy nad Hnitessą, Fata Banului nie była nawet opcją dla nas, chociaż byliśmy na pewno lepiej wyposażeni i w trójkę. Tak, tak. Zastanawiałem się czy na pewno był w miejscu słupa 56. Miałem nawet myśli czy cała historia nie jest wymysłem autorskiej wyobraźni. Wrócę do tego pod koniec, jest co najmniej jedno miejsco gdzie coś się z dniami nie zgadza.
Z naszej trójki Krzysiek decyduje się zostać na Palenicy i poczekać na nas. Jak potem przyzna pomimo doubrania się mocno go wywiało. Ja z Globusem ruszamy i po ok 40min jesteśmy na Hnitessie.
![]()
Ciekawe jest to że na Hnitessie występuje bezproblemowy rumuński zasięg :) Korzystam, wysyłam pare smsów (zimą, z Hnitessy, kto by kiedyś pomyślał...). W roku 2011 kiedy byliśmy w 5 osób najmłodszy uczestnik naszego wyjazdu został zaopatrzony przez tatę w... telefon satelitarny. Wtedy troszkę się dziwiliśmy, troszkę podśmiechiwaliśmy, dziś to już nie do pomyślenia. Cywilizacja zasięgowa dociera coraz dalej i dalej na głęboką Huculię.









Odpowiedz z cytatem