Już od dobrych kilku lat zaopatruję się w Ustrzykach Dln. od "mrówek" w priwatną kolekciję, kalganoff, chlibnyj dar, chołodnyj jar i czasami jeszcze inne gatunki ruskich wódek. Wszystkie butelki są oryginalne oraz opatrzone banderolami (ukraińskimi). Większość butelek posiada tzw. dozowniki.
Nigdy, naprawdę nigdy nie miałem takich problemów, o jakich wspominają niektórzy z Was, ze Zdradzonym Mężem na czele. A propos, może to żona Cię chciała otruć ?
Natomiast latem tego roku wypiłem trochę niedobrej, podejrzanej polskiej wódki. Miało to miejsce w Lublinie, na okolicznościowej całonocnej imprezie w dość renomowanej restauracji. Nie podaję nazwy tej knajpy, nie mając mocnych "laboratoryjnych" dowodów. Po owej wódce czułem się dość ... dziwnie. Chwilami byłem zupełnie trzeźwy, chwilami walczyłem z narastającym oszołomieniem. A późniejszy kac nie był wprawdzie straszny, ale też jakiś nietypowy i dłużej trwał.
I w ogóle uważam, że "podrabiane" wódki najczęściej są serwowane w barach i restauracjach, ale jako już kolejne zamówienie (nie pierwsze). Klient jest wówczas już, wg prawa, pijany i - nawet jeśli zorientuje się co do podejrzanej jakości trunku - to w dyskusji z barmanem czy kelnerem nie ma najmniejszych szans. A policja, która chętnie przyjedzie, zacznie od sprawdzenia stanu trzeźwości. I uzna, że pijany nie ma racji.


Odpowiedz z cytatem