Strona 5 z 5 PierwszyPierwszy 1 2 3 4 5
Pokaż wyniki od 41 do 49 z 49

Wątek: Bieszczadzka GRAFOMANIA. Refleksje kruka

  1. #41
    Bieszczadnik
    Na forum od
    02.2004
    Postów
    654

    Domyślnie

    Bogobojna i uczynna ludność miejscowa wytłumaczyła Chuckowi znaczenie primaaprilosowego żartu. Już zdążył o tym zapomnieć. Ma inny - i to poważny - problem: właśnie nadeszła depesza z Pentagonu, że SB to Stary Bolszewik.

  2. #42
    Bieszczadnik
    Na forum od
    11.2001
    Rodem z
    Warszawa (Ochota)
    Postów
    2,529

    Domyślnie

    Czytał tę depeszę po raz kolejny.
    - It's impossible - pomyślał - to jakaś dezinformacja. W Pentagonie musi działać "kret". Nie po raz pierwszy zresztą.

    Po chwili był już tego pewien. Stwierdził też, że owego kreta w dodatku musiano źle przeszkolić.
    - Gdyby go nauczono historii b. ZSRR, to by wiedział, że wszystkich starych bolszewików wymordował, jawnie lub skrycie, Józef Mikołajewicz Przewalski. A zatem, czy i jaka może być w tym wszystkim rola owego literata? Zajmę się tym - postanowił.
    Serdecznie pozdrawiam
    Stały Bywalec.
    Pozdrawia Was także mój druh
    Jastrząb z Otrytu

  3. #43
    Bieszczadnik
    Na forum od
    02.2004
    Postów
    654

    Domyślnie

    Ale ma problem. Jak wytłumaczyć Prezydentowi, że istnieją dyżuru w Dwerniku??? Jak to zrobić, żeby nikogo nie obrazić ???

  4. #44
    Bieszczadnik
    Na forum od
    11.2001
    Rodem z
    Warszawa (Ochota)
    Postów
    2,529

    Domyślnie

    Cytat Zamieszczone przez Kriss40
    Ale ma problem. Jak wytłumaczyć Prezydentowi, że istnieją dyżury w Dwerniku??? Jak to zrobić, żeby nikogo nie obrazić ???
    - Cóż, trzeba będzie jakoś zjeść tę żabę - pomyślał Chuck Norris.

    Tego samego zdania była również jego kotka Fruzia, którą niedawno przygarnął. Zagubiła się, albo ktoś ją wyrzucił kilka dni temu, podczas pamiętnego zamieszania w Lutowiskach. Tak mu się przynajmniej wydawało.
    Chuck nawet nie przypuszczał, że to on uratował kotce Fruzi życie. Moherowe babsko zawiozło ją bowiem do uśpienia, gdy zauważyło, że kotka łakomie spogląda na ptaszki za oknem.
    - Jeszcze mi ptasią grypę do domu przywlecze - pomyślała ciemnota i pojechała ze zwierzątkiem do weterynarza. - Niech pan ją koniecznie uśpi, panie doktorze - poprosiła. - Tylko jakimś najtańszym zastrzykiem, bo jestem biedną emerytką ...
    Lekarz bezskutecznie usiłował jej to wyperswadować. Baba się uparła, i już! Wtedy pan doktor odczytał okólnik nadesłany od Głównego Lekarza Weterynarii Kraju i władował jej w potężną d... rzeczywiście najtańszy specyfik, służący (wg etykiety na fiolce) do uśpienia wściekłego słonia.
    Fruzia, która już wcześniej wyczuwała swoim zwierzęcym instynktem, co się święci, nie żałowała nic a nic swojej pani, tylko szybko dała drapaka. Poszwendała się trochę po Lutowiskach, a potem przylgnęła do Chucka Norrisa, równie samotnego i zagubionego jak ona.

    Teraz przekornie patrzyła wiernymi ślepkami na swojego nowego pana.
    - Nic się nie bój. Zadzwoń do Prezydenta i powiedz Mu, co wiesz o dyżurach w Dwerniku - zdawało się mówić jej przeurocze kocie spojrzenie.
    I Chuck Norris tak uczynił. Z tą tylko różnicą, że zadzwonił do wszechwładnego prezydenckiego brata. Nie chciał bowiem bieszczadzkimi duperelami zawracać głowy samemu Pierwszemu, ostatnio bardziej zajętemu sprawami zagranicznymi.
    Wybrał w swojej komórce zastrzeżony, znany tylko niewielu osobom numer: [urzędowa ingerencja cenzury].
    - Chuck Norris melduje się posłusznie, Panie Prezesie!
    - Cześć, stary zabijako - odpowiedział Jaromir Łabędzki. Wykonałeś już zadanie?
    - Jakie zadanie? Jeszcze go przecież od Pana Prezesa nie dostałem.
    - Racja, przypominam sobie. Wiesz, trochę się zmieniły realia. Będziesz teraz gwarantem nie paktu stabilizacyjnego, lecz koalicji rządowej, którą może stworzę. A może i nie stworzę. To tak na marginesie, bo sam jeszcze nie jestem przekonany. Odnalazłeś już tę swoją polską miłość, jak jej tam, Anetę?
    - Jeszcze nie, ale chyba niedługo ją spotkam. Jestem już bowiem w Bieszczadach, w samych Lutowiskach!
    - I sam tam jesteś?
    - Nie sam. Mam kotkę Fruzię.
    - To ucałuj ją ode mnie. Uwielbiam koty. A tak w ogóle, by the way, to po co do mnie dzwonisz? Jestem teraz bardzo zajęty. Mam właśnie ważną naradę. Jest u mnie minister - koordynator, Zdzisław Wodnicki.
    - To się doskonale składa, bo ja właśnie telefonuję w sprawach specsłużb...
    - Poczekaj chwilę, włączę nagłośnienie. Już. Możesz mówić dalej.
    - Operacyjnie dowiedziałem się, że żadna ze służb rządowych nie monitoruje dyżurów w Dwerniku! A przecież przyłażą tam różni tacy, wymieniają hasło i odzew, a potem żrą pierogi i chleją piwo. Składa ktoś Panu Prezesowi raporty o tym, o czym oni gadają? Podejrzewam, że nie.

    Zapadło złowrogie milczenie. Po chwili minister - koordynator zaczął się drżącym głosem tłumaczyć:
    - To jeszcze zaniedbanie z czasów rządów postkomuny, Panie Prezesie. Poza tym robię teraz reorganizację służb, mam za mało środków i etatów...
    - Masz się tym zająć. Natychmiast. A jak nie, to zlecę to Lucjanowi Nordowi, nadzorującemu Policję - rozkazał krótko Jaromir Łabędzki.

    A po chwili zapytał Chucka:
    - Co tam słychać w Lutowiskach?
    - Wielkie zamieszanie, Panie Prezesie. Ludzie, a szczególnie tutejsze kobiety bardzo przeżywają ...
    - Nie dziwię się - przerwał mu Jaromir Łabędzki. - Po tym sejmowym głosowaniu w sprawie samorozwiązania parlamentu ...
    - To absolutnie nie o to chodzi, Panie Prezesie.
    - A o co?
    - Pierwszego kwietnia miał się tu odbyć wieczór autorski Krissa40...
    - Znam. Czytam jego poezję. Nawet mi się podoba. Ale dlaczego mówisz „miał się odbyć”? Nie odbył się? Co się stało?
    - Wszystko było już przygotowane. Dopięte na ostatni guzik. Przyjechało mnóstwo, mnóstwo ludzi, głównie płci pięknej. Z terenu gminy, ale nie tylko. Był nawet autokar z żeńską wycieczką studentek UAM z dalekiego Poznania. Sala gimnastyczna szkoły, gdzie miało się odbyć spotkanie z Krissem40, była zapełniona po brzegi. Dziewczyny siedziały nawet okrakiem na koszach do gry w koszykówkę.
    - No i?
    - Punktualnie o godzinie 17-tej, gdy miało się rozpocząć spotkanie z nim, zatelefonował Kriss40 i powiedział, że to wszystko prima aprilis!!! I że nie przyjedzie. Że w ogóle nawet nie wyjechał z Warszawy!
    - Jak ludzie zareagowali?
    - Z ogromnym oburzeniem. Wszyscy winili za ten fakt rząd SiP-u premiera Kazimierkiewicza. I nie od razu się rozeszli. Szczególnie te zamiejscowe panie, których tu nikt nie zna.
    - Co one robiły? - zainteresował się minister - koordynator.
    - Nachalnie uwodziły mężczyzn. Napaliły się wcześniej na Krissa40 i musiały znaleźć jakieś ujście dla swojej namiętności.
    - Ciebie też uwiodły?
    - O tak!!! Nawet nie przypuszczałem, że tu, w Polsce, w dodatku na dalekiej prowincji, pobiję swój rekord życiowy.
    - Ciekawe. A jakiż to rekord?
    - Przedtem, w Hollywood, odstawiłem z jedną panią nieskończoną ilość numerków. Trzy razy pod rząd je odstawiłem. A teraz udało mi się to uczynić cztery razy, każdorazowo mnożąc przez nieskończoność, oczywiście!
    - A co nas obchodzą twoje seksualne wyczyny, ty moralny wykolejeńcu! Mów nam natychmiast, jakie są społeczno - polityczne nastroje ludności?!
    - Już wspominałem, że bardzo, ale to bardzo złe. Wg lokalnego sondażu Pana partia, SiP, ma teraz tu 0% poparcia, a OP Ronalda Kusta całe 100%. Miejscowi przedstawiciele Ronalda rozgłaszają wszem i wobec, że to przez was nie odbył się wieczór autorski Krissa40. Że go na pewno aresztowaliście lub zastraszyliście, i dlatego nie przyjechał. I że za ich rządów taki blamaż nigdy nie mógłby mieć miejsca. I ludzie w ogóle nie wierzą w to tłumaczenie primaaprilisowe Krissa40.

    Jarosławowi Łabędzkiemu i Zdzisławowi Wodnickiemu aż dech zaparło w piersi z oburzenia.
    - To skandal! Każę powołać specjalną komisję śledczą! Ja mu tego płazem nie puszczę - stwierdził złowrogo Jaromir.
    - Panie Prezesie, a ja mam inny pomysł - powiedział z ożywieniem Wodnicki. - Ukarzemy go po cichu, ale dotkliwie. A przy okazji rozwiążemy ten problem monitorowania dyżurów w Dwerniku.
    - Co wymyśliłeś?
    - Najpierw niech Nord weźmie Krissa40 w kamasze. Potem oddeleguje go do mnie, do którejś z podległych mi specsłużb. A ja wtedy dam mu specjalne zadanie, z wykorzystaniem jego talentu, jak najbardziej!
    - Możesz to rozwinąć, wyjaśnić?
    - Oczywiście. Panią Basię, szefową „Piekiełka” w Dwerniku, poprosimy, aby sobie codziennie robiła krzyczący zielony makijaż. To piękna, elegancka kobieta. Rasowa, dobrze zbudowana brunetka. Jeden z moich agentów, młody dwudziestoletni chłopak, doznał spełnienia na sam jej widok!
    - Czy mógłbyś nie świntuszyć?!
    - Ja miałem na myśli spełnienie tylko platoniczne. Ale już dobrze, dobrze. Przepraszam. Następnie rozkażemy zmobilizowanemu Krissowi40 siedzieć codziennie, po cywilnemu, na dyżurze w „Piekiełku”. Od końca kwietnia do połowy października. Będzie patrzył Barbarze w zielone oczy i czerpał z nich natchnienie! I niech sobie pisze, niech jak najwięcej tworzy! Bo tu, w Warszawie, to coś mu chyba klimat ostatnio nie służy. Wręcz przeciwnie, tylko przeszkadza w twórczości poetyckiej. Na przykład: piątego kwietnia napisał na forum coś o dwóch butach, prawym i lewym. To ma być romantyczne? Dla Zielonookiej?
    - Ile nas to będzie kosztowało? I co my z tego będziemy mieć? - zapytał rzeczowo Jaromir Łabędzki.
    - Koszty będą niewielkie. Noclegi „U Lestka”, diety na całodzienne wyżywienie w "Piekiełku", ekstra dodatek na piwo i wino bieszczadzkie (w zasadzie w cenie piwa). Wyposażymy go też w odpowiedni sprzęt, tzn. ukrytą kamerę. Będzie się włączać sama automatycznie, gdy tylko ktoś wypowie odpowiednie hasło i odzew.
    - O tych najlepszych pierogach? I Adminie jesienią? Doskonale pomyślane! Na razie jeszcze cię nie zwolnię. W rządzie zostaniesz nawet po rekonstrukcji gabinetu, po koalicji z „Obroną Konieczną”.
    - Na to liczę i dziękuję, Panie Prezesie. Jeszcze tylko dokończę referować mój plan. Nasz przyjaciel Chuck Norris, przynajmniej dopóki będzie przebywał w Bieszczadach, niech dopilnuje, aby wszystko działało bez zarzutu. Będzie odbierał od Krissa40 wykonane nagrania i mejlował mi je do centrali.
    - Akceptuję. Proszę wykonać! - postanowił Jaromir Łabędzki.
    - Tak jest! - równocześnie odkrzyknęli służbiście Chuck Norris i Zdzisław Wodnicki.
    Serdecznie pozdrawiam
    Stały Bywalec.
    Pozdrawia Was także mój druh
    Jastrząb z Otrytu

  5. #45
    Bieszczadnik
    Na forum od
    11.2001
    Rodem z
    Warszawa (Ochota)
    Postów
    2,529

    Domyślnie

    W międzyczasie, w Moskwie, szkolenie agentek - dywersantek uległo gwałtownemu przyspieszeniu. Kurs szpiegowski został nagle i przedwcześnie zakończony. Stało się to kosztem zajęć z wychowania patriotyczno - ideologicznego - co miało później przynieść fatalne skutki. Ale nie uprzedzajmy wydarzeń.

    Bezpośrednio po pamiętnym pokazie - reklamie bielizny damskiej, grupa wysokich oficerów wywiadu rosyjskiego zaprosiła agentki - prezenterki mody do konspiracyjnej willi GRU. Celem sprawdzenia poziomu ich wyszkolenia operacyjnego oraz kontynuacji tegoż, tym razem już na najwyższym światowym, szpiegowskim poziomie.

    Dowództwo GRU reprezentowali:
    - zastępca Szefa GRU, gen. mjr Sobakow,
    - komendant zarządu XIV (ds. agentów nielegalnych), płk Iwanow,
    - komendant zarządu I (ds. europejskich),
    - komendant zarządu VI (sprawy radiotechniczne),
    - komendant zarządu X (strategiczne analizy wywiadowcze),
    - komendant zarządu administracyjno - technicznego.

    A czekające na przerzut do Polski agentki to po prostu: Tania (d-ca grupy), Zoja, Jelizawieta, Masza, Swietłana i Katia. Wszystkie niedawno ukończyły polonistykę, a Tania legitymuje się nawet stopniem naukowym doktora nauk humanistycznych w zakresie filologii polskiej (szczegóły dotyczące jej doktoratu znajdziecie w jednym z poprzednich odcinków grafomanii).

    Trzeba przyznać, iż generał i pułkownicy bardzo starannie i sumiennie odnieśli się do swoich nowych obowiązków. Prawie całe dnie i noce spędzali w konspiracyjnej willi, bieżące sprawy służbowe cedując na wyznaczonych zastępców. W domach również bywali niezmiernie rzadko, małżonkom tłumacząc się przepracowaniem wynikłym z kryzysu, jaki zapanował w stosunkach rosyjsko - polskich.

    Ich żony początkowo nawet w to uwierzyły. Niedawno w Moskwie pobito polskich dyplomatów - wiadomo, że nie był to wybryk chuligański, o czym usiłowała przekonać prorządowa prasa. Może coś nowego się przydarzy? Tak sobie myślały i plotkowały o tym podczas wspólnych spotkań przy kawie i winku gruzińskim (jeszcze go wtedy w Moskwie nie zabrakło).
    A ich mężowie co jakiś czas przyjeżdżali na parę godzin do domu. Zmęczeni, padali do łóżka i spali jak zabici. Poczym wypoczęci, z zapasem czystych koszul i bielizny wracali służyć Ojczyźnie.

    Panie nie na darmo były żonami wywiadowców. Obcując z nimi już co najmniej przez kilkanaście lat wyrobiły sobie nieco szpiegowskich odruchów i przyzwyczajeń. Przede wszystkim każda z nich dokonała oględzin ciała swojego męża (podczas, gdy smacznie spał) oraz jego koszul i bielizny osobistej.
    Wyniki owej lustracji były jednoznaczne. Żona generała Sobakowa (za plecami przezywana przez przyjaciółki Sobaczyną) wezwała telefonicznie koleżanki do swojego domu na konieczną naradę.
    - Gdzie oni się teraz zamelinowali? I co za dziwki sobie przygruchali?- zachodziły w głowę oficerskie żony. Adresów konspiracyjnych GRU naturalnie nie znały.

    Gdy tak burzliwie ale jałowo dyskutowały, ktoś zadzwonił do drzwi generalskiego apartamentu. Zameldował się młody adiutant, z prośbą (od towarzysza generała) o kolejne czyste koszule, kalesony i skarpetki.
    - Szef jest tak zapracowany, że nie mógł osobiście przyjechać. Oczywiście bardzo ukochaną żonę za to przeprasza. To wszystko przez tych zdradzieckich Polaczków - kłamał jak z nut przystojny lejtnant.
    Sobaczyna w odpowiedzi strzeliła go w mordę. Następnie zagroziła:
    - Synku, nie wysilaj się na żadne kłamstwa, bo i tak znamy prawdę. Nie wiemy tylko, gdzie się łajdaczą. I ty nam ten adres zaraz grzecznie podasz!
    - Ależ Madame, to jakieś nieporozumienie ...
    - Posłuchaj gówniarzu. Bo zaraz stracę cierpliwość. Ja i moje przyjaciółki - w tym momencie generałowa wymieniła nazwiska obecnych koleżanek. - Przecież jak my sobie ciebie, smarkaczu jeden, zapamiętamy, to najdalej za kilka tygodni wylądujesz w garnizonie gdzieś na granicy rosyjsko - chińskiej. Zamieszkasz w zapluskwionym baraku, a nie w czystym moskiewskim mieszkanku. I będziesz dmuchał brudne, śmierdzące chińskie k...wy, a nie moskiewskie studentki i wypachnione urzędniczki!!!
    - O Jezu! Ależ wpadłem! Przecież jak wam podam ten adres, to z kolei generał mnie zniszczy!!!
    - Nie bój się, nic mu nie powiemy. Kontaktu z tobą nie spalimy, bo się może jeszcze kiedyś przydasz. Dość przystojny jesteś, kochasiu. Trzeba się będzie naszym mężom odpłacić pięknym za nadobne ... Ale o tym - potem. No więc, jaki jest ten wasz „operacyjny” adres?
    - Kutuzowski Prospekt nr 184A. Osiedle nowych domów jednorodzinnych. Willa nr 1, pierwsza z brzegu, od lewej strony. Pilnują jej chłopcy ze Specnazu, ale dyskretnie, po cywilnemu.
    - Ci ze stałej obstawy? Znają nas z widzenia?
    - Tak, ci sami. Tylko ..., jak mnie panie chcecie wydać, to powiedzcie od razu. W łeb sobie palnę!!!
    - Już ci mówiłam, że jeszcze nam się przydasz. Trochę później. A teraz bierz te koszule, kalesony i skarpetki i wracaj do tego waszego burdelu. A propos, ciebie też tam coś obleciało?
    - A skąd! Ganiam tylko po różne kosmetyki, afrodyzjaki i środki antykoncepcyjne ...
    - Wynagrodzimy ci to. A naszej dyskrecji bądź pewien. Zresztą, jak tam wpadniemy, to tobie też spuścimy mały łomot. Dla pozoru. Abyś nie był przez nikogo podejrzewany.
    - Doskonały pomysł. Mogę się już odmeldować?
    - Tak. I pamiętaj, nie zrób żadnego głupstwa!

    Młody lejtnant zapakował starannie generalskie ciuchy i z nosem na kwintę poszedł do samochodu.
    - Ależ wpadłem! Ja to mam pecha. A ten mój kumpel z roku w szkole oficerskiej, Paweł, byczy się teraz w Polsce, w Polańczyku i posuwa różne kuracjuszki i wczasowiczki. Szpiega udaje, psiakrew!. Nie ma sprawiedliwości na tym świecie. - Tak sobie myślał i klął pod nosem, wracając do tajnej willi GRU.

    Żony wojskowych dostojników odczekały dla pozoru ze trzy godziny, poczym - uzbrojone w wałki do ciasta i parasolki wsiadły do dwóch taksówek i kazały się zawieźć pod niedawno poznany adres.

    A pod owym adresem nie próżnowano. Po lekcjach z techniki szpiegowskiej nadszedł czas na zajęcia relaksujące, również w jakiś sposób związane z zadaniem operacyjnym postawionym młodym agentkom.

    Aby wszystko odbywało się jak najbardziej formalnie (na wypadek kontroli z Gabinetu Prezydenta Putina) utworzono Kółko Teatralne GRU. Nie samą pracą przecież człowiek żyje, co pewien czas nawet generał i pułkownicy muszą się odchamić!
    Zważywszy czekające dziewczyny zadanie służbowe, w kółku teatralnym skupiono się na repertuarze wyłącznie polskim - głównie autorstwa polskojęzycznego Rusina, hr. Fredro.
    Dwie pary zajmowały się właśnie inscenizacją XIII Księgi „Pana Tadeusza”, a generał Sobakow z Tanią odbywali generalną próbę przedstawienia „Baśni o królewnie Pi..nie”. Wszyscy byli tak twórczo zaaferowani, że nawet nie usłyszeli, jak dwie taksówki zajechały pod dom.

    Sześć żon oficerskich wysiadło z samochodów i ruszyło wprost na ubranych po cywilnemu ochroniarzy.
    Nieustraszeni bojcy Specnazu, pogromcy kaukaskich terrorystów, zwycięzcy II wojny czeczeńskiej - gdy tylko w nadchodzących babach rozpoznali żony swoich pryncypałów - pierzchli niczym myszy na widok kota. Wiedzieli bowiem dobrze, co się we wnętrzu domu już od kilku tygodni wyprawia i - prawdę powiedziawszy - przewidywali właśnie taki, a nie inny finał tej Sodomy i Gomory.

    Sobaczyna z pięcioma koleżankami wbiegły na piętro i nakryły swoich mężów... po łacinie się to nazywa: in flagranti. Wałki do ciasta, parasolki, zdjęte z nóg pantofle - wszystko to natychmiast poszło w ruch. Wysportowane agentki błyskawicznie dały susa przez zamknięte (!) okna, tak jak stały, w zasadzie całkiem gołe (nie licząc frywolnych namiastek stroju, takich sobie fru, fru). Były specjalnie wyćwiczone, więc się nawet nie pokaleczyły ani nie potłukły, skacząc w ten sposób z pierwszego piętra. Zresztą zaraz wpadły w ramiona ochroniarzy, którzy okazali się bardzo współczujący i opiekuńczy. I bardzo nieodporni, jak to zazwyczaj żołnierze, na wdzięki niewieście.

    A w domku na górze szalała karna damska ekspedycja. Generał i pułkownicy zostali przez swe połowice pobici jeszcze bardziej, niż wcześniej uczyniono to (na ich rozkaz) z polskimi dyplomatami w Moskwie. Oberwało się także i zdradzieckiemu adiutantowi, który teraz - chyba dręczony wyrzutami sumienia - usiłował własnym ubranym ciałem zasłonić prawie gołe ciało swojego zwierzchnika.

    I tak ów kurs dla agentek - dywersantek został nagle zakończony. Następnego dnia sześć pięknych dziewczyn z fałszywymi paszportami odleciało samolotem „Aerofłotu” do Warszawy.
    Serdecznie pozdrawiam
    Stały Bywalec.
    Pozdrawia Was także mój druh
    Jastrząb z Otrytu

  6. #46
    Bieszczadnik
    Na forum od
    11.2001
    Rodem z
    Warszawa (Ochota)
    Postów
    2,529

    Domyślnie

    Napisałem:
    Dwie pary zajmowały się właśnie inscenizacją XIII Księgi „Pana Tadeusza”, a generał Sobakow z Tanią odbywali generalną próbę przedstawienia „Baśni o królewnie Pi..nie”.
    A przecież było 6 par.

    Ogłaszam błyskawiczny konkurs weekendowy: czym były zajęte pozostałe 3 pary?
    Serdecznie pozdrawiam
    Stały Bywalec.
    Pozdrawia Was także mój druh
    Jastrząb z Otrytu

  7. #47
    Bieszczadnik
    Na forum od
    11.2001
    Rodem z
    Warszawa (Ochota)
    Postów
    2,529

    Domyślnie Odp: Bieszczadzka GRAFOMANIA. Refleksje kruka

    Naprawdę nikt nie wie ?
    Serdecznie pozdrawiam
    Stały Bywalec.
    Pozdrawia Was także mój druh
    Jastrząb z Otrytu

  8. #48
    Kronikarz Roku 2010
    Awatar bertrand236
    Na forum od
    07.2004
    Rodem z
    Poznań
    Postów
    4,224

    Domyślnie Odp: Bieszczadzka GRAFOMANIA. Refleksje kruka

    Cytat Zamieszczone przez Stały Bywalec Zobacz posta
    Napisałem:

    A przecież było 6 par.

    Ogłaszam błyskawiczny konkurs weekendowy: czym były zajęte pozostałe 3 pary?
    He!He Błyskawiczny... 3 i pół roku...
    Pozdrawiam
    bertrand236

  9. #49
    Bieszczadnik Awatar Aleksandra
    Na forum od
    09.2002
    Rodem z
    Warszawa
    Postów
    948

    Domyślnie Odp: Bieszczadzka GRAFOMANIA. Refleksje kruka

    Cytat Zamieszczone przez Stały Bywalec Zobacz posta

    Zastój na tym Forum jak w północnokoreańskiej gospodarce.
    Na te zimowe wieczory proponuję więc "aktywną" lekurę - będziemy czytali i dopisywali kolejne fragmenty powieści. WSZYSCY.
    A o czym będzie ta powieść ? O zaczarowanym kruku z Otrytu. O tym, co widzi i co myśli (właśnie o tym, co widzi).
    Napisałem już konieczną introdukcję, aby uzasadnić pochodzenie owego ptaka.


    .................................................. .........................

    3 lata temu napisałem:
    Cytat:
    Następny mój post z tego wątku tematycznego będzie nie wcześniej, niż za trzy dni, a i to pod warunkiem, że w międzyczasie inne osoby dopiszą nie mniej, niż trzy odcinki. Bo może czas skończyć „Grafomanię”, może mało kogo już ona interesuje.
    Zobaczymy teraz. Myślę, że przez te 3 lata wykluły się jakieś talenty literackie na naszym forum. :)
    *********
    .
    3 i pół letnia zagadka to jedno, a pierwsze 10 postów to ponad 6 lat, [...]
    wyszła historia z brodą. Choć może talentów należy szukać co trzy lata.
    Ostatnio edytowane przez Aleksandra ; 28-11-2009 o 14:45
    "niech będą błogosławione wszystkie drogi proste, krzywe, dookolne…"
    http://takiewedrowanie.blogspot.com/

Informacje o wątku

Użytkownicy przeglądający ten wątek

Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)

Podobne wątki

  1. Bieszczadzka jesień.
    Przez WUKA w dziale Oftopik
    Odpowiedzi: 4
    Ostatni post / autor: 02-12-2009, 22:03
  2. Do Admina - „kanadyjskie” refleksje
    Przez Stały Bywalec w dziale Oftopik
    Odpowiedzi: 45
    Ostatni post / autor: 16-11-2009, 06:55
  3. Bieszczadzka ekologia
    Przez freebies w dziale Fauna i flora Bieszczadów
    Odpowiedzi: 2
    Ostatni post / autor: 16-05-2007, 12:41
  4. Takie tam refleksje jesienne związane z Bieszczadami
    Przez Doczu w dziale Bieszczady praktycznie
    Odpowiedzi: 18
    Ostatni post / autor: 10-10-2005, 13:52
  5. Moje refleksje nt wypadu w bieszczady
    Przez migut w dziale Relacje z Waszych wypraw w Bieszczady
    Odpowiedzi: 8
    Ostatni post / autor: 02-08-2005, 10:21

Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •